sobota, 26 stycznia 2013

Aleksander Wat - Tu nie istnieje przestrzeń ni wola

Jeżeli wyraz "istnieje" ma mieć sens jakikolwiek,
to odnieść się winien do czegoś, do czego można powracać.
Tymczasem powrotu nie ma. Wszystko jest jednorazowe
i zanim "istnieć" zaczęło, już i przestało "istnieć"
(uwaga: "zaczęło" "przestało" są bezzasadne na równi),
a alternacja "jest" i "nie jest" nie jest następstwem w czasie,
dzieje się poza czasem - o ile "dzieje się"
wolno tu zastosować.
Przeto wróćmy znów do esencji. Z nią bo jesteśmy pewniejsi.
Ją bo sami tworzymy. Ona nie jest zależna
ani od tego czy "jest", ani od tego czy "nie jest".

Jak dobrze powracać do dawnych wzgardzonych pojęć!
(Nb. Potoczny jest sens tego "wróćmy".
Tak na przykład wrócił
Odys do Penelopy, do niej która zna sekret:
że trzeba tkać i pruć. I znowu tkać i pruć.)

*
Tu nie istnieje przestrzeń ni wola
tu jest tylko nie-czas, bez-wola
nie-nic i bez-rzecz - miraż i kamień -
Anty energia w próżni omamień.

Tu jest tylko tautologicznie
nigdy i zawsze i bez-ustawicznie.
Nic nie powstało, nic nie niszczeje.
Nic się nie stanie, nic się nie dzieje.

Tu ja nie jestem ja ani nie-ja
nigdy tu nie pozostanie nadzieja
nie ma tu ruchu ani spoczynku
nie ma odejścia, nie ma ratunku

tu jest tylko bez chęć i bez-sens
tu jest tylko bez głos i bez-deń.
Nie ma wyroku. Nie ma oskarżeń.
Oko nie widzi. Ręka nie karze.

Aleksander Wat

Stachura - List do pozostałych


Umieram
za winy moje i niewinność moją
za brak, który czuję każdą cząstką ciała i każdą cząstką duszy,
za brak rozdzierający mnie na strzępy jak gazetę zapisaną hałaśliwymi nic nie mówiącymi słowami
za możliwość zjednoczenia się z Bezimiennym, z Pozasłownym, Nieznanym
za nowy dzień
za cudne manowce
za widoki nad widoki
za zjawę realną
za kropkę nad ypsylonem
za tajemnicę śmierci w lęku, w grozie i w pocie czoła
za zagubione oczywistości
za zagubione klucze rozumienia z malutką iskierką ufności, że jeżeli ziarno obumrze, to wyda owoc
za samotność umierania
bo trupem jest wszelkie ciało
bo ciężko, strasznie i nie do zniesienia
za możliwość przemienienia
za nieszczęście ludzi i moje własne, które dźwigam na sobie i w sobie
bo to wszystko wygląda, że snem jest tylko, koszmarem
bo to wszystko wygląda, że nieprawdą jest
bo to wszystko wygląda, że absurdem jest
bo to wszystko tu niszczeje, gnije i nie masz tu nic trwałego poza tęsknotą za trwałością
bo już nie jestem z tego świata i może nigdy z niego nie byłem
bo wygląda, że nie ma tu dla mnie żadnego ratunku
bo już nie potrafię kochać ziemską miłością
bo noli me tangere
bo jestem bardzo zmęczony, nieopisanie wycieńczony
bo już wycierpiałem
bo już zostałem, choć to się działo w obłędzie, najdosłowniej i najcieleśniej ukrzyżowany i jakże bardzo i realnie mnie to bolało
bo chciałem zbawić od wszelkiego złego ludzi wszystkich i świat cały i jeżeli tak się nie stało, to winy mojej w tym nie umiem znaleźć
bo wygląda, że już nic tu po mnie
bo nie czuję się oszukany, co by mi pozwoliło raczej trwać niż umierać; trwać i szukać winnego, może w sobie; ale nie czuję się oszukany
bo kto może trwać w tym świecie - niechaj trwa i ja mu życzę zdrowia, a kiedy przyjdzie mu umierać - niechaj śmierć ma lekką
bo co do mnie, to idę do ciebie Ojcze pastewny żeby może wreszcie znaleźć uspokojenie, zasłużone jak mniemam, zasłużone jak mniemam
bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
bo wszystko mnie boli straszliwie
bo duszę się w tej klatce
bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech Żyje Życie
bo stanąłem na początku, bo pociągnął mnie Ojciec i stanę na końcu i nie skosztuję śmierci.
Na ostatniej stronie rękopisu znajduje się tekst pisany ręką Autora - w odróżnieniu od całości bardzo nieczytelny. Trudno rozstrzygnąć czy stanowi on integralną część tego utworu, czy też jest już zapisem nowego wiersza:
bo kto śpi nikomu krzywdy nie czyni
bo rozumiem nie-bycie i nie-czynienie
bo kocham braci moich: Lao-tse, Buddę i Jezusa i kocham wszystkich ludzi
i nie potępiam za...(tekst nieczytelny)
Bo w szpitalu...

Pamięć kryje tyle zła

Warłam Szałamow


Pamięć kryje tyle zła,
Ponad ludzką miarę.
Całe życie przekłamała.
Utraciłem wiarę.

Może nie ma ani miast,
Ni sadów zieleni,
Tylko tęgi, mocny lód,
Słonych mórz przestrzenie.

Może świat to śnieg i śnieg,
Gwiezdna mleczna droga.
Może świat to tajgi ogrom
W rozumieniu Boga.


tłum. Anastazja Tymińska

piątek, 25 stycznia 2013

Ścieżka sotapanny - 4


Praktykując dla wyzwolenia




Kiedy posiadamy funkcjonujące oko, widzialny obiekt i światło, powstaje świadomość wzrokowa. Widzialny obiekt kontaktuje się z bazą i wysyła impresje prosto do serca. Podobnie ze słuchem, węchem, smakiem, dotykaniem i poznawaniem mentalnych obiektów, różni się to tylko typem powstałej świadomości. Jednak wszystkie te typy świadomości mają taką samą charakterystykę, powstają, trwają i przemijają.

Na bazie tego doświadczenia powstaje poczucie: "ja widzę" czy "ja słyszę". Dalej chwytamy się przyjemnych czy bolesnych uczuć z tego powstałych. Umysł formuje idee, nazywa te doświadczenia. Normalnie doświadczamy świata właśnie w ten sposób.

Wszystkie nasze sensoryczne doświadczenia funkcjonują w tym procesie i czym bardziej się ich chwytamy, tym bardziej jesteśmy zależni od powstałego bólu i przyjemności.

Ale Budda zatrzymał ten proces przez przebadanie go i odseparowanie agregatów i elementów przy użyciu pańńa. Są one sankhata, czymś wzajemnie się determinującym bez własnej samodzielnej natury. Skazanym na rozpad i przeminięcie. Co do tego skupiska agregatów nama: vedana, sańńa, sankhara, oraz agregatu vińńana, są jeszcze mniej stabilne niż rupa.

Musimy pobudzić w sercu pańńa, tak by nie gonić za tymi rzeczami i nie obnosić się z nimi, jako "moimi". to pozostawi czasowo te mentalne impresje samymi i nie dopuści do angażowania się w nie. To z kolei pozwoli wkroczyć w pustkę "ja" i to jest właśnie nibbana ... ogień został wygaszony i odczuwa się chłód. To wstrzymanie, porzucenie pragnienia i pożądania wszystkich tych mentalnych stanów - nie-utrzymywanie. Luang Pu Chah zawsze podkreślał, że musimy puścić wszystko. Praktyka w kierunku puszczenia jest rzeczą najważniejszą.

Chociaż nie puściliśmy jeszcze wszystkiego, co jest poziomem arahata, to przynajmniej mamy pewne zrozumienie i wgląd w fenomen namarupa. Zależnie od poziomu naszych dociekań, do pewnego stopnia potrafimy puścić nasz sposób postrzegania świata. Tym samym nasze cierpienie umniejsza się, ponieważ widzimy zgodnie z Dhammą.

Zatem czemu ta mądrość nie jest u nas stabilna? To ponieważ nasza siła i moc samadhi nie jest wystarczająca. Samadhi jest niewzruszonością serca. To serce co ustabilizowane na jednym obiekcie, niech to będzie "buddho", "dhammo", "sangho", wdech i wydech, czy cokolwiek innego na co się zdecydujemy. Samadhi zjednoczy serce, które przez to stanie się ciche, nawet jeżeli na początku będą to tylko krótkie okresy ciszy, wystarczające do tego by dać nam siłę na przebadanie tej fizycznej formy. Czy widzimy, że jest niestabilna? Czy przestudiowaliśmy ją wystarczająco, by widzieć jasno? Ta formacja jest tylko naturalnym uwarunkowaniem, w naturze którego tkwi nietrwałość i zmiana. Nie ma w tym nic złego, nie może się ona zachowywać w inny sposób. Czy to dostrzegamy?
Jest normalnym dla tego fizycznego ciała, by doświadczało bólu i zmiany, starzało się i ostatecznie rozpadło i zniknęło. Jest ono właśnie takiej natury.

Kiedy się rodzimy, znów posiadamy formę. Musi ona podlegać temu procesowi.I ludzie nie są tu wyjątkowi, nawet ciała bogów, choć mogą być subtelniejsze, dalej są nietrwałe, są elementem sankhata. Jest też druga strona medalu asankhata element, element nieuwarunkowany czyli nibbana. Nibbana jest rzeczywistością. Jest czymś co jest obecne, ale nie możemy tego zlokalizować w żadnym określonym miejscu czy kierunku. Nie jest destynacją na żadnym konwencjonalnym planie, ponieważ jest pusta. To pustka co nie może być zmierzona. Ten stan pustki nie ma zdefiniowanego miejsca, koloru, itd ... ale jest obecny. Jest prawdą ... właśnie tutaj ... rzeczywistością. Nibbana jest jedyną rzeczą która rzeczywiście tu jest, ponieważ jedynie ona nie ulega zmianie. Jest niezmienna, nie ulega fluktuacji, ponieważ nie ma wspomagających warunków. Nie jest determinowana, sankhata. Oba te elementy są tutaj. Gdy sankhara są obecne razem z nimi jest i nibbana. To jest rzeczywistość.
Ajahn Anan


Ścieżka sotapanny - 3





Przy pewnych okazjach Luang Pu Chah pytał mnichów: "Czy wiesz na czym rzeczywiście polega praktyka? Czy znasz rzeczywiste miejsce schronienia dla serca, czy też nie?"

Pewni mnisi odpowiadali, że wiedzą jak uspokoić serce i jak użyć samadhi dla temporalnego wyparcia mentalnych impresji i emocjonalnych nastrojów. Ale wciąż nie wiedzieli jak puścić i być całkowicie wolnym od tych impresji i nastrojów. Musimy rzeczywiście praktykować i rozwinąć nasze serce. Musimy stabilnie ustanowić wewnętrzne schronienie w nas samych.

To nie jest coś co by leżało poza naszymi możliwościami. Już włożyliśmy sporo wysiłku, cierpliwości i wytrzymałości w nasze rozliczne prace i obowiązki; teraz to samo musimy to zrobić z naszą medytacją, by osiągnąć sukces, w tym co sobie wyznaczyliśmy. Musimy przejść przez wiele wzgórz i dolin, podróżując na ścieżce medytacji, i rozwinąć odpowiednio uważność, by nadzorować i kontrolować nasze mentalne fluktuacje. Nawet jeżeli dokonamy tylko małego postępu, jest to szlachetna ścieżka dla naszych serca, zniszczenie jego głównego wroga, mianowicie cierpienia. Proszę każdego by dalej szedł na przód na tej ścieżce praktyki.


Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 2


Wątpliwości nie mają wstępu do spokojnego serca

Kiedy praktykujemy sila, samadhi i pańńa, zauważamy że praktykowanie samadhi jest znacznie trudniejsze niż utrzymywanie sila. To dlatego, że musimy porzucić wszelkie nastroje prowokujące do powstawania upodobań i awersji, gniewu, złej woli, różnicowania, agitacji, niepokoju, wątpliwości i zmartwień.

Możemy to porównać z ciałem. Jeżeli ciało cierpi na pięć rodzajów choroby, nie będzie swobodne i będzie powodowało dyskomfort. Pe pięć rodzajów choroby stanie się centrum naszej uwagi, ponieważ nie będziemy umieli odnaleźć żadnej wygody czy swobody pośród dominujących bolesnych uczuć. Ale z czasem, każda z tych chorób przeminie, jedna za drugą i zaczniemy czuć się lepiej, wraz z uwalnianiem się od nich. Ciało zaczyna czuć się swobodnie. Tak samo jest z umysłem.

Nivarana - przeszkody są jak pięć chorób, dokuczających umysłowi. Kiedykolwiek jedna z tych przeszkód nas nachodzi, powstrzymuje nas od doświadczania spokoju i wiedzie nas ku różnego rodzaju upodobaniom i awersjom, ospałości, niepokojowi i wątpliwościom. Wtedy wszystko co czujemy to niepokój i agitacja, które prowadzą do wątpliwości dotyczących sposobu praktyki. Czasami Luang Pu Chah omawiał te wątpliwości w swych mowach Dhammy. Nauczał, że przychodzą one do nas byśmy je badali, obserwowali jak powstają, trwają i odchodzą. Nie ma w nich żadnego "ja", "mnie" czy "nas". Z trwaniem praktyki, wątpliwości powstają w wielu różnych przebraniach. Może się pojawić pytanie, "Jeżeli nie mam żadnych wątpliwości, jak mogę być absolutnie pewnym, że podążam za odpowiednim sposobem praktyki?"

I wtedy zaczynamy mieć wątpliwości na temat naszego braku wątpliwości. Te wątpliwości posiądą nas, oblegną, tak że zaczniemy wierzyć i brać je na poważnie. I wkrótce nie będziemy już znali drogi do jakiegokolwiek spokoju i umysł wpadnie coraz głębiej w mroki konfuzji. Sposobem na wydostanie się z tego potopu wątpliwości jest trwałe trzymanie się parikamma - obiektu medytacji, w sercu. Może to być na przykład "Buddho". Serce przepełnione "Buddho", zawsze będzie spokojne. Czy nawet możemy trwać stale w kontemplacji śmierci.

Kiedy umysł jest spokojny, pożądanie, gniew, złudzenie, wątpliwości i niepokój, są nieobecne. Jest tylko cisza. Wtedy wiemy, że trwanie zawsze z naszym parikamma jest właściwą i bezpośrednią ścieżką praktyki.

Jeżeli będziemy trzymać nasz przedmiot medytacji stale w obrębie naszego umysłu, cały czas, wtedy medytacja przyjdzie łatwo, umysł stanie się skupionym. Będziemy odczuwać spokój, którego nigdy uprzednio nie doświadczaliśmy. Nasze umysły będą spokojne i świetliste. Umysł znajdujący się w takim stanie, będzie trwał w uważności.

Kiedy badamy sankhary, szczególnie rupa sankhary, tej cielesnej formy czy jakiejkolwiek innej fizycznej formy w świecie - będziemy mogli dostrzec elementy tworzące to ciało, takimi jakimi są.

Ciało jest po prostu elementami, w swym naturalnym stanie, istniejącymi zgodnie z naturą. To tylko umysł stwarza z nich "coś". Na przykład, możemy zdeterminować jakoś materialny obiekt i dać mu nazwę, ale w rzeczywistości będzie on tylko czterema elementami które czasowo zeszły się razem.

Same w sobie, one nie ogłaszają, że "jestem ziemią, jestem ogniem, jestem powietrzem, jestem wodą" czy może "jestem atrakcyjny, jestem nieatrakcyjny". Te koncepty tkwią tylko w naszych umysłach. Kiedy nasze oczy, uszy i inne organy wchodzą w kontakt ze zmysłowymi obiektami, powoduje to powstawanie uczuć. Gdy badamy je z pańńa, zaczynamy rozumieć ten mentalny akt nazywania, i to jak w ten sposób determinujemy "rzeczywistość" zewnętrznego świata. Ta "rzeczywistość" którą doświadczamy, jest tylko konwencją, którą my jako ludzie, wymyśliliśmy. Wybudowaliśmy i stworzyliśmy tak wiele konwencji, od prymitywnych do najbardziej subtelnych ...

Ale kiedy odrzucamy wszystkie te konwencje i widzimy zalegającą pod nimi rzeczywistość, widzimy, że wszystkie sahkhary są anicca, niestabilne, nietrwałe, dukkha i anatta, nie ma w nich żadnego prawdziwego bytu. Kiedy kontemplujemy w ten sposób, nazywamy to "powstawaniem pańńa". I ona powstaje tutaj, w naszych sercach.

Wszystko to pochodzi z naszej praktyki bhāvanā, z cichego i spokojnego serca. Powinniśmy pracować, by utrzymać ten stan na co dzień. To jest pokarm i wsparcie dla serca. Mamy odpowiednie wsparcie, by utrzymać ciało przy życiu. Mamy cztery rekwizyty by wspierać potrzeby tego ciała. Mamy lekarstwo by walczyć z chorobami i zapobiegać różnego rodzaju dolegliwościom. Cztery rekwizyty są czymś dość ważnym, ponieważ są tym czego potrzebuje ciało. Jeżeli ciału brak jakiegoś z tych rekwizytów, życie zaczyna być trudne.

Mamy hol do praktyki bhāvanā, siedzącej medytacji i do rozwoju zasługi. Załóżmy, że nie mielibyśmy tego holu, i padałoby, czy piekło południowe słońce, nasze ciała doświadczałyby bolesnych uczuć. A teraz, mając dostęp do tych czterech rekwizytów dla ciała, musimy znaleźć schronienie dla serca.



Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny -1



Z sati - uważnością - stabilnie ustanowioną w sferze naszego ciała, nasze niespokojne myślenie zmniejszy swą aktywność i umysł stanie się spokojnym. To samadhi. Kiedy umysł jest cichy, będziemy jasno widzieć jak to jest, gdy nie ma się żadnych mentalnych impresji czy zakłócających przeszkód. Umysł jest jasny i czysty. Z cichym umysłem możemy badać i poznawać mentalne impresje, namarupę, jako anicca, dukkha i anatta, jako będącą nietrwałą, cierpieniem i nie-ja. Wtedy umysł wycofa się z tego wszystkiego, włączając w to ciało. Cało jest zaledwie ciałem, nie osobą, mną, nie należy do mnie ani do nikogo innego.

Ta wiedza powstaje u "tego kto wie" i nie jest utrzymywana jako coś "mojego". To umysł totalnie wyciszony i wolny. Chociaż może w tym być jakieś doznanie zmysłowe i myśli, umysł będzie nadal cichy, ponieważ wyszedł poza swe obiekty.

Kiedy wiemy jak je przekroczyć, wtedy prawdziwie rozumiemy, jaki jest cichy umysł a jaki umysł jest wzburzony. Czasami zauważymy, że nawet kiedy jest myślenie i ruch w umyśle, czy nawet kiedy mówimy, jest on ciągle cichym. Luang Pu Chah objaśniał to za pomocą takiego przykładu, "Gdy umysł jest doprowadzony do takiego poziomu, jest taki sam jak woda. Znamy płynącą wodę, znamy nieruchomą wodę. Ale czym jest nieruchoma płynąca woda? Czy widzieliście kiedyś nieruchomą płynącą wodę?"

To sabhava citta, umysł w swym naturalnym stanie. Ma w sobie niewzruszoność i wszelkie nastroje przepływają przez niego ... ale sam umysł się nie porusza. To dwie oddzielne rzeczy. Powód dla którego praktykujemy, to wpierw ustabilizować umysł, uspokoić go i wyjść poza te mentalny obiekty. Kiedy badamy w ten sposób, separujemy umysł od ciała. Umysł wtedy odwróci się u stanie się wolny od utrzymywania namarupy, choćby było to tylko czasowym uwolnieniem.

To jest ścieżka wiodąca do pańńa - zrozumienia. Ten kto idzie tą ścieżką idzie ścieżką sotāpattimagga. To ścieżka sotapanny*.

*Porzucenie pierwszych trzech pęt (z całkowitej liczby dziesięciu), mianowicie sakkàyaditthi - poglądu na osobowość, czy poglądu ucieleśniającego; vicikicchā, wątpliwości i silabbata parāmāsa przywiązania do reguł i rytuałów daje nam poziom sotapanny. Na następnym poziomie są sakadāgāmi, anāgāmi, i arahat.



Ajahn Anan

Asceza mnisza


'Mens sana in corpore sano. W gymnazjonach greckich praktykowano specjalne ćwiczenia, aby zapewnić ciału zdrowie i siłę. Mnisi natomiast mieli swoje metody, by ciało osłabić, uczynić je mniej „cielesnym". W pełni to odpowiada portretowi prawdziwego chrześcijanina, przedstawionemu przez św. Bazylego w Regułach: „Piękne i dobrze zbudowane ciało charakteryzuje atletę. Natomiast chrześcijanina poznaje się po wątłym ciele i po bladym obliczu, owocu wstrzemięźliwości (...) ponieważ w słabości własnego ciała tryumfuje on nad nieprzyjacielem".

Podczas gdy istnieją rozliczne okazje, by cieszyć się światem, mnisi, według świadectwa Eustacjusza z Tesaloniki, „na tysiąc różnych sposobów wyrzekają się świata". Ten sam autor przedstawia również wyliczenie ich praktyk ascetycznych.

Oczywiście, nie można dać się zwieść temu wykazowi osobliwości i oceniać na ich podstawie mnichów wschodnich. Jednakże aspekt ascetyczny jest u nich silnie podkreślany. Grecy nazywali życie duchowe, a przynajmniej jego pierwszy, nieodzowny stopień, mianem praxis. Zdolność płynącą od Boga czy z Ducha nazywał Plotyn póiesis. Jest ona chwalebnym uniesieniem. Praxis natomiast jest aktywnością, która w materii znajduje przeszkodę do przezwyciężenia, wymaga więc wysiłku. Asceci są zresztą zgodni co do tego, że ideał duchowy osiągany jest jedynie „w znoju i pocie czoła". Mnich określany jest po prostu jako „Trud. Bo mnich zadaje sobie trud w każdej sprawie: oto czym jest mnich". Przyjmuje on jednak wszystkie te trudy w jednym tylko celu: aby ciało jego było „lekkie, radosne, uskrzydlone". (Jan Chrzciciel, pierwowzór mnichów, jest rzeczywiście przedstawiany na obrazach ze skrzydłami).

Tomáš Ŝpidlík, Innocenzo Gargano, Duchowość Ojców greckich i wschodnich, tłumaczenie: Janina Dembska, redakcja naukowa: Ks. Józef Naumowicz, Wydawnictwo „M”, Kraków 1997

Sariputta i Anuruddha

Tych dwóch uczniów Buddy stanowiło interesującą mieszankę. Słabość Sariputty była wielkim darem Anuruddhy. Mimo to, na krótko przed swym oświeceniem, Anuruddha przyszedł do Sariputty i powiedział: "Boskim okiem, które jest oczyszczone i udoskonalone, widzę 10 000 systemów światowych. Moja medytacja jest stabilnie ustanowiona, jak skała. Niesłabnąca energia jest u mnie obecna, a ciało jest totalnie zrelaksowane i uspokojone. A jednak, moje serce nie jest wolne od skaz. Co robię nie tak?" Sariputta odrzekł: "Przyjacielu, twoja zdolność do widzenia 10 000 systemów światowych, jest połączona z twoją dumą. Twoja niesłabnąca energia, twoja uważność, twoje fizyczne rozluźnienie nie są w pełni wolne od niepokoju. I fakt, że ciągle nie uwolniłeś swego serca ze skaz i skalań, jest związany z troską. Byłoby dobrze, przyjacielu, byś zamiast zajmować się tymi rzeczami, zwrócił swą uwagę na element nieśmiertelny".

I tak, oczywiście Anuruddha podziękował za tą instrukcję i odszedł. Niedługo po tym, zrealizował pełne oświecenie. Jest w tej historii jeden bardzo ważny punkt. Jak długo mówimy: "Spójrz, jak skomplikowane są moje problemy", czy: "Zobacz, jaką mam moc koncentracji", będziemy tkwili w samsarze. Esencją przekazu Sariputty było: "Jesteś zbyt zajęty tymi wszystkimi sprawami, w taki sposób się nie uwolnisz. Szukasz w złym miejscu. Wychodzisz na zewnątrz, szukając tam obiektu dla medytacji, w 10 000 systemach światowych. Po prostu przenieś swe zainteresowanie na kontekst doświadczenia i skieruj uwagę zamiast tego na element nieśmiertelny".

Wszystko co było potrzebne, to drobne przeniesieni skupienia uwagi, by Anuruddha zrealizował: "to nie sprawa wszystkich tych fascynujących obiektów, czy szlachetnych rzeczy, które robię - to wszystko uwarunkowane, zrodzone, złożone, skazane na śmierć. Bezczasowa Dhamma jest przez to niedostrzegana. Spójrz w głąb, spójrz szerzej. Wejrzyj w nieśmiertelne".

Ajahn Amaro

Mnisi biorą się ze świeckich

Mnisi biorą się ze świeckich ludzi, i te tendencje charakteru, właściwe świeckim ludziom, są z nimi związane. Jeżeli nie stosuje się różnych metod by je naprostować, czy nie stosuje się dyscypliny, to jest bardzo prawdopodobnym, że nie wyjdą oni poza etap mnisiej ordynacji i zrujnują siebie, swe klasztory jak i religię. Gdyż generalnie mówiąc, tendencje charakteru ludzi są takie, że męczą i rujnują oni siebie i innych na różne sposoby, i robią to stale, nawet bez specjalnej intencji by to robić. A to z uwagi na wykształcenie nawyków i ambicji, by posiadać różnego rodzaju rzeczy, i te nawyki nimi kierują. Bądź też nie potrafią poprawnie zrozumieć sytuacji i uciekają się do konkluzji, zgadywania, co jest dobre. To otwiera dla nich drogę do dukkha i kłopotów, w każdym czasie i we wszystkich sytuacjach, zatem rzadko doświadczają swobody i komfortu zarówna cielesnego jak i szczęścia w sercu, którego tak pragną. Słowa „męczą i rujnują siebie”, napisane powyżej, oznaczają rozliczne sposoby myślenia, które są dla nich krzywdzące, choć sami mogą o tym nie wiedzieć, że są to błędne myśli, i że w rzeczywistości parzą one i prowadzą do destrukcji innych, do miejsca, aż osiągają punkt gdy manifestują się jako mowa bądź fizyczne działanie – co może być nazwane prześladowaniem i destrukcją wszystkiego.

Ajahn Maha Bua

Medytacja z Ajahnem Sumedho 36

Jak wielu z was czuje, że ma misję do spełnienia? Coś, co musicie wykonać, pewien rodzaj ważnego zadania, wyznaczonego wam przez Boga, los czy cokolwiek innego? Ludzie często dają się pochwycić w pogląd bycia kimś z misją. Kto potrafi być tylko w zgodzie z rzeczami, jakimi są, ciałem które rośnie, starzeje się i umiera, ograniczając się do oddychania i bycia świadomym? Możemy praktykować życie w obrębie moralnych wskazań, czynić dobro, reagować na potrzeby i doświadczenia, żyć z uważnością i mądrością - ale nie ma nikogo, kto musiałby coś robić. Nikogo z misją, nikogo specjalnego, nie stwarzamy osoby czy świętego czy awatara czy tulku czy mesjasza czy Maitrei. Nawet jeżeli myślisz: "Jestem nikim", nawet będąc nikim jest się kimś w tym życiu, czyż nie? Możesz być tak samo dumny z bycia nikim jak z bycia kimś, i tak samo uległy złudzeniom przywiązania do bycia nikim. Ale czymkolwiek jest to w co wierzysz, że tym jesteś, że jesteś nikim, albo kimś z misją, albo nonsensem i brzemieniem dla świata, lub w jakikolwiek inny sposób jeszcze widzisz samego siebie, obecne jest tam poznawanie, widzenie wstrzymania takiego poglądu.

Poglądy powstają i zanikają, czyż nie? "Jestem kimś, ważną osobą, która ma misję w życiu": to powstaje i zanika w umyśle. Zauważ zakończenie bycia kimś ważnym czy bycia nikim czy czymkolwiek - wszystko to powstaje i zanika, nieprawdaż? Wraz z widzeniem powstawania tego i zaniku, pojawia się wolność od chwytania się poglądu bycia kimś z misją czy bycia nikim. To zakończenie całej masy cierpienia, potrzeby rozwijania czegoś, bycia kimś, zmiany czegoś, doprowadzenia wszystkiego do porządku, usunięcia wszystkich skalań, czy zbawienia świata. Nawet najwyższe ideały, najlepsze myśli mogą być widziane jako rzeczy które powstają i zanikają w umyśle.

Możecie myśleć, że to bezpłodna filozofia życia, ponieważ jest znacznie więcej serca i uczucia w byciu kimś, kto zamierza zbawić wszystkie świadome istoty. Ludzie poświęcający siebie, mający misję i pomagający innym, mający ważne rzeczy do zrobienia, są inspirujący. Ale kiedy postrzegacie to jako rzeczy, dhammy, widzicie ograniczenia tych inspiracji i ich wstrzymanie. Jest w tym dhamma tych aspiracji i działań raczej, niż ktoś kto stał się kimś czy przymus zrobienia czegoś. Całe to złudzenie jest puszczone i to co pozostaje to czystość umysłu. Wtedy reakcja na doświadczenia pochodzi z mądrości i czystości raczej niż za osobistego przekonania i misji, z jej poczuciem jaźni, mnie i innych, i wszystkich tych komplikacji pochodzących ze wzoru tego złudzenia.

Czy możecie temu zaufać? Czy możecie zaufać puszczeniu wszystkiego i nie byciu kimkolwiek, nie posiadaniu żadnej misji, braku potrzeby stania się kimkolwiek? Czy możecie temu rzeczywiście zaufać, czy też odnajdujecie, że wzbudza to w was lęk, czy przygnębienie? Może rzeczywiście chcecie inspiracji. "Powiedz mi, że wszystko jest w porządku; powiedz, że rzeczywiście mnie kochasz; że to co robię jest słuszne i buddyzm nie jest egoistyczną religią gdzie oświecasz się dla samego siebie; powiedz mi, że buddyzm ma na celu zbawienie wszystkich czujących istot. To właśnie to do czego zmierzasz, Ajahnie Sumedho, prawda?" 
 
Na co wskazuję, to czym jest inspiracja, jako doświadczenie. Idealizm: nie próbuję tego negować czy osądzać w żaden sposób, ale dokonać refleksji, by poznać zawartość umysłu, i jak łatwo możemy dać się zwieść przez nasze własne idee i szczytne ideały. I spostrzec jak bardzo niewrażliwymi, okrutnymi i nieuprzejmymi możemy być, przywiązując się do naszych poglądów na bycie uprzejmym i wrażliwym. To miejsce gdzie rzeczywiście odbywa się prawdziwe dociekanie Dhammy.
Pamiętam moje własne doświadczenie, zawsze miałem pogląd, że byłem kimś specjalnym, na pewien sposób. "Cóż, musiałem być specjalną osobą. Już jako dziecko fascynowałem się Azją i jak tylko mogłem, zacząłem uczyć się chińskiego na uniwersytecie, zatem z pewnością muszę być reinkarnacją kogoś kto był związany z orientem".

Ale rozważ taką refleksję: bez względu na to ile znaków bycia specjalnym czy też dotyczących poprzednich egzystencji mógłbyś zapamiętać, czy usłyszeć głos Boga, czy przesłanie z kosmosu, cokolwiek - nie negując tego, że te rzeczy mogą być realne - są one nietrwałe. Są anicca, dukkha, anatta. Dokonujemy nad nimi refleksji, takimi jakimi są - pojawiającymi się i zanikającymi: przesłanie od Boga jest czymś co się pojawia i znika w twoim umyśle, czyż nie? Bóg nie mówi do ciebie zawsze i stale, chyba, że uznamy ciszę za głos Boga. Zatem nie mówi to nic specjalnego, czyż nie? Możemy to nazwać jakkolwiek, możemy to nazwać głosem Boga czy boskości, czy brzmieniem kosmosu czy szumem przepływającej przez uszy krwi. Ale czymkolwiek to jest, może to być użyte dla rozwinięcia uwagi i refleksji - oto na co wskazuję, jak używać tych rzeczy bez czynienia ich czymś wspierającym osobowość.

Prawda



Osoba jest tu nieważna
Ważny jest ból
Tylko tęsknota i niespełnienie
Zapładniające ciszę
I kubek zawsze ten sam
Podstawiony pod drzewo życia
Z którego wycieka cierpienie

Marta Tomaszewska

Bertold Brecht - komfortowe życie

1
Filozof, powiadają, to jest życie
Ma taki parę książek, jedne gacie
I mieszka ze szczurami w nędznej chacie.
Na taki kleik mnie nie namówicie!
Kto proste życie ceni, to Bóg z nim!
Co do mnie, prawdę mówiąc, mam go dość.
Na takim wikcie to by stąd po Rzym
Nie przeżył nawet dnia normalny ktoś.
Że niby wolność? A przyjemność - pies?
Tylko w komforcie życie miłe jest!

2
Ci bojownicy, co na całym świecie
Z zapałem wielkim guza wciąż szukają
I co pomyślą, śmiało wyrażają
By kołtun mógł podziwiać ich w gazecie -
A proszę spojrzeć: gdy zapadnie mrok
To w łóżku z zimną żoną leży gość
I nasłuchuje, głupi, czy nie klaszcze ktoś
I w przyszłość gdzieś wytęża smętnie wzrok.
To ja się pytam: a przyjemność - pies?
Tylko w komforcie życie miłe jest!

3
Też czasem sobie wyobrażam siebie
Że jak ktoś wielki żyję w samotności
Lecz kiedy widzę z bliska takich gości
To mówię sobie: nie, to nie dla ciebie.
Bieda prócz wiedzy niesie z sobą głód
Odwaga zaś prócz sławy rychły zgon.
Jeżeli to twej biedy i odwagi plon
To wielkość zda ci się jak psu na but.
Tak problem szczęścia rozwiązał się sam:
Tylko w komforcie życie miłe nam!

Bertold Brecht
przełożył Jacek St. Buras

***
Mam nadzieję, że nikt nie odczyta tego jako zapowiedź opuszczenia przeze mnie moich szczurów. Na ile ironiczny był Bertold Brecht, tego nie jestem pewien, za swoją ironię jednak mogę ręczyć:)


PS
Skoro już powiedzieliśmy o szczurach, ważna uwaga praktyczna. Mnich który wyżebrał jedzenie w wiosce i wraca do lasu, dobrze zrobi, jeżeli będzie jeść swój posiłek gdzieś po drodze, albo przynajmniej, gdy to czego nie zjadł będzie wyrzucał z dala od kuti, inaczej musi się liczyć ze sporą gromadką szczurów. Szczury tak czy tak odwiedzają mnicha w lesie, ale gdy nie znajdują jedzenia, jest ich mniej. Nie jest to rada tylko dla mnichów. Przy robieniu studniowego odosobnienia w polskich górach, gdy chcemy całkowicie odciąć wszelki kontakt z ludźmi, ważne jest, by nasze zapasy były szczelnie zapakowane i by w pobliżu naszego miejsca nie rozrzucać odpadków jedzenia. Inaczej nasz namiot nie czeka lepszy los niż króla Popiela.