czwartek, 2 maja 2013

Pan jest moim pasterzem

Godziny swych narodzin nie wybrałem
przyjścia nie wyznaczyłem
Nie wiem dokąd idę
i skąd przychodzę
przed tym wszystkim ustanowiono
moment mojej śmierci

Niezmierzone łany czasu przed
niezmierzone góry lat po
tak niezmierzone
że aż w bez-czasie

Nic nie mam
niczego mi nie brak
a może być zabrane

Nic nie mam
i nawet to nic
może być zabrane

Na chwilę mnie nie będzie
i będę na wieki

I niczego mi nie brak
ponieważ wszystko może mi być zabrane

Ivan Slavík
przełożył Andrzej Babuchowski

Epitafium



Ściana, na której pisał wieszcz,
Dosłownie pęka w szwach
W narzędziach, które niosą śmierć,
Słoneczny tańczy blask.

Gdy każdy rozerwany jest
Przez koszmar i przez sny
Nie złożysz wieńca laurowego,
Gdzie cisza tłumi krzyk.

Pośród żelaznych losu bram
Nasiona czasu tkwią,
Podlane uczynkami tych,
Co byli i co są.

Wiedza to niebezpieczny druh,
Gdy reguł nie da nikt.
A ludzkie przeznaczenie, patrz
W idiotów dłoniach tkwi.

Zmieszanie mym epitafium jest,
Gdy pełznę ścieżką pełną wyrw.
Jeśli się uda, to będzie luz i śmiech
Ale raczej jutro będę płakał,
Boję się, że jutro będę płakał.

Peter Sinfield
tłum. Wojciech Mann

W podmiejskich dzielnicach

Stąd nie ma wyjścia.
Urodziłeś się, żeby zmarnować życie.
Urodziłeś się do tego mieszczańskiego życia,

Jak inni przed tobą
Urodzili się, by iść w procesji
Do świątyni, śpiewając.

Louis Simpson
przekład Julia Hartwig

Pięć Wolności

Widzieć i słyszeć to, co jest tutaj,
zamiast tego, co być powinno, było lub będzie.
Powiedzieć to, co się czuje i myśli,
zamiast tego, co powinno się czuć.
Czuć to, co ktoś czuje,
zamiast tego, co powinien.
Pytać o to, czego się chce,
zamiast ciągłego czekania na pozwolenie.
Zaryzykować na swoją odpowiedzialność,
zamiast wybierania bezpieczeństwa na dryfującej łodzi.

Virginia Satir

Wcielenia


Nie wypieraj się,
Nie wypieraj: rzecz bierze się z rzeczy.
Nie wypieraj się w nowej próżności
Starego, pierwotnego prochu.

Jaki grób, jaka przeszłość krwi i kości
Tkwi we mnie, kiedy leżę śniąc i śniąc
Szczęśliwie przeklęta,
Zaklęta, żywa, w zapomnieniu pierwszych spraw...
Śmierć nie daje nawet jednej chwili by pamiętać

Bym nie mogła, jak kamień jakiejś rzeźby zbyt przeobrażony,
Przypomnieć sobie, ziarnko do ziarnka, o pierwotnym prochu
I patrząc w dół schodów pamięci powtarzać:
To nie byłam ja.

Laura Riding
przekład Julia Fiedorczuk

Melancholia

Zamyślona jak Erynia
W melancholijnym tańcu
Jesteś jak kometa uwieszona na palcach wierzb płaczących
Jesteś jak grób
W który trumnę składają jak perły słowika
W którego wrzucamy wszystko
Swoje życie
Klepsydrę smutku
Granice spleenu
Jesteś jak błyskawica która wryła się w noc
Jesteś jak sama noc
Jak klamra snu
Brązowa zielona bladawa i niebieska
Pogorzelisko miłości
Trupia główka motyl który już nigdy nie wróci

Vladimír Reisel
przełożyła Danuta Abrahamowicz

środa, 1 maja 2013

Pytanie


Jak ciało staje się odbierane jako ciało. Dlaczego nie podpada pod widziane i słyszane, wąchane, smakowane i dotykane?

Głos poety

Głos poety jest wyjątkowy i niepowtarzalny,
ponieważ jest echem dźwięku do granic napiętej i
poszarpanej struny na harfie duszy. Złotej
struny – promienia słońca. W jednym tchnieniu
piękny i żałosny.

Josip Osti
tłum. Katarzyna Szproch

Znużona piosenka

Chciałabym zasnąć, tak jestem znużona,
znużone i krwawi me szczęście,
tak jestem sama, strofka ulubiona
zniknęła, nie wraca już więcej.

Gdy zasnę wreszcie, mam też i sny,
a sny są tak wspaniałe -
przynoszą lekkie poranne mgły
na najcięższą losu nawałę.

Zawsze jest zapomnienie we śnie
i mnóstwo mieniących się rajów,
kto wie, może wygnają mnie
na zawsze do ich kraju.

Selma Meerbaum-Eisinger
przeł. Martin Ryziński

Przedstawienie musi trwać

Puste przestrzenie, po co my żyjemy
Opuszczone miejsca – domyślam się, że znamy wynik
Dalej i dalej, czy ktokolwiek wie, czego szukamy?
Kolejny bohater, kolejna bezsensowna zbrodnia
Za kurtyną, w pantomimie
Trzymać granicę, czy ktokolwiek chce to jeszcze ciągnąć?
Przedstawienie musi trwać,
Wewnątrz moje serce pęka, może i mój makijaż się łuszczy
Lecz mój uśmiech wciąż na miejscu
Cokolwiek się zdarzy, pozostawię to wszystko szansie
Kolejne strapienie, kolejny nieudany romans
Dalej i dalej, czy ktokolwiek wie, po co żyjemy?
Chyba się tego uczę, muszę być już bliżej
Za niedługo będę skręcać, zaraz, tuż za rogiem
Na zewnątrz zbliża się świt
Ale wewnątrz, w ciemności boleję, aby być wolnym
Przedstawienie musi trwać!
Przedstawienie musi trwać!
Wewnątrz moje serce pęka, może i mój makijaż się łuszczy
Lecz mój uśmiech wciąż na miejscu
Moja dusza jest pomalowana jak skrzydła motyli
Wczorajsze baśnie urosną, ale nigdy nie zginą
Mogę latać - przyjaciele!
Przedstawienie musi trwać!
Przedstawienie musi trwać!
Stanę wobec tego z szerokim uśmiechem
Nigdy się nie poddaję
Dalej - z przedstawieniem
Będę na szczycie, przesadzę z tym
Muszę znaleźć wolę, aby dalej prowadzić
Prowadzić to przedstawienie!

Brian May
przekład Mtsh

Bardziej, Boże, niż urok...

Bardziej, Boże, niż urok, co twarze upiększa,
Bardziej niż akt kobiecy, czar zielonych wzgórz,
Ty sprawiasz, że z dnia na dzień ważniejsza i większa
Staje się dla mnie ludzkich tajemnica dusz.
Dusze zaczarowane, zaciszne zatoki,
W waszych wodach zastygłych, gdzie żal pełni straż,
Własną, napiętnowaną rozpoznaję twarz...
Czemu gorączkujecie przed lotem wysokim?
Ochrońcie tajemnicę przed agresją strachu -
Chcę wierzyć waszym słowom, jak wierzę w obłoki
I w gołębie, co siadły na złocistym dachu.

François Mauriac
tłum. Krzysztof Sieniawski

Modlitwa nocna

Śród modlitw, co zmilkają senne
W miękkiej widziadeł omdlałości,
Słyszę bijącą namiętności
I wracających żądz gehennę.
Widzę miesiąca blask bolesny
Śród zniechęcenia nocnych marzeń,
Na jadowitych błoniach zdarzeń
Widzę błądzący szał cielesny.
Czuję, jak pełnią moje szpiki
Żądze zielonych widnokręgów,
Śród wiecznie chmurnych nieba kręgów
Głód straszny cierpię, głód gwiazd dziki.

Maurice Maeterlinck
przekład Zenon Przesmycki

Letni dzień

Kto uczynił świat?
Kto uczynił łabędzia i czarnego niedźwiedzia?
Kto uczynił konika polnego?
Konika polnego, tego właśnie,
który wyskoczył z trawy
i je cukier z mojej ręki
i porusza szczęka wstecz i w przód, zamiast w dół i w gorę
– który patrzy naokoło olbrzymimi,skomplikowanymi oczami.
Teraz podnosi blade przedramiona i starannie myje twarz.
Teraz otwiera skrzydła i odpływa.
Nie wiem dokładnie, na czym polega modlitwa.
Umiem patrzeć uważnie, umiem padać
na trawę, umiem klękać w trawie,
i leniuchować i cieszyć się i błądzić polami,
właśnie tak jak spędziłam ten dzień.
Powiedz, co innego powinnaś była robić?
Czy wszystkiemu nie sądzona śmierć, za prędko?
Powiedz, co zamierzasz wreszcie robić
z twoim jedynym zwariowanym i cennym życiem?

Mary Oliver
przełożył Czesław Miłosz