piątek, 1 lutego 2013

Nibbana jest najwyższym szczęściem





Luang Pu Chah podkreślał, że musimy wstać i chodzić po medytacyjnej ścieżce, siedzieć w medytacji, wspominać i badać kesā, lomā, nakhā, dantā, taco. To jest to co uczyni nas szczęśliwymi i zadowolonymi. Jeżeli nie wstaniemy i nie zaczniemy badać, jakie będzie nasze życie? Pełne niepokoju. Dlaczego tak jest? Kiedy powstają upodobania, wszelka różnorodność substancji zalewa ciało, jak hormony które zalewają mózg. To ma wpływ na nasze zachowanie. To naturalna droga dla świata i naszych fizycznych ciał. Musimy walczyć z tymi naturalnymi tendencjami. Wznieść się ponad nie. Obserwować je na drodze badań. Wtedy serce będzie spokojne.

Proszę żeby wszyscy okazali inicjatywę i energię w praktyce asubha. Jeżeli ktoś ma tendencje ku pańńa, niech bada, kwestionuje, docieka i odkrywa przyczynę i skutek. To może uczynić umysł cichym i spokojnym. Użyjcie swojej sati. Użyjcie swojej pańńa. Wejrzyjcie wgłąb ciała i zobaczcie je jako zaledwie elementy. Zobaczcie je jako anicca, dukkha, anatta. Spojrzycie na wszystkie nastroje, emocje i uczucia. Czy są przyjemne czy bolesne, wszystkie są anicca, dukkha, anattā.

Jakiekolwiek stany senności się pojawią, zbaczacie w tym Dhammę. Kiedy są obecne, muszą przeminąć. Nie należą do nikogo i nie ma w nich "ja". To Dhamma. Cokolwiek się pojawia, badajcie to i egzaminujcie. Trenujcie z pilnością i poświęcajcie wiele godzin dziennie na praktykę.

Sila odpowiednio zachowana będzie przyczyną pojawienia się samadhi. Dobre owoce z naszego rozwoju samadhi będą powodowały powstanie pańńa. A rozwinięcie pańńa da nam wiedzę wyzwolenia. To rozwijanie praktyki krok za krokiem.

Zatem praktyka dāna, sīla i bhāvanā jest drogą prowadzącą nas do zakończenia dukkha. Pańńa powstanie z medytacji i doprowadza do spokoju serca. Jeżeli nasza dana nie jest dobrze ustanowiona, nasza sila nie jest doskonała i nasze samadhi nie jest stałe, pańńa nie pojawi się. Jeżeli myślimy: "Hej, wykonałem tak wiele praktyki samadhi, dlaczego nie mam żadnych rezultatów?" Powinniśmy dokładniej się sobie przyjrzeć. Jak z naszą sila? Czy jesteśmy wstrzemięźliwi w naszych cielesnych i werbalnych działaniach? Kiedy mamy tą bazę dobrze ustanowioną, wtedy musimy trenować umysł.

Kruba Ajahnowie nauczali trzymania się praktyki. Zwróćcie na to uwagę! Nie nauczali żadnych ekstrawagancji. Nauczali tylko: "trwaj z "buddho". Ale kiedy używamy "buddho", nie trwamy przy tym. Jesteśmy z tym tylko przez chwilę i wtedy umysł przejmuje kontrolę. I tak myślimy, "Och, 'buddho' nie odpowiada mojemu charakterowi. A to dlatego, że nie mamy odpowiedniej determinacji. Co naturalne, taka postawa tworzy wiele wątpliwości. "Ta praktyka mi nie odpowiada. Może to w ogóle nie jest ścieżka, nie doświadczyłem dotąd żadnego spokoju. Myślę, że spróbuję czegoś innego".

Możemy zmienić praktykę, ale musimy użyć czegoś co uczyni umysł spokojnym. Jak stałe wspominanie śmierci - kontemplujcie wiele w ten sposób. Kiedy przychodzimy na świat, przynosimy ze sobą starość, chorobę i śmierć. Ciało musi umrzeć, tego nie da się uniknąć. Stale kontemplujcie percepcję śmierci. Pomyślcie o tych wielkich drapaczach chmur, pełnych zajętych ludzi ... czy jakiś z nich zawraca sobie głowę tym, że czeka go śmierć? Nikt o tym nie myśli! Narodziny ciała muszą się skończyć jego śmiercią. Nic nie jest pewne. Śmierć ciała nie jest czymś co przytrafia się tylko innym ludziom. Kiedy nasz bliski krewny czy przyjaciel umiera, wtedy powinniśmy to widzieć z mądrym smutkiem. To pańńa. Nie jest to to samo co bycie nieczułym. To nie tak, że po porzuceniu upādāna, nic nie pozostaje i umysł staje się wysuszonym i chłodnym wobec wszelkiego doświadczenia.

To nie nibbana. Nibbana z definicji musi być najwyższym, wspaniałym stanem. A jak to jest, że nibbana to najwyższe szczęście? Nie ma w nim domieszki cierpienia, to trwałe szczęście. Chciałbyś być stale szczęśliwy? To coś prawdziwie trwałego i niezmiennego. Szczęście co nigdy nie ulega zmianie.

Ale to szczęście nie ma posiadacza. Możemy powiedzieć, że doświadczamy to szczęście, jednak nie wiążemy się z nim, nie identyfikujemy się z nim jako naszą własnością. To nie szczęście światowego poziomu, to szczęście wychodzące poza świat - lokuttara - szczęście niezależne od materialnych rzeczy czy zmysłowych pragnień. To szczęście co nie ulega zmianie. Jest ono amata, nieśmiertelne.

I to jest smak Dhammy, najwyższy, górujący nad innymi smakami.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny 22


W obrębie praktyki medytacji, musimy wejrzeć w serce i zobaczyć jak odczuwamy i reagujemy. Czy jest w tym upodobanie? Czy jest w tym awersja? Jeżeli nie uzyskujemy tego czego chcemy, jak się czujemy? To miejsce gdzie badanie jest konieczne. Kiedy kontemplowaliśmy te mentalne poruszenia, Ajahn Chah mówił, że to jest ścieżka. Ale jeżeli mamy zamiar porzucić wszystkie te mentalne stany i być zdolnym do wniknięcia w te upodobania i awersje, wpierw serce musi być spokojne. Nie mogę nadmiernie podkreślić tej sprawy - serce musi być spokojne.

Jakikolwiek obiekt medytacji sobie wybraliśmy, czy to będzie “buddho,” “dhammo,” “sangho,” kesā, lomā, nakhā, dantā, taco — musimy się trzymać tego cały czas. Jeżeli tego nie zrobimy, bezużyteczne myślenie nas pokona. Umysł będzie po prostu mnożył myśli, tak jak mu się będzie podobało. Avijja jest warunkiem na powstanie sankhar i jeżeli nie praktykujemy żadnej medytacji, wszystko jest trudne. Te sankhary będą rozpoznane jako "ja" czy należące do "ja". Staną się "moje". jeżeli praktykujemy używając parikamma "buddho", wtedy musimy wspominać "buddho" cały czas. Musimy się trzymać naszego "buddho" zawsze. Pewni z wielkich Therów nauczali by powtarzać "buddho" bez żadnych przerw pomiędzy słowami. Jeżeli siedzieli to “buddhobuddhobuddhobuddho", było obecne w ich umysłach, każdego dnia przez długie okresy czasu.

Musimy wykonywać tą praktykę by uzyskać spokój i stabilność w sercu. Kiedy serce doświadcza spokoju i ciszy, to wieka przyjemność. Pochodzi ona od Dhammy. Ciało jest lekkie i serce jest spokojne, otwarte i swobodne, wolne i puste od wszystkiego. Wrażenia które zwykły atakować serce, na ten czy inny temat, dotyczące tej czy innej osoby, są tylko sprawami "ja", osoby, mnie, nas, ciebie.

Ale jeżeli serce jest spokojne, jeżeli już jest puste, badajcie dokładnie w tym miejscu. Zobaczymy, że nie da się znaleźć "ja", osoby, mnie, nas, czy ciebie. Idź wprost do tego. To serce które jest pustką. Może puścić wszystko. Jeżeli zamierzamy puścić aż do tego poziomu, jak tego dokonać? Musimy praktykować medytację.

Czasami praktykujący może nie zobaczyć żadnego postępu przez cały rok, sprawy pozostają w miejscu. Ale musimy być cierpliwi. Nawet jeżeli praktyka wydaje się pogarszać, nie idź w stronę myślenia, że twój obiekt medytacji nie jest ważny. Choć to prawda, że czasami kiedy nasza praktyka jest dobra wydajemy się nie potrzebować obiektu medytacji. Jak tylko siadamy i przygotowujemy się do skrzyżowania nóg, już jesteśmy w stanie spokoju. Umysł od razu zagłębił się w niewzruszoność.

Obserwujemy oddech tylko przez moment i nagle umysł wpada w spokój. Możemy sobie nawet pomyśleć, że od teraz będzie już tak zawsze, że zawsze będzie cichy. Jeżeli mamy odpowiednią ilość parami, może tak być. Ale jeżeli nasze parami ciągle nie jest pełnae, doświadczany spokój zacznie opadać i odchodzić. Do takiego punktu, że może się nam zacząć wydawać, iż nigdy nie robiliśmy żadnej praktyki. Po prostu zniknie. Umysł stanie się pomieszany i wzburzony jak przedtem. Nie widzimy groźby, groźby wszelkich widoków, smaków, dźwięków, zapachów i cielesnych wrażeń. Cała przyjemność stowarzyszona z nimi powróci. Musimy rozpocząć na nowo, zająć się obiektem medytacji. Stale pracować by utrzymać umysł na obiekcie medytacji. Do tej pory, aż znowu się uspokoi. Aż pojawi się piti i sukha. Aż umysł stanie się spokojny i cichy. Musimy polegać na obiekcie medytacji jak na naszym schronieniu. Czyni on serce cichym i spokojnym. A kiedy dojdzie do tego spokoju, co wtedy mamy robić? Badać. Stale badać, widząc anicca, dukkha, anatta wszędzie.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny 21



Pańńa powstaje z medytacji.

Czasami możemy pomyśleć, "Praktykuję już od pewnego czasu, samadhi nie jest ważne. Tak naprawdę go nie potrzebuję. Będę tylko rozwijał pańńa. Potrzebuję pańńa do ostatecznego osiągnięcia najwyższego celu". Ale jeżeli próbujemy rozwijać tylko pańńa, na końcu zostaniemy bez niej.

Budda nauczał, że samadhi jest bezpośrednią przyczyną powstania pańńa. Jeżeli samadhi nie jest stabilne i stałe, pańńa o głębokiej naturze nie powstanie z pełną klarownością.

Choć pańńa może powstać ze słuchania Dhammy, czy intelektualnych dociekań, nie jest to pańńa bazująca na medytacji. Bhāvanāmayapaññā to pańńa pochodząca z praktyki, z naszej medytacji czyniącej umysł cichym. Prawdziwa pańńa może powstać w sercu które jest ciche i spokojne. Kiedy wspomagamy nasz umysł, pomagamy mu, czyniąc go spokojnym, Dhamma powstaje naturalnie, byśmy ją dostrzegali i badali. To powoduje powstanie prawdziwej pańńa.

Jeżeli mamy tendencje do bycia zagniewanym, lub nielubienia pewnych ludzi, lub obawy przed tym, że rzeczy pójdą w złą stronę, tak się stanie. Jeżeli wejrzymy w nasze tendencje i przebadamy je, będziemy zdolni do ich puszczenia. W okresach takich dociekań, musimy opierać się o samadhi jako naszą podstawę. Jeżeli nie ma samadhi, pańńa z niej wynikająca oczywiście też będzie nieobecna. To coś czego można być pewnym.

Odpowiednia troska o naszą sila, może powodować powstanie samadhi. Dobrze rozwinięte samadhi będzie przyczyną powstania pańńa. A rozwinięta pańńa zainicjuje vimutti. To wolność od upādāna, chwytania się rozlicznych mentalnych stanów, które są przyczyną dukkha.

Luang Pu Chah nauczał nas, by widzieć rzeczy w świetle pańńa. To oznacza badanie obecnego, porzucanie błędnych obecnych poglądów, porzucenie upādāna obecnie. To spowoduje powstanie obecnie właściwego poglądu. Serce będzie bez dukkha, tylko wolność i pustka. Porzucenie chciwości, nienawiści i złudzenia. Pozostaje tylko czyste, promieniste serce.

Praktykujący posiadający pewne doświadczenia, mogą uchwycić się tych aspektów ich praktyki i wziąć je za magga czy phala. Ale to co tu ważne, to kontynuować dociekanie w sercu pod kątem anicca, dukkha, anatta. Cokolwiek czujemy, na jakikolwiek temat, nigdy nie jest to pewne i trwałe. Pozostawcie to z boku.

Kiedy słyszymy cokolwiek, musimy mieć sati i pańńa. Rozważ to głęboko ale nie wierz temu. Kontynuuj praktykę aż do czasu gdy rezultaty będą widoczne. To droga mądrych, takich jak czcigodny Sariputta, główny uczeń Buddy, obdarzony wielką sati i pańńa.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny 20



Szlachetni wznoszą się ponad złudzenia

Budda odkrył ścieżkę wiodącą do końca odrodzin, poza samsarę, która w esencji jest kilesami, działaniem i jego rezultatami. Cykl kiles, cykl działania i dojrzenia działania: poza ten cykl prowadzi praktyka sīla, samādhi i paññā.

Sila, jak prawdopodobnie już to rozumiemy, jest wstrzemięźliwością naszych cielesnych i werbalnych działań, tak, że są one nienaganne. Samadhi czyni nasz umysł stabilnym. Ta stabilność umysłu pochodzi ze skupienia naszej sati. Obserwowanie wdechów i wydechów jest jedną z metod zwaną ānāpānasati. To podstawa, koronna praktyka, której oddawał się sam Budda.

Kiedy mamy sati, obserwując wdechy i wydechy, bądź gdy skupiamy swą uwagę tylko na jednym specyficznym punkcie ciała, w sercu zaczną zachodzić zmiany i za sprawą sati, ulegnie skupieniu. Na tym etapie wspieramy się vitakka i vicara, myśleniem i rozważaniem, przynajmniej do czasu zanim nie pojawią się pīti i sukha, przynosząc ze sobą stan wewnętrznej pełni.

Umysł, który jest cichy, nieruchomy, to ekaggatā citta. To umysł w stanie zjednoczenia. Spokój i cisza powstają i umysł osiąga poziom samadhi. Taki umysł będzie spokojny i stabilny. Kiedy powstaje pīti vitakka i vicāra wydają się być zbyt toporne. Kiedy powstaje sukha, piti również zaczyna być odczuwana w ten sposób. Ostatecznie, kiedy sukha wydaje się być zbyt toporna umysł skupia się i jednoczy w ciszy i te czynniki pīti, sukha, ekaggatā - zlewają się razem w stan samadhi, który jest stabilny. Umysł doświadcza kolejnych poziomów głębi i oczyszczenia. Piti manifestuje się jasno, za nią podąża sukha, aż w końcu umysł spoczywa i trwa w stanie równowagi. To praktykowanie samadhi z jego rozlicznymi poziomami od topornych do oczyszczonych.

Kiedy umysł jest tak zjednoczony w samadhi przez dłuższy czas, możemy popaść w złudzenie i pomyśleć, że to nibbana, że zobaczyliśmy Dhammę. "Dhamma jest jak to, nibbana jest jak to". Chociaż ten stan powstaje z samadhi, ze stabilnego i stałego spokoju, to ciągle nie nibbana. Jeżeli to jest "nibbana", jest to "nibbana" która dochodzi do istnienia z uwagi na temporalne wyparcie . Kilesy chciwości, gniewu i złudzenia, są wciąż obecne.

Jeżeli wejdziemy w ten stan, możemy wpaść w złudzenie i ciągle nie będzie tam pańńa, lecz błędne zrozumienie. Możemy myśleć, że zobaczyliśmy Dhammę, że znamy Dhammę. Ale ten pogląd jest uwarunkowany przez obecność naszego samadhi. Takie rzeczy dzieją się bardzo często u medytujących, kiedy ich samadhi jest stabilne i silne. Ale oczywiście to samadhi jest wciąż nietrwałe. Gdyby umysł nie przywiązywał się do samadhi, chwytałby się form, dźwięków, zapachów, smaków i cielesnych wrażeń i mentalnych obiektów, zamiast tego. Musimy mieć sati, skupiającą umysł do stanu niewzruszoności. Musimy się nauczyć sztuki samadhi, aż doświadczymy go jasno.

Czasami możemy pomyśleć, że takie rozwijanie samadhi nie jest ważne. To jakby ktoś myślał: "Doświadczyłem stanu piti i teraz przechodzę do sukha". Jednakże może to piti jest związane z niższymi etapami samadhi, a my myślimy, że to piti jest na poziomie upacāra samādhi, bądź appanā samādhi, czyli drugiej jhany. Łatwo możemy popełnić ten błąd. Możemy nawet myśleć, że jesteśmy blisko trzeciej jhany. To zdarza się bardzo często, gdy nie wiemy co jest rzeczywiste i nie mieliśmy nigdy doświadczeń z tego zakresu. Łatwo jest dać się pochwycić w takie złudzenia, na temat poziomu samadhi, ponieważ jest w tym pragnienie i oczekiwanie, tanha. To sprawia, że przeceniamy siebie i czujemy się pewni, że osiągnęliśmy jhanę, czy ścieżkę i owoce praktyki. I tak, musimy użyć sati by powrócić do samo-obserwacji. Kruba Ajahnowie nauczali sposobu pokonania tego złudzenia osiągnięcia czegoś w naszej praktyce. Jeżeli myślimy, że osiągnęliśmy jhanę, mówią nam, że to niepewne, jeżeli wraz z naszą praktyką zaczynamy myśleć, "Och, jestem, już sotapanną!", wtedy podkreślają, że to niepewne. Trzeba to rozważyć ponownie w świetle nietrwałości.

To droga do uzyskania pańńa. Badamy by dostrzec sabhava dhammę - że tenże stan, który powstaje jest tylko anicca, dukkha, anattā . Te charakterystyki stosuje się razem. Nie chwytaj się niczego, to tylko upadana.

Praktykujemy porzucenie "posiadania" rzeczy czy "bycia" czymkolwiek. Nie praktykujemy "uzyskania" czegoś czy "bycia" sotāpanną, sakadāgāminem, anāgāminem or arahatem. To tylko konwencje by odpowiednio odnieść się do umysłu praktykującego, który osiągnął pewien poziom, ale taka jednostka nie dodaje do tego percepcji jaźni, bazującej na przywiązaniu. Ariya nie przywiązują się do poglądu, że są "tym" czy "tamtym". Rozumieją te terminy jako po prostu konwencje.

Tak naprawdę, te terminy tylko wskazują postęp ku vimutti (wyzwoleniu), gdzie jesteśmy ponad tymi konwencjami, zdolni do ucieczki i opuszczenia rzeczy, które nas wiążą. Porzucenie sakkayaditthi (poglądu na osobowość), vicikicchā (wątpliwości), sīlabbata parāmāsa (przywiązania do obrządków i rytuałów), to rozpoczęcie, początkowy etap.

Samādhi typu appanā samādhi jest silne, mocne i zjednoczone. Jeżeli jeszcze nie doświadczyliśmy takiego zjednoczenia serca, jest to bardzo trudne do intelektualnego zrozumienia. Musimy brać na wiarę opisy innych.

W mojej własnej praktyce, kiedy doświadczyłem pewnej pīti, miałem takie oczekiwania, że po tej pīti, przyjdzie sukha. Ale próbując wkroczyć w sukkha, moc umysłu okazała się nie wystarczająca by przekroczyć pīti, i uczynić progres. Bez zdania sobie sprawy, sati przestała być efektywna i stopniowo słabła, także na końcu nawet pīti była nie do osiągnięcia.

Dlaczego tak się dzieje. Ponieważ porzuciliśmy słowo medytacyjne czy też obserwowanie oddechu. Musimy powrócić pilnie do powtarzania słowa medytacyjnego. Wziąć się za nie z powrotem i zacząć od nowa "buddho", od nowa "dhammo", od nowa "sangho", ponowić badanie.

Musimy ponownie ustanowić naszą sati. Znacząc praktykę od nowa. Wykonywać ją stale i ciągle aż nasze serce odzyska spokój i ciszę i uwolni się znów od nastrojów i emocji.

Podczas mojej praktyki doświadczyłem i przeszedłem przez wiele piti, wiele sukha. Och, olbrzymią ilość takich doświadczeń, nawet do punktu, że pewne z nich kontynuowały się przez miesiąc. Ale nawet jeżeli tak się dzieje, ciągle trzeba powracać do fundamentów praktyki, stale i systematycznie.

Ciągle musimy wchodzić na poziom skupienia umysłu. Z vitakka i vicāra może być tak, że myślimy, że już odeszły i nie musimy się o nie już dłużej martwić. Myślimy że wyszliśmy poza nie, ale czasem powracamy do myślenia i rozważania, powracamy do oddechu. To są toporniejsze jaki bardziej subtelne poziomy umysłu, z którymi stykamy się podczas praktyki.

Z każdym krokiem i na każdym etapie, nie możemy odrzucić, ale stale powracać do naszych podstaw, przewodniej ścieżki naszej praktyki. Posiadając sati i wykonując medytację, musimy się skupić na wybranym przez nas obiekcie, takim jaki nam najbardziej odpowiada.

I kiedy tak praktykujemy i badamy - separując od siebie elementy i agregaty, separując się od obecnych posiadłości - musimy się temu oddać aż zobaczymy z jasnością. Kiedy jest jasność, znamy i rozumiemy siebie.

W tym miejscu, "ten kto wie" nie ogłasza się sotāpanną, sakadāgāminem, anàgàminem, czy atahatem. Jest tylko poznawanie. Jeżeli praktyka jest rzeczywiście na tym poziomie, wiemy co porzuciliśmy, jak również co jeszcze zostało do zrobienia.

Wiemy i widzimy jasno, ale nie potrzebujemy rozmawiania o tym. Czym więcej mówimy tym bardziej staje się to po prostu przechwalaniem. Nasze zadanie to porzucić wszystko a nie jeszcze bardziej plamić serce. Oczyszczamy serce. Ponieważ w rzeczywistości, kiedy przebiliśmy się przez te grube poziomy ignorancji i wykonali rzeczywistą praktykę, nie ma tu nikogo. Jakakolwiek rupa czy nama, będziemy ją widzieli jako anicca, dukkha, anatta.

Zatem gdzie jest sotāpanna? Gdzie można go znaleźć? Czy jest w rupa czy w nama? W rzeczywistości, jest to tylko konwencja mowy, która nazywa poziomy osiągnięć. To umysł znający rupa i nama, wiedzący że kompleks ten jest nietrwały. Są one tylko anicca, dukkha, anattā. Poznawanie które powstaje z tego jest poznawaniem wynikłym z sīla, samādhi i paññā, i dalej, wszystko to trzeba puścić. Serce jest w stanie spoczynku, trwając w obecnym teraz.

Zatem kontynuujemy praktykę porzucanie kiles, stopniowo porzucamy chciwość i gniew, trochę po trochu umniejszając ich ciężar. Wgląd i poznawanie jasno wkracza w nasze serce. Nie będziemy odczuwali potrzeby nazywania tego jako poziom sakadāgāmi. Kiedy porzucamy chciwość i gniew, wtedy poznajemy, że osiągnęliśmy poziom sakadāgāmi. Gdy wszelka chciwość, nienawiść, i złudzenie zostały porzucone, wtedy wiemy, że osiągnęliśmy poziom arahata. To postęp kogoś kto przeszedł Ośmioraką Szlachetną Ścieżkę, idąc drogą sīla, samādhi and paññā.

Czasami w naszej praktyce może pojawić się u nas błędny pogląd, że jesteśmy na tym czy na tamtym poziomie. To błędna percepcja, po prostu głupota. Nie jest to zgodne z prawdą. Naprawdę musimy być ostrożni. Możemy doświadczyć tak głębokiego spokoju, że wydaje się być on otwarty na prawdę, ale może to być tak zwana vipassanūpakilesa. To przeszkoda w praktyce i stworzy problemy dla rozwoju vipassany.

Kiedy siedzimy w medytacji, może się zdarzyć, że pojawia się piti, wiele szczęścia i doświadczamy olbrzymiego spokoju i ciszy. Promieniowanie i jasność wydają się być wszystkim co pozostało. Może pomyślimy, że to magga-phala (ścieżka i owoc). Musimy być ostrożni i posiadać sati i pańńa, dla obserwowania tego doświadczenia. Luang Pu Chah zawsze wskazywał na takie stany, by widzieć je w świetle anicca. Są ona tylko anicca. Mówił by nie dać się przez nie ogłupić.

Możemy myśleć, że nasze samadhi jest tak wielkie, że osiąga poziom jhany, albo, że jesteśmy sotapanną czy może nawet sakadāgāminem. jeżeli do tego dojdzie, jest oczywiste, iż jest w tym poczucie "ja". Luang Pu Chah powiedziałby, że to niepewne, nietrwałe. I jeżeli myślimy, że jesteśmy arahatem, to niepewne w najwyższym stopniu. Musimy mieć sati i pańńa, by nie popaść w takie złudzenia. To powstrzyma również innych przed uleganiu co do nas złudzeniom, myśleniem, że jesteśmy tacy a tacy.

Pewni ludzie przychodzili do Ajahan Chah i pytali: "Czy jesteś arahatem?" Ale on tylko odpowiadał, że nie jest niczym. Jeżeli serce nie posiada niczego, jak możemy "być" arahatem? Jeżeli wciąż czymś jesteśmy, jest w tym wciąż cierpienie. Jeżeli myślimy, że jesteśmy tym czy tamtym, lub, że jesteśmy już sotapanną, pewni ludzie mogą się z tym nie zgodzić lub nie wierzyć nam, i to sprawi powstawanie u nas kiles, z podążającą za nimi dukkha.

Jeżeli myślimy, że już jesteśmy arahatem, wtedy mamy jeszcze większy problem, ponieważ jeżeli ludzie nie będą nam wierzyli, to sprawi nam naprawdę wiele cierpienia. Cierpiący arahat ... jak możliwy jest cierpiący arahat. Jak do tego doszło? Jak może tu być obecny gniew czy chciwość? To coś co jest paccata veditabbo vińńuhiti - czymś do doświadczenia indywidualnie przez każdego mądrego.

U Kruba Ajahnów których serca osiągnęły ostateczny cel, słowa i emocje które wyrażają są po prostu zewnętrznymi sposobami zachowania. Nie powstaje nowa kamma. Mogą mówić ostro, łagodnie, nieśmiało, czy jakkolwiek, ale to zaledwie cielesne i werbalne ekspresje. Wolni od kiles, wyjaśniają, to nie kamma, to kiriya działanie bez upādāna. Ta nieobecność upādāna jest czymś ciężkim do przeniknięcia. Umysł jest jedną rzeczą, obiekty umysłu są drugą rzeczą. Nie są tym samym.

Luang Pu Chah dawał przykład z wariatem i arahatem. Czasami moglibyśmy na nich patrzeć i nie widzieć różnicy. Luang Pu Chah powiedział, że ten szaleniec i arahat mogliby na zewnątrz wyglądać tak samo, a jednak jeden podróżuje dolnymi drogami a inny najwyższymi ścieżkami.

Zatem w naszej praktyce zawsze musimy mieć sati i pańńa. Z czymkolwiek się zetkniemy, powinniśmy znać to jako nietrwałe. To uczyni nasze serca mądrymi, niepogrążonymi w otchłani ignorancji. Praktykując jak to, zrozumiemy jasno i będziemy zdolni by puścić. Kiedy zobaczymy ludzi kierującymi się w swych działaniach złudzeniami, zrozumiemy sytuację, że to anicca, dukkha i anatta.

Na początku nasze przekonanie pochodzi z wiary. Mamy pewne wierzenia i szacunek. Choć czasem nie mamy pańńa, jesteśmy zupełnie bez mądrości. Luang Pu Chah dał przykład, że kiedy był młodszy, spotkał mnicha o którym z początku myślał jako o arahacie. Ten mnich potrafił zachowywać się jak arahat. Potrafił puścić wszystko, co się pojawiło, jak arahat. Po pewnym czasie Luang Pu Chah zauważył, że styl praktyki u tego mnicha i jego zachowanie się zmieniły, wtedy zobaczył prawdę: "Och, pomyliłem się!" To dało mu mądrość. retrospektywnie, takie pomyłki są normalna sprawą w naszej praktyce. Ważne by o tym pamiętać.

Czy praktykant żyje blisko czy daleko od Kruba Ajahna, ponad wszystko musimy trzymać się blisko Buddy. "Blisko", oznacza, że musimy trzymać się rzeczywistości anicca. Percepcja anicca musi być cały czas obecna w naszych sercach, to wspomaga i wspiera nas, gdy jakikolwiek rodzaj myśli czy uczuć się zamanifestuje, dobrych czy złych. Czasami nie lubimy pewnej osoby ale inną osobę lubimy bardzo. Cóż, to anicca. Pewne jedzenie nam smakuje, to znów anicca. Gdybyśmy jedli je cały czas, wkrótce by się nam znudziło. taka jest natura rzeczy - nie są one pewne. Wszystkie myśli i uczucia, które doświadczamy, wszystkie są anicca. Jeżeli badamy rzeczy w taki sposób, to oznacza, że mamy pańńa.

Jeżeli nie potrafimy poradzić sobie z tymi myślami i uczuciami, zaczniemy się chwytać pięciu agregatów. To upadana i przyczynia się ona do powstania cierpienia w naszych sercach.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny 19



Nie-ja

Namarupa jest nie-ja. Budda zawsze nauczał, że wszystkie agregaty są nietrwałe, pojawiają się, trwają i przemijają. Namarupa, to tylko zestaw warunków, który powstaje, trwa i przemija. Jednak, ponieważ nasza sati nie potrafi tego rozpoznać, chwytamy się ciała, wierząc, że nim jesteśmy. Chwytamy się uczuć, wszystkich uczuć które powstają. Chwytamy się percepcji, wszystkich naszych wspomnień, postrzeżeń, które wydają się być naszymi. Chwytamy się i bierzemy za "ja" sankhary, rozliczne procesy myślowe. Chwytamy się i bierzemy za "ja" naszą świadomość.

Wszystkie przyjemne uczucia, których uprzednio doświadczyliśmy, gdzie one są teraz? Te przyjemne uczucia powstawszy, trwały jakiś czas i następnie zniknęły. Tak samo z wszelkimi bolesnymi uczuciami, których uprzednio doświadczaliśmy. Wszystkie te uczucia przeminęły. Wszystkie sukkha vedana i dukkha vedana które doświadczamy teraz, powstają teraz i przemijają teraz.

Ale w tym miejscu, możliwe jest, że powstanie sańńa i zapamiętamy i zidentyfikujemy się z nią. Ta osoba powiedziała to, i to nas cieszy, ta osoba tylko narzekała, ta osoba mówi i działa właśnie tak. Wszystko to sańńa. Kiedykolwiek ktoś mówi, sańńa zanotuje to i zapamięta. Ale ta percepcja mowy nie jest żadnym "ja". Po prawdzie, jest ona anicca, dukkha i anatta. Ale jeżeli nie używamy naszej sati odpowiednio, będziemy się chwytać i brać całą tą percepcję jako naszą. Wtedy zacznie się mentalne różnicowanie. Taka jest natura sankhar, różnicować, na dobre czy na złe. W oparciu o proces zawłaszczenia i identyfikacji z namarupa, powstaje świadomość. Jeżeli przeanalizujemy doświadczenie pod kątem agregatów, dostrzeżemy tam tylko skupiska rupa i nama. Na przykład vińńana, interpretujemy doświadczenie w terminach: "ja widzę", "ja słyszę". Umysł chwyta się pojęć, że to "my" słyszymy, że to "my" jesteśmy tymi co słyszą. Kiedy pojawia się świadomość słuchowa i identyfikujemy się z nią, weźmiemy za siebie, spowoduje to powstanie upodobań i awersji. I to dalej wzmocni złudzenie. To avijja, ślepota, ciemność.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny 18



Gdy praktyka upada

Ci którzy podjęli monastyczne życie, Kruba Ajahnowie w tradycji Luang Pu Muna, zawsze podkreślali rozwijanie samadhi. Kiedy nie jesteśmy zaangażowani w żadne prace, jest to okazja by w górach i lasach rozwijać serce i pogłębiać poziom samadhi.

Ale jeżeli mamy wiele obowiązków i odpowiedzialności wtedy rzeczywiście musimy strzec serca z mądrością. Czasem musimy polegać na kontemplacji, by doprowadziła ona serce do spokoju, ale czasami tylko skupienie się na naszym obiekcie medytacji, jak na przykład oddech, doprowadza umysł do stanu spokoju i ciszy. Jakkolwiek by nie było, te dwie metody mogą być użyte odpowiednio, czy nawet zamiennie w różnych czasach.

Kiedy serce doświadczywszy stanu spokoju, wychodzi zeń, musimy zatrudnić je do dociekań nad tą fizyczną formą cielesną. Trwamy tak, aż pojawi się klarowność w naszym zrozumieniu. To nazywa się vipassaną. Używamy spokoju by skupić naszą uwagę na ciele. To droga do powstania pańńa.

Jeden rodzaj pańńa pochodzi ze słuchania, drugi z refleksji i rozmyślania. Ale pańńa powstała ze spokoju, to pańńa bhāvanā. Czasami doświadczamy olbrzymiej radości, ten stan może trwać miesiąc albo i dłużej. Możemy pomyśleć, że już dłużej nie potrzebujemy badać elementów ziemi, powietrza, wody i ognia. Zaczynamy odczuwać, że nie ma takiej potrzeby, że obserwowanie umysłu jest wystarczające. Ponieważ gdy zaczynamy badać ciało, umysł stawia opór i chce wejść w spokój. Jednak Luang Pu Chach zawsze nauczał, by przezwyciężać takie tendencje i badać ciało.

Nie da się przez długi czas badać tylko umysłu i w takim wypadku czeka nas spadek energii. Spokój i cisza które doświadczaliśmy, znikną, znajdziemy się na poziomie kogoś kto nigdy nie praktykował żadnej medytacji. Całe to mentalne różnicowanie przejmie kontrolę i znów zaleją nas fale upodobań i awersji. To zwykła sprawa.

Możemy pomyśleć, że nasza medytacja się rozpadła. Ale jeżeli nie zrezygnujemy i ponowimy wysiłek w każdej pozycji ciała, stojąc, chodząc, siedząc i leżąc - by skupić naszą uwagę na obiekcie, tak jak to czyniliśmy przedtem, odkładać nasze rozliczne obciążenia i obowiązki, to powinno ponownie wyciszyć umysł.

I ten spokój umysłu będzie głębszy niż uprzednio, i nasza pańńa również się pogłębi. To naturalny sposób postępu. To naturalny progres rozwijania samadhi. Początkowo nie jest ono tak stałe. Nie jest pełne, zatem musimy się wycofać i wzmożyć wysiłek praktyki, aż umysł stanie się stabilny i czysty. W taki sposób nasza formalna praktyka zmieni się i przejdzie na nowy etap dojrzałości.

Zatem miejmy wszyscy cierpliwą wytrzymałość w naszej praktyce. Zawsze kierujmy się ku rozwojowi pięciu duchowych mocy - a są to saddhā (wiara), viriya (energia), sati, samādhi i paññā - aż do czasu gdy staną się źródłami mocy dla umysłu. Płynące stąd zasługi są najwyższego rodzaju i wiodą nas do zrozumienia Dhammy. Wysiłek dla rozwoju samadhi jest rzeczą o najwyższej wadze. Musimy systematycznie pracować nad naszymi umysłami, by doświadczyć głębokiego spokoju i tym samym wyprzeć wszelkie nastroje i emocje. Jeżeli potrafimy wznieść się ponad barierę uczuć, czasami możemy doświadczyć umiejętności widzenia uczuć jako fenomenów totalnie odseparowanych od umysłu. Kiedykolwiek uczucie powstaje zależnie od ciała, skupiamy się na nim i badamy je, tak, że umysł odchodzi i odcina się od niego.

To zmaganie z vedaną jest rzeczywiście ćwiczeniem rozwoju zgodnie z linią Satipatany Sutty. Zatem każdy z nas który tu przyszedł z silnym postanowieniem praktyki, musi wzmocnić wysiłek i mieć cierpliwą wytrzymałość. Jeżeli stale będziemy kontynuować tą praktykę, przyczyni się ona do postępu naszego umysłu, dając nam zachętę do dalszej praktyki.

Ajahn Anan

Mistrz Lec

Świat nie istnieje, stwarza się jedynie co chwila. Wrażenie ciągłości wynika z braku inwencji.
Śniła mi się we śnie rzeczywistość. Z jaką ulgą się obudziłem.
Zbliżając się do prawdy, oddalamy się od rzeczywistości.
Nie odwracać się tyłem do rzeczywistości? Czyżby rzeczywistość nie otaczała nas zewsząd? Och!!!
Nasze wszystkie odrębne fikcje składają się na jedną wspólną rzeczywistość.
Gdy się mit zmienia w rzeczywistość, czyje to zwycięstwo - materialistów czy idealistów?
Często farsę rzeczywistości może oddać jedynie tragedia.
Wolę napis "Wstęp wzbroniony" aniżeli "Wyjścia nie ma".
Gdybyż jeszcze kozła ofiarnego można było doić!
Zdarza się, że haczyk zostaje połknięty razem z rybakiem.
Kto ma dobrą pamięć, temu łatwiej o wielu rzeczach zapomnieć.
Jak ćwiczyć pamięć, by umieć zapomnieć?
Ci co łatwiej zapominają, lżej zdają egzamin życiowy.
"Kawiarniany inteligent" nie jest epitetem jednoznacznym, trzeba dodać, z której kawiarni.
Owca co miała złote runo, nie była bogata.
"Z jednego krzyża można zrobić dwie szubienice" - rzekł fachowiec z pogardą.
Stosy nie rozświetlają ciemności.
Na początku było Słowo - a na końcu frazes.
Popełnił zbrodnię. Zabił człowieka! W sobie.
Człowiek który jest geniuszem, a nie wie o tym - nie jest nim chyba.
To, że umarł, nie jest jeszcze dowodem, że żył.
Trzeba mieć dużo cierpliwości by się jej nauczyć.
To dziwne, jak trudno jest wywołać echo w najbardziej pustych głowach.
Na każdym szczycie jest się nad otchłanią.
Były czasy, że niewolników trzeba było legalnie kupować.
Były dwie możliwości: albo stanąć na gruncie ich zasad, albo zawisnąć nad nimi.
Czyny niezaistniałe wywołują często katastrofalny brak następstw.
Cóż z szerokich horyzontów, najczęściej można je osłonić tylko w najwęższym kręgu.
Arcydzieło pojmie nawet głupiec. Ale jakże inaczej.
Gdy racje są kruche, usztywnia się stanowisko.
Brak talentu nadrabia brakiem charakteru.
Ma łeb tak pełen erudycji, że miejsca już brak dla własnej myśli.
Jest w nim olbrzymia pustka wypełniona po brzegi erudycją.
Zanotował swą pustkę na tysiącu stron.
Kajdany nie lubią przykuwać uwagi.
Nie każdy pasterz pędzi swe owieczki, by się pasły na wyżynach ducha.
-"Nie wierz" - szepce ci diabeł. "Wierz" - sufluje ci anioł. Lub czasami odwrotnie.
Marionetki marzą daremnie o monologu Hamleta.
Chcesz śpiewać w chórze? Przypatrz się wpierw pałeczce dyrygenta.
Czasami satyra musi rekonstruować to co zniszczył patos.
I czworonogi stają na tylnych łapach. Czego się nie robi dla żarcia i ze strachu.
Niektórzy nie odróżniają onanii od "wierności samemu sobie".
A może mury Jerycha padły od zbytniego dęcia w fanfary wewnątrz tych murów?
Wielka jest siła nicości, nic już jej nie można zrobić.
Istnieją ekonomiczne bodźce seksualne.
Głupota nigdy nie przekracza granic, gdzie stąpnie, tam jej terytorium.
Gdy nie ma się z czego śmiać, rodzą się satyrycy.
Instynkt samozachowawczy jest często motorem samobójstwa.
Nie otchłań dzieli, ale różnica poziomu.
Straszny jest knebel posmarowany miodem.
Śpiewa w chórze, ale tylko partie solowe.
Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku.
"Nie lubię chwil wolności - zwierzał się rutynowy niewolnik - zrywają się łączące nas kajdany i człowiek zostaje sam jak palec".
Niejeden sternik otacza się zerami. Przypominają mu koła ratunkowe.
Ci którzy noszą końskie okulary, niech pamiętają, że do kompletu należą wędzidło i bat.
A może wyobrażamy sobie człowieka zbyt antropomorficznie?
Politycy, zasięgajcie porad gastrologów: co obywatel może jeszcze strawić.
Świat zawsze wraca do normy, ważne do czyjej.
Świat powstał chyba ze strachu przed pustką.
Obniżył lot i znalazł się na Parnasie.
Trzeba wiele rzeczy doprowadzić do absurdu, niech poznają swego rodzica!
Nie żądajcie od tego co ma knebel na ustach, by wam o tym powiedział.
Przyłożyli obie ręce do zbrodni. Oklaskiwali ją.
Na początku drogi do doskonałości, potknął się o swój oszałamiający sukces.
Postarzała się moja nienawiść, jest pogardą.
Czasem są potrzebni suflerzy, którzy by podszepnęli, czego nie należy mówić.
Ach, ten zmysł złudzenia, rodzący wszystkie inne!
Niektórzy są przekonani, ze ich kaganiec to przyłbica.
Tak samo jak przed palcem wymierzonym w oko zamyka się powieka, tak i przed pewnymi myślami broni się instynktownie mózg. Nawet od wewnątrz.
Kto się najadał strachu, nie jest głodny wrażeń.
Gorszy od "kultu jednostki" jest "kult zera".
Ci co są na ustach tłumu, są wkrótce na jego języku, a potem na jego zębach.
Nić sympatii urasta często do powroza trzymającego nas na uwięzi.
Gdy się odechciewa żyć nie znaczy to wcale, że się zachciewa nie żyć.
Słyszałem, jak mówił pewien kat: "FACH trzeba mieć proszę pana, a nie bawić się polityką albo filozofią o życiu i śmierci".
Gdy dyktuje uczucie, nawet najbardziej uczony człowiek robi błędy najniższej klasy.
Dziś i u pustelników gra telewizor. Wyższy stopień umartwienia.
"Opuszczę ten świat" - będzie wkrótce brzmiało bardzo optymistycznie.
Bawichamek - pisarz dla niższych gustów.
Czy mam złudzenia? A jakże. To są produkty uboczne nieubłaganego racjonalizmu.
Ze stylistyki. Trzeba odróżnić "co można na ten temat powiedzieć i "co wolno na ten temat powiedzieć".
Jakie wnioski wyciągają z doświadczeń króliki?
Zwykle uważają ludzie to działo za dobre, co ich bawi, a bywa nim zwykle to co ich rozwściecza.
To nic, że większość naszych dzieł nie można przetłumaczyć, smutniej, że nie można ich wytłumaczyć.
Najlepiej uniknąć nieporozumień, nie porozumiewając się.
Ich dodatnia opinia wywarła ujemne wrażenie.
Ograniczony mózg zmieści nieograniczoną masę bzdur.
Trzeba milczenie słyszeć w jego kontekście.
Cóż wie zoolog znający zwierzęta jedynie z ZOO, cóż wiedzą o człowieku ci, co znają go jedynie na wolności.
Czasem mowa jest złotem, milczenie trzydziestoma srebrnikami.
Późniejsi chrześcijanie nie mogli być potomkami tych, których rozszarpały w cyrku dzikie bestie Nerona, ale tych mas wyjących widzów.
Niejeden, wymachując batem, myśli, że jest dyrygentem.
Zwykle są po jednaj stronie krat więziennych zbrodniarze.
Kto posiada geniusz, talent, wykształcenie itp. rzeczy, temu przydałaby się i bezczelność. Kto posiada bezczelność, nie potrzebuje już tamtych drobiazgów.
Umysły ciemne drażni błyskotliwość.
"Świeżo upieczony heretyk" - niebezpieczna figura stylistyczna.
Ideał: krążyć całe życie w bezpiecznej odległości, spokojnie, wokół swego celu.
Czas wszystko goi? Swoim mijaniem tworzy jedną, powiększającą się ranę, że wszystkie dawne w niej znikają.
Realizm - to jak nam karzą widzieć rzeczywistość.
Nie wiem czy wierzę w duszę, ale na pewno w bezduszność.
Często małżeństwa nie mają sensu ale dzieci.
Późna to pora, kajdanami dzwonić na trwogę.
"Być wolny jak ptak?" I gwizdać całe życie jedną przydzieloną melodię?
Nie lubię tych co na czerwony sztandar patrzą przez różowe okulary.
Jakże trudno wieść szczęśliwe życie pasterza wśród tych baranów!
Pustka w głowie powiększa swobodę ruchu jednostki.
Twórcy niskiego lotu odpoczywają czasem na najwyższych szczeblach drabiny społecznej.
Któż potrafi oprzeć się pokusie, by się urodzić?
Pytanie, które się rodzi, przy każdej śmierci ludzkiej, krzyczy bezczelnie głosem noworodka.
Zbrodnią jest nazywanie jej błędem i wypaczeniem.
Któż wierzy w cuda! Ale wszyscy ich oczekują.
Mistyczna jest wiara w papier. Na nim pisze się gwarancję wieczności granitu.
Dla wielu kultura jest pierwszą potrzebą, której nie trzeba zaspokajać.
Pchła i słoń nie wiedzą nawzajem o swoim istnieniu.
Zero chce być ramą wszystkiego.
Kto staje się bohaterem legend, niech pamięta, że już ich początek brzmi: "Był raz ..."
U grabarzy nie ma martwego sezonu.
Łatwiej się wybacza pomyłki narodom niż rację jednostkom.
Nie ma prawie ateistów, któż nie wierzy w siebie.
Błąd w dyktandzie. Lód czeka odwilży.
Zdrada o sile stu koni trojańskich.
Dlatego karmią nas kłamstwami, bo prawda nie da się przełknąć.
Jak was tak przeraża mój pesymizm, wyobrażam sobie jak by was przeraził mój optymizm.
Dopiero gdyśmy dotarli do jądra ciemności, rozjaśniło się nam w głowie.
W czasach upadku nie zawsze szukaj upadłych na dole.
Jedynie gramatyka jest pewna czasu przeszłego.
Można być pogodzonym z naturą rzeczy, ale nie z naturą człowieka.
Najbardziej rzucającą sił w oczy cechą lenistwa umysłowego jest jego nieustanna aktywność.
Outsider? To zdanie tych, co go nie chcą dopuścić do żłobu.

Człowiek który naucza prawdy



Mistrz: Drogie dzieci, jak powinien żyć człowiek, który naucza prawdy?
Panna: Tak, żeby to wypełniał w swych uczynkach, czego uczy słowami.
Ubogi: Dobrze powiedziałaś. Ale jego wnętrze powinno być takie, żeby więcej w nim było prawdy, niżby to mógł wyrazić na zewnątrz słowami.

Z legend o Mistrzu Eckharcie

Widzenie światła

 Ewagriusz wiele razy opisywał doświadczenie wi­dzenia światła. Jest to widzenie bez żadnych form, w którym intelekt widzi, że jest przyodziany w światło. Skąd ono pochodzi? Czy to umysł dostrzega sam sie­bie, czy raczej widzi Boga? W Antirrheticus Ewa­griusz opowiada, że pragnąc to zrozumieć udał się w towarzystwie Ammoniosa do „Widzącego" z Tebaidy, czyli do Jana z Lykopolis. Mnisi zapytali Jana „czy natura umysłu jest świecąca i światło z niego sa­mego pochodzi, czy też coś innego na zewnątrz świeci i go rozjaśnia". Jan roztropnie odpowiedział, że „ża­den człowiek nie może tego rozstrzygnąć". Dodał jed­nakże, że „umysł na modlitwie nie może doznać oświecenia bez łaski Bożej". Sam Ewagriusz precyzuje, że umysł widzi samego siebie jako „miejsce Boga podobne do szafirowego bądź niebieskiego koloru" . Jest to wyrażenie zaczerpnięte z teofanii z Wj 24,10. Myśl Ewagriusza idzie w tym samym kierunku co Septuaginta, która zamiast wyrażenia „widzieć Boga" używa w tym ustępie określenia „widzieć miejsce Bo­ga", by nie naruszyć Boskiej transcendencji.

Antoine Guillaumont, U źródeł monastycyzmu chrześcijańskiego, t. 1, (seria: źródła monastyczne, t. 37, opracowania, t. 7, tłumaczenie: S. Scholastyka Wirpszanka OSBap, Kraków - Tyniec 2006, TYNIEC- Wydawnictwo Benedyktynów

Trotter - to takie oczywiste



Inny aspekt praktycznego zainteresowania jest połączony z hipotezą, którą próbowaliśmy zademonstrować w poprzednim artykule, mianowicie, że irracjonalne wierzenie formuje znaczną część wyposażenia umysłu i jest nierozróżnialne przez podmiot od dającej się racjonalnie zweryfikować wiedzy. To oczywiście ma kardynalne znaczenie, umieć dokonać tego rozróżnienia, i podczas gdy zbłądzenie i nieumiejętność dokonania tego nie jest przyczyną powolnego postępu wiedzy, jest raczej mechanizmem przez który dochodzi do tego spowolnienia. Czy jest zatem, możemy się spytać, jakiś dający się odkryć klucz, przez który nie-racjonalna opinia może być odróżniona od racjonalnej? Nie-racjonalne osądy, będące przedmiotem sugestii, będą miały cechę opinii instynktownej, czy, jak możemy się nauczyć, wierzenia w sensie ścisłym. Esencją tej cechy jest oczywistość; prawda utrzymywana w ten sposób, jest jedną z „syntez a priori najdoskonalszego rodzaju”, Jamesa, kwestionowanie jej jest dla wierzącego doprowadzaniem sceptycyzmu do stopnia szaleństwa i spotka się z pogardą, dezaprobatą czy potępieniem, zgodnie z naturą kwestionowanego wierzenia. Kiedy zatem badając opinię, odnajdujemy, że u podstawy tego jest uczucie mówiące nam, iż dociekanie tego byłoby absurdem, oczywistą niedorzecznością, że jest to niekonieczne, niepożądane, w złym guście, czy moralnie złe, możemy być pewni, że ta opinia jest nie-racjonalna i prawdopodobnie zatem, ufundowana na nieodpowiednich dowodach.

Z drugiej strony opinie powstałe jako rezultat samego doświadczenia, nie posiadają tej cechy pierwotnej pewności. Są prawdziwe w sensie bycia weryfikowalnymi, ale nie są stowarzyszone z głębokim uczuciem prawdy, które posiada wierzenie, a zatem, nie wzdragamy się przed poddaniem ich badaniu. Że ciężkie ciała mają tendencję do spadania na ziemię, i że ogień parzy palce, to są prawdy weryfikowalne i weryfikowane każdego dnia, ale nie utrzymujemy ich z namiętną pewnością i nie mamy nic przeciwko, nie stawiamy oporu przed badaniem ich podstaw; podczas gdy na takie zagadnienia jak przetrwanie po śmierci ludzkiej osobowości, poglądy sprzyjające czy przeciwne są obdarzone cechą uczucia całkowicie odmienną i takiego rodzaju, że dociekanie sedna sprawy jest widziane jako niegodne uznania przez ortodoksyjną naukę i moralnie złe, przez ortodoksyjną religię. W relacji do tego zagadnienia, możemy zauważyć, często to widzimy, że utrzymujący dwie diametralnie odmienne opinie, z której jedna jest z pewnością właściwa*, pokazują przez swoją postawę, że utrzymywane wierzenie jest instynktowne i nie-racjonalne, jak na przykład kiedy ateista i chrześcijanin jednoczą się w niechęci wobec badań na temat istnienia duszy.

*Tu akurat autor wybiera nieszczęśliwy przykład do zilustrowania swojej tezy, gdyż zarówno afirmujący jak i negujący istnienie duszy są w błędzie.

Instincts of the herd in peace and war.

Nikt tylko ty - Charles Bukowski

nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam.
raz po raz będziesz lądował
w prawie niemożliwych
sytuacjach.
tamci raz po raz będą próbowali
podstępem, ukradkiem i
siłą
zmusić cię, żebyś uległ, dał za wygraną i (lub) po cichu umarł
w sobie.

nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam
i niewiele trzeba, żeby ci się to nie udało,
całkiem niewiele
ale śpiesz się, śpiesz się, śpiesz.
po prostu ich obserwuj.
słuchaj co mówią.
tym właśnie chcesz być?
istotą bez umysłu i serca?
chcesz jeszcze przed śmiercią
zaznać śmierci?

nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam
a wart jesteś uratowania.
niełatwo będzie zwyciężyć w twojej wojnie
ale jeśli w ogóle coś warto wygrać
to właśnie ją.

pomyśl o tym.
pomyśl, jak siebie uratować.
siebie z ducha.
siebie z brzucha.
śpiewającego, magicznego
pięknego siebie.
uratuj go.
nie wstępuj do klubu martwych duchem.

pielęgnuj siebie
z humorem i gracją
a w końcu
jeżeli zajdzie potrzeba
rzuć własne życie na szalę
i mniejsza o to, jakie masz szanse, mniejsza o
cenę.

tylko ty sam możesz się
uratować
zrób to! zrób!
a wtedy dokładnie zrozumiesz, o czym
mówię.

Co począłbym bez tego świata


co począłbym bez tego świata bez twarzy obojętnego
gdzie byt trwa chwilę gdzie każda chwila
obraca się w pustkę w zapomnienie
bez tej fali w której na koniec
ciało i cień pogrążają się razem
co począłbym bez tego milczenia w którym zamierają szepty
miotając się szaleńczo ku pomocy ku miłości
bez tego nieba które wznosi się
nad pyłem swego balastu

co począłbym wczoraj i przedwczoraj
wyglądając przez okienko sztormowe wypatrując kogoś
kto błąka się jak ja z dala od wszelkiego życia
w konwulsyjnej przestrzeni
wśród bezgłośnych głosów
napierających na moje odosobnienie

Samuel Beckett
przełożyła Julia Hartwig

Wróżby niewinności


Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.

W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
W godzinie — nieskończoność czasu.

Czerwonogardły gil, zamknięty
W klatce, wściekłością niebios sięga.

Pod gołębnikiem, gdzie się tłoczą
Gołębie, piekieł drży potęga.

Pies u wrót pana zagłodzony
To dla monarchii pewna klęska.

Krwi ludzkiej głośno się domaga
Niema bitego konia męka.

Wydziera jedno włókno z mózgu
Każdy szczutego pisk szaraka.

Jeden cherubin milknie w niebie,
Gdy ktoś przestrzelił skrzydło ptaka.

Zza gór się słońce wznosi blade,
Gdy wściekły kogut walki czeka.

Każdy ryk lwa i skowyt wilka
Wywleka jakąś duszę z piekła.

Ludzkiej przed smutkiem strzegą duszy
Jelenie, błądząc w lasach, piękne.

Krzywda baranka niszczy zgodę;
Lecz on przebacza swą udrękę.

Gacek o zmierzchu — on wyfrunął
Z umysłu, co nie wierzy w Boga.

Krzyk sowy o północy głosi,
Jaka jest niedowiarka trwoga.

Nie będą ludzie kochać tego,
Przez kogo cierpi mała wrona.

Ten, kto rozgniewał wołu, nigdy
Nie dotknie niewieściego łona.

Psotnik, co zabił muchę, pozna,
Jak groźny bywa gniew pająka.

Ten, kto się znęca nad chrabąszczem,
W bezmiernej nocy się zabląka.

Liszka na liściu przypomina
Twej matki bóle i uciski.

Ćmy ni motyla nie zabijaj,
Dzień Sądu bowiem jest już bliski.

Kto szkoli konia w walce, będzie
Przez śniegów pustkę szedł bezpłodną.

Przytul psa dziada, kota wdowy,
Gdy chcesz, by dobrze ci się wiodło.

Komar, brzęczący śpiewką lata,
Z obmowy czerpie jad szkaradny,

Z brudnego potu stóp zawiści —
Wężowe się mieszają jady.

Trucizna w żądle pszczoły skryta —
Artysty gniew, zawistny, blady.

Książęce szaty, płachty dziada —
Grzyby na worach złych bogaczy.

Prawda głoszona w złym zamiarze
Najbardziej wszelką prawdę paczy.

Dla radowania się i bólu
Człowiek urodził się na ziemi.

Jeśli to rozumiemy dobrze,
Bezpiecznie przez ten świat idziemy.

Radość i ból dla boskiej duszy
Z nich dwóch splecione jest odzienie.

Jedwabną nicią radość biegnie
Pod każdym jękiem i cierpieniem.

Dziecko to więcej niż pieluchy;
Wszędzie tam, gdzie są ludzkie kraje,

Ręce się rodzą — i narzędzia;
To każdy oracz rozpoznaje.

I każda łza z każdego oka
Dziecięciem staje się w wieczności,

By, ukojona przez świetliste
Panny, powrócić znowu do radości.

Szczekanie, skowyt, wycie — fala,
Która w niebiosów brzeg łomocze.

Dziecko, pod rózgą płacząc, żłobi
Znak zemsty w śmierci i pomroce.

Łachmany dziada, gdy się wzniosą
W przestworze, niebo drą na strzępy.

Złocistą słońca twarz wykrzywia
Zbrojnej przemocy upór tępy.

Grosz dziada więcej wart niż złoto,
Co w afrykańskich skarbcach drzemie.

Miedziak z węzełka wyrobnika
Kupi i sprzeda skąpca ziemie.

A jeśli ma z wysoka pomoc,
Kupi i sprzeda całe plemię.

Ten, kto wyśmiewa wiarę dziecka,
Będzie wyśmiany w dniach starości.

Temu, kto uczy dziecko wątpić,
Zgnilizna grobu strawi kości.

Kto wiarę dziecka czci, pokona
Śmierci i piekieł moc w wieczności.

Owoce czasów dwóch: sędziwych
Sąd starców i zabawki dzieci.

Sędzia, gdy wierzy w swą przebiegłość,
Nie znajdzie trafnej odpowiedzi.

Blask wiedzy gasi, kto wątpieniu
Jakąś odpowiedź dać się stara.

Najgorsza, jaką świat pamięta,
Trucizna — z laurów szła Cezara.

Nic rodu ludzi nie spotwarza
Tak, jak żelaznej połysk broni.

Kiedy klejnoty pług ozdobią,
Złość głowę przed sztukami skłoni.

Piosenką świerszcza jest głos tego,
Kto się przed trafnym sądem cofa.

Z orłowej mili, z cala mrówki
Chroma się śmieje filozofia.

Temu, kto wątpi w to, co widzi,
Nikt żadnej wiary nie uprosi.

Gdyby zwątpiło słońce, księżyc?
Przecież zagasłyby w ciemności.

Namiętność dobra — gdy nią władasz,
A nie, gdy ona włada tobą.

Ladacznic wrzask, swawola graczy
W monarchii kończy się żałobą.

Całun dla Anglii ladacznice
Tkają swą wrzawą obłąkańczą.

Zgranego jęk, szulera „wiwat!”
Przed katafalkiem Anglii tańczą.

Każdego ranka, każdej nocy
Dla męki ktoś na świat przychodzi.

Każdego ranka, każdej nocy
Dla szczęśliwości ktoś się rodzi.

Jedni się rodzą dla radości,
Inni dla nocy i ciemności.

W kłamstwo wikłamy się, gdy okiem,
A nie przez oko spoglądamy.

Bo noc zrodziła je, gdy dusza
Spała wieńczona promieniami.

Biedne, żyjące w nocy dusze
Boga w światłości rozpoznają.

Lecz Postać Ludzką On objawia
Tym, co w królestwach dnia mieszkają.

William Blake
tłum. Zygmunt Kubiak