A. Punkt wyjścia
Jeśli w czasie Drugiej Wojny Światowej rzeczywiście miała miejsce systematyczna eksterminacja milionów Żydów, w takim wypadku musiała istnieć specjalna, rozgałęziona organizacja, zatrudniająca tysiące pracowników.
Operacji na taką skalę byłoby zupełnie niemożliwie zrealizować bez mnóstwa rozkazów i instrukcji. A w takim hierarchicznym państwie, jak Trzecia Rzesza, bez polecenia na piśmie w ogóle nic się nie działo.
Dlatego rzeczą naturalną byłoby oczekiwać całego morza pisemnych dowodów planowej eksterminacji Żydów.
Czasami eksterminacjoniści zachowują się tak, jak gdyby właśnie w ten sposób wyglądała cała sprawa. Na przykład, wzorcowa praca na temat holokaustu, napisana przez Raula Hilberga, zaczyna się takim wprowadzeniem (1): «Materiał dla swojej książki Hilberg zbierał przez całe swe życie. Jest on uważany za najlepszego znawcę pierwszych źródeł, pochodzących przeważnie od samych wykonawców. Zbrodniarze – solidni w każdej sprawie – dowód swych morderstw sto tysięcy razy poświadczyli pieczątkami i stemplami».
B. Czołowy «ekspert od holokaustu» odczuwa skrajnią potrzebę dowodów
Jeśli ktoś, pragnąc wiedzy, zacznie czytać wyżej wymienione wzorcowe dzieło, które nosi tytuł «Wyniszczenie europejskich Żydów», będzie musiał czekać aż do 927-j strony, zanim napotka rozdział «Ośrodki eksterminacji», następnie, odkartkowawszy jeszcze 100 stron, znajdzie opis «sposobów niszczenia». Hilbergowi w ten sposób trzeba było zapisać 1027 stron, zanim się zdecydował poruszyć temat, wyniesiony na stronę tytułową jego tworu, poświęcając mu nieco więcej niż 20 stron! Ale i te są marnej jakości.
Obiecane na wstępie «sto tysięcy razy poświadczone» dowody przestępstw okazują się bluffem. Wszystko, na co się powołuje Hilberg, to są zeznania świadków i przyznania się wykonawców; no, jeszcze wyroki sądowe, też zbudowane na zeznaniach świadków.
Ulubieni świadkowie Hilberga to Kurt Gerstein i Filip Müller. My będziemy specjalnie mówić o «świadkach» w następnym rozdziale, ale zeznania tych dwóch «świadków koronnych» przytoczymy tutaj.
Kurt Gerstein, oficer służby medycznej SS, w 1945 r, prawdopodobnie popełnił samobójstwo we francuskim więzieniu. Jest on głównym świadkiem w sprawie Bełżca. Jego «wyznania», jak wykazał francuski badacz Henri Roques (Anri Rok), składają się z nie mniej niż sześciu wersji, które istotnie różnią się między sobą (2). W jednym wypadku Gerstein twierdzi, że zabitych gazem zostało 20 lub 25 mln ludzi. W Bełżcu, według niego, do komory gazowej o powierzchni 25 m. kw. wpychano po 700-800 osób, tj. po 28-32 osoby na 1 m. kw. Następnie Gerstein widział stosy odzieży i obuwia pomordowanych o wysokości 35-40 m. Takie są zeznania Gersteina.
Hilberg na swych 20 stronach nie mniej niż 16 razy cytuje wydrukowaną w 1979 r. książkę Filipa Müllera «Sonderbehandlung» (Specjalne traktowanie). Tamten na s. 207-208 tej swojej niesamowitej chałtury, której nie da się czytać bez napadów mdłości, opisuje z epickim rozmachem, jak to w początkach lata 1944 roku w Oświęcimiu niszczono wiele tysięcy trupów zatrutych gazem węgierskich Żydów. A robili to tak: trupy warstwami układano w głębokim dole i tam doszczętnie spalano przy pomocy drew. Jako dodatkowy materiał palny występował tłuszcz, wyciekający z trupów. Spływał on w czasie palenia się do specjalnie w tym celu wykopanych rowków, które wpadały do zbiornika. Górną, roztopioną warstwę tego tłuszczu członkowie specjalnych drużyn (Sonderkommandos) zbierali długimi łyżkami i polewali z nich trupy, żeby lepiej się paliły.
Wszystko to jest, oczywiście, niesłychany skandal. Bez dostatecznego dopływu powietrza trupy w dole w ogóle nie będą się palić, mogą się jedynie z lekka zwęglić (4). A tłuszcz, gdyby zaprawdę zaczął wyciekać, byłby pierwszym, co by się spaliło, a gdyby nawet mimo wszystko spłynął do rowków, zapaliłby się tam od pierwszej iskry (5). No, i w ogóle: rzadko kiedy nawet czyjejś majaczącej wyobraźni przywidzi się coś takiego: głęboki dół, w nim palą się drwa, na nich warstwami leżą trupy, z których wytapia się tłuszcz, lecz nie płynie do ognia, tylko w specjalne rowki; dookoła chodzą ludzie, łyżkami na długich trzonkach czerpią ten tłuszcz i leją na trupy, i wtedy on jaskrawie rozbłyska.
Na s. 74 Müller uszczęśliwia nas jeszcze taką baśnią: «Czasami do krematorium przychodzili lekarze SS (…) Przed straceniem obydwaj lekarze obmacywali u jeszcze żywych mężczyzn i kobiet, niby u rogatego bydła, biodra i łydki, żeby wybrać sobie «lepsze kąski». Po rozstrzelaniu wybrane ofiary kładło się na stół, lekarze wycinali kawałki jeszcze ciepłego ciała z bioder i łydek i wrzucali je do przygotowanych naczyń. Mięśnie dopiero co zastrzelonych ludzi jeszcze się poruszały w konwulsjach, wiły się kurczowo, trzęsły się w wiadrach do których je składano, i te wykonywały koliste ruchy».
Taki jest «świadek koronny» Filip Müller, którego Raul Hilberg cytuje na 20 stronach 16 razy! Faktu, że nie ma żadnych dokumentów, które wskazywałyby na istnienie planu zagłady Żydów, nie może przemilczeć nawet Hilberg. Ale on znajduje dla tego kazusu doskonałe wytłumaczenie: przywódcy nazistów postanowili wyłożyć wszystko co trzeba w jednym akcie (6)!
C. «Kryminalne poszlaki» «specjalisty od holokaustu» Pressaca
W 1993 roku spod pióra francuskiego aptekarza Jean-Claude’a Pressaca wyszła książka «Krematoria Oświęcimia» (7), którą wolna prasa wolnego świata jednomyślnie ogłosiła obalającą rewizjonistów. Wcześniej, w 1989 roku, Pressac opublikował inny opus – «Oświęcim. Technika i operacje z komorami gazowymi» (8), który został ledwie zauważony przez prasę.
We wprowadzeniu do drugiej książki Pressac apetycznie obiecuje, że będzie się opierał nie na opowiadaniach świadków, lecz na dokumentach. Jednak za każdym razem, gdy zachodzi mowa o KG, Pressac powołuje się na świadków. Brak dokumentów, dowodzących chociażby tylko jeden fakt zagazowania w Oświęcimiu, zmusza Pressaca do poszukiwania poszlak ubocznych. Przytacza on dokument, który dla niego jest «ostatecznym dowodem» na istnienie KG, lecz mowy o nich w tym dokumencie w ogóle nie ma. Jest to skierowane do pewnej firmy zamówienie na dostarczenie analizatorów gazowych (szczegółowo rozpatrzymy to zamówienie niżej).
Na stronie 80 przytacza on zamówienie zarządu budowlanego w Oświęcimiu na dostarczenie hermetycznych drzwi oraz 14 głowic natryskowych dla krematorium w Birkenau (9). Z tego Pressac wnioskuje, że drzwi, poza wszelką wątpliwością, przeznaczone były dla KG, a głowice natryskowe, które rzekomo były «fałszywe», miały zwabiać ofiary do zamaskowanej przy ich pomocy KG. Drzwi jednak mogły służyć w krematorium do tego, by pracujący w nim ludzie nie ulegali zaczadzeniu dymem i żeby zapach spalenizny nie rozchodził się po wszystkich pomieszczeniach. Istnienia zaś KG te drzwi nie dowodzą w żaden sposób. O tym, że natryski były «fałszywe», w dokumentach nie ma ani słowa. No, a samo istnienie pryszniców w krematorium nie jest przecież czymś przeciwnym naturze, personel bowiem zajmował się spalaniem zmarłych na tyfus.
Na stronach 70-71 Pressac wspomina drewnianą dmuchawę dla KG w krematorium Birkenau (10). Gdyby była ona wykonana z metalu – rozumuje – przeżarłaby ją korozja pod wpływem Cyklonu B, który przecież zawiera kwas cyjanowodorowy. Później jednak – kontynuuje Pressac – były tam również dmuchawy metalowe: esesmani «przecenili niebezpieczeństwo korozji».
A teraz wyobraźmy sobie: prowadzi się eksterminację milionów ludzi niczym szkodliwych insektów i jako dowód tego haniebnego czynu «znany w całym świecie, czołowy specjalista w sprawie Oświęcimia» przedkłada nam tego rodzaju bzdury! Wielu rewizjonistycznych badaczy, a szczególnie Faurisson i Matogno, poddali wywody Pressaca analizie z druzgoczącymi wnioskami (11). W 1996 r. ukazał się w języku niemieckim zbiór artykułów na ten temat (12).
D. «Niemcy zniszczyli wszystkie dokumenty»
Jeżeli stróżów oficjalnej wersji holokaustu zapytać, dlaczego brak dokumentów, potwierdzających zabijanie Żydów, ci odpowiedzą, że Niemcy zawczasu zniszczyli wszystkie dokumenty. To samo twierdzi jeszcze jeden «świadek koronny», Brazylijczyk z pochodzenia, esesman Pery Broad, który ułożył w brytyjskim więzieniu wyczerpujące sprawozdanie o masowych mordach w Oświęcimiu. Na ostatniej stronie jego «Wspomnień» można przeczytać (13): «We wszystkich pomieszczeniach służbowych Oświęcimia płonęły stosy teczek z dokumentami, a zabudowania, które służyły do największych w historii masowych mordów, zostały wysadzone w powietrze (…)».
Broada zwolniono jeszcze w 1947 r. (14), mimo że Brytyjczycy mieli zamiar wciągnąć go na stryczek lub rozstrzelać, ponieważ każdy kto walczył po stronie Niemiec, a w szczególności esesman, był poza prawem. Jest sprawą w pełni oczywistą , iż wczesne zwolnienie było zapłatą za «Wspomnienia», które stały się ważnym wkładem do scementowania wówczas dopiero jeszcze tworzonego obrazu «ostatecznego rozwiązania».
Jednak żadnych «stosów teczek z dokumentami» w Oświęcimiu nie było, albowiem w tym «największym obozie zagłady» zachowała się ogromna ilość dokumentów. W archiwum specjalnym w Moskwie (15) znajduje się do 90 tys. stron dokumentów Wydziału Budownictwa, tj. tej organizacji, która się zajmowała budową krematoriów, jak również, według oświadczeń «ekspertów», KG, znajdujących się w krematoriach.
Podczas dłuższych wyjazdów do Moskwy w 1995 roku autor we współpracy z naukowcem Carlo Mattogno przestudiował wszystkie 90 tys. stron tych dokumentów. Jedna ich część, 20 tys. stron, składa się ze sporządzonych przez Niemców kopii innych dokumentów, pozostałe 70 tys. – to są oryginalne dokumenty (16). I żaden z nich nie zawiera żadnego dowodu zabijania przy pomocy gazu. Nas to wcale nie zdziwiło, gdyby bowiem istniały takie dokumenty, zostałyby one już dawno triumfalnie zaprezentowane całemu światu. W tym archiwum pracowali również Pressac oraz brytyjski Żyd Gerald Fleming i obydwaj nie znaleźli żadnego dowodu na istnienie KG.
Odpowiedź, jakoby Niemcy powybierali wszystkie demaskujące ich dokumenty i je zniszczyli, jest bardzo naiwna. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: jesień 1944 r., do Oświęcimia lada chwila ma wejść Armia Czerwona, nagle komendant Richard Baer wydaje rozkaz: «Rozsortujcie wszystkie dokumenty, wybierzcie te spośród nich, gdzie jest mowa o zabijaniu Żydów gazem i je zniszczcie! Resztę dokumentów zostawcie, niech sobie leżą!» – Czy można coś takiego sobie wyobrazić?
Jest sprawą oczywistą, że Niemcy po prostu rzucili wszystkie dokumenty w tym miejscu gdzie one były. Im do głowy nawet nie przyszło, że te dokumenty mogą im coś złego udowodnić!
I w Oświęcimskim muzeum, i w innych archiwach leżą dokumenty z Oświęcimia. Ogólna ich liczba sięga gdzieś 120-150 tysięcy. I żaden z nich nie zawiera ani jednego słówka o zagazowaniu chociaż by jednego Żyda.
E. Dokumenty, sprzeczne z wersją o eksterminacji
Sprawy holokaustników wyglądają jeszcze gorzej, ponieważ istnieje mnóstwo dokumentów, obalających oficjalną wersję holokaustu.
F. Tricki zwolenników teorii eksterminacji
Zwykle historyk, który zajmuje się tym czy innym okresem dziejów, zbiera dotyczące tego okresu dokumenty, ocenia je, a następnie, w oparciu o nie, buduje swoje hipotezy. W wypadku «holokaustu» jego rzecznicy postępują w sposób wprost przeciwny. Wychodzą oni z założenia, że naziści zabili gazem 6 mln Żydów, a następnie usiłują podciągnąć pod ten aksjomat dokumenty. Przy tym, oczywiście, muszą oni zadawać gwałt tym dokumentom, bo w nich nic się nie mówi ani o wykorzenieniu Żydów, ani o KG. Nierzadko próbuje się zaradzić sprawie, tworząc fałszywe lub na wpół fałszywe dokumenty. Rozpatrzmy szereg przykładów.
G. Fałszywe dokumenty i dokumenty o wątpliwej autentyczności
Protokoły Wannsejskie
Przez dziesiątki lat twierdzi się, że na Wannsejskiej konferencji w Berlinie 20 stycznia 1942 r. podjęta została decyzja o wytępieniu Żydów. Podczas czytania jej protokołów (17) okazuje się, że w nich o żadnej fizycznej zagładzie Żydów, a już tym bardziej o KG nie powiedziano ani słowa w jakimkolwiek sensie, jedynie o «ewakuacji» i «wysiedleniu». Ortodoksyjni historycy radzą tu sobie przy pomocy twierdzenia, że niby to poprzez te słowa zaszyfrowano wyraz «wytępienie». W ten sposób, protokołom przypisuje się sens, którego one nie posiadają.
No, a gdyby go nawet posiadały, gdzie jest choćby jeden dowód na to, że ten sens został wcielony w życie?
Ale sprawa polega na tym, że nawet istniejące protokoły – są topornie sfabrykowanym falsyfikatem, co udowodnił Johannes P. Ney (18). Podróbkę zdradza sama ich treść – na przykład, podaje się w nich absurdalną liczbę Żydów, rzekomo mieszkających wówczas w Europie – jak również szereg formalnych niezgodności (podane są przykłady).
Zresztą nawet sami eksterminacjoniści odrzucają wannsejski «trop». W «Kanadyjskich Wiadomościach Żydowskich» (20 stycznia 1992 r.) Yehuda Bauer nazywa ten «dokument», o którym mówi się jak o pewniku na każdej konferencji na temat «holokaustu», «głupią historią» (silly story). Nie mniej jednak, cały klan historyków, niczym papugi, co pewien czas powtarzają takie «głupie historie». We wszystkich podręcznikach roi się od nich.
Dokumenty od 28 czerwca 1943 r. o wydajności krematorium w Oświęcimiu
Żeby udowodnić bajeczną wydajność Oświęcimia, eksterminacjoniści niestrudzenie cytują list, rzekomo napisany przez kierownika wydziału budownictwa o Oświęcimiu Bischofa do swego szefa, brigadenführera SS Kammlera (19), w którym to liście wydajność krematoriów Oświęcimia i Birkenau wygląda w sposób następujący:
– krematorium I: 340 osób,
– krematoria II i III: po 1440 osób,
– krematoria IV i V: po 768 osób.
Tu przede wszystkim rzuca się w oczy niezwykłe, nie po niemiecku brzmiące słowo «osoba». Ale o wiele bardziej znamienna jest treść listu.
Jeśli wierzyć danym, przytaczanym w literaturze na temat holokaustu – na przykład we wzorcowej książce Hilberga (20) – krematorium I główne w Oświęcimiu miało 6 mufli, krematoria II i III w Brzezince – po 15 mufli każde, krematoria zaś IV i V (również w Brzezince) – po 8 mufli. W sumie wychodzi 52 mufle. W naszych czasach, we współczesnych krematoriach spalanie jednego trupa w mufli trwa od 1 do 1,5 godziny. Jeśli w 52 muflach spalać 4756 trupów dziennie, wtedy na każdą muflę przypadnie po 91,5 trupów dziennie i w ten sposób wydajność krematoriów w Oświęcimiu musiała być 4-krotnie wyższa, niż współczesnych!
A to oznacza, że albo w Oświęcimiu zostały zniesione prawa termotechniki, albo wymieniony list jest falsyfikatem (sporządzonym prawdopodobnie przez komunistów). Niezbity dowód nieautentyczności listu podaje Carlo Mattogno (21).
Zamówienie na dostarczenie analizatorów gazów
Ostateczny dowód zabijania Żydów gazem Pressac upatruje w oficjalnym liście firmy budowlanej «Topf i synowie» do Głównego Zarządu Budownictwa w Oświęcimiu. Tym listem firma potwierdza otrzymanie zamówienia na 10 analizatorów gazowych.
Nawet jeśli nie będziemy poruszać sprawy poważnych obiekcji co do autentyczności listu (22), należy stwierdzić, że zamówienie analizatorów gazów dla obozu, gdzie za pomocą gazu codziennie prowadzono dezynfekcję, jest zjawiskiem całkiem normalnym. Przyrządy te służyły do mierzenia koncentracji kwasu cyjanowodorowego w insektycydzie. W jednej z instrukcji za 1942 r., dotyczącej stosowania środka owadobójczego, wspomina się analizatory gazów przynajmniej 6 razy (23). W ten sposób list ten, nawet jeżeli jest autentyczny, nie posiada żadnej siły dowodu.
Dokumenty o «ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej» i o «traktowaniu specjalnym»
W całym szeregu niemieckich dokumentów z okresu wojny pojawia się określenie «ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej». Tak, na przykład, Göring 31 lipca 1941 r. powierzył Heydrichowi «uzgodnienie wszystkich potrzebnych organizacyjnych i materialnych przygotowań do powszechnego rozwiązania kwestii żydowskiej we wszystkich regionach Europy, znajdujących się w strefie wpływów niemieckich». Później Heydrichowi poleca się przedstawić «ogólny szkic organizacyjnych, materialnych i praktycznych warunków wstępnych, które by umożliwiły realizację pożądanego ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej» (24).
Eksterminacjoniści niemal do zupełnego wyczerpania cytują ten list, twierdząc, że Göring poleca w nim Heydrichowi zorganizować wszystko potrzebne do ludobójstwa.
Co NS rozumieli pod «ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej», wynika z ich dokumentów: jeśli będzie potrzeba, to przymusowe wysiedlenie wszystkich Żydów z Europy. Pierwotnie jako miejsce przesiedlenia Żydów wybrano wyspę Madagaskar (zob. notatkę w dzienniku Goebbelsa od 7.03.1942), jednak wykonanie tego planu okazało się niemożliwym.
Po podboju dużych obszarów na wschodzie miejsce na ich chociażby czasowe osiedlenie wybrano właśnie tam. Fakt, że znaczna ilość Żydów została wysłana do Białorusi i krajów nadbałtyckich, uznają również eksterminacjoniści (25). Jest rzeczą wprost śmieszną ogłaszanie takiej deportacji «wyniszczeniem», bo po co trzeba było wieźć Żydów, mimo 6 działających na pełnej mocy obozów, dalej, do Białorusi i krajów bałtyckich, skoro postanowiono ich wytępić?
W swojej, napisanej z dużą ostrożnością, książce «Druga niewola babilońska» Steffen Werner zebrał szereg pośrednich dowodów na to, że rzeczywiście wielka liczba Żydów została wywieziona do Białorusi i tam rozsiedlona (26). To, że Oświęcim służył jako obóz tranzytowy dla wysyłanych na Wschód i dlatego nie rejestrowanych Żydów, których eksterminacjoniści ogłosili wyniszczonymi, udowodnił hiszpański badacz Enrique Aynat (27).
Całkiem jednoznacznie charakter niemieckiej polityki względem Żydów staje się widoczny z memorandum, podpisanego przez urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych Marcina Lutra 21 sierpnia 1942 r. (28): «Na podstawie przytoczonej wskazówki Wodza (o wysiedleniu Żydów) rozpoczęto ewakuację Żydów z terenu Niemiec. Dotyczy to w równym stopniu także żydowskich obywateli innych krajów. (…) Ilość wysyłanych w ten sposób na Wschód Żydów jest niewystarczająca, żeby zaspokoić istniejącą potrzebę w sile roboczej. Kierownik Urzędu Bezpieczeństwa Państwowego wydał polecenie dla (…) MSW żeby prosić rząd Słowacji o dostarczenie 20 tys. młodych mocnych słowackich Żydów dla wysłania na Wschód».
Jako dowód na wykorzenienie Żydów w literaturze o holokauście często są przytaczane dokumenty, w których używa się słów z przyrostkiem «sonder» (osobliwy, specjalny) – «posunięcie specjalne», «traktowanie specjalne» itd. Takie pojęcia mogły być, rzecz oczywista, używane również na określenie straceń (29), tu jednak należy wyjaśniać sprawy konkretnie. Na przykład, Pressac w swej drugiej książce pisze, że pojęcie «akcja specjalna» zostało użyte w Oświęcimiu na określenie dochodzenia politycznego w sprawie ustalenia przyczyn strajku robotników w obozie (30) – a więc w obozie zagłady strajkowano!
Następnie Pressac cytuje rozkaz SS o «posunięciach specjalnych» w celu polepszenia stanu sanitarnego w obozie Birkenau (31). Tak więc, «posunięcia specjalne» miały tam charakter przedłużający życie, nie zaś życie skracający.
List o piwnicy dla uśmiercania gazem
Chyba każda praca na temat holokaustu zawiera wskazówkę na list, który kierownik Wydziału Budownictwa w Oświęcimiu wysłał 29 stycznia 1943 r. do swego szefa w Berlinie Kammlera. Jest w nim takie miejsce (32): «Krematorium II, na wybudowanie którego zostały rzucone wszystkie siły, mimo ogromnych trudności i zimnej pogody, jest wykończone (…) żelbetonowy strop dla trupów wskutek działania zimna na razie nie jest jeszcze gotowy. Ale to jest nieistotne, ponieważ można korzystać z piwnicy fumigacyjnej». (Słowo «Vergasung» ma szereg znaczeń: gazyfikacja, zgazowanie, doprowadzenie do stanu lotnego, karburacja, fumigacja, tj. okadzanie w przypadku zwalczania insektów. Na ostatnim miejscu w słownikach stoi: «uśmiercanie gazem»).
Tę przewidzianą w planie budowlanym «piwnicę 1 na trupy» w krematorium II eksterminacjoniści uważają tylko za KG. «Piwnica 2 na trupy» wykonywałaby w takim wypadku funkcję pomieszczenia, gdzie skazani na śmierć się rozbierali.
Wytłumaczenia, jakie przypisywali temu listowi do ostatniego czasu rewizjoniści, nie są przekonywujące (na przykład że tam przechowywano Cyklon B). Rozwiązać to zagadnienie udało się autorowi we współpracy z Carlo Mattogno w 1995 r. w Moskwie. W krematorium II planowano instalację urządzenia do przeprowadzania dezynfekcji (podaje się zdjęcie). Wówczas, pod koniec 1942 r. – na początku 1943 r. w Oświęcimiu szczególnie mocno szalał tyfus i pomieszczeń do rozładowywania trupów ciągle brakowało. Łatwo zrozumieć, że w takim wypadku trupy zaczęto układać w kamerach szczątkowej wentylacji, a takim właśnie pomieszczeniem była piwnica na trupy w krematorium.
Sądzę, że istniało sporo dokumentacji na temat kamery dezynfekcji w krematorium II, lecz radzieccy urzędnicy powybierali ją przy przeglądaniu teczek, na ile stała ona w sprzeczności z oficjalnie przyjętą wersją. Dokumenty, znalezione przez nas w archiwum, pozostały w takim wypadku przez niedopatrzenie cenzorów. Do tego jeszcze wrócimy.
Przypisy
1) Hilberg, l.c., Einleitung.
2) André Chelain, «Faut-il fusiller Henri Roques?», Polemiques, Ogmios Diffusion, 1986; skrótowa wersja niemiecka «Die Gestandnisse des Kurt Gerstein», Drüffel, 1986.
3) Filip Müller, «Sonderbehandlung», Steinhausen, 1979.
4) Po bitwie pod Sedanem Niemcy próbowali spalić w dołach ciała poległych. Złożyli oni trzy warstwy trupów do wspólnej mogiły, oblali smołą i podpalili. Górna warstwa tylko się zwęgliła, z dwoma zaś pozostałymi w ogóle nic się nie działo (Harald Fröhlich, «Zur Gesundheitspflege auf den Schlachtfeldern», Deutsche Militararztliche Zeitschrift, I, 1-4, 1872, S. 109/110, cytuje się według Carlo Mattogno, «Auschwitz. The end of a legend», IHR, 1994, s. 19).
5) Por. Mattogno w Gauss, «Grundlagen…» (l.c.), s. 318 nn.
6) «Newsday», Long Island, New York, 23 February 1983, cytuje się według Robert Faurisson, «Mon exrerience du révisionnisme», w: Annales d’histoire révisionniste, nr 8, s. 31/32.
7) Jean-Claude Pressac, «Les crématoires d’Auschwitz», CNRS, 1993, niemieckie wydznie: «Die Krematorien von Auschwitz», Piper, 1994.
8) Jean-Claude Pressac, «Auschwitz. Technique and operation of the gas chambers», Beate Klarsfeld Foundation, New York, 1989.
9) Pressac, «Les crématoires…», s. 80.
10) Ibidem, s. 70/71.
11) Robert Faurisson w Revue d’histoire révisionniste, nr 3, oraz R. Faurisson, «Response a Jean-Claude Pressac», R.H.R., 1993; Carlo Mattogno, «Auschwitz. The end of a legend», l.c.
12) Opatrzona wprowadzeniem E. Gaussa, ukazała się na początku 1996 r. książka przeciwko Pressacowi pod tytułem «Nackte Fakten», Vrij Historisch Onderzoek, Postbus 60, 2600 Berchem, Belgien.
13) Pery Broad, «Erinnerungen». W zbiorze «Auschwitz in den Augen der SS», Krajowa Agensja Wydawnicza, Katowice, 1981, s. 195.
14) Eugen Kogon/Hermann Langbein/Adalbert Rückerl, «Nationalsozialistische Massentötungen durch Giftgas», Fischer Taschenbuch, 1983, s. 197.
15) Centralne Państwowe Archiwum Specjalne znajduje się w Moskwie na ulicy Wyborgskiej (w pobliżu stacji metra «Stadion wodny»).
16) Dokumenty, znalezione przez Mattogno i nas w Centralnym Państwowym Archiwum Specjalnym, zostaną opublikowane w dwutomowym wydaniu Mattogno o krematoriach i «komorach gazowych» w Oświęcimiu. Ukazanie się 1-go tomu jest przewidziane na drugą połowę 1996, 2-go tomu na 1997 lub 1998 rok.
17) (Domniemany) protokół konferencji w Wannsee został przeanalizowany m. in. w książkach: Wilhelm Staglich, «Der Auschwitz-Mythos» (Grabert, 1979), s. 39 nn. oraz Gauss, «Grundlagen…» (l.c.), s. 182 nn.
18) Por. np. Staglich, «Der Auschwitz-Mythos», l.c., s. 38 nn.; Walendy w «Historische Tatsachen» (l.c.), nr 35; Ingrid Weckert w «Deutschland in Geschichte und Gegenwart», nr 40 (1992); Johannes P. Ney w Gauss, «Grundlagen…» (l.c.), s. 169 nn.
19) Ten dokument jest wspomniany, na przykład, w książce Brigitte Bailer-Galanda/Wolfgang Benz/Wolfgang Neugebauer (wyd.), «Wahrheit und Auschwitzlüge», Deuticke, 1995, s. 71.
20) Hilberg, l.c., s. 946.
21) Mattogno w Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 300 nn.
22) Walter Rademacher w Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 55 nn.
23) Dokument norymberski NI-9912, jest przytaczany, m. in., w książce «Auszhwitz. Nackte Fakten», l.c.
24) Dokument norymberski NG-2586/PS-710.
25) Patrz np. Reitlinger, l.c., s. 100 nn.
26) Steffen Werner, «Die zweite babylonische Gefangenschaft», Grabert, 1992.
27) Enrique Aynat, «Estudios sobre el holocausto», Graficas Hurtado, 1994.
28) Dokument norymberski NG-2586.
29) Tego przykład podają Kogon/Langbein/Rückerl na s. 17.
30) Pressac, «Les crématoires…», s. 63/ «Die Krematorien von Auschwitz», s. XXX.
31) Pressac, «Les crématoires…», s. 82/ «Die Krematorien von Auschwitz», s. XXX.
32) Ten dokument cytuje się, na przykład, w Kogon/Langbein/Rückerl, l.c., s. 220.
* * *
VIII. Świadkowie «komór gazowych» Oświęcimia (część 1)
A. Punkt wyjścia
Temu, kogo niepokoi problem holokaustu, można usilnie poradzić zwiedzić Oświęcim. Natychmiast rzucą mu się w oczy różnego rodzaju niedorzeczności: za szybami wystaw wznoszą się góry z kobiecych włosów, «które należały do zabitych gazem»; wszystkie one mają przeważnie popielaty kolor i mocno przypominają len albo konopię. Stosy obuwia mają udowadniać fakt masowych mordów, chociaż udowadniają one jedynie to, że ktoś je tu zgromadził (1). Szczególniejsze zaś wrażenie pozostawiają do absurdalności małe pomieszczenia, w których ponoć zostało zabitych i spalonych, zdaniem «historyków», ni to 9 mln, ni to 470 tys. ludzi.
Eksterminacjoniści wskazują na następujące pomieszczenia, które służyły do zatruwania gazem:
– sala na trupy w krematorium obozu głównego;
– dwa przebudowane na KG chłopskie domy w 3 km od obozu głównego;
– tak zwane «piwnice na trupy» w krematoriach II oraz III;
– kilka pomieszczeń bez osobnej nazwy w krematoriach IV oraz V.
W KG obozu głównego (według Pressaca) na początku 1942 r. zostało zgładzonych około 10 tys. ludzi (2). Od wiosny 1942 r. po wiosnę 1943 r. morderstw dokonywano w chłopskich chatach oraz w bunkrach 1 i 2. Od wiosny 1943 r. gazem zabijano w krematoriach Birkenau, krematorium II – jest głównym miejscem zabijania w Trzeciej Rzeszy.
Jak już mówiliśmy, potwierdzić tego nie ma czym – nie ma ani jednego dokumentu, ani jednego faktycznego dowodu. Dlatego, jako ostatni koronny dowód eksterminacjonistów, pozostają świadkowie. W naszej książce «Oświęcim. Zeznania sprawców i naocznych świadków holokaustu» (3) rozpatrzyliśmy 30 głównych świadectw. Taką pracę już parę dziesiątków lat temu musiałby wykonać zastęp oficjalnych historyków, ależ nie, oni pozostawiają ten trud rewizjonistom.
B. Niektóre fakty techniczne oraz przyrodnicze, czyniące zeznania świadków nieprawdopodobnymi
Jeśli oglądnąć zeznania świadków pod szkłem powiększającym, natychmiast z łatwością zauważymy, iż zawierają one rzeczy, niemożliwe z punktu widzenia techniki oraz praw natury. Oto są niektóre spośród mnóstwa niedorzeczności:
1. Błękitna mgła ponad trupami. Na frankfurckim procesie (1963-65) w sprawie Oświęcimia przed sądem stanął jako szczególnie wiarygodny świadek kierowca z SS, Richard Böck. Ten złożył następujące zeznania (4): «Wkrótce po tym (czyli po zatruciu) drzwi, za którymi zostali zabici więźniowie, otwierały się i można było widzieć niebieską mgłę, która wisiała nad olbrzymim stosem trupów».
Böck w żaden sposób nie mógł widzieć «niebieskiej mgły», ponieważ kwas cyjanowodorowy jest absolutnie bezbarwny. Jego nazwa (Blausäure) pochodzi od niebieskiego (blau) koloru barwnika, który się tworzy na skutek połączenia cyjanowodoru z żelazem.
2. Błękitny kolor ofiar. Milton Buki, który «przeżył holokaust», powiadamia (5): «2 minuty po tym, jak otwierały się drzwi, rozkazywano nam sprzątnąć trupy, i ładowaliśmy je na wózki. Trupy były gołe i niektóre pokryte niebieskimi plamami».
Kwas cyjanowodorowy blokuje dostęp tlenu do komórek. Zawarta we krwi hemoglobina nie może wtedy dostarczać tlenu do komórek, sama krew przesyca się tlenem, co prowadzi do poczerwienienia skóry (6). Buki był członkiem drużyny specjalnej w Oświęcimiu od grudnia 1942 r. Przypuśćmy, że drużyny specjalne rzeczywiście wynosiły trupy z KG, wtedy Buki miał dosyć czasu (aż do października 1944 r.) ażeby się rozejrzeć, iż zatruci kwasem cyjanowodorowym mają czerwony kolor; ależ nie, on mówi o kolorze niebieskim. To samo twierdzi również ulubiony świadek Hilberga, Filip Müller (7), który spędził w drużynie specjalnej około 3 lat. Jest rzeczą pewną, że ani Buki, ani Müller nigdy nie widzieli trupów ludzi zatrutych cyjanowodorem.
3. Nieprawdopodobna ilość ofiar, przypadających na 1 m. kw. KG. Według zeznań kluczowego świadka Hössa, do KG krematorium II o powierzchni 210 m. kw. wpychano po 2 tys. ofiar (9), według kluczowego świadka Vrby – po 3 tys. (10), według kluczowego świadka Broada – nawet po 4 tys. Przy tym stosowano walec parowy i w ten sposób naziści oszczędzali Cyklon B.
4. Płomień buchał z kominów krematorium. Henryk Tauber, ulubiony świadek Pressaca, opowiada taką historię (11): «Zwykle spalaliśmy po 4-5 trupów w jednej mufli, ale często nawet więcej (…) Sporo trupów spalaliśmy za każdym razem bez pozwolenia administracji krematorium podczas alarmu lotniczego, żeby za pomocą ogromnego słupa ognia, który buchał wtedy z kominów, przyciągnąć uwagę pilotów».
Walter Luftl, były prezes Izby Inżynierskiej Austrii, a jednocześnie ekspert sądowo-medyczny na wielu procesach, w związku z tym zauważył (12): «Koks pali się krótkim płomieniem, który w żaden sposób nie może się wydostać z przestrzeni palenia się. Pomiędzy piecem a kominem znajduje się jeszcze kanał do odprowadzania gazu, przewód kominowy. Dopiero potem zaczyna się komin. A jeśli palący się krótkim płomieniem materiał mocno załadować, wtedy narusza to reżim temperatury i palenie się w ogóle nie następuje».
5. Nieprawdopodobnie wielka ilość trupów, spalanych w jednej mufli. Jeszcze gęściej, niż Tauber, łże członek drużyny specjalnej Szmul Feinzilberg (13): «Były trzy piece, w każdym po dwoje drzwiczek. Do każdych drzwiczek można było przecisnąć po 12 trupów».
Mufle mają rozmiar 200´70´80 cm. Niełatwo jest rozmieścić w takiej przestrzeni 12 trupów nawet liliputów.
6. Spalanie trupów bez substancji palnej. Również tutaj dajemy słowo koronnemu świadkowi Pressaca Tauberowi (14): «Kiedy kremacje następują jedna po drugiej, wtedy spalanie w piecach dokonuje się na skutek palenia się samych trupów. Dlatego często nie używało się paliwa przy spalaniu tłustych trupów».
Trupy składają się niemal w 90% z wody i tylko w opowiadaniach «tych, co przeżyli holokaust» płoną same przez się!
7. Palenie trupów w dołach. Tę bajkę spotyka się u wielu świadków. Oto co mówi członek sonderkomanda Szlama Dragon (15): «Po przeciwnej stronie budynku były wykopane 4 doły, długie na 30 m, szerokie na 7 m i głębokie na 3 m. (…) Najpierw na dno dołu kładziono wielkie polana, potem mniejsze, na krzyż, a z wierzchu – suche gałęzie. Po tym, jak wszystkie trupy z budynku zostały przeniesione do dołu, polewano je z czerpaków naftą po czterech rogach i podpalano; a jeszcze tam rzucano kawałki gumy».
Z powodu niewystarczającego dopływu tlenu do dołu trupy w nim palić się nie będą (16). Zaznaczmy jeszcze, że stosy układa się inaczej, nie na opak, jak chce Dragon. Płomień rozpala się z tym wypadku, jeśli pręty i drobne drwa leżą na dole. Ułożona przez Dragona kupa nigdy się nie zapali, ponieważ leżące z wierzchu pręty zapalą się pierwsze i nie przepuszczą ognia w dół. Od początku dziejów trupy spalano wyłącznie na powierzchni ziemi.
8. Stosowanie przy paleniu trupów wytapiającego się z nich tłuszczu. Temu tematowi do powieści horrorów najwyższy wyraz nadał Filip Müller (17), a pojawia się on również u wielu innych, którzy «przeżyli holokaust», lecz zawsze w ten sposób, że przepisują go po prostu jeden od drugiego. W 1995 r. ukazała się książka izraelskiego «naukowca» Gideona Greifa o sonderkomandach (18). Wystarczy tylko ją otworzyć i pierwsze, co wychodzi na jaw, to demencja autora, mówiącego o wytapianiu tłuszczu z trupów.
9. Wykorzystywanie metanolu jako substancji palnej. W krakowskim więzieniu komendant Oświęcimia Höss pisał (19): «Trupy polewano najpierw osadem naftowym, później metanolem». Tak samo «ofiary» Filipa Müllera (20), również u «sprawcy» Pery Broada napotykamy prostoduszną historię o metanolu (21). Inżynier Walter Luftl pewnego razu próbował przy pomocy metanolu spalić martwego wróbla. Metanolu on nie żałował, lecz spalić wróbla mimo wszystko nie dał rady.
C. Cztery główne niedorzeczności w zeznaniach świadków
Każdy, kto je pozna, straci resztki zaufania.
a) Nieprawdopodobnie krótki czas kremacji
W krematorium Bazela spalanie jednego ciała trwa blisko godzinę (22), we Frieburgu – 1,5 godziny. Jeśli uwierzymy naszym świadkom, to w Oświęcimiu – jak to twierdzi D. Paisikovic – 4 minuty (23). Super-świadek Miklós Nyiszli, którego bestseller ukazał się w czterech językach i cztery razy został ponowiony, poświadcza, że w 46 muflach krematorium w Brzezince codziennie przerabiano po 20 tysięcy ciał (24) (według tegoż samego Nyiszli 20 tys. Żydów dziennie gazowano oraz 5-6 tys. rozstrzeliwano lub palono żywcem). W takim układzie na każdą muflę przypada po 435 ciał dziennie, i proces kremacji ma przebiegać 18 razy szybciej niż we współczesnych krematoriach. Powściągliwiej wypowiada się Höss (25). Według niego na jedną muflę przypadało po 133 ciała, czyli 5 razy więcej niż w 1996 r. Carlo Mattogno pisze na ten temat (26): «Świadkowie chcą nam zasugerować, że krematoria Oświęcimia-Brzezinki były wyjęte z pod praw natury, były diabelskimi wynalazkami, a więc były niezależne od praw chemii, fizyki, termodynamiki. Historycy postanowili ślepo zawierzyć zeznaniom świadków i okazali się niemiłosiernie oszukani».
b) Podawanie cyklonu przez nieistniejące otwory
W KG krematorium II w Brzezince rzekomo została zabita większa część Żydów i o tej komorze istnieje wyjątkowo dużo zeznań świadków. Zawarto w nich kilka wersji podawania gazu do komory, opisanych przez «naocznych świadków», i wszystkie one są nieprawdopodobne.
Wersja 1: cyklon podawano przez główki pryszniców. W stylu baśni ludowych ten sposób został opisany w książce Spritzer (27). Sposób ten jest na tyle głupi, że nie uznaje go nawet oficjalna historiografia. Grudki cyklonu miały być zakładane do główek pryszniców i przez kontakt z powietrzem gaz się z nich ulatniał i przenikał przez sitka na zewnątrz.
Wersja 2. Zawdzięczamy ją Zofii Kossak (28): «Dał się słyszeć przeraźliwy dźwięk i natychmiast przez otwory w posadzce zaczynał przenikać gaz. Z balkonu, z którego były widoczne drzwi, esesmani z zadowoleniem obserwowali walkę ze śmiercią i przerażenie, które przeżywali skazańcy. Dla nich, sadystów, było to przedstawienie, którego oglądanie im się nigdy nie nudziło. Walka ze śmiercią trwała 10–15 minut… Personel spiesznie ładował ciała na wywrotki, inni czekali. I wtedy zdarzało się, że martwi ożywali. Dawka gazu była za mała. Ona tylko odurzała, ale nie uśmiercała. Zdarzało się że niektórzy już na wywrotce odzyskiwali przytomność… Szybko podprowadzano ich do paleniska pieca i razem ze wszystkimi zrzucano do ognia».
Od razu należy zauważyć, że piece znajdowały się wyżej od KG i dlatego «zrzucić» cokolwiek do pieca było niemożliwe. Po drugie, nie było tam żadnego balkonu, z którego można by było zaglądać do KG. Po czwarte, martwi nie mają zwyczaju powracać do życia. I nareszcie po czwarte, w posadzce kostnicy nie mogło być jakichkolwiek otworów, albowiem położona ona jest bezpośrednio na gruncie, o czym może się przekonać każdy zwiedzający.
Wersja 3. Zawdzięczamy ją słowackiemu Żydowi Rudolfowi Vrbie (29): «Esesmanowi, stojącemu na dachu krematorium, podawano komendę. Ten podnosił okrągłą przykrywę i wysypywał na głowy ofiar kulki».
W tym okresie, o którym mówi Vrba, w suficie piwnicy nie było żadnych otworów, ani zamkniętych, ani otwartych. Jak z całą oczywistością wykazała ekspertyza Germara Rudolfa (30), istniejące obecnie otwory w suficie zostały całkiem po partacku wykonane przez radzieckich albo polskich komunistów już po wysadzeniu krematorium w powietrze, żeby później można było ogłupiać ludzi opowiadaniami o wrzucaniu przez nie cyklonu. Otwory te mają nierówny kształt i są nieprawdopodobnie duże (przez nie potrafi się przecisnąć szczupły mężczyzna). Metalowe obramowanie tych dziurek zostało po prostu dorobione od spodu. Otwory nie mają żadnych śladów powybuchowych (rysek, wybić) (31).
Wersja 4 pochodzi od Henryka Taubera (32): «Sufit KG spoczywał na betonowych filarach, usytuowanych po środku podłużnych ścian. Obok każdego filara znajdowały się jeszcze dwa inne. Przechodziły one przez sufit na zewnątrz i były pokryte grubą siatką. Pod górną siatką znajdowała się następna, cieńsza, a pod nią jeszcze jedna. Wewnątrz najcieńszej siatki były umieszczone pudełeczka, które za pomocą drutu szarpano do góry i wtedy z nich sypały się kulki, a z kulek ulatniał się gaz».
Gaz ulatniał się z granulek przez ponad dwie godziny; jak wobec tego udałoby się uniknąć niebezpieczeństwa dla personelu, sprzątającego trupy? Przecież część granulek mogła być przygnieciona przez nie i zawierać gaz, który nie zdążył się ulotnić. I znów: w suficie piwnicy nie było otworów.
W krematorium 1 zasadniczego obozu, który odwiedza znacznie więcej turystów niż ruiny krematoriów w Brzezince, cyklon też musiał być sypany przez sufit, ale, jak wyznają pracownicy muzeum, dawniej w suficie żadnych otworów nie było (33).
«Ani dziurek, ani holokaustu» (Faurisson).
c) Wentylacja «komór gazowych» po gazowaniu
W Oświęcimiu do niszczenia insektów używano insektycydu cyklon B w granulkach. Według danych firmy–producenta, przy pokojowej temperaturze granulki wydzielały gaz przez mniej więcej 2 godziny; przy niższej temperaturze – dłużej (34). Gdyby istniała skuteczna wentylacja – a była ona tylko w komorze dezynfekcji, nie zaś w KG (35) – wtedy otwierać komory można by było nie wcześniej niż po dwóch godzinach.
Tylko jedno świadectwo mówi, że czas od podania gazu do sprzątania «komory śmierci» był «długi» (36). Jest to zeznanie Hössa, który twierdzi, że śmierć od gazu była natychmiastowa (37); jednak oprócz niego nikt więcej o czymś takim nie mówi. Fałszywość wspomnianego zeznania udowodnił Carlo Mattogno (38).
Rozbieżność w relacjach świadków co do czasu od podania cyklonu do skonania ofiar mieści się w granicach od «natychmiast» do 20 min. Ponieważ gaz ulatniał się przez około 2 godzin, to nawet przy użyciu niewyobrażalnej ilości granulek «natychmiastowa» śmierć nie jest możliwa; zatrzymajmy się wobec tego na 20 min. Czas od rozpoczęcia egzekucji do wynoszenia ciał trwał według zeznań świadków co najwyżej 50 min (39).
Przytoczymy jeden szczególnie charakterystyczny przykład. Dr Karol Bendel, rumuńsko–francuski lekarz mojżeszowego wyznania, w czasie prowadzonej przez Brytyjczyków w 1946 r. rozprawy sądowej, która doprowadziła do powieszenia dwóch niewinnych ludzi, zeznawał: «Około godziny dwunastej przybył nowy transport z 800–1000 osób… Otworzyły się drzwi (krematorium IV) i ludzi wepchnięto do KG. Jej sufit był tak niski iż wydawał się leżeć na głowach… Było słychać krzyki i stęki, tłuczenie się o ściany. To trwało dwie minuty, po czym zapanowała cisza. Po pięciu minutach drzwi się otwarły, ale jeszcze przez 20 min. do komory nie można było wejść. Następnie drużyna specjalna (Sonderkommando) przystąpiła do pracy. Kiedy drzwi otworzono, część trupów wywaliła się na zewnątrz, tak ściśle była wypełniona komora. Ciała były tak sprasowane jedno z drugim, iż prawie niemożliwością było je rozdzielić… Komu choć raz zdarzyło się zobaczyć KG o 1,5 m wysokości, wypełnioną ciałami, ten nigdy tego nie zapomni. Sonderkommando musiało jeszcze ciepłe, krwawiące ciała dosłownie wyrywać z komory. Ale jeszcze przed wrzuceniem ich do mogiły przychodzili cyrulik z dentystą, strzygli trupy i wyrywali im zęby… Ja nie mogłem poznać ludzi, którzy przed tym mieli wygląd człowieka. Oni – to diabły. Adwokat z Saloniki i elektroinżynier z Budapesztu – oni już nie są ludźmi. Podczas pracy (w KG) oni na dodatek bili wszystkich drewnianymi i gumowymi pałkami… Po półtorej godzinach pracy wszystko już było skończone i kolejny transport zapędzano do krematorium IV».
Ze swoim chorym mózgiem Bendel twierdzi co następuje:
— już 7 min. po tym jak z granulek zaczynał ulatniać się gaz, drzwi komory otwierano i gaz, naturalnie, szedł na korytarz, gdzie na koniec egzekucji czekali odporni na zatrucie kwasem cyjanowodorowym esesmani;
— po 20 minutach drużyna specjalna rzucała się bez masek gazowych – bo gdyby oni je włożyli, któż mógłby ujrzeć ich diabelskie oblicza?— do KG i zaczynali ostro pracować wśród wciąż stężających się w powietrzu (jeszcze przez półtorej godziny) oparów gazu;
— po tym jak Żydzi w wypchanej do oporu komorze umierali, «sprasowani jeden z drugim», wtedy oni padali w ten sposób, że w komorze o wysokości 1,5 m tworzyli stos trupów;
— 800–1000 trupów obrabiali jeden cyrulik i jeden dentysta. Całej operacji dokonywano w przeciągu 1,5 godziny, co oznacza, że przez 5400 sekund dentysta wyrywał (jeśli przyjmiemy, że każdemu brakowało czterech zębów) 22400 zębów — po 4 zęby na sekundę!
I ten właśnie Bendel jest uważany za najbardziej znaczącego świadka KG!
d) Praca bez masek gazowych w oparach kwasu cyjanowodorowego
Oprócz Bendla, również inni świadkowie opisują pracę w KG bez masek przeciwgazowych. Filip Müller swoje pierwsze wkroczenie do KG opisuje w ten sposób (41): «Mój wzrok padł na półotwartą torbę, w której zobaczyłem jedzenie, prawdopodobnie wydane na drogę. I wtedy ja udałem, że jedną ręką ciągnę trupa, drugą tymczasem zapuściłem do torby. Zgarnąłem tam kawał sera i pieróg z mięsem i, patrząc na drzwi, abym nie został zauważony, zacząłem swymi zbrukanymi krwią rękami rozłamywać pieróg i chciwie, niczym zwierz, połykać go».
Oczywiście, gdyby Müller miał na sobie maskę przeciwgazową, wtedy «chciwie, niczym zwierz» połknąć on by niczego nie mógł. Nawiasem mówiąc, niektórzy ze świadków twierdzą że ofiary przed gazowaniem rozbierano, aby pozostały w ubraniu cyklon nie zatruł Sonderkommando. Wypadałoby pomyśleć również o specjalnym ubraniu dla członków drużyny, bo przecież w czasie pracy musieli oni mocno się pocić, a wtedy niebezpieczeństwo kontaminacji (zakażenia) poprzez skórę znacznie wzrasta. A jednak o specjalnym ubraniu nie wspomina żaden ze świadków.
Przypisy
1) Ernst Gauss, «Vorlesungen über Zeitgeschichte», Grabert, 1993, s. 21.
2) Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s. 132.
3) Ukazała się w 1994 w Neue Visionen, Postfach 5436, Wurenlos.
4) Vernichtung des Zeugen Böck, Aktenzeichen 4 JS 444/59, Blätter 6878 ff.
5) Cytuje się według Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s.163.
6) Germar Rudolf, «Gutachten über die Bildung und Nachweisbarkeit von Cyanidverbindungen in den Gaskammern von Auschwitz», Cromwell Press, London, 1993, s. 111.
7) Filip Müller, l.c., s. 186.
8) Rudolf Höss, «Kommandant in Auscchwitz», wydawca Martin Broszat, dtv, 1983, s. 164. Höss pisze, że pomieszczenia dla gazowania mieściły po 3000 osób, ale w praktyce tej liczby nigdy nie osiągano. Dlatego zakładamy liczbę 2000 ofiar na jedną akcję, którą zawiera również wyznanie Hössa (NO–3868–PS).
9) Rudolf Vrba, «I cannot forgive», Bantam, 1964, s. 10.
10) Pery Broad, l.c., s. 180/181.
11) Cytuje się według Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s.489.
12) Walter Luftl, «Holocaust. Glaube und fakten», JHR, Winter 1992/1993, s. 391 nn.
13) «Hefte von Auschwitz», Sonderheft 1, «Handschriften von Mitgliedern des Sonderkommandos», państw. muzeum w Oświęcimiu, 1972, s. 43.
14) Tauber w książce Pressaca, por. przyp. 11.
15) Protokoły procesu R. Hössa, państw. muzeum w Oświęcimiu, tom XI, suplement 17.
16) Carlo Mattogno, «Auschwitz. The end…», l.c., s. 19.
17) Filip Müller, l.c., s. 207 nn.
18) Gideon Greif, «Wir weinten tränenlos», Bohlau Verlag, 1995.
19) Rudolf Höss, l.c., s. 161.
20) Filip Müller, l.c., s. 217.
21) Pery Broad, l.c., s. 177/178.
22) Ustna informacja, udzielona przez technika bazelskiego krematorium H.H. Jürgenowi Grafowi 10 lutego 1993 r.
23) Dov Paisikovic w: Leon Poliakov (wydawca), «Auschwitz», Rent Julliard, 1964, s. 159 nn.
24) Miklós Nyiszli, «Boncoloorvosa voltam az Auschwitz–I krematoriumban», Vilag, 1946, s. 38. Ostatnie jak dotychczas spośród mnóstwa niemieckich tłumaczeń Nyiszliego ukazało się w 1992 r. pod tytułem «Jenseits der Menschlichkeit» w wydawnictwie Dietz Verlag; p. naszą książkę «Auschwitz…», l.c., s. 203 nn.
25) Rudolf Höss, l.c., s. 164.
26) Carlo Mattogno w książce: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 281.
27) Jenny Spritzer, «Ich war Nr. 10291. Als Sekretarin in Auschwitz», Rothenhausler Verlag, 1994, s. 67/68.
28) Zofia Kossack, «Du fond de l’abime, Seigneur», 1951, cytuje się według Robert Faurisson, «Réponse a Pierre Vidal Naquet», La Vieille Taupe, 1982, s. 58/59.
29) Rudolf Vrba, «I cannot forgive», Bantam, 1964, s. 11 nn.
30) Germar Rudolf, «Gutachten…», l.c., s. 255/256.
31) Miklós Nyiszli, «Im Jenseits der Menschlichkeit», por. przypis 24, s. 32 nn.
32) Tauber w: Pressac, por. przypis 11, s. 482 nn.
33) Rudolf, «Gutachten…», l.c., s. 18/19 oraz Rudolf/Gauss w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 251 nn.
34) Rudolf, «Gutachten…», l.c., s. 59 oraz Rudolf/Gauss w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 261 nn.
35) O wentylacyjnym systemie w komorach gazowych p. Rudolf/Gauss w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 267/268.
36) Danuta Czech, «Kalendarium der Ereignisse im Konzentrationslager Auschwitz–Birkenau 1939–1945», Rowohlt, 1989, s. 117.
37) Rudolf Höss, l.c., s. 126.
38) Carlo Mattogno, «Auschwitz. La prima gasazione», Edizioni la Sfinge, Parma, 1988.
39) Buki w: Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s. 163.
40) William Lindsey, «Zyklon B, Auschwitz and the trial of Bruno Tesch», JHR, Fall 1983, s. 261 nn.
41) Filip Müller, l.c., s. 24/25.
https://artykulyaryjskie.wordpress.com/2017/08/13/jurgen-graf-mit-holokaustu-czesc-trzecia/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.