To anonimowe cienie, istoty błahe, „bez hańby i bez części”, niegodne imienia. Opieszali, wiarołomni i ci, co umywając ręce, zgrzeszyli niedokonaniem wyboru, również wyboru niewybierania. Nie byli dobrzy ani źli. Jest wśród nich grupa upadłych aniołów, które nie były ani zbuntowane, ani wierne Bogu, lecz pozostały z boku, zajęte wyłącznie sobą. Noc bezgwiezdna oznacza niemożność orientacji. Umykający proporzec jest symbolem wahającego się ducha niezdecydowanych. Porównanie z burzą piaskową sugeruje, że jest ich dużo, że są jałowi i marni. Gzy i osy to obraz miotającej się chaotycznie chmary.
Ci nieszczęśnicy, „co w świecie żyli nieżywotnie”, zostali odrzuceni przez niebo i piekło. Nie mieszczą się w klasyfikacji grzechów i cnót. To dziwolągi, odmieńcy. Ekscentryczność ich nie polega jednak na wyjątkowości, lecz właśnie na monstrualnej nijakości. Nie zasługują na imię ni miejsce. Wobec nich grzesznicy mają się czym chełpić!
Żywe trupy skazane są na wieczne snucie się między tym a tamtym światem. Ich ślepy żywot jest tak podły, że zazdroszczą losu dręczonym w piekle, którzy przynajmniej znają swe miejsce, swą karę i wiedzą, co ich czeka. Kara odzwierciedla ich grzech.
Strach nikczemnych karmi się niewiedzą: to męka zastrzeżona dla tych, którzy o niczym nie chcieli wiedzieć. Dla chrześcijan źródłem wszelkiej niedoli na świecie było zło, lecz przydzielając miejsce „żywym trupom”, Dante czyni ukłon w stronę Greków, dla których zło wynika z szaleństwa i niewiedzy. Wergiliusz upomina Dantego, by szedł dalej. Przyglądanie się ciżbie tak nikczemnych dusz stanowiłoby dla nich aż nazbyt wielki zaszczyt. „Świat nie dopuścił, aby w sławie trwali”.
Skaza
A którzy przekroczyli tamten próg
I oczy mając weszli w drugie Królestwo śmierci
Nie wspomną naszych biednych i gwałtownych dusz Wspomną, jeżeli wspomną,
Wydrążonych ludzi
Chochołowych ludzi.”
T.S. Eliot, Wydrążeni ludzie
Skazą stworzenia są nie grzesznicy, ale „żywe trupy”. Ich „grzechem” (skądinąd nienazwanym) jest bezwolność, indolencja, pasywny wybór głupoty. Wydrążeni ludzie pozwalają, by życie ich żyło. Zaliczyć tu można konformistów, chwiejnych wyborców, milczącą większość, stado, które bezmyślnie idzie za ułudą dnia, oportunistów podatnych jak kurek na dachu, ciemną masę, gnuśny tłum tchórzy wyzbytych swego zdania, lecz dających się poszczuć na wskazaną ofiarę. Nie zasługują na imię, stąd ich przeznaczeniem jest ziemia niczyja.
Jednak faktycznym powodem, dla którego zostali skazani na zapomnienie, jest to, że objawia się przez nich głupota stworzenia. To właśnie owo beockie zachowanie masy określa ostatecznie, co klasyfikujemy jako dobre, a co jako złe. Głupcy odsłaniają ukrytą prawdę porządku, fakt, że podział na owce i kozły jest arbitralny, oparty nie na świadomym wyborze, lecz ślepym przestrzeganiu zasad i praw.
A że świadomość ta byłaby fatalna dla wiary i bazującego na niej systemu, odwracamy kota ogonem: udajemy, że to owi głupcy, odmawiając wyboru, zakłócają porządek. I tak beocki aspekt porządku sam staje się dodatkowym bodźcem, etyczną zachętą, by wybierać, myśleć, używać wolnej woli. Dopiero gdy opieramy się głupcom, nasz wybór nabiera znaczenia. W porównaniu z trzymającymi się na uboczu tchórzami nawet w grzeszniku jest jeszcze coś heroicznego. W ten sposób głupota stworzenia obraca się w kamień probierczy pryncypialnego zachowania, moralnego bądź nie.
Jądro piekła tworzy pępek Lucyfera, ale wirująca na marginesie hałastra głupców w całości trafia do jądra stworzenia. Żywe trupy fascynują tak bardzo, bo przypominają nam o negatywności, o beockim piekle, które kryje się w sercu naszego porządku. Nic dziwnego, że Wergili staje się niespokojny i ostrzega przed poświęcaniem im uwagi.
Encyklopedia głupoty
Boxsel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.