z poczuciem sensowności Życia.
Ponieważ dążenie do szczęścia należy do istoty ludzkiej natury, próba odpowiedzi na pytania: „Czym jest szczęście?” i „Jak je osiągnąć?” stanowiła podstawę filozoficznych poglądów najstarszych filozoficznych szkół. I tak, epikurejczycy poszukiwali szczęścia w przyjemności lub, ściślej, w uwalnianiu się od przykrych doznań, stoicy — w osiąganiu wewnętrznego wyzwolenia i niewzruszonej postawy,
a sceptycy — w spokoju ducha, uzyskiwanym dzięki po- wstrzymywaniu się od wątpliwych sądów. Niech potwier- dzeniem przekonania, że dążenie do szczęścia ma charakter powszechny, będą słowa trzech myślicieli z jakże odległych od siebie czasów. Św. Augustyn, filozof i teolog związany z tradycją patrystyczną, pisał: „We wszystkim odnajdujemytę samą wolę uchwycenia i zachowania szczęścia". Podobną myśl wypowiedział wiele wieków później zamykający oświecenie filozof z Królewca — Immanuel Kant: „Istnieje jednakowoż jeden cel rzeczywisty u wszystkich istot rozum- nych (...) mianowicie zamiar osiągnięcia szczęśliwości” . Podobnie też twierdził współczesny nam Karol Wojtyła: „Dążenie do szczęścia jest czymś naturalnym i dlatego koniecznym: człowiek nie może szczęścia nie chcieć”.
„Człowiek nie może szczęścia nie chcieć”, ponieważ każdy pragnie dla siebie dobra, nawet wtedy gdy to dobro rozumie całkowicie subiektywnie, gdy usiłuje je osiągnąć kosztem innych lub wręcz nawet wtedy gdy jest ono obiek- tywnym złem. Dlatego już klasyk problematyki szczęścia,
Arystoteles, pisał, że być szczęśliwym to „(...) dobrze żyći dobrze się mieć” . To przekonanie, że chcemy dobrze żyć i dobrze się mieć, łączy wszystkich, natomiast określenie tego, na czym owo dobro polega, większość ludzi różni. Dla jednych „dobrze żyć i dobrze się mieć” oznacza bogactwo materialne, władzę, dla drugich zdrowie, przyjemności, a dla innych — dzielność etyczną, rozsądek czy mądrość.
Jedni upatrują dobro w publicznej sławie, inni w spokoj- nym prywatnym życiu. Jedni w gonitwie za rozmaitymi celami, drudzy w refleksji i wyciszeniu. Jedni w konsekwent- nym budowaniu całościowej wizji swojego życia, inni w radości chwil każdego dnia. Jedni w życiu dla innych, inni w życiu dla siebie.
Napisałem przed chwilą, że dążenie do szczęścia, choć różnie rozumianego, jest faktem powszechnym. Wydaje się jednak, że refleksja nad szczęściem powszechną być przestała. Po słynnym dziele Władysława Tatarkiewicza O szczęściu nie napisano zbyt wiele na temat tego rzekomo powszechnego dążenia ludzkiego. Czyżby oznaczało to, że nie mamy na ten temat już więcej do powiedzenia, czy też
że przestało nas interesować to, czy jesteśmy szczęśliwi?
Kiedy spotykamy kogoś zrfajomego, kogo nie widzieliśmy wiele lat, pytamy: „Co u ciebie słychać?”, „Jak się masz?”, "Jak ci leci?”, „Jak ci się powodzi?”. Nie zadajemy pytania: "Czy jesteś szczęśliwy?”. Być może wydaje się nam ono zbyt osobiste, ale przecież nie pytają o to także osoby sobie najbliższe. Czy zatem przestała nas interesować kwestia naszego szczęśliwego życia? Czy za szczęśliwych uznaje- my jedynie dzieci, które jeszcze nic nie wiedzą o życiu, i umysłowo chorych, którzy o nim nie muszą już nic wiedzieć? Nie sądzę. Cechą naszych czasów jest to, że pragnienie szczęścia zostało wyparte przez dążenie do sukcesu.
Chcemy osiągnąć w życiu sukces, dążymy do rozmaitych drobnych sukcesów, żyjemy pod presją konieczności ich osiągnięcia. Za sukces uznajemy ukończenie dobrych i prestiżowych studiów, zdobycie intratnej i dobrze płatnej posady, realizację kariery zawodowej. Sukcesem jest zbudowanie domu i narodziny zdrowego dziecka.
Dążymy do szczęścia pod postacią sukcesu. Tymczasem sukces i szczęście nie są tym samym, a życie według logiki sukcesu rozmija się z życiem według logiki szczęścia.
Sukces całkowicie zależy od dóbr zewnętrznych, częściowo zależnych, częściowo niezależnych od człowieka. Także do szczęścia należy pomyślność. Dlatego za szczęśliwych nie uznajemy raczej ludzi, którzy nie mogą znaleźć pracy, żyją w ubóstwie, doświadczają porzucenia przez innych, osamotnienia czy choroby. Wiele jednak z tych dóbr nie jest od nas zależnych. Człowiek powinien się rozwijać,
wciąż dążyć do nowych celów, kształtować swoje życie, dbać o zdrowie. Szczęścia nie można jednak uzależniać od tych dóbr, których z różnych powodów nie jesteśmy w stanie osiągnąć lub utrzymać. Siedzibą szczęścia jest wnętrze samego człowieka. Nie przyniesie nam go żadne obiektywne dobro, jeśli nie odnajdziemy go w nas samych. Tajemnica szczęścia polega na umiejętności odnalezienia w sobie punktu oparcia. Sukces zależny jest często od innych lub od zrządzeń losu. Szczęście może być tylko naszym własnym dziełem. Nie może być szczęśliwy ktoś, kto sam sobie nie wystarcza. Gdy kiedyś przyłapano Sokratesa na tym, jak idąc ulicami Aten, mówił głośno do samego siebie, na postawione mu wówczas pytanie odpowiedział: „Rozmawiam sam ze sobą. Od czasu do czasu muszę porozmawiać z kimś inteligentnym”. Człowiek może zatem być nieszczęśliwy we wspaniałej willi, a szczęśliwy w ciasnych czterech kątach mieszkania, nieszczęśliwy, tryskając zdrowiem, a szczęśliwy w stanie ciężkiej choroby.
Sukces ma charakter powszechny. Modelowany jest przez kulturowe i cywilizacyjne wzorce. Powszechnie wiemy, co za sukces uważać i jakie życie jest życiem sukcesu. Wstydzimy się nie dążyć do sukcesu albo przynajmniej przyznawać, że sukcesu nie cenimy. Szczęście jest natomiast zawsze indywidualne i osobiste. Szczęśliwe życie może być jedynie życiem człowieka, który odnalazł swą indywidualną miarę, życiem na własny rachunek. Życie ludzkie przypomina teatralną garderobę, w której przymierzamy kostium. Nie chcemy bowiem chodzić ani w ubraniu za ciasnym, ani za dużym, ani takim, które do nas nie pasuje. Czasami długo przymierzamy się do własnego życia, a niektórzy czynią to nawet do końca swych dni.
Szczęśliwym można jednak być tylko wtedy, gdy rozpoznamy, określimy miarę własnego życia i zdobędziemy się na odwagę, by ją przyjąć. Dlatego często powtarzam studentom rozpoczynającym studia następującą zasadę: lepiej być szczęśliwym portierem (obecnie menadżerem ochrony) czy magazynierem (obecnie menadżerem produktów trwałych) niż nieszczęśliwym magistrem. Lepiej być szczęśliwym pracownikiem niż nieszczęśliwym dyrektorem.
Sukces wyklucza porażkę, błąd, pomyłkę, doświadczenie słabości i cierpienia. Do szczęścia natomiast należy także nieszczęście. Życie ludzkie jest bowiem nierozerwalnym splotem trzech wątków. Pierwszy z nich to faktyczność, na
którą nie mamy wpływu. Nie my bowiem decydujemy o samym fakcie naszego urodzenia, o rodzinie, w której przychodzimy na świat, o miejscu i czasie, o naszym genetycznym uposażeniu, wrodzonych zdolnościach lub ich ograniczeniach, o jakości fizycznego zdrowia.
Drugi - to dla jednych fortuna, fatum, dla innych opatrzność, czyli to wszystko, co przypadkowo, lub nie, dzieje się w życiu człowiekowi i z nim samym. Traf w spotkaniu właściwego partnera życia, dobrego nauczyciela, mistrza, wygrana na loterii. Na ten wątek też nie mamy wpływu, choć losowi (opatrzności) możemy, a nawet powinniśmy, wyjść naprzeciw: usiłując poznać partnera, wybierając dobrą szkołę, kształcąc się czy dbając o zdrowie.
Trzecim wątkiem jest wolność, refleksyjny akt naszej własnej decyzji. To on ostatecznie rozstrzyga o naszym aktualnym położeniu, a przez to o szczęściu. Położenie przedmiotu jest jednokierunkowe. Na przykład miasto może być położone w dolinie, u stóp góry x, w odległości y od stolicy. Natomiast sytuacja człowieka jest dwukierunkowa.
Szczęśliwym można jednak być tylko wtedy, gdy rozpoznamy, określimy miarę własnego życia i zdobędziemy się na odwagę, by ją przyjąć. Dlatego często powtarzam studentom rozpoczynającym studia następującą zasadę: lepiej być szczęśliwym portierem (obecnie menadżerem ochrony) czy magazynierem (obecnie menadżerem produktów trwałych) niż nieszczęśliwym magistrem. Lepiej być szczęśliwym pracownikiem niż nieszczęśliwym dyrektorem.
Sukces wyklucza porażkę, błąd, pomyłkę, doświadczenie słabości i cierpienia. Do szczęścia natomiast należy także nieszczęście. Życie ludzkie jest bowiem nierozerwalnym splotem trzech wątków. Pierwszy z nich to faktyczność, na
którą nie mamy wpływu. Nie my bowiem decydujemy o samym fakcie naszego urodzenia, o rodzinie, w której przychodzimy na świat, o miejscu i czasie, o naszym genetycznym uposażeniu, wrodzonych zdolnościach lub ich ograniczeniach, o jakości fizycznego zdrowia.
Drugi - to dla jednych fortuna, fatum, dla innych opatrzność, czyli to wszystko, co przypadkowo, lub nie, dzieje się w życiu człowiekowi i z nim samym. Traf w spotkaniu właściwego partnera życia, dobrego nauczyciela, mistrza, wygrana na loterii. Na ten wątek też nie mamy wpływu, choć losowi (opatrzności) możemy, a nawet powinniśmy, wyjść naprzeciw: usiłując poznać partnera, wybierając dobrą szkołę, kształcąc się czy dbając o zdrowie.
Trzecim wątkiem jest wolność, refleksyjny akt naszej własnej decyzji. To on ostatecznie rozstrzyga o naszym aktualnym położeniu, a przez to o szczęściu. Położenie przedmiotu jest jednokierunkowe. Na przykład miasto może być położone w dolinie, u stóp góry x, w odległości y od stolicy. Natomiast sytuacja człowieka jest dwukierunkowa.
Określa ją nie tylko faktyczność i los (opatrzność), lecz również to, jak sam człowiek tę zastaną faktyczność i przydarzający się los akceptuje i kształtuje. Pień drzewa wrzucony do wody płynie z prądem, a człowiek zdolny jest płynąć także pod prąd. Jesteśmy zatem kowalami nie tylko swojego losu, ale i własnego szczęścia. Dlatego bywa, że nieszczęśliwi są ludzie sukcesu, a szczęśliwe są matki utrudzone opieką nad niepełnosprawnymi dziećmi.
Sukces jest wreszcie widoczny, widzialny, gdyż zawsze jest sukcesem dla... i wobec..., rozgrywa się w sferze publicznej. Widzialność sukcesu jeszcze bardziej wzmacnia współczesna kultura medialna: „Widzą mnie, więc jestem”. Szczęście jest ukryte i niewidzialne. Do sukcesu można dążyć i uprzedmiotowić go. Do szczęścia nie można dążyć.
Wtedy bowiem, gdy wydaje się nam, że już je osiągnęliśmy, okazuje się, że ono już było. Chwile szczęścia przychodzą do nas wtedy, gdy na nie nie patrzymy, gdy staramy się Żyć, opierając się na sobie, dla innych, na swoją miarę.
Dlaczego warto być szczęśliwym? Gdyż żyjemy po to, aby być szczęśliwi. Dlaczego warto czasami zastanawiać się nad szczęściem? Mamy bowiem tylko jedno krótkie życie (vita brevis), którego nie warto poświęcać dla rozmaitych spraw i rzeczy, pozornie niezmiernie ważnych, a z czasem w jednej chwili pękających jak bańka mydlana. Czy nie warto zatem starać się o życiowe sukcesy? Warto, pod warunkiem że miarą jest nasze własne szczęście. Jednym bowiem sukcesem, jaki możemy w życiu osiągnąć, jest życie szczęśliwe.
PRZYPISY
1 Św. Augustyn, O Trójcy Świętej, ttum. H. Stokowska, Poznań 1962,
S-20).
2 I. Kant, Uzasadnienie metafizyki moralności, tłum. M. Wartenberg, Warszawa 1953, s. 42.
3 K. Wojtyła, Elementarz etyczny, Wrocław 1991, s. 71-72.
4 Arystoteles, Etyka nikomachejska, ttum. D. Gromska, Warszawa 1956,
Tadeusz Gadacz
O ulotności życia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.