Bacon z Verulamu (XVI-XVII w.). Życie spędził w Londynie. Jego hasło: „Nie skrzydeł umysłowi ludzkiemu potrzeba, lecz ołowiu”.
Nawołuje do zwalczania czterech idoli — „ułud czczonych”, które odwodzą umysł z drogi rzetelnego badania na manowce błędu:
1 — idola Tribus — tj. właściwej rodzajowi ludzkiemu skłonności do złudzeń, 2 — idola Specus — tj. urojeń powstałych skutkiem wpływów wychowawczych, 3 — idola Theatri — tj. panujących w środowisku tradycyjnych uprzedzeń, 4 — idola Fori — tj. podszeptów języka, którego wyrazy stały się źródłem jałowych sporów i czczych wymy- słów.
**
Lesław Hostyński o filozofii Henryka Elzenberga („„Pismo” 4/87). Elzenberg rozróżniał dwa rodzaje wartości:
wartość utylitarną i wartość perfekcyjną.
Wartość utylitarna jest zawsze względna — spełnia ona tylko funkcję użytkową. Natomiast wartość perfekcyjna ma charakter bezwzględny, kieruje się ona jedną zasadą: tak trzeba. W samej wartości perfekcyjnej zawiera się nakaz jej urzeczywistnienia. Dla Elzenberga wartości perfekcyjne są wyższe od utylitarnych.
Podstawowym zadaniem ludzkości jest — według autora Kłopotu z istnieniem — realizacja wartości. Dziedziną, w której się ta realizacja dokonuje, jest kultura. Kultura, w definicji Elzenberga, to „suma rzeczy, których stworzenie jest w zakresie możliwości człowieka, a które są rzeczami wartościowymi”. Tworzenie kultury to tworzenie wartości, natomiast narzędziem wartościowania jest intuicja.
W napisanym w 1929 roku eseju pt. Pro domo philosophorum Henryk Elzenberg skarży się, że „zaintereso- wanie filozofią w Polsce jest słabe”. „Umysłowość polska — stwierdza — jest bardziej konkretna niż abstrakcyja”. „Polakom brak jest zapału do bezinteresownych rozważań”. Ostatnie pokolenie, ubolewa autor, „„rozmiłowane jest albo w najbliższej, bieżącej, barwnej i ruchliwej konkretności, albo w zagadnieniach społecznych traktowanych w sposób bojowy, bez uczciwej woli poznania”, a „polski współczesny literat... jest zoon aphilo-spohicon w stopniu, który w przodujących krajach Zachodu byłby prawie nie do pomyślenia. Polska literatura to „nastroje — powierzchowne i przemijające albo refleksy spraw religijnych”. Elzenberg przestrzega przed pośpiechem w pracy filozofa. Istnieje „nacisk w kierunku zbyt rychłych wyników, a tym samym — roboty tandetnej”. I ostrzega: „wszelka wziętość u publiczności uzależnia od publiczności”.
Interesować się filozofią, to stawiać pytania filozoficzne. Zainteresowanie filozofią to „potrzeba i sztuka zgłębiania zagadnień do końca”. Filozof to „pogłębiacz zagadnień”, ktoś, kto wydobywa na powierzchnię zagadnienia „tkwiące w samym szpiku i rdzeniu” rzeczy, spraw, problemów, zjawisk. Natomiast w Polsce dyskusje polegają na tym, „żeby przypadkiem nie dać się wciągnąć w głąb kwestii! Nie dziw: myśleć jest rzeczą mozolną”.
**
A.B. opowiedział mi historię o Paulu, czyli o tym, że ekran telewizyjny jest jedynym światem: do naszych sąsiadów w Warszawie przyjechał ze Stanów na wakacje ich daleki kuzyn, 17-letni Paul. Ponieważ mieszkamy drzwi w drzwi i stale się odwiedzamy, a także dzielimy ogród 1 werandę, kontakt mamy bliski, codzienny. Paul zaintrygował mnie od początku. Miły, grzeczny, ale tą grzecznością obojętną kogoś, kto należy do innego świata. Rozmawialiśmy już kilka razy. Jest pierwszy raz w Europie. Nie wie dokładnie, gdzie to jest. Ważniejsze — to go nie interesuje. Nie chce zwiedzać miast, oglądać zabytków. Jeżeli jego rodzice i ich znajomi idą do muzeum, Paul zostaje w samochodzie i słucha radia. Po przyjeździe do nowego miasta od razu siada w pokoju hotelowym i włącza telewizor. Najchętniej ogląda CNN.
W Ameryce — przygotowania do wyborów prezydenckich. Nie kończące się wielogodzinne debaty, dla mnie śmiertelnie nudne, ale Paul słucha ich bez przerwy. Po jakimś czasie orientuję się jednak, że z równą uwagą siedziałby przed telewizorem, gdyby transmitowano „,Traviatę” z Oslo, show-hit „Funny Jack” z Londynu, reportaż z byłego gułagu w Workucie czy sprawozdanie z wystawy rolniczej w Lizbonie. Wszystko jest ważne, bo tak naprawdę nic nie jest ważne. Owszem, liczy się jedno: być tam, uczestniczyć, widzieć to, ale być tam nie osobiście, tylko poprzez telewizor. Mieć poczucie uczestnictwa dane przez telewizor, poczucie, które już dla Paula jest rzeczywistością. Paul już nie potrafi oglą- dać świata inaczej niż poprzez telewizor, więcej, ten inny, nietelewizyjny świat dla niego nie istnieje, jest nierealny, jest złudzeniem. Wobec tego nie próbuje go poznać, nie przychodzi mu to do głowy. Był dwa miesiące w Warszawie, ale nie zwiedził miasta. Jakiego miasta? Przecież ono nie istnieje, nie było go w CNN.
Dzięki ekranowi telewizyjnemu Paul bierze udział w ogromnej liczbie wydarzeń: w wojnach i rewoltach, w kongresach i w konferencjach, w koncertach i zabawach, w zawodach bokserskich i w mistrzostwach Świata w hokeju, w polowaniach na krokodyle i rekiny, w rewiach mody i konkursach piękności, w napadach na banki i w ściganiu handlarzy narkotyków. Telewizor zapewnia mu nowy typ uczestnictwa — uczestnictwa bez odpowiedzialności. Dawniej było to niemożliwe: być, uczestniczyć w czymś, to znaczyło także — jeżeli zaszła potrzeba: - współodpowiadać. Paul nie odpowiada za nic: co prawda bierze udział w zdarzeniach, ale nie jest to udział dosłowny, w żadnym wypadku nie można go schwytać za rękę, nigdzie nie jest namacalnie obecny.
Najważniejsze, że telewizja zniwelowała w jego obrazie świata dychotomię prawdy i kłamstwa. Miejsce konfliktu między nimi zajął podział dużo bardziej prosty: nie — co jest prawdą lub kłamstwem, ale — co było albo nie było w telewizji.
CNN nie tylko kształtuje światopogląd Paula. Wyznacza również jego rytm biologiczny: kiedy jest przerwa w transmisji — Paul zasypia.
**
Profesor Armand Mattelard (Uniwersytet Rennes II) pisze (Le Monde Diplomatique, IV, 94), że „w wyniku masowego, swobodnego obiegu danych (informacji, wiedzy) ambiwalencja jest główną cechą wszystkiego, co istnieje w Świecie współczesnej ewolucji teoretycznej”. Ambiwalencja, a więc coś, co posiada elementy przeciwstawne, podwójny charakter, podwójny aspekt.
Można by to nazwać — Paradoksem Schella. Jonathan Schell, współczesny amerykański eseista twierdzi, że wzrost informacji powoduje zwiększanie się niewiedzy ludzi. „Paradoks naszych czasów — pisze Schell — polega na tym, że rozwojowi informacji towarzyszy wzrost niewiedzy. Może i żyjemy w epoce informacji, lecz informacja ta najwidoczniej przechowywana jest gdzie indziej niż w umysłach obywateli. Wygląda na to, że podczas gdy komputery zapchane są informacją, w umysłach straszy coraz większa pustka”.
**
W swoim eseju o Goethem W. H. Auden pisze, że „Goethe, przez ostatnie dwadzieścia pięć lat życia, był międzynarodową atrakcją turystyczną. Dla każdego, kto odbywał wędrówkę po Europie, dla mężczyzny czy kobiety, starca czy młodzieńca, Niemca, Francuza, Rosjanina, Anglika czy Amerykanina odwiedziny u Goethego były równie ważną pozycją planu podróży, co zaliczenie Florencji czy Wenecji”.
Goethe zasiedziały w małym miasteczku, jakim był Weimar (nigdy nie odwiedził nawet położonego blisko Berlina), miał jednak światopogląd i wizję Europejczyka: „Zamiast ograniczać się do samej siebie — pisał — niemiecka literatura musi mieścić w sobie świat, aby mogła na świat oddziaływać. Dlatego chętnie rozglądam się po obcych narodach i radzę każdemu, by czynił podobnie. Literatura narodowa wiele już dziś nie powie: nadchodzi czas literatury światowej i każdy powinien obecnie pracować w tym kierunku, aby czas ten przyspieszyć”.
**
Ci, którzy znali Norwida, wspominają, że trzymał się na uboczu, zamknięty w sobie odludek. On sam potwierdza to w jednym ze swoich listów: „Stąd to idzie, że nie LECĘ do żadnej organizacji towarzystw literackich, bo to zawsze wychodzi na opuszczenie ważniejszych prac dla efemeryd.
Kapuściński Lapidarum 3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.