piątek, 13 marca 2026

Ignorancja strategiczna

O ile poszukiwanie pewności i bezpieczeństwa wydaje się postępowaniem niesprzecznym z mądrością, o tyle nietolerancja niepewności za wszelką cenę – już nie. Uciekanie się do złudzeń, do manipulacji wspomnieniami, do sztuczek zapewniających potwierdzanie oczekiwań, aby tylko poczuć się pewnie i bezpiecznie – wszystko to prowadzi wprost do zamykania się umysłu, a w konsekwencji do utrwalania lub budowania fałszywego obrazu świata. Fałszywy obraz świata w konfrontacji z rzeczywistością nieoczekiwanie staje się kolejnym źródłem niepewności i poczucia braku bezpieczeństwa, co uruchamia błędne koło: kolejne intensywne potwierdzanie oczekiwań, uskrajnienie poglądów, zamykanie umysłu, dogmatyzm i różne odmiany fundamentalizmu.

**

Wiesław Łukaszewski 

Mądrość i różne niemądrości


 Nie można też pominąć ignorancji strategicznej. Jej istota sprowadza się do aktywnego, podporządkowanego interesom Ja, unikania wiedzy na jakiś określony temat. Tak więc psychologowie zajmujący się terapią rodzin często wspominają o aktywnym unikaniu informacji na temat niewierności małżeńskiej. Spora część osób, które na polecenie lekarza wykonują testy medyczne, nigdy nie odbiera wyników. Dotyczy to również testów na obecność HIV czy markerów nowotworowych (Sweeny, Melnyk, Miller i Shepperd, 2010). Lekarze niezmiernie często jako przyczynę niepowodzeń w leczeniu podają zbyt późny kontakt pacjenta ze specjalistą, bo pacjent odraczał wizytę u lekarza z obawy przed tym, że może usłyszeć coś niepokojącego. Zjawisko „Nie chcę o tym nic wiedzieć” czy „Wolę tego nie wiedzieć” jest tak rozpowszechnione, że na co dzień tracimy je z pola widzenia. Lata temu w ramach badań nad dysonansem poznawczym Leon Festinger wykazał, że w sytuacji wolnego wyboru teksty dotyczące szkodliwości palenia czytali wyłącznie niepalący, a osoby palące pomijały je systematycznie (Festinger, 1957). Grupa szwedzkich badaczy wykazała w swoich bardzo eleganckich eksperymentach, że w analizie różnych propozycji potraw osoby badane bardzo wnikliwie analizują smaki, składniki, ale zarazem aktywnie unikają informacji o wartości kalorycznej potraw (Thunström, Nordström, Shogren, Ehmke i van’t Veld, 2016).

Kate Sweeny i jej współpracownicy podsumowali wyniki badań dotyczących aktywnego unikania wiedzy. Z ich przeglądu wynika, że ludzie aktywnie unikają informacji, gdy obawiają się:

Zmiany własnych przekonań.

Konieczności podjęcia niepożądanych działań.

Doświadczenia nieprzyjemnych emocji.

Dalej, przedstawiają dane wskazujące, że ludzie aktywnie unikają informacji wtedy, gdy:

Są przekonani, że nie mają kontroli nad konsekwencjami dopływających informacji.

Są przekonani, że nie mają dość zasobów, aby poradzić sobie z konsekwencjami otrzymanych informacji.

Są przekonani, że nie potrafią w pełni zrozumieć informacji i że te informacje nie są godne zaufania.

Są przekonani, że informacje mogą być negatywne w tym sensie, iż są niezgodne z ich interesami.

Inne dane wskazują także na pewne różnice indywidualne. Autorzy co prawda wskazują, że prawie wszyscy w pewnych warunkach aktywnie unikają niektórych informacji, ale niektórzy z nas czynią to częściej i intensywniej. Szczególnie skłonne do strategicznej ignorancji są:

Osoby o zamkniętych umysłach (autorzy nazywają je tępymi, ang. blunters).

Osoby o bardzo niskiej tolerancji niepewności (zob. rozdział następny).

Osoby o ograniczonych zasobach poznawczych i energetycznych, na przykład osoby depresyjne.

Osoby o niskim poczuciu skuteczności.

Osoby o silnej potrzebie domknięcia poznawczego i silnej potrzebie prostej struktury (zob. rozdział następny).

Jak widać, czynników sprzyjających aktywnemu przeciwstawianiu się wiedzy jest wiele (Sweeny i in., 2010).

**

PRYWATNA POLITYKA HISTORYCZNA 

Blisko czterdzieści lat temu Anthony G. Greenwald opublikował swój słynny tekst na temat totalitarnego Ja, które przejawia się w fabrykowaniu i rewidowaniu osobistych wspomnień (Greenwald, 1980). Tytuł tego wnikliwego artykułu w oczywisty sposób nawiązywał do powieści George’a Orwella Rok 1984 i opisanego w niej Departamentu Prawdy. Zatrudniona w Departamencie Prawdy rzesza ludzi zajmowała się kontrolą przyszłości, teraźniejszości i przeszłości, ze szczególnym naciskiem na przeszłość. Polegało to na sprawdzaniu, czy treści zawarte w dawnych książkach lub czasopismach czy gazetach są zgodne z obowiązującym dziś poglądem. Jeśli nie były, teksty te poddawano redakcji w taki sposób, aby uzgodnić je z teraźniejszą wykładnią prawdy. Oznaczało to przerabianie starych książek i innych wydawnictw. Niezgodność między przeszłością i teraźniejszością spostrzegana była jako zagrażająca. Pomysł Orwella długo traktowano jako political fiction, ale dziś nie mamy wątpliwości, że dokonuje się to zarówno w przestrzeni publicznej (przykładem jest tak zwana polityka historyczna i zabiegi tak zwanego „przywracania prawdy historycznej”), jak i w przestrzeni osobistej (modyfikacje autobiografii).

Idea Greenwalda ma swoje poparcie w wiedzy na temat dynamiki procesów pamięciowych powodujących deformacje wspomnień już od początku procesu kodowania danych (Bartlett, 1932; Carmichael, Hogan i Walter, 1932).

Zdaniem Greenwalda ludzkie Ja jest interesowne i konserwatywne, a także źle znosi doświadczenie sprzeczności między różnymi przekonaniami, szczególnie między przekonaniami i zachowaniami. Jeśli ktoś podejmuje decyzję o małżeństwie, to zapewne ma dobre mniemanie o swoim partnerze. Jeśli ktoś dziesięć lat później podejmuje decyzję o rozwodzie, to zapewne ma inne zdanie na temat partnera, niż miał w przeszłości. Co więcej, nabiera przekonania, że już w przeszłości miał podobne zdanie, jak obecnie. Ponieważ fakty z przeszłości nie uzasadniają zmienionej teraźniejszości, teraźniejszość zaczyna uzasadniać przeszłość. Intencja poszukiwania zgodności między przeszłym i teraźniejszym jest świadoma, ale sam proces modyfikacji wspomnień dokonuje się raczej poza kontrolą świadomości. Tendencja ta, jak się zdaje, jest najsilniejsza wtedy, gdy pojawia się niepewność i potrzeba uzasadnienia własnego zachowania.

Szczególną wersją deformacji pamięci jest fabrykowanie wspomnień ze zdarzeń, które nigdy nie nastąpiły. Za sprawą badań Elizabeth Loftus i jej współpracowników oraz Iry Hymana i jego współpracowników dysponujemy dużą liczbą dowodów na to, że takie wspomnienia nie tylko powstają, ale w dodatku dość łatwo je wytworzyć (Hyman i Loftus, 1998, 1996; Loftus i Ketcham, 1994; Loftus i Pickrel, 1995; Oakes i Hyman, 2001).

Okoliczności powstawania fałszywych wspomnień zostały starannie opisane. Z jednej strony to różnego rodzaju sugestie środowiskowe (na przykład powtarzane opinie, że każda kobieta była obiektem seksualnego molestowania), z drugiej zaś – silne poruszenie emocjonalne. Powstawaniu wspomnień sprzyjają szczegóły, wokół których można budować treści wspomnień, oraz przepracowywanie tych szczegółów w wyobraźni. Czynnikiem sprzyjającym jest również przekonanie, że dane zdarzenie mogło wystąpić (nawet jeśli nie wystąpiło), a więc przekonanie, że brak jest poważnych argumentów wykluczających możliwość zaistnienia danego zdarzenia (Hyman i Loftus, 1998).

To, co jest szczególnie istotne w mechanizmie fabrykowania wspomnień, to silne zaangażowanie Ja, a więc obecność ważnych interesów osobistych. Towarzyszy temu brak interpretacji własnego losu i brak uzasadnienia dla doświadczanej sytuacji psychologicznej – czy to z powodu lokalizacji zdarzenia w okresie objętym amnezją dziecięcą, czy też z powodu rozterek co do własnej wartości.

W fabrykowaniu i redagowaniu wspomnień uczestniczą też inne mechanizmy: tendencja do potwierdzania (strategie konfirmacyjne – zob. dalej), tendencja do uzasadniania porażek życiowych przyczynami zewnętrznymi oraz tendencja do odłączania od Ja odpowiedzialności za konsekwencje swojego działania.

Zauważmy, że proces redagowania i fabrykowania wspomnień obejmuje trzy różne aspekty. Po pierwsze, deformację obrazu zdarzenia. Po drugie, deformację sensu danego zdarzenia. Po trzecie, deformację oceny samego zdarzenia i oceny własnej roli w przebiegu i powodowaniu konsekwencji zdarzeń.

 11.4. OCZEKIWANIA SAME SIĘ SPEŁNIAJĄ Innym sposobem usuwania przykrej niepewności jest poszukiwanie potwierdzenia dla swoich przekonań, przypuszczeń, hipotez czy nastawień. Istnieje zresztą naturalna tendencja do wyróżniania zarówno w percepcji, jak i w pamięci tego, co zgodne jest z przekonaniami czy wartościami. Widać to zarówno w danych dotyczących spostrzegania (Nęcka, Orzechowski i Szymura, 2006), spostrzegania społecznego (Malewski, 1964), jak i w danych dotyczących pamięci (Jagodzińska, 2008; Maruszewski, 2001, 2005; Ross i McFarland, 1988). Tendencja ta jest powszechna, choć znacznie silniejsza u osób o małej tolerancji niepewności (Festinger, 1957; Malewski, 1975).

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych sposobów radzenia sobie z niepewnością jest uciekanie się do tak zwanych strategii konfirmacyjnych. Polegają one na poszukiwaniu wyłącznie danych, które potwierdzają i podtrzymują własny punkt widzenia, popierają przekonania czy przypuszczenia, a zarazem na unikaniu kontaktu z informacjami, które w jakikolwiek sposób mogłyby ten własny punkt widzenia podważać. Jak podaje Maria Lewicka na podstawie przeglądu wielu badań, tendencję tę przejawiało około 90 procent osób badanych (Lewicka, 1993). W formie łagodnej dotyczy to na przykład przypuszczeń odnoszących się do ludzkich cech. Jeśli przypuszczamy, że ktoś jest pracowity, to poszukujemy tylko dowodów jego pracowitości, a lekceważymy dowody niesolidności czy lenistwa. Przybiera to również formy bardziej skrajne, jak teorie spiskowe leżące u podstaw uprzedzeń (Kofta, 2001), czy wręcz polityczna paranoja (Korzeniowski, 2010).

Istnieje różnica zdań co do natury i co do motywacji strategii konfirmacyjnych. Jedni uważają, że ludzie uciekają się do tych strategii po to, by uzasadnić (obronić) swoje przypuszczenia czy przekonania (Snyder i Swann, 1978), inni sądzą, że ludzie dążą raczej do wyeliminowania potencjalnych nadmiernie uogólnionych hipotez czy oczekiwań (Lewicka, 1993). W jednym i drugim wypadku chodzi jednak o to samo: o efektywne redukowanie niepewności.

Symboliczną i wcześniejszą formą strategii konfirmacyjnej, która pojawia się jeszcze przed podjęciem działań, jest myślenie życzeniowe, a gdy strategia ta pojawia się w trakcie działania, przybiera formę nierealistycznego optymizmu. Oba te zjawiska dotyczą szacowania szans na wystąpienie pewnych zjawisk.

Myślenie życzeniowe polega nie tylko na tym, że pragnie się tego, co niesie z sobą zapowiedź pozytywnych doświadczeń i co pozwoli uniknąć doświadczeń negatywnych, lecz także na utrzymywaniu ukrytego przekonania, że oczekiwania te zostaną spełnione (Moore i Healy, 2008; Vosgerau, 2010). Ludzie pragną wysokich wygranych na loterii, inwestują w to pieniądze i zaklinają rzeczywistość, aby spełniło się ich pragnienie. Ludzie obawiający się rozpadu rodziny i pragnący tego uniknąć – podobnie. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z myśleniem magicznym, zaklinaniem rzeczywistości, symbolicznym upraszczaniem sytuacji psychologicznej i równie symbolicznym redukowaniem niepokoju czy niepewności. Życzeniowe myślenie widzimy w analizach ekonomicznych (pragnienie, aby przewidywane koszty były mniejsze, a czas realizacji krótszy) czy w decyzjach politycznych (pragnienie zwycięstwa preferowanej opcji politycznej, co można było oglądać podczas polskich wyborów prezydenckich i parlamentarnych w roku 2015 czy wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w 2016).

Co ciekawe, myślenie życzeniowe nie jest obce nawet uczonym. Dobrym przykładem może być głośna koncepcja Barbary Fredrickson, wedle której tak zwanego rozkwitu osobowości można oczekiwać wtedy, gdy proporcja między emocjami pozytywnymi i negatywnymi przeżywanymi przez człowieka (bilans emocjonalny) mieści się między 3 a 11 (Fredrickson i Losada, 2005, 2013). Wyliczenia te odwoływały się (prawdę mówiąc, nie bardzo wiadomo dlaczego) do fizycznej teorii dynamiki płynów (!). Praca Fredrickson i Losady spotkała się z surową krytyką zarówno psychologów, jak i przedstawicieli nauk ścisłych – fizyków i matematyków (Brown, Sokal i Friedman, 2013, 2014), którzy wykazali bezpodstawność twierdzeń i obliczeń prezentowanych przez Fredrickson. Po tej krytyce autorka stwierdziła wprawdzie, że pomysł optymalnego bilansu emocjonalnego wymaga pewnych modyfikacji, ale nadal wyraża przekonanie, że jej koncept jest trafny, i nadal operuje proponowanymi przez siebie „wskaźnikami rozkwitania” (Fredrickson i Losada, 2013). W samej psychologii znaleźlibyśmy dziesiątki mitów, których żywotność zawdzięczamy myśleniu życzeniowemu. Dobrymi przykładami są choćby teoria hierarchii potrzeb Abrahama Maslowa (Maslow, 1964) czy koncepcja proporcji między sygnałami werbalnymi i niewerbalnymi w komunikacji interpersonalnej proponowana przez Alberta Mehrabiana (Mehrabian, 1971).

O ile myślenie życzeniowe skupia się na tym, czego podmiot pragnie, aby się zdarzyło, o tyle nierealistyczny optymizm wyraża się w jawnym przecenianiu szans na wystąpienie zdarzeń pożądanych. W obu wypadkach chodzi jednak o zdarzenia przyszłe.

Wiele danych pokazuje, że ludzie nie doceniają prawdopodobieństwa udziału w wypadku samochodowym, ryzyka pojawienia się choroby, prawdopodobieństwa rozwodu w rodzinie, a zarazem przeceniają szanse na wybór pożądanego przez siebie kandydata politycznego czy na otrzymanie dobrej pracy. Najprostszym i najczęstszym w naszej kulturze przejawem nierealistycznego optymizmu jest powszechne przecenianie szans na to, że się gdzieś zdąży na czas. Miarą nierealistyczności tego optymizmu jest powszechne spóźnianie, które wynika z przekonania, że na przebycie danej trasy potrzeba znacznie mniej czasu, niż jest to obiektywnie potrzebne.

Neil D. Weinstein zapoczątkował badania, w których wykazał, że ludzie powszechnie przeceniają szanse na zdobycie dobrej pracy po studiach, na posiadanie własnego domu, na podróż do Europy, a systematycznie zaniżają możliwość pojawienia się problemów z alkoholem, samobójstwa, rozwodu czy zawału serca przed 40. rokiem życia (Weinstein, 1980). Ustalano to poprzez porównanie szans własnych do szans dotyczących innych ludzi. W wypadku wymienionych zdarzeń przewidywane szanse własne stanowiły około połowy wysokości szans innych ludzi.

Co prawda istnieją w tym zakresie różnice kulturowe, na przykład Japończycy są mniej skłonni do nierealistycznego optymizmu niż Kanadyjczycy, ale jest to różnica w nasileniu, a nie w występowaniu zjawiska. Obie grupy przejawiają tę samą tendencję kierunkową (Heine i Lehman, 1995).

Niektórzy zwracają jednak uwagę, że kategoria „nierealistyczny optymizm” kryje w sobie wiele różnych zjawisk, takich na przykład, jak błędy w planowaniu, iluzja kontroli, efekt „lepszy od przeciętnego” czy niepewność w ocenianiu (Harris i Hahn, 2011), i ostrzegają przed pochopnym generalizowaniem wyników.

Warto dodać, że przeciwieństwem nierealistycznego optymizmu jest strategiczny pesymizm. Badania wykonane przez Nancy Cantor, Julie K. Norem i ich współpracowników pokazują, że osoby uciekające się do defensywnego pesymizmu osiągają lepsze rezultaty zarówno w krótkoterminowych sytuacjach zadaniowych, jak i w zadaniach długoterminowych (Cantor, Norem, Niedenthal, Langston i Brower, 1987; Norem i Cantor, 1986; Norem i Illingworth, 1993). Co jednak ciekawe, strategiczni pesymiści, mimo że osiągają lepsze rezultaty, są w ogólnie gorszym nastroju niż optymiści – przejawiają więcej emocji negatywnych, a mniej emocji pozytywnych (Norem i Illingworth, 1993; Showers, 1992).

Kolejnym zjawiskiem należącym do przejawów nietolerancji niepewności jest tendencja do samopotwierdzania się hipotez i oczekiwań, w literaturze opisywana jako samospełniające się przepowiednie. Wielką rolę odegrały w tym badania Roberta Rosenthala, najpierw nad zwierzętami, a potem nad ludźmi. Kiedy osobom pełniącym funkcję eksperymentatora w badaniach ze szczurami powiedziano, że szczury, którymi się zajmują, są bardzo inteligentne, to ich podopieczni osiągali lepsze wyniki w uczeniu się labiryntu niż wtedy, gdy eksperymentatorzy dowiadywali się, że szczury, którymi się zajmują, są nieinteligentne (Rosenthal i Fode, 1963; Rosenthal i Lawson, 1964). Informacja o inteligencji „ucznia” przesądziła o efektach działań „nauczyciela”. Rzecz prosta, szczury o tych diagnozach nie miały pojęcia. Podobny schemat badań zastosowano też w odniesieniu do dzieci (Rosenthal i Jacobson, 1966). W tym wypadku jednak z powodów etycznych ograniczono się do podawania nauczycielom tylko informacji o wysokich zdolnościach 20 procent uczniów, którzy – jak to określono – byli w trakcie „rozkwitu intelektualnego”. W osiem miesięcy później sprawdzano wskaźniki ilorazu inteligencji wszystkich uczniów w badanych klasach, w tym także tych 20 procent dzieci nazwanych inteligentnymi. Jakkolwiek u wszystkich dzieci z danej klasy odnotowano przyrost wskaźników IQ (co jest naturalnym efektem rozwojowym), to przyrost ten był systematycznie i znacząco wyższy w grupie eksperymentalnej – u tych właśnie 20 procent nazwanych inteligentnymi. Największe zmiany nastąpiły u najmłodszych dzieci. Rosenthal i Jacobson (1966) solidnie dokumentowali wyniki swoich badań, ale początkowo unikali odpowiedzi na pytanie o mechanizm, który do nich doprowadził.

Eksperymenty Rosenthala i Jacobson (w formie klasycznej i zmodyfikowanej) powtarzano setki razy. Efekty nie są jednak imponujące. Sam Rosenthal zauważa, że tylko w niespełna 40 procentach badań replikowano wyniki (obszerny przegląd danych na ten temat znaleźć można w liczącym ponad 800 stron zbiorze tekstów pod redakcją Sławomira Trusza, 2013).

W późniejszych pracach zarówno sam Rosenthal, jak i wielu innych badaczy przedstawiało hipotezy na temat mechanizmu samopotwierdzania się oczekiwań. Wskazywano między innymi na pozytywny lub negatywny klimat w relacji interpersonalnej, na akceptację lub nieakceptację pomysłów uczniowskich, częstość interakcji, kontakt wzrokowy lub ignorowanie uczniów i inne (Brophy, 1983; Harris i Rosenthal, 1985). Nie ma jasności w kwestii zanikania versus stabilności odnotowanych efektów (Madon, Willard, Guyll, Trudeau i Spoth, 2006; Smith, Jussim i Eccles, 1999; Trusz, 2013).

Na pierwszy rzut oka zjawisko samospełniających się przepowiedni ma niewiele wspólnego z problemem nietolerancji niepewności. Tylko na pozór, gdyż mamy tu do czynienia z formułowaniem pewnych oczekiwań dotyczących przyszłości, a ta z natury jest niepewna. Nie można też mieć pewności (a raczej przeciwnie), że oczekiwania te spełnią się same. Powstanie tych oczekiwań i związana z nimi niepewność co do szans na ich spełnienie uruchamia ukryty mechanizm potwierdzania oczekiwań zachowaniem. Mechanizm ten jest z dużym prawdopodobieństwem bezrefleksyjny i w tym tkwi istota rzeczy. Jeśli ktoś bezrefleksyjnie pomaga w rozwoju innego człowieka, to z punktu widzenia skutków jego zachowanie można uznać za wartościowe, ale z punktu widzenia metody już wartościowe nie jest. Z równym powodzeniem bowiem w ten sam bezrefleksyjny sposób można przyczyniać się do powstania skutków negatywnych. Świadczą o tym wyniki badań. W jednym z nich, prowadzonym metodą pomiarów wielokrotnych, wykazano, że oczekiwania matek dotyczące prawdopodobieństwa, że ich dzieci sięgną po alkohol, znalazły potwierdzenie, co więcej, w miarę upływu czasu efekty były coraz silniejsze. Jeśli matki spodziewały się, że dzieci zainteresują się czynnie alkoholem, dzieci to właśnie robiły (Madon i in., 2006). W innych badaniach wykazano, że kobiety, które cechowała duża wrażliwość na odrzucenie i które zarazem pełne obaw oczekiwały rozpadu bliskiego związku, zachowywały się w sposób nasilający gniew partnera i podtrzymujący konflikt (Downey, Freitas, Michaelis i Khouri, 1998). Słowem, kobiety, którym zależało na związku z partnerem, ale oczekiwały, że ten związek może się rozpaść, bezwiednie prowokowały zachowania przyczyniające się do jego rozpadu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.