poniedziałek, 5 marca 2012

Bhaddiya (Udana 2. 10)


Tak usłyszałem. Przy pewnej okazji Zrealizowany mieszkał w Anupiya w Gaju Mango. Tego czasu, czcigodny Bhaddiya syn Kaligodhy, idąc do lasu do korzenia drzewa czy pustego miejsca, stale mówił: „Ach co za błogość!, Ach co za błogość!” Liczni mnisi usłyszeli czcigodnego Bhaddiyę syna Kaligodhy, idącego do lasu do korzenia drzewa czy pustego miejsca, stale mówiącego: „Ach co za błogość! Ach co za błogość!” i przyszło im na myśl: „Bez wątpienia,przyjacielu, czcigodny Bhaddiya syn Kaligodhy wiedzie święte życie niezadowolony, gdyż uprzednio kiedy był gospodarzem cieszył się błogosławieństwem królewskości. I kiedy to wspomina, idąc do lasu do korzenia drzewa czy pustego miejsca, stale mówi: 'Ach co za błogość!, Ach co za błogość!'”

 Wtedy liczni mnisi podeszli do Zrealizowanego, pokłonili mu się, usiedli z boku i powtórzyli to Zrealizowanemu. Wtedy Zrealizowany odezwał się do pewnego mnicha: „Chodź mnichu, w moim imieniu powiedz mnichowi Bhaddiya: 'Nauczyciel cię wzywa, przyjacielu Bhaddiya'”. „Tak jest, czcigodny panie” odpowiedział ten mnich i podszedł do czcigodnego Bhaddiyi syna Kaligodhy i powiedział: „Nauczyciel cię wzywa, przyjacielu Bhaddiya”. „Tak jest, przyjacielu”, odpowiedział czcigodny Bhaddiya syna Kaligodhy i podszedł do Zrealizowanego, pokłonił mu się, i usiadł z boku. Zrealizowany rzekł mu: „Czy to prawda, Bhaddiya, że idąc do lasu do korzenia drzewa czy pustego miejsca, stale mówisz: 'Ach co za błogość!, Ach co za błogość!'” „Tak, czcigodny panie”. „Ale Bhaddiya, co widzisz, że skłania cię to do takiej mowy?”
 „Dawniej, czcigodny panie, kiedy byłem gospodarzem i cieszyłem się błogością królewskości, wewnątrz i na zewnątrz moich apartamentów wyznaczone były straże; wewnątrz i na zewnątrz miasta wyznaczone były straże; wewnątrz i na zewnątrz dystryktu wyznaczone były straże. Ale, czcigodny panie, chociaż byłem w taki sposób strzeżony i chroniony, żyłem w lęku, zaniepokojony, nieufny, z obawą. Ale teraz, czcigodny panie, idąc do lasu do korzenia drzewa czy pustego miejsca, jestem bez lęku, niezaniepokojony, pewny, i bez obawy. Żyję niezatroskany, niewzruszony, moje potrzeby są zaspakajane a umysł stał się jak umysł jelenia. Widząc tak, czcigodny panie, to skłania mnie, że idąc do lasu do korzenia drzewa czy pustego miejsca, stale mówię: 'Ach co za błogość! Ach co za błogość!'”
Wtedy, rozumiejąc tego znaczenie, Zrealizowany wygłosił przy tej okazji taką eksklamację:

U kogo nie istnieją wewnętrzne ekscytacje,
Po przejściu ponad tym lub tamtym,
Wolny od lęku, błogi i bez żalu,
Bogowie nie są w stanie go dostrzec.



niedziela, 4 marca 2012

Nanamoli Thera

                          



Nigdy nie będę zdolny ułożyć mojej biografii; ale nich nikt inny nie skłania się by to uczynić; gdyż to oznaczałoby kradzież. - Nie martw się, nikt nawet o tym nie pomyśli. 

Tak buddyjski mnich, czcigodny Nanamoli, autor tych stron, napisał w jednym ze swoich zeszytów. I szanując jego życzenie, parę nagich faktów z jego życia będzie tu podane, tylko dla jego „identyfikacji”. Nawet o tak prostą identyfikację by się nie troszczył: „Jest moją ambicją osiągnąć zapomnienie”. Ci którzy go znali są świadomi, że te słowa nie były ani fałszywą skromnością ani jakimś pozowaniem.
Chociaż obecna publikacja wydaje się iść na przekór jego „ambicji”, prawdopodobnie nie miałby on nic przeciwko cyrkulacji swych idei po jego śmierci, gdyż pozostawia go to niezaangażowanym i nieskrępowanym. Stąd edytor, mnich-brat autora, czuł, że ten bogaty zbiór nasion myśli i myśli owoców znajdujący się na tych stronach, powinien być udostępniony dla pewnych doceniających to czytelników, przynajmniej w wąskim gronie prywatnej publikacji.
Osbert Moore (jak autor był znany w świeckim życiu) urodził się 25.6.1905 roku w Anglii. Ukończył Exeter College w Oxfordzie i podczas Drugiej Wojny Światowej służył jako oficer we Włoszech. To wtedy, czytając włoską książkę o buddyzmie, pojawiło się jego zainteresowanie Nauczaniem. Książka ta – Doktryna Przebudzenia Evoli – była później przetłumaczona na angielski przez jego przyjaciela i kolegę oficera, Harolda Mussona, który w 1948 roku towarzyszył mu w podróży na Sri Lankę. W 1949 roku obaj otrzymali ordynację nowicjuszy jako buddyjscy mnisi w Island Hermitage, Dodanduwa. I w 1950 roku wyższą ordynację jako mnisi w klasztorze Vajirarama, Colombo. Osbert Moor, nasz autor, otrzymał monastyczne imię Nanamoli, a jego przyjaciel – Nanavira. Obaj szybko wrócili do Island Hermitage (klasztor-wyspę usytuowaną na lagunie na południu Sri Lanki), gdzie czcigodny Nanamoli spędził prawie całe swoje życie mnicha – jedenaście lat. Tylko bardzo rzadko opuszczał zacisze wyspy i to przy jednej z takich okazji, podczas pieszej wędrówki podjętej wraz z mnichem seniorem z Island Hermitage, nagle zmarł na zawał serca. Nie doszedł jeszcze do pięćdziesiątego piątego roku życia. Jego śmierć miała miejsce w małej wiosce Vekeragama, blisko Maho. Chociaż wydawał się okazem zdrowia, śmierć nie zaskoczyła go nieoczekiwanie, jak pokazują to jego notatki, i bez wątpienia zastała go wewnętrznie przygotowanym. Osobiste wspomnienia z jego życia zostały opublikowane przez M. Cadriffa w krótkim artykule „Osbert Moor, A Charakter Sketch”.

Co było znane na temat czcigodnego Nanamoli szerszej publiczności, to jego wybitna praca scholastyka, przetłumaczył z oryginału Pali na przejrzysty angielski pewne z najtrudniejszych tekstów Theravady. Te tłumaczenia były znacznymi osiągnięciami zarówno co do ilości jak i jakości. Jego tłumaczenia ukazują najwyższy standard dbałego i krytycznego scholastyka, o bystrym i subtelnym umyśle, wytrenowanym filozoficznie. Jego praca na tym polu jest trwałą kontrybucją do buddyjskich studiów. Było charakterystycznym dla niego, że ograniczał swe publikacje do pola scholastycznego, także jego „publiczny wizerunek” był wizerunkiem zdolnego i wzorowego mnicha, co pozostawiało mu wystarczająco dużo jego umiłowanego „bycia zapomnianym”.
Bardzo niewielu wiedziało, czy nawet podejrzewało, te inne strony jego bogatego i głębokiego umysłu, które w tym obecnym tomie pojawiają się w takiej zadziwiającej różnorodności. I nawet zawartość tych stron nie wyczerpuje całego obrazu jego wiedzy, jego zainteresowań i jego zdolności. Były wciąż inne „pokłady” jego umysłu (ciągle nie te najgłębsze), bez których obraz jego osobowości, jaki prezentuje się w tej książce i jego pracy scholastycznej, byłby niekompletny a nawet mylący. Te inne cechy jego charakteru, jednakże objawiały się tylko w sposobie jego życia i w jego ludzkich relacjach. Z jego nieubłaganie realistycznego poglądu na świat, jaki jawi się w jego zapiskach, nie uległego złudzeniom i samo-zwodzeniu się co do życia i naszych umysłów – czytelnik może odnieść wrażenie szorstkiego jeśli nie cynicznego charakteru o raczej pogardliwym stosunku do ludzkości. Ale to byłoby bardzo odległe od głęboko humanistycznego i przyjaznego spokoju jego natury, czyniącego jego powściągliwą małomówność jeszcze bardziej nienatarczywą. Posiadał naturalne inklinacje zarówno do buddyjskiego oderwania jaki i do współczucia. W swym oderwaniu i powściągliwości nie był „odpychająco zdystansowany” ale całkiem rozluźniony i naturalny. Jego przyjazność i współczucie były niesentymentalne i nieostentacyjne ale po prostu ludzkim ciepłem. Jego cichy i przyjazny uśmiech nie zostanie zapomniany przez jego przyjaciół. Chociaż nie o „otwartej” naturze, zawsze był chętny do pomocy, gdy o to poproszony. Mimo, że rzadko podejmował inicjatywę w rozmowach i dyskusjach, był gotowy by mówić, jeśli o to poproszony, i kiedykolwiek był pytany przez młodszych mnichów, zawsze służył im pomocną radą w ich studiach. Prostota i umiar mnisiego życia były dla niego czymś naturalnym. Tak jak to sam napisał w w liście do przyjaciela, odnalazł wielkie szczęście w swym nowym życiu mnicha. W Nauczaniu Buddy o rzeczywistości i egzystencjalnej sytuacji człowieka odnalazł inspiracje do jego własnych przemyśleń, i praktyczna ścieżka Buddy ku wyzwoleniu, będąca rozwiązaniem paradoksu istnienia, była przewodnią siłą jego wewnętrznego życia.

Kiedy po śmierci czcigodnego Nanamoli edytor przejrzał jego papiery, odkrył dwa małe zeszyty zawierające treść wypełniające obecny tom. Jako, że jeden z tych zeszytów był w złym stanie, blisko dezintegracji i zapiski ołówkiem wkrótce stałyby się nieczytelne, maszynopisowa kopia prawie całej zawartości tych dwóch zeszytów została wykonana przez edytora, po pierwsze dla zachowania i do wglądu dla paru przyjaciół. Sprawy stanęły w miejscu przez parę lat, gdy okazało się, że zagraniczni wydawcy nie są zainteresowani książką tej natury. Ale w końcu edytor zdecydował się przygotować książkę jako prywatną publikację i dodał inny reprezentatywny materiał wybrany z papierów pośmiertnych.
Nie trzeba chyba wspominać, że tytuł tego tomiku nie był dany przez autora, który prawdopodobnie nie myślał o opublikowaniu tych zeszytów w stanie surowym ale raczej o użyciu pewnych z tych idei w innych pismach.

Nyanaponika Bhikkhu
Sri Lanka kwiecień 1971

Nanamoli po polsku

sobota, 3 marca 2012

Tomasz Merton o samotności



 


Czy jest jedna zasada nad wszystkie inne, podstawowa norma samotnego życia? Tak, jest. Jej obserwancja jest praktycznie synonimem dla quies, ponieważ jest esencjonalnym warunkiem dla uzyskania spokoju. Ta kluczowa zasada samotnego życia, jest czasem przedstawiana z taką finałowością, że wydaje się zastępować dalsze porady. Oto klasyczne przedstawienie:
Pewien brat udał się do Abby Mosesa w Scete i spytał go o „słowo”. I stary człowiek rzekł mu: „odejdź i siedź w twojej celi i cela nauczy cię wszystkich rzeczy”.
To powiedzenie ma oczywistą implikację dla praktyki ukierunkowanej duchowo. Tak jak tu przedstawiona, oznacza jasno, że nie ma sensu dla mnicha by opuszczał swoją celę i chodził w poszukiwaniu prawdy, jeżeli nie jest on wpierw przygotowany by zmierzyć się ze swą samotnością w całej jej nagiej rzeczywistości. Chociaż nie możemy tutaj w pełni zagłębić się w tą ideę, to powiedzmy tyle: to w samotności mnich musi dojść do odkrycia prawdziwych wewnętrznych wymiarów swego własnego istnienia, zarazem „rzeczywistych” i „nierzeczywistych”. Przekonanie o statyczności własnego „ja”, o jego absolutnej i niezmiennej rzeczywistości, przechodzi głęboką transformację i zanika w palącym świetle zupełnie nowej i niepodejrzewanej uprzednio świadomości. W tej świadomości widzimy, że nasza rzeczywistość to nie trwale ustanowione „ja” które wymaga tylko udoskonalenia, ale raczej, że jesteśmy „niczym”, „potencjalnością” w której podarunek kreatywnej wolności może się urzeczywistnić przez odpowiedź na wolny podarunek miłości i łaski. Ta odpowiedź oznacza zaakceptowanie naszej samotności i naszej „potencjalności” jako daru. (...) 

Mnich musi się nauczyć tego sam. Oczywiście potrzebuje wsparcia innych, ale inni nie będą w stanie mu pomóc, jeżeli wpierw on sam nie jest zdeterminowany by pomóc sobie. Niewielki będzie pożytek z innych jako mediatorów, pomiędzy nim a Bogiem, jeżeli nie ma on wystarczającej wiary by postawić medytację i samotność na pierwszym miejscu w swym życiu eremity. Innymi słowy, to w samotności celi można się nauczyć mierzenia się z czy stawiania czoła iluzji, jak stawić opór pokusie, jak się modlić. Wszystkie inne rady i wskazania zależą przede wszystkim od gotowości zaakceptowania przez młodego pustelnika tej podstawowej zasady. Możemy powiedzieć, że wszelkie inne rady zakładają gotowość i chęć utrzymania oczyszczającego milczenia i samotności celi, w której jest się odartym z iluzorycznego wizerunku siebie samego i zmuszonym do pogodzenia się z nicością, ograniczeniem, nierzetelnością, ułomnością, lub jak moglibyśmy dziś powiedzieć „pustką” własnego życia. Św Antoni wiedział lepiej niż kto inny o znaczeniu tej samotnej walki z myślami („demonami”), rzekł on, że życie w celi jest czasami jak bycie w ognistym piecu. A jednak to w tym piecu dochodzi się do spotkania twarzą w twarz z Bogiem. To powiedzenie odwołuje się do doświadczenia współczesnego mnicha z Góry Atos, Staretz Silonana, który żył „jakby w piekle” ale nie rozpaczał. Antoni pozostawił nam bardzo ważne powiedzenie z głębokimi implikacjami, na temat życia mistycznego: „Cela mnicha jest jego piecem Babilonu gdzie troje dzieci odnajduje Syna Bożego i jest również słupem obłoku z którego Bóg przemówił do Mojżesza. 

Mnich który mierzy się z tym ogniem i ciemnością, nie będzie w stanie kontynuować życia w celi, chyba że jest człowiekiem wiary i modlitwy. Monastyczne powiedzenie mówi, że jeżeli nie żyjesz godnie w twojej celi, cela cię zwymiotuje. To prawdopodobnie tłumaczy fakt dlaczego Ojcowie Pustyni nie unosili się entuzjazmem nad łudzącą dążnością nawracania innych, która często prezentuje się jako honorowy unik samotności celi i acedii powodowanej przez „południowego demona”. 

Młody mnich, męczony przez ten rodzaj problemu, wyznał Abbie Arseniuszowi: „Moje myśli mnie dręczą, nie mogę pościć, nie mogę pracować, zatem odwiedzę chorych co jest wielkim przykazaniem”. Wtedy Abba Arseniusz jako ten dobrze obeznany w wojnie z diabłami, rzekł mu: „Jedz, pij i śpij i pracuj ale w żadnym razie nie wychodź z celi” gdyż stary człowiek wiedział, że stałe przebywanie w celi wytwarza wszystkie nawyki samotnego życia. Dalsza część historii mówi nam jak młody mnich, pozostając w celi, stopniowo odnalazł się coraz bardziej stałym w pracy i modlitwie aż w końcu wygrał ascetyczną bitwę – wielką bitwę samotności przeciwko wszystkim swym „myślom” (To znaczy odnalazł spokój przez rozpuszczenie podziału powodowanego u niego przez bezużyteczną wewnętrzną aktywność i samo-projekcje w słowa i idee które były przeszkodami pomiędzy nim a jego życiem).


(fragment pochodzi z artykułu „Spiritual Father in the Desert Tradition”)



Mnisi nie używają pieniędzy


Nieznany dygnitarz przybył do Scetis, przynosząc ze sobą wiele złota, i poprosił kapłana z kościoła na pustyni, by rozdał je braciom. Kapłan powiedział mu: "Bracia go nie potrzebują”. Jednak człowiek ten bardzo nalegał i w końcu zostawił złoto w koszu u progu kościoła. Duchowny powiedział więc: „Ktokolwiek go potrzebuje, może je wziąć”. Ale nikt nie dotknął złota ani nawet na nie nie spojrzał. Wtedy starzec rzekł: „Bóg przyjął twoją ofiarę. Idź i rozdaj złoto ubogim”. Mężczyzna odszedł z stamtąd wielce pokrzepiony.

***
Postawa tych mnichów jest godna pochwały. Warto pamiętać, że Vinaya zabrania używania mnichom pieniędzy i używanie ich jest wykroczeniem. Jeżeli oceniać pod względem powagi tego wykroczenia to klasyfikuje się ono w grupie średnich przewinień. Ale jeżeli popatrzymy pod kątem „Ducha Dhammy”, używanie przez mnicha pieniędzy godzi w fundamenty praktyki. Mówi o tym Sutta w Anguttara 4 wymieniająca cztery rzeczy sprawiające, że pustelnicy i bramini nie błyszczą i nie jaśnieją:


Mnisi, są cztery splamienia pustelników i braminów, splamieni przez które pewni pustelnicy i bramini nie błyszczą i nie jaśnieją. Jakie cztery?
Mnisi, są pewni pustelnicy i bramini którzy piją sfermentowane napoje, którzy piją destylowane napoje i którzy nie powstrzymują się od fermentowanych i destylowanych napojów. To, mnisi, jest pierwsze przewinienie pustelników i braminów, splamieni przez które pewni pustelnicy i bramini nie błyszczą i nie jaśnieją.
Mnisi, są pewni pustelnicy i bramini którzy oddają się czynnościom seksualnym, którzy nie powstrzymują się od czynności seksualnych. To, mnisi, jest drugie przewinienie pustelników i braminów, splamieni przez które pewni pustelnicy i bramini nie błyszczą i nie jaśnieją.
Mnisi, są pewni pustelnicy i bramini którzy przyjmują złoto i srebro, nie powstrzymują się od przyjmowania złota i srebra. To, mnisi, jest trzecie przewinienie pustelników i braminów, splamieni przez które pewni pustelnicy i bramini nie błyszczą i nie jaśnieją.
Mnisi, są pewni pustelnicy i bramini którzy utrzymują się za pomocą błędnych środków utrzymania, którzy nie powstrzymują się od błędnych środków utrzymania. To, mnisi, jest czwarte przewinienie pustelników i braminów, splamieni przez które pewni pustelnicy i bramini nie błyszczą i nie jaśnieją. (A 4.50)

  
Dzisiejsze czasy są czasami upadku Dhammy. Przeważająca większość „mnichów” używa pieniędzy. Ale tak naprawdę, to nie są oni mnichami tylko kapłanami. Nauczają oni Dhammy, ale oczywiście nikt inteligentny nie będzie słuchał co mnich używający pieniędzy ma do powiedzenia na temat Nauki Buddy. Tu ktoś powie: „No dobrze, ale przecież są albo przynajmniej kiedyś byli świeccy mający pewne zrozumienie Nauki Buddy a przecież znaczna ich liczba (obecnie wszyscy nie licząc Krishnamurtiego) używała pieniędzy”. Odpowiedź jest prosta: świeckiego nie obowiązuje nie używanie pieniędzy, natomiast mnicha tak. Mnich używając pieniędzy okazuje brak szacunku dla Dhammy i Vinayi. A trudno oczekiwać po kimś kto nie ma szacunku dla Dhammy by mógł ją poprawnie objaśniać. Oczywiście niestety nie znaczy to, że samo nie używanie pieniędzy przez mnicha czyni jego objaśnienia na temat Dhammy wiarygodnymi, ale to już jest inna sprawa.
Więcej o używaniu pieniędzy przez mnichów tutaj.

piątek, 2 marca 2012

Jan Klimak o ubóstwie

Ubóstwo u mnicha jest rezygnacją z trosk. To życie bez niepokoju, podróżując lekko, z dala od żalów, trzymając się wiernie przykazań. Ubogi mnich jest panem świata. Powierzył wszystkie swe troski Bogu, i dzięki tej wierze wszyscy ludzie stali się jego sługami. Jeżeli mu czegoś brakuje, nie narzeka na to swym towarzyszom i akceptuje to co go spotyka tak jakby było to dane ręką Pana. W swym ubóstwie, zamienia się w syna oderwania i nie przywiązuje się do tego co posiada. Odsunąwszy się ze świata, dochodzi do traktowania wszystkiego jako odpadki. W rzeczy samej, nie jest on prawdziwie ubogi, jeżeli zaczyna się o coś martwić. Modlitwa człowieka który przyjął ubóstwo jest czysta, podczas gdy miłośnik posiadłości modli się do materialnych wizerunków.

czwartek, 1 marca 2012

Sangamaji


Tak usłyszałem. Przy pewnej okazji Zrealizowany mieszkał blisko Savatthi w Gaju Jeta w klasztorze Anathapindiki. Przy tej okazji czcigodny Sangamaji przyjechał do Savatthi zobaczyć Zrealizowanego. Była żona czcigodnego Sangamaji, usłyszawszy że mistrz Sangamaji przybył do Savatthi, zabrała swe dziecko i udała się do Gaju Jeta. Przy tej okazji czcigodny Sangamaji siedział u korzenia pewnego drzewa, odpoczywając pośrodku dnia. Wtedy była żona czcigodnego Sangamaji podeszła do niego i przemówiła tymi słowami: „Mam małego syna, pustelniku, wspieraj mnie”. Kiedy to zostało powiedziane, czcigodny Sangamaji pozostał milczący. Drugi raz i trzeci raz powiedziała: „Mam małego syna, pustelniku, wspieraj mnie”. I za trzecim razem czcigodny Sangamaji pozostał milczący. Wtedy była żona czcigodnego Sangamaji położyła dziecko przed nim i odeszła mówiąc: „To twój syn, pustelniku, wspieraj go”. Ale czcigodny Sangamaji ani nie spojrzał na dziecko ani nie przemówił do niego. Wtedy była żona czcigodnego Sangamaji, po przejściu krótkiego dystansu, spojrzała w tył i zobaczyła, że nie patrzy on na dziecko ani do niego nie mówi. Widząc to, pomyślała: „Ten pustelnik nie chce nawet własnego syna!” Zawróciła, zabrała dziecko i odeszła. Boskim okiem, co oczyszczone i przewyższające ludzkie, Zrealizowany zobaczył nieuprzejme zachowanie ze strony żony czcigodnego Sangamaji. Wtedy, znając tego znaczenie, Zrealizowany wygłosił taką eksklamację:

Nie znalazł przyjemności w jej przyjściu,
Ani nie smucił się jej odejściem;
Sangamaji, wolny od więzów,
Jego nazywam braminem.   (Udana 1. 8)

środa, 29 lutego 2012

Święty Bazyli o anachoresis

Odejście od świata nie na tym polega, żeby cieleśnie znaleźć się poza nim, ale na oderwaniu duszy od wspólnych doznań z ciałem i na staniu się człowiekiem bez ojczyzny, bez domu, nie szukającym swego, nie goniącym za przyjaciółmi, człowiekiem bez dobytku, bez środków do życia, bez pracy najemnej, bez znajomości, niepodatnym na pouczenia ludzkie, gotowym natomiast na rozumowe przyjęcie wskazań, jakie wywodzą się z nauk Bożych.

wtorek, 28 lutego 2012

Trudności ze zrozumieniem Nauki Buddy


Są oni szczęśliwi – ci co nie posiadają w ogóle niczego;
Ci z najwyższą wiedzą w ogóle niczego nie posiadają.
Zobacz jak ludzie którzy posiadają rzeczy są strapieni
Gdyż ludzie są mocno związani z ludźmi. Udana 2.6 

Jesteśmy skazani na poszukiwanie szczęścia i unikanie cierpienia. Trudności ze zrozumieniem Nauki Buddy wynikają z tego, że zaangażowani w poszukiwanie szczęścia szukamy go tam gdzie go nie ma i faktycznie tak naprawdę lgniemy po prostu do cierpienia. Ale ponieważ praktycznie wszyscy dookoła nas popełniają ten sam błąd, nie egzaminujemy fundamentalnych założeń z których wychodzimy a tylko modyfikujemy nasze działania licząc, że być może tym razem się nam uda znaleźć trwałe szczęście. Wszystko przez to, że nie widzimy strukturalnej nietrwałości doświadczenia. Owszem, potrafimy zrozumieć, że poszczególna rzecz jest nietrwała, ale nasza wizja natychmiast ulega zaciemnieniu gdy dana rzecz jest uważana za „moją” czy też identyfikowana jako „ja”.

Jak ci się wydaje Aggivessano: Czy materia jest trwała czy nietrwała?" "Nietrwała mistrzu Gotamo". "To co nietrwałe jest nieprzyjemne czy przyjemne?" "Nieprzyjemne mistrzu Gotamo". "Teraz, to co nietrwałe, nieprzyjemne i podmiotem zmiany, czy godzi się to traktować tak: "To moje, tym jestem, to moje ja?" "Nie mistrzu Gotamo".

Jak ci się wydaje czy uczucie jest trwałe czy nietrwałe?...

Jak ci się wydaje czy percepcja jest trwała czy nietrwała?...

Jak ci się wydaje czy determinacje są trwałe czy nietrwałe?...
"Jak ci się wydaje czy świadomość jest trwała czy nietrwała?" "Nietrwała mistrzu Gotamo". "To co nietrwałe jest nieprzyjemne czy przyjemne?" "Nieprzyjemne mistrzu Gotamo". "Teraz to co nietrwałe, nieprzyjemne i podmiotem zmiany, czy godzi się to traktować tak: "To moje, tym jestem, to moje ja?" "Nie mistrzu Gotamo".

"Jak ci się wydaje, Aggivessana, gdy człowiek przywiązuje się do cierpienia, akceptuje cierpienie, zawsze patrzy na cierpienie w ten sposób: 'To moje, tym jestem, to moje ja' czy może on osobiście całkowicie zrozumieć cierpienie i trwać całkowicie wyczerpawszy cierpienie?" "W jaki sposób, mistrzu Gotamo? Nie mistrzu Gotamo". "Jak ci się wydaje, Aggivessana, skoro tak jest, czy nie przywiązałeś się do cierpienia, nie zaakceptowałeś cierpienia i zawsze patrzysz na cierpienie w ten sposób: 'To moje, tym jestem, to moje ja?'" "Jakże by nie mistrzu Gotamo? Tak mistrzu Gotamo".M 35

Przy tej okazji pewnemu gospodarzowi umarł drogi i ukochany jedyny syn. Po śmierci swego syna, nie miał on już dłużej ochoty pracować ani jeść. Chodził na teren cmentarny i wołał: „Moje jedyne dziecko, gdzie jesteś, moje jedyne dziecko, gdzie jesteś?”.

Wtedy ten gospodarz udał się do Zrealizowanego i po złożeniu mu hołdu usiadł z boku. Zrealizowany rzekł do niego: „Gospodarzu, twoje zdolności nie są takie jak u tego kto kontroluje swój umysł. Twoje zdolności są niesprawne”. „Jak moje zdolności mogłyby być sprawne, czcigodny panie? Gdy mój drogi i ukochany syn umarł. Od kiedy umarł, nie mam więcej chęci by pracować czy jeść. Chodzę na teren cmentarny i wołam: 'Moje jedyne dziecko, gdzie jesteś, moje jedyne dziecko, gdzie jesteś?'” "Tak to jest gospodarzu, tak to jest! Żal, płacz, smutek i rozpacz rodzą się z tych, którzy są drodzy, powstają z tych, którzy są drodzy”. „Czcigodny panie, kto by tak myślał, że żal, płacz, ból i smutek i rozpacz rodzą się z tych, którzy są drodzy, powstają z tych, którzy są drodzy. Czcigodny panie, szczęście i radość rodzą się z tych którzy są drodzy, powstają z tych, którzy są drodzy”. Wtedy niezadowolony ze słów Zrealizowanego, nie aprobując ich, gospodarz wstał ze swego miejsca i odszedł.

Przy tej okazji, nieopodal Zrealizowanego pewni gracze grali w kości. Wtedy gospodarz udał się do tych graczy i powiedział: „Właśnie panowie udałem się do pustelnika Gotamy i po złożeniu mu hołdu, usiadłem z boku. Kiedy to uczyniłem, pustelnik Gotama rzekł do mnie: 'Gospodarzu, twoje zdolności nie są takie jak u tego kto kontroluje swój umysł. Twoje zdolności są niesprawne'. Na to odparłem pustelnikowi Gotamie: 'Jak moje zdolności mogłyby być sprawne, czcigodny panie? Gdy mój drogi i ukochany syn umarł. Od kiedy umarł, nie mam więcej chęci by pracować czy jeść. Chodzę na teren cmentarny i wołam: 'Moje jedyne dziecko, gdzie jesteś, moje jedyne dziecko, gdzie jesteś?' Na to pustelnik Gotama rzekł do mnie: 'Tak to jest gospodarzu, tak to jest! Żal, płacz, smutek i rozpacz rodzą się z tych, którzy są drodzy, powstają z tych, którzy są drodzy'. Odpowiedziałem pustelnikowi Gotamie: 'Czcigodny panie, kto by tak myślał, że żal, płacz, ból i smutek i rozpacz rodzą się z tych, którzy są drodzy, powstają z tych, którzy są drodzy. Czcigodny panie, szczęście i radość rodzą się z tych którzy są drodzy, powstają z tych, którzy są drodzy'. I wtedy niezadowolony ze słów pustelnika Gotamy, nie aprobując ich, wstałem ze swego miejsca i odszedłem”. „Tak to jest gospodarzu, tak to jest. Szczęście i radość rodzą się z tych którzy są drodzy, powstają z tych którzy są drodzy”. Wtedy myśląc: „Zgadzam się z graczami”, gospodarz odszedł. M87 
 Tak usłyszałem. Przy pewnej okazji Zrealizowany mieszkał blisko Sabatthi we Wschodnim Parku w Pałacu Matki Migary. Przy tej okazji drogi ukochany wnuk Visakhi, matki Magiry, umarł. Wtedy Visakha z mokrym ubraniem i włosami, podeszła do Zrealizowanego pośrodku dnia. Pokłoniwszy się, usiadła z boku i Zrealizowany rzekł do niej: „Skąd przychodzisz, Visakho, pośrodku dnia z mokrym ubraniem i włosami?” „Czcigodny panie, mój drogi ukochany wnuk umarł. Oto dlaczego przyszłam tu pośrodku dnia z mokrym ubraniem i włosami”. „Visakho, chciałabyś mieć tak wiele dzieci i wnuków ilu jest ludzi w Savatthi?” „Chciałabym, o Zrealizowany, mieć tak wiele dzieci i wnuków ilu jest ludzi w Savatthi”. „Ale jak wielu ludzi, Visakho, dziennie umiera w Savatthi?” „Prawdopodobnie dziesięciu ludzi, czcigodny panie, umiera dziennie w Savatthi. Lub prawdopodobnie dziewięciu ludzi umiera ... czy ośmiu ... czy siedmiu, sześciu , pięciu, czterech, trzech, dwóch, jeden człowiek umiera dziennie w Savatthi. Czcigodny panie, Savatthi nigdy nie jest bez ludzi którzy umierają”. „Jak myślisz Visakho, czy byłabyś kiedykolwiek bez mokrego ubrania i włosów?” „Nie, czcigodny panie. Wystarczy mojego posiadania tak wielu dzieci i wnuków!”
„Visakho, ci którzy mają stu drogich, mają sto cierpień. Ci którzy mają dziewięćdziesięciu drogich, mają dziewięćdziesiąt cierpień. Ci którzy mają osiemdziesięciu ... siedemdziesięciu ... sześćdziesięciu ... pięćdziesięciu ... czterdziestu ... trzydziestu ... dwudziestu ... dziesięciu ... pięciu ... czterech ... trzech ... dwóch ... Ci którzy mają jednego drogiego, mają jedno cierpienie. Ci którzy nie mają drogich, nie mają cierpienia. Są bez żalu, niesplamieni, bez rozpaczy, powiadam”. Wtedy, rozumiejąc tego znaczenie, Zrealizowany wygłosił przy tej okazji taką eksklamację:

Jakiekolwiek żale i lamenty tu są
Rozliczne rodzaje cierpienia w świecie,
To z powodu czegoś drogiego co istnieje;
Bez czegoś drogiego te są nieobecne.

I tak, są szczęśliwi i wolni od żalu
Którzy nie mają nikogo drogiego nigdzie w świecie,
I tak, aspirując do bycia bez żalu i bez splamień
Nie uważaj nikogo za drogiego nigdzie w świecie.  (Udana 8.8)

Podsumowując, trudności ze zrozumieniem Nauki Buddy wynikają z pewnej ślepoty, niemożności dostrzeżenia nietrwałości, cierpienia i nie-ja czyli brania rzeczy jako trwałych, przyjemnych i identyfikowania ich jako „ja”. Ta ślepota ma swoją nazwę: avijja i cała buddyjska praktyka jest podporządkowana usunięciu jej z doświadczenia. Warto też podkreślić, że nietrwałość, cierpienie i nie-ja idą razem i wgląd w nietrwałość jest równoznaczny z widzeniem cierpienia i nie-ja.

***

Nauka Buddy posiada cechę : widzialność tutaj i teraz co daje nam też wiedzę na temat przeszłości i przyszłości:

Dhamm'anvaye ńanam jest wiedzą zależną od wnioskowania w oparciu o Dhammę, tj wiedzą o tym, że fundamentalna Natura Rzeczy jest niezmienna w czasie i może być wywnioskowana z pewnością (inaczej niż w racjonalnym wnioskowaniu) od teraźniejszości do przeszłości i przyszłości. Innymi słowy to generalizacja bez abstrakcji. Nanavira Thera

***

Przy pewnej okazji Zrealizowany mieszkał w mieście Mallanów zwanym Uruvelakappa. Wtedy Bhadraka kierownik podszedł do Zrealizowanego, złożył mu hołd, usiadł z boku i powiedział do niego: „Byłoby dobrze, czcigodny panie, gdyby Zrealizowany pouczył mnie o powstaniu i przemijaniu cierpienia”. „Gdybym kierowniku, pouczył cię o powstaniu i przemijaniu cierpienia w odniesieniu do przeszłości, mówiąc: 'Tak to było w przeszłości', niepokój i niepewność o to mogłaby powstać u ciebie. I gdybym pouczył cię o powstaniu i przemijaniu cierpienia w odniesieniu do przyszłości mówiąc: 'Tak to będzie w przyszłości', niepokój i niepewność o to mogłaby powstać u ciebie. Zamiast tego, kierowniku, podczas gdy siedzę tutaj i ty tu siedzisz, pouczę cię o powstawaniu i przemijaniu cierpienia. Słuchaj i bacznie uważaj na to co powiem”. „Tak, czcigodny panie”, odpowiedział Bhadraka kierownik.

Zrealizowany rzekł to: „Jak myślisz, kierowniku? Czy są tu ludzie w Uruvelakappa z powodu których żal, płacz, ból, smutek i rozpacz powstałyby u ciebie, gdyby byli skazani na śmierć, uwięzieni, ukarani czy krytykowani?” „Są tacy ludzie, czcigodny panie”. „Ale czy są tu ludzie w Uruvelakappa z powodu których, żal, płacz, ból, smutek i rozpacz nie powstałyby u ciebie, gdyby byli skazani na śmierć, uwięzieni, ukarani czy krytykowani?” „Są tacy ludzie, czcigodny panie”. „Co kierowniku jest przyczyną i powodem tego, że w relacji do pewnych ludzi w Uruvelakappa z ich powodu żal, płacz, ból, smutek i rozpacz powstałyby u ciebie, gdyby byli skazani na śmierć, uwięzieni, ukarani czy krytykowani, podczas gdy w odniesieniu do innych taki żal, płacz, ból, smutek i rozpacz nie powstałyby u ciebie, gdyby byli skazani na śmierć, uwięzieni, ukarani czy krytykowani?” „Ci ludzie w Uruvelakappa, czcigodny panie, w relacji do których żal, płacz, ból, smutek i rozpacz powstałyby u mnie, gdyby byli skazani na śmierć, uwięzieni, ukarani czy krytykowani – ci ludzie są tymi wobec których odczuwam pożądanie i przywiązanie. Ale ci ludzie w Uruvelakappa, czcigodny panie, w relacji do których żal, płacz, ból, smutek i rozpacz nie powstałyby u mnie, gdyby byli skazani na śmierć, uwięzieni, ukarani czy krytykowani – ci ludzie są tymi wobec których nie odczuwam pożądania i przywiązania”.

„Kierowniku, za pomocą tej zasady, która jest widziana, zrozumiana, bezpośrednio osiągnięta, przeniknięta, zastosuj metodę wobec przeszłości i przyszłości, w taki sposób: 'Jakiekolwiek cierpienie powstało w przeszłości, wszelkie ono powstało zakorzenione w pożądaniu, z pożądaniem jako swym źródłem, gdyż pożądanie jest korzeniem cierpienia. Jakiekolwiek cierpienie powstanie w przyszłości, wszelkie ono powstanie zakorzenione w pożądaniu, z pożądaniem jako swym źródłem, gdyż pożądanie jest korzeniem cierpienia'”.
„To cudowne, czcigodny panie! To wspaniałe, czcigodny panie! Jak dobrze zostało to przedstawione przez Zrealizowanego: 'Jakiekolwiek cierpienie powstaje, wszelkie ono jest zakorzenione w pożądaniu, ma pożądanie za swoje źródło; gdyż pożądanie jest korzeniem cierpienia'. Czcigodny panie, mam chłopca zwanego Ciravasi, mieszkającego z zewnętrznej rezydencji. Wstaję wcześnie rano i wysyłam człowieka, mówiąc: 'Idź, człowieku, i sprawdź jak się ma Ciravasi'. Aż do czasu gdy ten człowiek wróci, czcigodny panie, jestem niespokojny, myśląc: 'Mam nadzieję, że Ciravasi na nic nie zachorował!'”
„Jak myślisz, kierowniku? Gdyby Ciravasi był skazany na śmierć, uwięziony, ukarany czy krytykowany, czy żal, płacz, ból, smutek i rozpacz powstałyby u ciebie?” „Czcigodny panie, jeżeli Civarasi byłby skazany na śmierć, uwięziony, ukarany czy krytykowany, całe moje życie byłoby poruszone, jak zatem żal, płacz, ból, smutek i rozpacz miałyby nie powstać u mnie?” „W ten sposób również, kierowniku, może być zrozumiane: 'Jakiekolwiek cierpienie powstaje, wszelkie ono jest zakorzenione w pożądaniu, ma pożądanie za swoje źródło; gdyż pożądanie jest korzeniem cierpienia'. Jak myślisz, kierowniku? Przedtem, zanim zobaczyłeś matkę Civarasiego, czy usłyszałeś o niej, czy miałeś jakieś pożądanie, przywiązanie czy emocjonalne zaangażowanie wobec niej?” „Nie, czcigodny panie”. „Zatem, kierowniku, czy to z powodu widzenia jej czy usłyszenia o niej to pożądanie, przywiązanie, czy mentalne zaangażowanie powstało u ciebie?” „Tak, czcigodny panie”. „Jak myślisz, kierowniku? Gdyby matka Ciravasiego była skazana na śmierć, uwięziona, ukarana czy krytykowana, czy żal, płacz, ból, smutek i rozpacz powstałyby u ciebie?” „Czcigodny panie, jeżeli matka Civarasiego byłaby skazana na śmierć, uwięziona, ukarana czy krytykowana, całe moje życie byłoby poruszone, jak zatem żal, płacz, ból, smutek i rozpacz miałyby nie powstać u mnie?” „W ten sposób również, kierowniku, może być zrozumiane: 'Jakiekolwiek cierpienie powstaje, wszelkie ono jest zakorzenione w pożądaniu, ma pożądanie za swoje źródło; gdyż pożądanie jest korzeniem cierpienia'”.

Jednak ta "widzialność" jest tylko złudnie prosta i dla większości ludzi rezygnacja z tego z czego obecnie czerpią przyjemność, jest niesłychanie trudna czy wręcz absurdalna. Dzieje się tak również z uwagi na to, że pewne aspekty Dhammy nie są widzialne tutaj i teraz dla każdego, na przykład odrodziny. I o ile rezygnacja z przyjemności by nie zaznać bólu wraz z przemianą i zanikiem ukochanej rzeczy jest dla ateisty tylko jakąś dziwaczną odmianą stoicyzmu, to wiedza / wiara o tym, że popełniamy ten sam psychologiczny błąd odwiecznie, radykalnie zmienia naszą wizję. W pierwszym wypadku wybór uniknięcia cierpienia proponowany przez Buddę jest tylko pewną opcją, w drugim - jest wręcz koniecznością.

       ***
Niemniej, gdy trudności ze zrozumieniem Nauki Buddy zostaną przezwyciężone, okazuje się ona otwarta i zapraszająca do wglądu dla każdego inteligentnego człowieka, niezależnie od jego wyznania. Dzieje się tak, gdyż Nauka Buddy nie jest religią, lecz nauką o doświadczeniu i takie terminy jak "nietrwałość", cierpienie", "ja" i "nie-ja" są poza wszelkim dogmatem teologicznym. Czym bardziej człowiek uwalnia się od przywiązania do nietrwałych rzeczy czasu i przestrzeni, tym bliższy jest zrozumienia Nauki Buddy. Patrz Szestow →