Dni przyszłości przed nami –
jak ustawione w rzędzie świece zapalone,
złote, ciepłe, pełne życia.
Za nami – dni, co przeminęły:
smutny szereg świec wygasłych;
te najbliższe jeszcze trochę dymią,
zimne świece, zniszczone, pogięte.
Nie chcę na nie patrzeć – ich widok mnie zasmuca;
i boli mnie, gdy wspomnę, jak niegdyś płonęły.
Przed siebie patrzę – na zapalone świece.
Nie chcę się odwrócić, abym nie zadrżał widząc,
jak szybko się wydłuża ciemny szereg –
i więcej, coraz więcej świec wygasłych.
Konstandinos Kawafis
przełożył Zygmunt Kubiak
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kawafis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kawafis. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 kwietnia 2013
wtorek, 16 kwietnia 2013
U kresu
Wśród lęków i podejrzeń,
z zamętem w myślach, z trwogą w oczach,
rozpaczliwie szukamy jakichkolwiek sposobów,
aby uniknąć oczywistej grozy,
która jest tuż przed nami.
A jednak się mylimy: nie ma jej na naszej drodze.
Wieści kłamały
(a może ich nie było albośmy ich nie pojęli).
Zupełnie inna klęska, nigdy nie przeczuwana,
nagle jak burza na nas spada
i nie przygotowanych — a czasu już brak — zagarnia.
Konstandinos Kawafis
tłum. Tadeusz Kubiak
z zamętem w myślach, z trwogą w oczach,
rozpaczliwie szukamy jakichkolwiek sposobów,
aby uniknąć oczywistej grozy,
która jest tuż przed nami.
A jednak się mylimy: nie ma jej na naszej drodze.
Wieści kłamały
(a może ich nie było albośmy ich nie pojęli).
Zupełnie inna klęska, nigdy nie przeczuwana,
nagle jak burza na nas spada
i nie przygotowanych — a czasu już brak — zagarnia.
Konstandinos Kawafis
tłum. Tadeusz Kubiak
Idy marcowe
Strzeż się, duszo, wielkości!
A jeśli jednak nie możesz opanować ambicji,
to przynajmniej bacz na nią – wahaj się, bądź ostrożna.
A im wyżej się wzniesiesz,
tym bardziej uważaj i czuwaj.
A gdy już – jako Cezar – znajdziesz się wreszcie na szczycie,
gdy staniesz się kimś tak sławnym
i jako prześwietny władca, w otoczeniu swej świty,
będziesz kroczył ulicą, wtedy uważaj szczególnie:
czy z tłumu nie wyjdzie aby, z jakimś rulonem w ręce,
niejaki Artemidoros i nie powie nerwowo:
„Przeczytaj to natychmiast.
Tutaj są ważne rzeczy, które ciebie dotyczą”.
Musisz wtedy przystanąć – zamilknąć, znieruchomieć
i zignorować wszystkich, którzy cię pozdrawiają
i biją ci pokłony (później im na to odpowiesz);
nawet Senat niech czeka. Ty musisz wtedy natychmiast
dowiedzieć się, co jest w piśmie od Artemidorosa.
Konstandinos Kawafis
w przekładzie Antoniego Libery
A jeśli jednak nie możesz opanować ambicji,
to przynajmniej bacz na nią – wahaj się, bądź ostrożna.
A im wyżej się wzniesiesz,
tym bardziej uważaj i czuwaj.
A gdy już – jako Cezar – znajdziesz się wreszcie na szczycie,
gdy staniesz się kimś tak sławnym
i jako prześwietny władca, w otoczeniu swej świty,
będziesz kroczył ulicą, wtedy uważaj szczególnie:
czy z tłumu nie wyjdzie aby, z jakimś rulonem w ręce,
niejaki Artemidoros i nie powie nerwowo:
„Przeczytaj to natychmiast.
Tutaj są ważne rzeczy, które ciebie dotyczą”.
Musisz wtedy przystanąć – zamilknąć, znieruchomieć
i zignorować wszystkich, którzy cię pozdrawiają
i biją ci pokłony (później im na to odpowiesz);
nawet Senat niech czeka. Ty musisz wtedy natychmiast
dowiedzieć się, co jest w piśmie od Artemidorosa.
Konstandinos Kawafis
w przekładzie Antoniego Libery
Czekając na barbarzyńców
Na cóż czekamy, zebrani na rynku?
Dziś mają tu przyjść barbarzyńcy.
Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą - czemuż praw nie uchwalą?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Na cóż by się zdały prawa senatorów?
Barbarzyńcy, gdy przyjdą, ustanowią prawa.
Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł - w największej z bram naszego miasta -
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
ich naczelnika. Nawet przygotował
obszerne pismo, które chce mu wręczyć -
a wypisał w nim wiele godności i tytułów.
Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają.
Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a ich nudzą deklamacje i przemowy.
Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni.
Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,
mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców.
Bez barbarzyńców - cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.
Konstandinos Kawafis
przekład Zygmunt Kubiak
Dziś mają tu przyjść barbarzyńcy.
Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą - czemuż praw nie uchwalą?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Na cóż by się zdały prawa senatorów?
Barbarzyńcy, gdy przyjdą, ustanowią prawa.
Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł - w największej z bram naszego miasta -
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
ich naczelnika. Nawet przygotował
obszerne pismo, które chce mu wręczyć -
a wypisał w nim wiele godności i tytułów.
Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają.
Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a ich nudzą deklamacje i przemowy.
Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni.
Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,
mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców.
Bez barbarzyńców - cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.
Konstandinos Kawafis
przekład Zygmunt Kubiak
Okna
W ciemnych pokojach, w których moje dni
mozolne
przeżywam, ciągle chodzę od ściany do ściany,
próbując znaleźć okna. To będzie pociecha,
kiedy choć jedno okno wreszcie się otworzy.
Lecz żadnych okien nie ma albo ich nie umiem
znaleźć. I może lepiej, że ich nie znajduję.
Może światło okaże się nową tyranią.
Któż to wie, jakie rzeczy nieznane odsłoni.
Konstandinos Kawafis
przełożył Zygmunt Kubiak
przeżywam, ciągle chodzę od ściany do ściany,
próbując znaleźć okna. To będzie pociecha,
kiedy choć jedno okno wreszcie się otworzy.
Lecz żadnych okien nie ma albo ich nie umiem
znaleźć. I może lepiej, że ich nie znajduję.
Może światło okaże się nową tyranią.
Któż to wie, jakie rzeczy nieznane odsłoni.
Konstandinos Kawafis
przełożył Zygmunt Kubiak
Manuel Komnenos
Jego Cesarska Mość Manuel Komnenos
pewnego smutnego wrześniowego dnia
poczuł bliskość śmierci. Astrologowie dworscy
(opłaceni) bredzili,
że jeszcze wiele lat życia będzie na świecie żył.
Gdy oni to mówili, władca,
dawne, pobożne przypomniał obyczaje
i z cel zakonnych przynieść do siebie kazał
szaty kapłańskie.
I przywdziewa je ciesząc się, że ukazać się może
w dostojnej postaci kapłana albo mnicha.
Szczęśliwi ci, co mają wiarę
i jak cesarz Manuel umierają
w czcigodny płaszcz wiary odziani.
Konstandinos Kawafis
przełożył Zygmunt Kubiak
pewnego smutnego wrześniowego dnia
poczuł bliskość śmierci. Astrologowie dworscy
(opłaceni) bredzili,
że jeszcze wiele lat życia będzie na świecie żył.
Gdy oni to mówili, władca,
dawne, pobożne przypomniał obyczaje
i z cel zakonnych przynieść do siebie kazał
szaty kapłańskie.
I przywdziewa je ciesząc się, że ukazać się może
w dostojnej postaci kapłana albo mnicha.
Szczęśliwi ci, co mają wiarę
i jak cesarz Manuel umierają
w czcigodny płaszcz wiary odziani.
Konstandinos Kawafis
przełożył Zygmunt Kubiak
wtorek, 5 lutego 2013
Stary człowiek
W gwarnej kawiarni, przy bocznym stoliku,
siedzi zgarbiony stary człowiek, sam:
tylko gazetę ma za towarzystwo.
I w tej ponurej pustelni starości
myśli, jak marnie wykorzystał czas,
kiedy był silny, bystry i przystojny.
Teraz jest już za późno. Czuje to.
A przecież tamte lata zdają mu się,
jakby minęły nie dalej, niż wczoraj.
I myśli o Rozwadze: jak go zwiodła,
szepcząc do ucha bałamutne rady:
„Jutro, nie dzisiaj. Poczekaj, masz czas”.
I znów rozpamiętuje owe wszystkie
pragnienia i rozkosze niespełnione,
a te kpią z jego nudnej przezorności.
Aż od tych wspomnień i posępnych myśli
głowa opada mu wolno na blat
i tak półleżąc, śpi już stary człowiek.
Konstandinos Kawafis
w przekładzie Antoniego Libery
***
W głębi kawiarni pełnej kolorów i krzyku
jakiś cichy staruszek usiadł przy stoliku.
Czyta gazetę. Nikt go do siebie nie prosi.
Osnuty swą starością wzgardzoną i marną,
myśli o tym, jak mało barw życia zagarnął,
kiedy miał siłę, bystrość, urodę młodości.
Bardzo już się postarzał — dobrze to poznaje.
A pora, gdy był młody, tak mu się wydaje
jakby wczoraj. O, jakże to szybko zleciało!
Wspomina, jak niemądrze Roztropności słuchał,
kiedy mu ta oszustka szeptała do ucha:
„Poczekaj jeszcze jutra — czasu masz niemało."
Pragnienia odepchnięte, radości zniszczone,
poświęcone rozkosze, lata utracone
szydzą teraz okrutnie z przezorności marnej.
...Nad samotnym stolikiem siwą głowę schylił,
zmęczony rozmyślaniem smutnym. I po chwili
już zasypia staruszek na środku kawiarni.
W głębi kawiarni pełnej kolorów i krzyku
jakiś cichy staruszek usiadł przy stoliku.
Czyta gazetę. Nikt go do siebie nie prosi.
Osnuty swą starością wzgardzoną i marną,
myśli o tym, jak mało barw życia zagarnął,
kiedy miał siłę, bystrość, urodę młodości.
Bardzo już się postarzał — dobrze to poznaje.
A pora, gdy był młody, tak mu się wydaje
jakby wczoraj. O, jakże to szybko zleciało!
Wspomina, jak niemądrze Roztropności słuchał,
kiedy mu ta oszustka szeptała do ucha:
„Poczekaj jeszcze jutra — czasu masz niemało."
Pragnienia odepchnięte, radości zniszczone,
poświęcone rozkosze, lata utracone
szydzą teraz okrutnie z przezorności marnej.
...Nad samotnym stolikiem siwą głowę schylił,
zmęczony rozmyślaniem smutnym. I po chwili
już zasypia staruszek na środku kawiarni.
tłumaczenie: Zygmunt Kubiak
Subskrybuj:
Posty (Atom)