Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plath. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plath. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 listopada 2014

Owce we mgle

Wzgórza zstępują w mglistą biel.
Ludzie lub gwiazdy
Patrzą na mnie ze smutkiem, zawiodłam je.

Pociąg zostawia smugę pary.
Opieszały
Koń rdzawej maści,

Kopyta, smętne dzwonki -
Od samego rana
dzień ciemniał.

Jak więdnący kwiat.
Cisza przenika me kości, serce
Topnieje pośród dalekich pól.

Grożą,
Że powiodą mnie w sieroce
Bezgwiezdne niebo, w jego mroczną toń.


Sylvia Plath
tłum. Teresa Truszkowska

wtorek, 17 czerwca 2014

„Boże, proszę, tylko nie to. Tylko nie kolejny dzień”.


Dziewczyna usiadła na łóżku i opuściła nogi na podłogę. Szmaciany chodnik kleił się do stwardniałych podeszew jest stóp. Piżama z kory opadała wilgotnymi fałdami i przyklejała się do skóry, która wydawała się śliska, tłusta i nieprzyjemna przez zetknięcie z tym morowym powietrzem.
Dziewczyna wstała, zachwiała się, potrząsnęła głową i podreptała przez werandę ku drzwiom, które musiała mocno popchnąć, ponieważ spaczyły się w wilgotnym powietrzu. Kiedy już uporała się z nimi, poszła do łazienki.

W jej ciasnym, parnym wnętrzu usiadła ospale na sedesie, wypuszczając jasny strumień silnie pachnącego moczu i pocierając w zamyśleniu rękami o nagie uda. Wokół unosił się zapach mydła… Oparła głowę na rękach. „Boże, proszę, tylko nie to. Tylko nie kolejny dzień”.

Sylvia Plath, Dzienniki 1950-1962

piątek, 28 marca 2014

Maki w lipcu



Maki, małe płomyki piekła,
Czy nie zrobicie mi krzywdy?

Płoniecie. Nie mogę was dotknąć.
Wkładam ręce między płomienie. Nie parzą.

Męczy mnie patrzenie na was,
Kiedy tak płoniecie, pomarszczone i jasnoczerwone jak skóra na wargach.

A wargi właśnie krwawiły,
Zakrwawione spódniczki!

Są opary, których dotknąć nie mogę.
Gdzie są wasze leki makowe, gdzie wasze mdlące kapsułki?

Niech krwawię, albo niech zasnę!
Niechby na taką ranę przystały moje usta!

Lub wy sączcie we mnie swoje soki, w tej szklanej kapsułce
Upijcie mnie i uciszcie.

Ale bez barwy. Bez barwy.

Sylvia Plath

z tomu "Ariel", 1965

tłum. Julia Hartwig

sobota, 22 marca 2014

Krawędź


Kobieta osiągnęła doskonałość
Jej martwe
Ciało ma uśmiech dokonania,
Złuda greckiego determinizmu
Płynie w zwojach jej togi,
Jej bose
Stopy zdają się mówić;
Doszłyśmy dotąd, to już kres.
Zmarłe dzieci skręcone jak białe węże,
Każde przy małym
Dzbanie mleka już próżnym.
Ona zwija je
Z powrotem w swe ciało jak
Róża swe płatki, gdy ogród
Tężeje i zapachy uchodzą
Z głębokich świeżych krtani kwiatu nocy.
Księżyc nie musi się smucić
Patrząc z kościanego kaptura.
On przywykł do tych spraw.
Jego żałobna szata powiewa.


Sylvia Plath
tłum. Teresa Truszkowska

Zwierciadło


Srebrzyste i dokładne jestem. Nie mam uprzedzeń.
To, co widzę, wchłaniam w siebie bez zwłoki
takie, jakie jest. Nie mąci mnie miłość czy niechęć.
Nie jestem też okrutne, lecz tylko prawdziwe —
oko małego boga czworokątne.
Przeważnie spoglądam na ścianę naprzeciw.
Jest różowa, upstrzona plamkami. Tak długo na nią patrzę,
że stała się, jak sądzę, częścią mojego serca migotliwą.

Twarze ludzkie i ciemność dzielą nas od siebie.
Teraz jestem jeziorem. Pochyla się nade mną kobieta.
Pragnie dowiedzieć się z toni, jaka jest naprawdę,
a potem odwraca się ku tym kłamcom — świecom lub księżycowi.
Widzę jej plecy, które odbijam jak umiem najwierniej.
Nagradza mnie łzami swoimi, trzepotem rąk przestraszonych.
Ważne jestem dla niej. Przychodzi tu i odchodzi.
To jej twarz właśnie co rano ciemność mi zastępuje.
Utopiła we mnie młodą dziewczynę, teraz ze mnie wyłania się ku niej
dzień po dniu stara kobieta jak przerażająca ryba.




Sylvia Plath
Przełożył Tadeusz Rybowski

niedziela, 26 stycznia 2014

Smutna Sylvia Plath


Kiedy twarz Boga znika, a słońce świeci blado spoza nędznych woali zimnej mgły, wymiotuje na szare bezbarwne bezbarwności przedpiekla i szuka tych czerwonych płomieni i dymiących węży, co pożerają kończyny potępionych”.

Sylvia Plath, Dzienniki 1950-1962

środa, 22 stycznia 2014

Sen Sylvii Plath


W nocy koszmar…Chodziłam po cmentarzu, wyciągałam liną nagrobki: trupy na wózkach, gnijące, ich twarze zniekształcone i pokryte plamami. Mimo to trupy były ubrane w płaszcze, kapelusze itd. Wepchnięto nas pomiędzy te wózki i nagle groza: trupy zaczęły się ruszać. Jeden z nich, cały przegniły, uśmiechał się szeroko na wózku popychanym przez innego, równie obrzydliwego. Potem bryła ludzkiego mięsa, pozostałości karła, z powbijanymi czarnymi goździkami albo gwoździami, miał jedynie rękę, którą wystawiał po jałmużnę. Obudziłam się, krzycząc: koszmar martwych i zniekształconych żywych ludzi, jak my, jak ja, w zgniliźnie toczonego robactwem ciała”.

Sylvia Plath, Dzienniki 1950-1962

Tłumaczenie: Joanna Urban i Paweł Stachura

niedziela, 5 stycznia 2014

„Umieranie



                    Jest sztuką jak wszystko inne.
                    Ja robię to nadzwyczaj dobrze.
  
                    Umiem uczynić to piekłem,
                    Umiem uczynić czymś realnym,
                    Można rzec, że mam powołanie”.

                              Sylvia Plath, Kobieta Łazarz. Przeł. T. Truszkowska