Obok cnót ogólnych dotyczących każdego życia chrześcijańskiego, stanowiących też strukturę i podstawę duchowości Hyperechiosa, jest mnóstwo praktyk i cnót w sposób szczególny właściwych życiu monastycznemu, mniej przez ich zawartość, a bardziej przez bezwzględną troskę i nacisk, którymi mnich stara się je praktykować. One wszystkie znajdują swoje źródło w Ewangelii, ale w Ewangelii czytanej dosłownie.
Wyrzeczenie i ubóstwo. Początkiem wyrzeczenia się mnicha jest bojaźń Boża (1). Od pierwszej sentencji życie mnicha jest scharakteryzowane przez wyrzeczenie, a jedna z ostatnich sentencji zbioru, w sposób cudowny streszcza przedmiot i cel wyrzeczenia się: Dusza mnicha, która wyrzekła się świata i poślubiła Chrystusa, pogardza tym, co jest ziemskie (155).
Dobrowolne ubóstwo przyjęte bez sprzeciwu stanowi pierwsze wyrzeczenie. Ono jest bowiem skarbem mnicha (49), siłą, która sprawia, że on może nieść krzyż (14); ona też czyni go heroldem królestwa niebieskiego. Chciwość i miłość pieniądza jest przeciwnie korzeniem wszelkiego zła (143), ona zamyka bramę do królestwa niebieskiego, bo przeszkadza przejść przez ciasną drogę, która do niego prowadzi (110).
Dziewictwo. Dziewictwo jest wielokrotnie chwalone przez Hyperechiosa. Uważa je on za cenny dar dla mnicha, który sprawi, że on wstąpi do nieba (16). Ona stanowi ową szatę bez plamy, która daje wstęp do komnaty godowej (24, 126). Jeśli jednak jej aspekt negatywny stanowi panowanie nad pożądaniami cielesnymi (150), to aspektem pozytywnym jest wielkie pożądanie Chrystusa (150). Ona przywołuje obraz światła o nieskalanym blasku (7), ale także i pięknym zapachu (156). Jest ona strzeżona przez powściągliwość (19) albo, bardziej umiarkowanie, przez umiarkowanie (58, 129); przez czuwanie przeciw myślom nieczystym (12) i przez ucieczkę do Chrystusa, źródła czystości (109).
Są jednak podstawowe środki ostrożności, których Hyperechios nie waha się przywołać: unikanie kobiet złego prowadzenia (7), a szczególnie obrzydliwego zwyczaju zamieszkiwania z siostrą duchową (55).
Posłuszeństwo. Posłuszeństwo nie odgrywa znaczącej roli w sentencjach, ale sprawy podstawowe zostały powiedziane: „Skarbem mnicha jest posłuszeństwo", bo ono gwarantuje że modlitwa zostanie wysłuchana, dostosowując swoją wolę do woli Boga (59).
Do Boga i do Chrystusa odnosi się posłuszeństwo wedle pięknego określenia, które przypomina J 4,34: „Pokarmem mnicha jest czynić wolę Bożą1, napojem zaś - wypełniać przykazania Chrystusa" (5).
Wola Boża objawia się nam za pośrednictwem człowieka i sentencja 127 ustala w tym względzie pouczający paralelizm: „Zachowaj, mnichu, przykazania Najwyższego; strzeż i przestrzegaj pilnie, asceto, nauk Ojców". Ale to ostatnie określenie przywołuje nam nie tyle przełożonego jakiejś wspólnoty, ile ojców duchowych, starszych semianachoretów. Hyperechios kładzie nacisk na posłuszeństwo także w niewielkich sprawach (131).
W końcu piękna formuła daje nam głębszą motywację i wzorzec posłuszeństwa: „Posłuszny mnich z wielką ufnością stanie obok Ukrzyżowanego; Pan bowiem stał się posłuszny aż do śmierci".
Asceza. W starożytnym monastycyzmie ascezę można określić jako walkę przeciw namiętnościom, ale zawsze mając na uwadze theoria (52) albo prawdziwą gnozę (2). To ostatnie doprecyzowanie jest istotne i pokazuje aspekt pozytywny ascezy, którą stanowi wyzwolenie dla prowadzenia wyższej działalności duchowej. Jest to asceza podwójna: ciała i duszy.
Asceza ciała dokonuje się szczególnie przez praktykę postu, tak drogą Ojcom Pustyni. Post bowiem hamuje namiętności (149, 80) albo wedle - obrazu bardziej ekspresywnego - wysusza akwedukt przyjemności (90). Ona wyciąga duszę z niskości i podnosi ją, upokarzając ciało (89, 62). Ponadto oddala nieczyste sny (129), umacnia dziewictwo (19) i - najwyższa pochwała — czyni równym aniołom (53). Tak więc powinien o trwać całe życie.
A przeciwnie, otyłość i bogactwo przeszkadzają mnichowi wejść na wąską drogę, która prowadzi do życia (106, 110, 44). Przypomina nam to bajkę o łasicy poczciwego La Fontaine'a.
Do postu należy dorzucić inny jeszcze środek ascezy, bardzo tradycjonalny u mnichów, a mianowicie „czuwanie": „Czuwanie mnicha wyostrzone modlitwą jest mieczem przeciw namiętnościom" (91). Później te czuwania zostaną zinstytucjonalizowane w oficjum wigilii na końcu nocy; do nich zachęcał św. Antoni.
Praca cieszyła się wielkim szacunkiem u mnichów egipskich, zarówno eremitów, jak i cenobitów; jest ona jednak wzmiankowana tylko w jednej sentencji przeciwko lenistwu (100).
Asceza duszy — wedle nieustannego nauczania Ojców Pustyni, usystematyzowanego w nauce mnicha-intelektualisty Ewagriusza - stanowi czuwanie nad wszystkimi myślami. To czuwanie jest przeciwko myślom nieczystym (12), a bardziej ogólnie, przeciw myślom pożądliwym (66). Najlepszym sposobem, aby je oddalić, jest staranie się o to, aby dobre myśli następowały ciągle, jedna po drugiej (12), aby przykładać umysł do dobrych uczynków (11) albo je utrwalać słowami Pisma Świętego (125). Ale także: „Asceza mnicha stanowi rozmyślanie Pisma i wypełnianie przykazań Bożych" (4). Jest to nauka bardzo rozsądna, ponieważ przedkłada metody pozytywne i ogarnia cel ascezy psychicznej: medytację Słowa Bożego, pierwszy krok do kontemplacji. Temu czuwaniu przeciwstawia się niedbalstwo, którego złe skutki nam przedstawia Hypere-chios (41, 114, 159).
Walka przeciw szatanom. Szatan odgrywa wielką rolę w życiu św. Antoniego i u Ojców Pustyni. W nauczaniu Ewagriusza, który tu idzie za Orygenesem, jak i w późniejszej nauce Kasjana, walka przeciwko namiętnościom stanowi równocześnie walkę przeciw szatanom, którzy cieszą się z podburzania duszy. Nie dziwimy się więc, że Hyperechios często o nich wspomina.
Mnich powinien zawsze czuwać nad samym sobą, aby daleko od siebie odpędzić diabła zarówno w myślach, jak i w czynach (15) i unikać jego zasadzek (10). Podaje am również tradycyjne środki tej walki: ucieczka przed okazjami (38), znak krzyża (10, 24), psalmodia (88), dobre uczynki (156), roztropność (123), pokora (128) i w końcu zapał (29). Szczególnie zachęca do cierpliwości w pokorze (28, 105, 132).
Piękna sentencja mówi o stawce tej walki: „Mnich zjednoczony z Panem niech nie wydaje się na łup szatanowi, aby się nie zawstydził przed komnatą Oblubieńca" (38). I jak Chrystus w pokucie na pustyni, tak zwycięski mnich zostanie otoczony chórem aniołów.
Wszystkie te opisy walk diabelskich nie wynikają bynajmniej z folkloru albo mitu. Mnich na pustyni w samotności albo cenobita podziela los Chrystusa. Angażuje się bowiem za jego przykładem w walce przeciwko księciu tego świata. Szczególnie zaś dlatego, że pragnie uniknąć jego wpływu, wyrzekając się pokus światowych.
Modlitwa i psalmodia. „Piękna pieśń na ustach mnicha płynie z serca ku Bogu; jak słodko pachnące kadzidło płynie jego modlitwa do Pana" (158). Jest to zupełnie biblijna definicja modlitwy: podniesienie serca do Boga, albo - w formie bardziej obrazowej - kadzidło, które wznosi się aż do Boga.
Sentencja mówi o modlitwie ustnej, ale ona może też być całkowicie duchowa, bez poruszania ustami (140). Może ona także być, zwyczajem starożytnych, z podniesieniem rąk: „Ręce mnicha zawsze święcie wyciągnięte ku Bogu"11 (147). Odnajdujemy tu dalszy ciąg cytatu biblijnego: Oby moje ręce podniosły się jak ofiara wieczorna.
„Każda modlitwa ma zawierać dwa elementy: czystość i ciągłość: Wysłucha Pan mnicha modlącego się w sposób czysty" (21), której głos „wstępuje ku Bogu w czystości i w słodkości duszy" (140).
Modlitwa czysta to ta, która wznosi się z serca czystego, to znaczy, wedle określenia Ewagriusza, która nie jest zbrudzona przez gniew ani przez nieczystość, „bo jedno i drugie brudzi umysł, a wtedy, w czasie modlitwy, będziesz miał urojenia i nie złożysz już więcej Bogu ofiar". To są właśnie te dwie namiętności, które Hyperechios najczęściej potępia, a z nim wszyscy Ojcowie Pustyni.
Drugą cechą modlitwy mnicha jest to, że ma ona być nieustanna: „Modlitwa nie ma określonego kresu" (dosłownie: kres modlitwy jest bez kresu) - „jest bowiem rzeczą piękną w każdej chwili życia chwalić Boga" (95); „hymn duchów niech zawsze będzie na twych ustach jak u anioła" (137).
Skutki modlitwy są wielorakie: ona leczy duszę (46), a w szczególny sposób gasi pożądanie (91, 149). Ona czyni oblicze cudownym (45). Apoftegmaty przynoszą wiele przykładów tego przemienienia mnicha na modlitwie.
Modlitwa żywi się psalmodią i ją wyraża. Hyperechios pochwala psalmodię, jednak czyni wobec niej zastrzeżenie: „Dźwięki psalmów niech ci będą miłe, mnichu, są to bowiem hymny anielskie" (33), ale „śmiercią zaś mnicha jest nadmierne umiłowanie śpiewu" (39), choć pisze dalej: „Hymn duchowy niech zawsze będzie na twych us-ach" (137).
Jednakże śpiew psalmów jest nakazany przez Apostoła i sentencja nr 9 w sposób oczywisty odsyła do Ef 5,19 i Kol 3,16, gdy mówi: „Mnich, który czuwa śpiewając psalmy, hymny i pieśni duchowne" (9): trzy te terminy bez wątpienia są synonimami. Sentencje 35, 41 i 131 mówią także o hymnach w sensie psalmów.
Medytacja Pisma Świętego. Psalmodia jednak nie jest jedynym pożywieniem mnicha, bowiem „asceza mnicha stanowi rozmyślanie Pisma" (4). Ta formuła może nas zdziwić, ale nie zapominajmy, że asceza duszy tak dla ascetyzmu uczonego Ewagriusza, jak i dla ascetyzmu ludowego Ojców Pustyni to czuwanie nad myślami. Najlepszym jednak środkiem oddalenia złych myśli są dobre myśli, które po sobie następują (12), a to, co żywi dobre uczynki, to słowa Boże medytowane bez rozproszeń.
Zarówno duchowość Hyperechiosa, jak i Ojców Pustyni jest do głębi oparta na Piśmie Świętym. Nie tylko jego asceza i mistyka, która ją koronuje, to kontemplacja Pisma Świętego (42), a jedna i druga są związane z praktyką przykazań (4), aby wola dążyła do Pana (42). Początkiem wyrzeczenia się mnicha jest bojaźń Boża; „Początkiem życia mnicha jest dobra wiedza; nieznajomość Boga zaciemnia duszę mnicha" (2). Hyperechios więc daje prymat poznaniu, ale poznanie powinno owocować w dobrych uczynkach i w miłości Boga. Dawni mnisi byli realistami, wiernymi, tu także, „przykazaniom Pana".
Świętość mnicha. Życie monastyczne jest szkołą świętości: „Prawdziwym dziedzictwem mnicha - mówi Hyperechios - jest czystość i świętość" (3) i dalej: „Wieńcem mnicha jest pokój i świętość sprawiedliwość - kto je osiągnął, ujrzy Pana16" (119). Te dwie sentencje cudownie streszczają to, co charakteryzuje świętość mnicha. Pierwsza z nich pokazuje typowy środek: umiarkowanie bowiem - jak już powiedzieliśmy - oznacza równie dobrze pokorę, skromność wewnętrzną, umiar w jedzeniu i piciu. Ona stanowi więc, mówiąc inaczej, całe wyrzeczenie monastyczne łagodzone umiarem. Druga jednak sentencja określa raczej owoc: rozkwit świętości mnicha, którym jest pokój, błogosławiona hesychia duszy w pełni pogodzonej z Bogiem i całym stworzeniem.
Apoftegmaty Ojców Pustyni tom 3
Zbiory greckie; ze wstępu
Wydawnictwo Tyniec
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ojcowie Pustyni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ojcowie Pustyni. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 stycznia 2017
wtorek, 31 maja 2016
Człowiek świecki imieniem Eucharystos, i jego żona Maria ...
Dwaj ojcowie prosili Boga, by objawił im, do jakiej miary doskonałości doszli. Usłyszeli głos, który mówił: „W pewnej wiosce w Egipcie żyje człowiek świecki imieniem Eucharystos, i jego żona Maria. Do tej pory nie osiągnęliście miary ich doskonałości". Owi starcy wstali więc i udali się do tej wioski. Wypytywali się i znaleźli jego chatę i żonę. „Gdzie jest twój mąż?", spytali. Ona odpowiedziała: „Jest pasterzem i pasie owce". Wprowadziła ich do domu. Kiedy nastał wieczór, przybył sam Eucharystos ze stadem. Zobaczywszy owych starców przygotował dla nich stół, nalał wody do miednicy i umył im nogi. Oni rzekli do niego: „Nie będziemy jedli, jeśli nie wyjawisz nam sposobu swego postępowania". Wtedy Eucharystos rzekł do nich pokornie: „Jestem pasterzem owiec, a to jest moja żona". Gdy zaś owi dwaj starcy nalegali, aby im wyjawił wszystko, nie chwał mówić. Wtedy powiedzieli do niego: „Pan nas przysłał do ciebie". On słysząc te słowa uląkł się i powiedział im: „Te oto owce mamy od naszych rodziców, a cokolwiek Bóg z nich pozwoli nam mieć dochodu, dzielimy na trzy części. Jedną część przeznaczamy na ubogich, drugą na podejmowanie pielgrzymów, trzecią bierzemy na nasz użytek. A odkąd pojąłem żonę, ani ja się nie splamiłem, ani ona, lecz jest dziewicą. Śpimy pojedynczo, oddaleni od siebie. Na noc wkładamy wory, a na dzień nasze ubrania. Aż do tej pory nikt z ludzi nie wiedział o tym". Starcy owi słysząc to byli pełni podziwu i wrócili wielbiąc Boga.
Apoftegmaty
Ojców Pustyni tom 2. Kolekcja systematyczna, seria: źródła
monastyczne 9, przekład: Ks. Marek Kozera, wstęp: Ks. Marek
Starowieyski, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 1995
Stan mnicha jest czymś bardzo wielkim
Pewien starzec z Tebaidy opowiadał, że był synem kapłana pogańskiego. Jako mały chłopiec, mieszkając przy świątyni, widział, że ojciec jego często wchodzi i składa ofiary bożkowi. Pewnego razu wszedł za nim po kryjomu i zobaczył siedzącego szatana wraz z całym towarzyszącym mu orszakiem. A oto jeden z jego dostojników przyszedł i oddał mu pokłon. Diabeł spytał go: „Skąd przybywasz?" Ten odpowiedział: „Byłem w pewnej krainie i wznieciłem tam wiele zamieszek i wojen. Dokonałem wielkiego rozlewu krwi i przybyłem, by oznajmić ci o tym". Diabeł zapytał go: „Ile czasu ci to zajęło?" Ten odpowiedział: „Trzydzieści dni". Diabeł kazał go wychłostać, mówiąc: „Tak wiele czasu na to zużyłeś? " Lecz oto inny przybył i oddał mu pokłon. Jego także zapytał: „A ty skąd wracasz?" Demon odrzekł: „Byłem na morzu. Wznieciłem wielką burzę. Zatopiłem statki i zabiłem wielu ludzi. Przychodzę, by ci to oznajmić". Diabeł zapytał: „Ile czasu na to zużyłeś?" „Dwadzieścia dni", odpowiedział tamten. Jego również kazał wychłostać mówiąc: „Dlaczego w ciągu tak długiego czasu tylko tego dokonałeś?" Przybył i trzeci, oddając mu pokłon. Tego również zapytał: „A ty skąd przybywasz?" Odpowiedział: „Byłem w pewnym mieście i w czasie wesela wznieciłem kłótnię. Spowodowałem wielki rozlew krwi. Zginął również pan młody. Przybyłem, by powiedzieć ci o tym". Spytał go: „Ile dni ci to zajęło?" Odpowiedział: „Dziesięć". Jego również kazał wychłostać, jako że zbyt opieszale działa. Przybył inny, oddał mu pokłon, a diabeł spytał go:„Skąd przybywasz?" Ten odpowiedział: „Byłem na pustyni. Oto już czterdzieści lat kuszę pewnego mnicha, lecz pokonałem go dopiero tej nocy i sprawiłem, że popełnił grzech nieczysty". Diabeł słysząc to wstał, ucałował go, zdjął koronę, którą miał na głowie, i włożył na jego skroń. Posadził go obok siebie na tronie i rzekł: „Dokonałeś mężnie wielkiej rzeczy". Starzec zakończył: „Gdy to zobaczyłem i usłyszałem, powiedziałem sobie: «Stan mnicha jest czymś bardzo wielkim». W ten sposób zechciał Bóg obdarzyć mnie zbawieniem. Wyszedłem i stałem się mnichem".
Apoftegmaty
Ojców Pustyni tom 2. Kolekcja systematyczna, seria: źródła
monastyczne 9, przekład: Ks. Marek Kozera, wstęp: Ks. Marek
Starowieyski, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 1995
czwartek, 26 maja 2016
Jeżeli zasłużył na karę śmierci, niech umiera
Kiedyś
zarządca tamtej krainy chciał zobaczyć abba Pojmena, ale starzec
go nie przyjął. Wtedy zarządca uwięził jego siostrzeńca pod
pozorem oskarżenia o jakieś przestępstwo i powiedział: „Jeżeli
starzec przyjdzie i wstawi się za nim, to go wypuszczę".
Siostra starca przyszła płacząc do jego drzwi, a on nie dał jej
żadnej odpowiedzi. Więc lżyła go i mówiła: „Człowieku z
kamienia, zmiłuj się nade mną, to mój jedyny syn!" On kazał
jej odpowiedzieć: „Pojmen dzieci nie spłodził". I tak
odeszła. Zarządca dowiedział się o tym i oświadczył: „Niech
przynajmniej słowem poprosi, a wypuszczę tamtego". A starzec
posłał mu taką odpowiedź: „Osądź go zgodnie z prawem: jeżeli
zasłużył na karę śmierci, niech umiera - a jeśli nie zasłużył,
uczyń jak uważasz". Gdy zarządca to usłyszał, natychmiast
go uwolnił.
Apoftegmaty
Ojców Pustyni tom 1. Gerontikon, starożytność 4, przekład:
s. Małgorzata Borkowska TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów,
poniedziałek, 23 maja 2016
Abba Makary Wielki
Abba
Makary opowiadał o sobie: „Kiedy byłem młody i mieszkałem w
celi w Egipcie, złapano mnie i wyświęcono, żebym był
duchownym w tej wiosce. A nie chcąc przyjąć takiego urzędu,
uciekłem i zamieszkałem gdzie indziej. Tam odwiedzał mnie
pewien pobożny świecki człowiek, odbierał moje wyroby i
załatwiał moje sprawy. Otóż zdarzyło się, że pewna dziewica w
tej wiosce uległa pokusie; a gdy zaszła w ciążę, pytano ją, kto
jest sprawcą. I odpowiedziała: „Pustelnik". Wtedy przyszli
mieszkańcy wioski i pochwycili mnie, przywiązali mi do szyi
zasmolone skorupy i garnki i prowadzili mnie przez wszystkie ulice
wioski, bijąc mnie i wołając: „Ten mnich pohańbił naszą
dziewicę, trzymajcie go, trzymajcie!" I pobili mnie prawie do
śmierci. Przyszedł pewien starzec i rzekł:
„Przestańcie bić tego przybysza". A człowiek, który mi
usługiwał, szedł za mną zawstydzony, bo oni bardzo z niego
drwili i mówili: „Oto pustelnik, za którego ręczyłeś, a
co on zrobił?" Rodzice zaś dziewicy powiedzieli: „Nie
wypuścimy go, dopóki nie da poręki, że ją będzie utrzymywał".
Pomówiłem z tym, który mi usługiwał, a on zaręczył za mnie.
Wróciłem więc do celi i dałem mu wszystkie kosze, które miałem,
mówiąc: „Sprzedaj je i daj na utrzymanie mojej żonie". I
powiedziałem sam do siebie: „Makary, otoś się ożenił: musisz
teraz pracować trochę więcej, by móc wyżywić żonę".
Pracowałem więc dniem i nocą, zarobek zaś jej posyłałem. A
kiedy dla tej nieszczęsnej przyszedł czas porodu, męczyła się
przez wiele dni, nie mogąc dziecka na świat wydać. Pytano ją,
dlaczego tak się dzieje. Odpowiedziała: „Wiem, dlaczego: bo
oskarżyłam pustelnika i kłamliwie na niego zrzuciłam winę,
a to nie on zawinił; ale ten a ten młodzieniec". Człowiek,
który mi usługiwał, przyszedł rozradowany, mówiąc: „Ta
dziewczyna nie mogła porodzić, dopóki się nie przyznała i
nie powiedziała: «Skłamałam, pustelnik nie jest winien». A teraz
cała wioska wybiera się tutaj, żeby cię uczcić i przeprosić".
Kiedy to usłyszałem, wstałem i uciekłem stamtąd do Sketis, żeby
mi się ludzie nie naprzykrzali. Tak się wszystko zaczęło i
dlatego tu jestem".
Za:
Apoftegmaty Ojców Pustyni tom 1. Gerontikon, wydanie trzecie,
seria: źródła monastyczne 4: , przekład: s. Małgorzata
Borkowska OSB, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków
poniedziałek, 16 maja 2016
Tajemnica niepojętych relacji między Bogiem a Księciem Tego Świata ...
Błogosławiony mąż, który zdzierży pokusę, bo gdy będzie
doświadczony, weźmie koronę żywota, którą obiecał Bóg tym,
którzy go miłują. Jk 1, 12
W Piśmie zawsze można znaleźć takie fragmenty, których sensu i
znaczenia nigdy nie da się dociec. Weźmy chociażby opis
kuszenia Jezusa na pustyni u Mateusza (4, 1-11) i Łukasza (4, 1-13),
owe dwie relacje z wydarzenia, o którym Ewangeliści mogli się
dowiedzieć tylko z ust samego Pana.
Nie jest wykluczone, że zreferowanie Jego opowieści przekraczało
siły człowieka, rzecz nie dotyczyła bowiem spraw ludzkich. Toteż
nawet sam Orygenes zrezygnował w tym wypadku z ambicji hermeneuty i
po błyskotliwej analizie pierwszego kuszenia, przy drugim ograniczył
się tylko do stwierdzenia, że zawarta jest w nim tajemnica
niepojętych relacji między Bogiem a Księciem Tego Świata, a przy
trzecim wolał już przejść do ataku na zwolenników literalnego
czytania Pisma.
Wydarzenia te rzeczywiście
dotyczyły tajemnic Syna Bożego,
wobec których stajemy po prostu bezradni. Do mego rozumu najbardziej
przemawia pogląd Feliksa Gryglewicza, że „poszczególne pokusy
ilustrują różne ujęcia osoby Jezusa jako Mesjasza: pierwsza z
nich mówi o Jezusie jako proroku, druga o królewskim jego
charakterze, trzecia nawiązuje do arcykapłańskich funkcji".
Jarosław Marek Rymkiewicz, który uważa, iż „czytanie tego
fragmentu jest równoznaczne z niepojmowaniem", wyciągnął
jednak wniosek, że chociaż nikt z ludzi nie był świadkiem tego
wydarzenia, dotyczy ono właśnie nas, „w przeciwnym wypadku ciemne
objawienie mówiące, że coś się wydarzyło, nie zostałoby
udzielone. Ewangeliści w ogóle by o tym nie wspominali, w ogóle
nic by o tym nie wiedzieli". Mój stary przyjaciel ma oczywiście
rację, ale ja, mając z kolei na uwadze klęskę samego Orygenesa,
nie ośmielę się dociekać sensu tych wydarzeń dla naszego tutaj
istnienia. Nikt nie potrafi bowiem wydobyć z tej perykopy tajemnego
sensu kuszenia Boga przez Złego.
Z
Modlitwą Pańską sprawy mają się zupełnie inaczej.
Widząc zgromadzone przy sobie liczne rzesze, wstąpił Jezus na górę
i zaczął nauczać. Po wyjaśnieniu, na czym polega prawdziwa
modlitwa, wygłosił tekst, który nazywamy dzisiaj Ojcze Nasz. W
wersji przekazanej przez św. Mateusza (6, 9-13) składa się on z
siedmiu próśb skierowanych do Boga Ojca. My zajmiemy się teraz
prośbą szóstą, która brzmi: „i nie wódź nas na pokuszenie",
w zachowanym greckim przekładzie tej Ewangelii: kai me eisenenkes
hemas eis peirasmon. Słowo peirasmos w
Starym Testamencie oznacza próbę, która - jak pisze Józef
Homerski - „ma swoje źródło poza człowiekiem, czyli pochodzi z
zewnątrz". Doświadczeniem jest tedy dla człowieka bliźni lub
diabeł, obaj z dopustu Bożego. Natomiast próbuje go sam Bóg,
najczęściej w wierności. W Nowym Testamencie wyraz ten oznacza już
po prostu kuszenie. Z tego wynika, że istotą pokusy jest
wystawianie człowieka na próbę. Bóg próbuje człowieka,
narażając go na atak zła.
Przystępując do rozważań
nad szóstą prośbą z
Modlitwy Pańskiej Ojcowie Kościoła
brali z reguły pod
uwagę zastrzeżenie św. Jakub;
Apostoła: „Niech żaden z tych, którzy są kuszeni, nie mówi, że
»przez Boga jestem kuszony«. Bóg bowiem nie podlega złym pokusom
i sam nie kusi nikogo. Każdego zaś kusi jego własna pożądliwość,
pociąga i nęci" (Jk 1 13-14). Niektórzy
Grecy uważali bowiem, że
bóstwo może ciągnąc człowieka
do złego i pierwsi
chrześcijanie, stykający się
na co dzień z kulturą
helleńską, mogli uwierzyć, iż
również ich Bóg sięga po tak
proceder. Dlatego św. Augustyn
w rozprawie O kazaniu Pana na górze
napisanej w kilka lat po
otrzymaniu święceń kapłańskich w
roku 391, dokonał istotnego rozróżnienia między
wodzeniem na pokuszenie a kuszeniem: „Co innego znaczy być
wprowadzonym w pokusę, a co innego być kuszonym. [...] Bóg bowiem
nie wprowadza [w pokusę] sam przez się, ale zezwala, by ktoś
został wprowadzony, gdyż go pozbawił swojej pomocy n mocy ukrytego
zrządzenia i zasług". W Modlitwie Pańskiej prosimy więc Boga
nie o to, abyśmy nie byli kuszeni, lecz o to, abyśmy nie byli
wodzeni na pokuszenie. Aby nie
spotkała nas zgroza Abrahama.
„Bóg — pi Tertulian - kazał Abrahamowi złożyć
w ofierze syna nie po to, aby poznać [moc] jego wiary, lecz po to,
aby dał on świadectwo swej wierze i posłuży nam za przykład
poddania się woli Bożej..." Ale czy sam charakter tej próby
nie dyskredytował już takiej wiary?
Istotą kuszenia jest tedy poznanie samego siebie. Dlatego pod żadnym
pozorem, nawet najbardziej nęcącym, nie należy Boga prosić, aby
odsunął od nas ten kielich goryczy i uwolnił od próby. Bez niej
bowiem człowiek nie dowie się, kim jest naprawdę. Kuszenie przez
Złego przynosi mu rozpoznanie własnej wartości właśnie w
momencie, kiedy opuścił go Bóg i pozostawił samemu sobie.
Na tak przerażającą próbę naraża Bóg człowieka, który jest
godny jego miłości. „Często [Bóg] pokazuje wyraźnie - pisał
św. Augustyn - że ktoś jest godny, aby go Pan opuścił i zezwolił
na wprowadzenie go w pokusę. [...] Bez pokusy bowiem nikt nie
może doświadczyć samego siebie, jak napisano: »Kto nie doznał
pokusy, cóż wie?«" (Syr 34, 10) Nie poznasz więc, co jest za
rzeką, jeśli nie przejdziesz rzeki. Św. Cyryl Jerozolimski (ok.
313-386), który zanim w roku 348 został biskupem, był mnichem w
okolicach Cezarei Palestyńskiej, pisał w swej V mistagogicznej
katechezie Msza święta: „Czy »wejść w pokusę« znaczy
»upaść w pokusie«? Pokusa podobna jest do głębokiej i trudnej
do przejścia wody. Ci, którzy nie upadają w pokusie, są jakby
wyborowymi pływakami, nie dającymi się porwać; ci zaś, którzy
takimi nie są, wchodzą w nią i toną".
Ryszard Przybylski
Pustelnicy i demony
***
Bez wątpienia cierpliwe znoszenie tak zwanych "pokus" kształtuje charakter, ale nie jest to jedyna droga praktyki. Kto uzyskuje przyjemność poza zmysłowością może poznać Prawdę bez specjalnej walki wewnętrznej, toczonej przez większość Ojców Pustyni. Kto jednak nie osiąga głębszego skupienia umysłu i jego wyciszenia, musi oczywiście być gotowy na taką walkę. W rzeczywistości tak zwane pokusy są związane z silnymi nawykami, a jak wiadomo, zmiana nawyku nie jest sprawą prostą. To oczywiście nie wyklucza istnienia sił, które są zainteresowane upadkiem pustelnika, a które są w stanie podsuwać pewne myśli. Niemniej na dłuższą metę siły te są bezradne, gdy przestajemy oddawać się starym mentalnym nawykom.
wtorek, 10 maja 2016
Ja w sercach ludzkich wydaję się słodka ...
N 173(1173). Raz przyszedł ktoś do Sketis, pragnąc
zostać mnichem, a miał ze sobą kilkuletniego synka. I gdy ten był już
młodzieńcem, przyszły na niego pokusy i powiedział do ojca: „Idę do
świata, bo już nie mogę wytrzymać tej walki". Ale ojciec ciągle go
prosił. I znowu rzekł młodzieniec: „Abba, nie mogę, pozwól mi odejść".
Rzecze mu ojciec: „Posłuchaj mnie, dziecko, jeszcze ten jeden raz i weź
sobie czterdzieści razy po dwa placki, i na czterdzieści dni roboty
liści, i odejdź w głąb pustyni, tam pozostań przez czterdzieści dni i
niech się stanie wola Boża". On usłuchał ojca, wstał i poszedł na
pustynię. I trwał tam w ciężkim trudzie, splatając włókna i jedząc chleb
na sucho. Trwał tak w milczeniu przez czterdzieści dni, aż zobaczył
szatańską moc przychodzącą ku niemu. I ujrzał jakby Murzynkę, tak
cuchnącą, że nie mógł znieść jej woni. Odpędził ją więc, a ona mu
rzekła: „Ja w sercach ludzkich wydaję się słodka, ale dzięki twojemu
posłuszeństwu i trudowi Bóg nie pozwolił mi cię zwieść i ukazał ci moją
wstrętną woń". On więc wstał, podziękował Bogu, powrócił do ojca i
powiedział mu: „Już nie chcę iść do świata, abba, bo zobaczyłem moc
diabelską i poznałem jej wstrętną woń". Ale ojciec jego wiedział dobrze,
co z nim było, i powiedział: „Gdybyś był został przez całe czterdzieści
dni, zachowując moje przykazanie, byłbyś większe widzenie zobaczył".
Apoftegmaty Ojców Pustyni, (z tomu IV)
Wydawnictwo Tyniec
Apoftegmaty Ojców Pustyni, (z tomu IV)
Wydawnictwo Tyniec
niedziela, 8 maja 2016
Małżeństwo u Kasjana
Ponieważ
Kasjan wydaje się zamknięty na jakąkolwiek formę zdrowych
stosunków seksualnych, jego opowieści na temat małżeństwa są
niestrawne dla współczesnego czytelnika. Ludzie żyjący w
małżeństwie, którzy pojawiają się w jego pismach, albo
przysięgają żyć w celibacie w ramach małżeństwa, albo
decydują się na rozłąkę ze współmałżonką, aby podjąć
życie monastyczne. Abba Jan podziwia moc egzorcysty u
odwiedzanego świeckiego człowieka i odkrywa, że ma on wiele zalet,
ale głównym powodem jego świętości jest dziewicze małżeństwo.
Zmuszony przez rodziców do małżeństwa, przez dwanaście lat żył
ze swą żoną jak brat z siostrą (Rozm. 14.7.4-5). Abba Jan
uważa taką bliskość pokusy za szczególnie heroiczną formę
cnoty czystości i nie zaleca jej innym, powtarzając za
Kościołem potępienie takiej praktyki. Abba Józef dowodzi, że
zezwolenie na małżeństwo z myślą o zaludnieniu świata zostało
przygłuszone przez „ewangeliczną doskonałość" - co
dawniej było błogosławieństwem według synagogi, musi ustąpić
przed dziewictwem i celibatem dla Kościoła (Rozm. 17.19.1-2).
W końcowej Rozmowie abba Abraham, sam kiedyś żonaty,
wspomina „krótkie i kruche" więzi „miłości
cielesnej" łączące współmałżonków między sobą i
rodziców z dziećmi. Podległe chorobie i śmierci, rozwodom i
wydziedziczeniu takie związki nie mogą nawet przybliżyć
stokrotnej słodyczy „wyrzeczenia się małżeństwa" lub
wspólnoty w cenobium. Żona, którą abba Abraham miał kiedyś
w „zmysłowym pożądaniu", jest teraz jego „w chwale
świętości i prawdziwej miłości Chrystusa". „Jest to
ta sama kobieta, ale wartość miłości wzrosła stokrotnie"
(Rozm. 24.26.6).
Nie
słyszymy więcej o historii Abrahama, chociaż Kasjan przedstawia
podobną opowieść bardziej szczegółowo o abba Theonasie. W
opowieści tej brzmi echo zarówno historii o abba Abrahamie, jak i o
żyjącym w małżeńskim celibacie wspomnianym w Rozmowie 14
człowieku, jednak w wielu miejscach różni się od obydwu, co
sugeruje jej oryginalność lub co najmniej niezależność. Theonas,
człowiek żonaty, odwiedził klasztor, aby ofiarować pierwociny
swoich zbiorów. Kiedy tam przebywał, usłyszał naukę o przewadze
łaski nad Prawem, zachęcającą do dobrowolnego wyrzeczenia
się prawowitych dóbr na rzecz miłości Bożej. Chociaż przemowa
mówiła mało o małżeństwie i dziewictwie (Rozm. 21.4.2),
jej ogólny temat - wyrzeczenie i doskonałość - natchnął
Theonasa do pójścia za Ewangelią na drodze cnoty czystości.
Wrócił do domu, gdzie zaczął nakłaniać swą żonę „w dzień
i w nocy ze łzami", aby podjęła wraz z nim to postanowienie.
Ona nie chciała, powtarzała, że jeśli ją opuści, zmusi ją do
znalezienia innego mężczyzny, a wstyd za jej cudzołóstwo
spadnie na Theonasa ze względu na zerwanie dozgonnych więzów.
On oponował, opierając się na argumencie, że jeśli usłyszy się
wezwanie do praktykowania cnoty, musi się za nim pójść. Nie
byłoby w porządku (non licere) postąpić inaczej
(Rozm. 21.9.1). Jedyną możliwością był rozwód, pewnie
niespodziewane zastosowanie zasady wyższości łaski nad
Prawem. Theonas sugerował, że skoro Mojżesz dopuszczał
rozwód ze względu na zatwardziałość serca, dlaczego by Chrystus
nie miał zezwolić nań z powodu pragnienia czystości? Jego żona
musi współdziałać w sprawie cnoty, jeśli istotnie jest jego
partnerem i wsparciem (adiutrix) w małżeństwie. Ponieważ
będzie, konkluduje Theonas, „bezpieczniej dla mnie mieć
rozwód z człowiekiem niż być oddzielonym od Boga", po
czym uciekł do klasztoru (Rozm. 21.9.3-7).
Ta
historia pokazuje typowe podejście do małżeństwa i celibatu,
jakie w wielu formach znajduje się we wczesnej (i późniejszej)
literaturze chrześcijańskiej, które sprowadza się do
stwierdzenia, że dziewictwo jest najdoskonalszą formą życia
chrześcijańskiego. Praktykowanie celibatu przez ludzi, którzy nie
zachowali dziewictwa, zajmuje drugie miejsce w tej hierarchii,
współżycie seksualne w małżeństwie jest oceniane niżej,
jako „uprawomocniony" kompromis, a inne stosunki czy to
hetero-, czy homoseksualne są poza dyskusją. Rozwinięcie
hierarchii różnych form płciowości wymaga uwzględnienia wielu
czynników, a jej historia wykracza poza ramy tego studium. Pytanie,
jakie tu stawiamy, brzmi: dlaczego Kasjan historie, takie jak o
Abrahamie i Theonasie, wykorzystuje w pismach adresowanych do
mnichów?
Wydaje
się, że intencją Kasjana nie jest narzucanie dyscypliny, jak to ma
miejsce w wielu wrogich płciowości i kobietom wzmiankach, które
można znaleźć w literaturze monastycznej. Podejmuje on ważną
dyskusję teologiczną. Jednak dla dzisiejszych czytelników
wczesno-monastyczne opowiadania dotyczące sfery płciowości mogą
raczej zaciemniać, niż odsłaniać intencję teologiczną. Kasjan i
inni pisarze skupiali się na problemach seksualnych i opowieściach
na ten temat, ponieważ elektryzowało to uwagę i odnosiło do
najintymniejszych sfer ludzkiego życia. Takie podejście jest
chyba najlepiej widoczne w opowieściach o nawróconych
prostytutkach, takich jak Maria Egipcjanka czy Pelagia z
Antiochii. Gdyby Kasjan pisał dzisiaj, nie korzystałby z takich
opowiadań i nie powinien byłby tego robić. Prawdopodobnie
zostałyby odczytane zbyt dosłownie i przez to albo byłyby
odrzucone, albo odniosłyby przeciwny do zamierzonego skutek.
Jak pokazuje szereg tekstów monastycznych, takie możliwości
były także realne w czasach Kasjana.
Chociaż
osobisty stosunek Kasjana na pewno nie był wolny od przesadnego
uprzedzenia wobec ciała i jego funkcji, spójność jego spojrzenia
na sprawy płciowości i naukę dotyczącą innych problemów,
takich jak wyrzeczenie się majątku, tyrania innych „wad
głównych", przejście od modlitwy ustnej do modlitwy bez
słów, postęp od dosłownego do duchowego rozumienia tekstów
biblijnych, sugeruje, że jego porównanie życia w małżeństwie
z monastyczną cnotą czystości powinno być rozumiane tak samo, jak
rozumiał je św. Paweł. Jego zamiarem, podobnie jak Ewagriusza,
było ukazanie kontrastu między licznymi troskami towarzyszącymi
małżeństwu, a jedynym celem - wolność od światowych
rozproszeń w praktykowaniu czystości - jego ideału. Wyzwaniem
dla współczesnych pisarzy monastycznych jest wydobycie szczególnych
wartości cnoty czystości w celibacie, ale nie kosztem innych dróg
prowadzących do świętości. Zadaniem nas wszystkich mogłaby być
próba dorównania realizmowi Kasjana w wypracowaniu
odnowionego pojmowania płciowości i duchowości.
Za:
Columba Stewart OSB, Kasjan Mnich, Kraków - Tyniec 2004,
[źródła monastyczne t. 34, (opracowania, t. 6), przekład Teresa
Lubowiecka
piątek, 11 września 2015
Św. Grzegorz z Nyssy miał ciało za „martwą i wstrętną szatę"
Człowiek
to dusza, która nosi ciało. Dopiero kiedy dusza „rozbierze się"
z ciała, pozna istotę rzeczywistości. Toteż św. Grzegorz z Nyssy
miał ciało za „martwą i wstrętną szatę". „Jak bowiem
ktoś - czytamy w Dialogu z siostrą Makryną —
mający na sobie potarganą odzież, gdy zostanie z niej obnażony,
już nie widzi na sobie nieprzyzwoitości tego, co odrzucił: tak
samo i my, gdy zwleczemy ową martwą i wstrętną szatę, narzuconą
nam ze skór zwierzęcych [...], razem ze zdjęciem szaty odrzucamy
od siebie wszystkie skutki przyobleczenia siebie w zwierzęcą skórę.
A tym, co nasza natura otrzymała razem z nierozumną powłoką, są:
spółkowanie, zapłodnienie, urodzenie, brud, karmiąca pierś,
jedzenie, wypróżnianie się, stopniowy wzrost do dojrzałości,
rozkwit, starość, choroba, śmierć". Nietrudno odgadnąć, że
analogię stworzył chorobliwy wstyd za własne ciało, wywołany
niewczesną tęsknotą do „formy anioła".
Ryszard
Przybylski
Pustelnicy
i demony
środa, 1 lipca 2015
Historia mnichów w Egipcie
Historia
mnichów w Egipcie, jeden z najważniejszych utworów
opowiadających o egipskich mnichach, powstała u schyłku IV w., a
więc w czasach, gdy monastycyzm egipski fascynował religijne elity
całego chrześcijańskiego świata. Ich przedstawiciele odwiedzali
wspólnoty ascetyczne Egiptu szukając wzorów, które dałyby się
wprowadzić w ich własnych krajach. Także ci, którzy dalecy byli
od myśli o podjęciu monastycznego życia krążyli między
klasztorami i eremami z ciekawości, a nie była to wyłącznie
ciekawość pusta: chcieli się zbliżyć fizycznie do ludzi
świętych, uzyskać od nich błogosławieństwo, przeżyć dreszcz
świętej zgrozy w kontakcie z ich religijną mocą.
Asceci
obojga płci obecni byli w życiu Kościoła od początku jego
istnienia, traktowani z wielkim respektem, odgrywali ważną
rolę we wszystkich gminach, do których należeli. Swoją ascezę
wyrażali w gorliwej modlitwie i recytacji wersetów Pisma Świętego.
Niekiedy (jeśli mieli czas i odpowiednie przygotowanie)
sięgali po dzieła chrześcijańskich myślicieli. Narzucali
sobie surowy tryb życia: pościli, niewiele spali, rezygnowali z
kąpieli, delikatnych szat. Pozostawali w stanie bezżennym bądź
przestawali utrzymywać stosunki seksualne ze współmałżonkami.
Mieszkali dalej w domu rodzinnym, kontynuowali swe zajęcia
gospodarcze (rzemiosło, pracę na roli, kierowanie
gospodarstwem itd.), uczęszczali do miejscowego kościoła na
nabożeństwa, spotykali się z bliskimi i znajomymi. Niekiedy asceci
tacy, zwłaszcza ascetki, łączyli się w niewielkie grupy,
zazwyczaj jednak żyli w otaczającej ich gromadzie zwykłych
zjadaczy chleba. Nurt ascetyczny miał liczący się dorobek
dogmatyczny i literacki, stanowi on część skarbnicy pism
starożytnego chrześcijaństwa.
Pod
koniec III w. jednak wewnątrz ascetycznego świata narodził się
nurt o charakterze odmiennym; przywykliśmy go nazywać monastycyzmem
(w starożytności nie istniał ani ten, ani żaden inny termin
dla określenia zjawiska, dla nas jest ważne tylko to, że ono
istniało). Obok ascetów pojawili się mnisi.
Wedle
tradycji pierwszym mnichem był Antoni, syn zamożnych właścicieli
ziemskich w środkowym Egipcie. Zdecydował się on opuścić
swoją rodzinną wieś i wybrał pustynię jako miejsce życia i
ascezy. Odrzucał w ten sposób „świat", odcinał więzy
łączące go z rodziną, znajomymi, wiejską społecznością;
w tych nowych warunkach poświęcał swe myśli i wszelkie działania
na szukanie więzi z Bogiem. Uznawał za niezbędne podporządkowanie
sobie buntowniczego ciała poprzez posty, ograniczenie snu,
nieustanną pracę fizyczną.
Samotność
na pustyni nie była dla Antoniego warunkiem niezbędnym
podążania ascetyczną drogą: po pewnym czasie zrezygnował z
izolacji i zaakceptował obecność uczniów, którzy prosili go o
to, by stał się ich mistrzem.
W
nieco ponad dwadzieścia lat później inny Egipcjanin,
Pachomiusz, uznał, że zerwanie ze światem nie musi za sobą
pociągać udania się na pustynię i utworzył pierwsze duże
społeczności monastyczne w pasie pól uprawnych. Mnichom miała
wystarczać wola odcięcia się od zwykłych ludzi; mur, który
otaczał teren klasztoru, był murem niewysokim, przekroczenie go nie
stwarzało poważnych trudności, jego funkcja była nade wszystko
symboliczna. Pachomiusz kładł nacisk na życie we wspólnocie.
Zakładało ono rezygnację z możliwości decydowania o własnym
losie, o wyborze miejsca i ćwiczeń ascetycznych, typie
wykonywanej pracy, a także rodzaju i ilości pożywienia. We
wszystkich tych kwestiach mnich podporządkowywał się swym
przełożonym, a posłuszeństwo było jedną z najważniejszych
cnót praktykowanych w pachomiańskich klasztorach. W zamian za
rezygnację z „wolności w ascezie" bracia zyskiwali pomoc,
jaką grupa ludzi wspólnie szukająca drogi do Boga mogła sobie
nawzajem ofiarować; w grę wchodziły nie tylko sprawy materialne,
ale i wsparcie w chwilach zniechęcenia i trudności.
Poczynając
od lat trzydziestych IV w. wspólnoty monastyczne zaczęły
mnożyć się z wielką szybkością, stając się
charakterystyczną cechą chrześcijaństwa egipskiego. Różniły
się one między sobą rozmiarami, ale nade wszystko charakterem i
organizacją. Rozmaicie też je nazywamy, warto jest wobec tego
poświęcić nieco miejsca na terminologiczne wyjaśnienia.
Erem
(lub pustelnia): pomieszczenie przeznaczone dla jednego, dwóch,
rzadziej więcej mnichów, zazwyczaj mistrza i ucznia lub uczniów.
Zajmowali oni jaskinie, porzucone grobowce z czasów faraońskich,
adaptowane do celów mieszkalnych pomieszczenia w opuszczonych
świątyniach pogańskich, wreszcie nieduże budyneczki
wzniesione specjalnie na pustyni. Najskromniejsze pustelnie
składały się z jednej tylko izby, najczęściej jednak eremici
starali się mieć do dyspozycji przynajmniej dwa osobne
pomieszczenia do modlitwy i pracy. Urządzali sobie także
kuchnie, komórki, w których przechowywali wodę; dziedziniec z
ławami itd. Erem mógł także być ozdobiony malowidłami
ściennymi. Nie stało to w sprzeczności z zasadami ascetycznego
życia, pustelnik mógł je respektować pozostając w godziwych
warunkach, o ile nie przeszkadzały one w postach, nie odwodziły od
modlitwy.
Laura
(lub wspólnota semi-anachoretyczna): wspólnota mnichów
zamieszkałych w eremach. Bracia samodzielnie decydowali o
ilości i rodzaju wykonywanej indywidualnie pracy, posiłkach,
modlitwach i lekturach pobożnych. Mieli jednak przeora, zbierali się
na wspólne modlitwy i msze, od czasu do czasu jadali razem; ich
społeczność miała osobowość prawną (w konsekwencji mogła
otrzymywać dary w postaci ziemi, domów).
Cenobium:
od gr. koinobion, „wspólne życie"
wspólnota monastyczna, której członkowie modlili się,
spożywali posiłki, pracowali razem i podporządkowywali się
we wszystkim przeorowi i jego zastępcom. W źródłach greckich i
koptyjskich wszystkie te wspólnoty określane są najczęściej
mianem monasteria (1. mn. od monasterion). Jeśli w
tekście spotykamy to słowo bez dodatkowych wyjaśnień, nie wiemy,
czy mamy do czynienia z eremem, czy z dużym klasztorem. Antoni
żył w monasterion, ale tak samo mogą być nazywane również
wspólnoty pachomiańskie. Tłumaczowi (także badaczowi) taki
szeroki zakres słowa monasterion sprawia niezmiernie
wiele kłopotu, gdyż na gruncie języka polskiego erem na termin
klasztor nie zasługuje. Warto o tym pamiętać przy lekturze
Historii mnichów w Egipcie.
Mnisi
zajmowali dogodne dla nich miejsca w skalistej skarpie biegnącej
wzdłuż Nilu, znajdowali też dla siebie odpowiednie tereny położone
dalej od Doliny, na „głębokiej" pustym. W ten sposób
powstawał osobny, monastyczny świat. Za przewodnik w życiu służyła
Biblia. Pisane reguły w rodzaju tych, jakie znały klasztory
na Zachodzie już u schyłku starożytności, w Egipcie istniały
tylko w kongregacji pachomiańskiej, pozostali mnisi nie odczuwali
ich potrzeby. Starczała ustna tradycja danej grupy i wola
każdorazowego przeora.
Asceza
fascynowała przedstawicieli różnych grup społecznych, od elity
miejskiej po chłopów. Mnisi należeli zarówno do środowisk
mówiących w domu po grecku, jak i po egipsku; rozmaity też był
poziom ich kultury. Na pustyni znaleźli dla siebie miejsce teolodzy
i filozofowie, ludzie wykształceni w szkołach typu antycznego,
kładących nacisk na znajomość literatury pięknej (pogańskiej
oczywiście) i formujących dobrych mówców. Wybierali monastyczną
drogę także analfabeci; nakłaniano ich do opanowania
umiejętności czytania i pisania, jeśli przerastało to jednak
ich możliwości, musieli przynajmniej nauczyć się na pamięć
tekstów modlitw i psalmów, aby brać czynny udział w liturgii.
Zewnętrzni
obserwatorzy z najwyższym zdumieniem i podziwem obserwowali
surowe posty mnichów. Opowiadano o nich z przejęciem i przesadą.
Dziś trudno nam jest ustalić, czy rzeczywiście mnisi
(niektórzy mnisi) w czasie Wielkiego Postu (40 dni!) mogli niczego
nie jeść ani nie pić. Wydaje się, że roztropną normą był
jeden posiłek dziennie, na który składał się przede
wszystkim chleb; wypiekano go kilka razy do roku, stąd wyschnięte
bocheneczki przed jedzeniem trzeba było moczyć w wodzie. Wielu
braci rezygnowało z codziennego pożywienia, jedząc raz - dwa
razy na tydzień. Obyczaje monastyczne nakazywały nosić szaty
bardzo skromne, także brudne i podarte. Mnisi musieli cierpieć
chłód - latem w nocy, a w okresie zimowym także w dzień. Inną
formą dokuczliwego ćwiczenia ascetycznego było wielogodzinne
stanie w pełnym słońcu.
Wszystko
to, zwłaszcza posty, miało zniszczyć władzę ciała nad
duchem, zabezpieczyć przed pokusami erotycznymi, także sprawiać
ból będący karą za grzechy. Godziny nocne w dużej części
były przeznaczone na modlitwę, przede wszystkim głośną recytację
psalmów.
Rozwijający
się tak szybko monastycyzm długo pozostawał poza zasięgiem
literackiego zainteresowania. Dopiero dzieło Atanazego, Żywot
Antoniego, powstały niezadługo po śmierci bohatera, a więc
blisko 356 r., pokazało, że asceci zrywający ze światem i
podejmujący trud życia na pustyni mogą być tematem teologicznym i
literackim. Powstające bardzo szybko tłumaczenia tego tekstu
rozszerzyły krąg zachwyconych czytelników. W 374-375 r. temat
egipskiego świętego męża podjął Hieronim ze Strydonu, pisząc
Żywot Pawła, pierwszego pustelnika, przyjęty z
entuzjazmem, jak widać po licznych przekładach łacińskiego
oryginału. Autorzy greccy podjęli dziedzictwo Atanazego dopiero w
około czterdzieści lat po publikacji Żywota Antoniego. W
latach dziewięćdziesiątych Palladiusz, mnich z
małoazjatyckiej Galacji, żyjący na egipskiej pustyni między 388 a
399 r., stworzył zbiór biografii sławnych ascetów egipskich. Po
raz drugi ten sam Palladiusz zabrał się do pisania na ich temat
nieco przed 420 r., gdy wrócił do rodzinnej Galacji. Dokonał
wówczas przeredagowania wcześniejszego tekstu, który uległ
skróceniu, natomiast dodał biografie innych ojców egipskich oraz
mnichów z Palestyny i Azji Mniejszej. Powstała w ten sposób
opowieść została dedykowania przez autora wysokiemu a
pobożnemu urzędnikowi, Laususowi; określa się ją powszechnie
mianem Historia Lausiaca. (Czytelników, których dziwi
łaciński tytuł tekstu napisanego po grecku, chcemy uprzedzić,
że wymagają tego powszechnie przyjęte zasady katalogowania
dzieł w bibliotekach i cytowania utworów w przypisach; w czasach,
gdy łacina dominowała w uczonym świecie i gdy często pisano
w tym języku rozprawy naukowe, było to w pełni naturalne.
Dziś niekiedy się przeciwko temu buntujemy).
Być
może istniały jeszcze inne biografie sławnych mnichów, które
popadły w zapomnienie z racji tego, że nie przyciągnęły większej
liczby czytelników i przestano je przepisywać. Mało
prawdopodobne, byśmy zostali pozbawieni na tej drodze wielkich dzieł
literackich.
W
drugiej połowie IV w. obok żywotów narodził się w środowiskach
monastycznych nowy typ utworów o mnichach. Nazywamy je apoftegmatami
(lub apoftegmami od gr. apophthengomai: opowiadać,
wygłaszać); są to odpowiedzi sławnych ojców na pytania zadawane
im przez młodszych, mniej doświadczonych braci szukających pomocy
i rady w konkretnych najczęściej sytuacjach życia ascetycznego.
Owe odpowiedzi, „słowa", przybierały postać sentencji,
krótkich historyjek, czasami zawierających wiadomości o tym, kto
je wygłaszał i okolicznościach, w których doszło do
rozmowy. Apoftegmaty niosły w sobie mądrość środowiska,
służyły nade wszystko procesowi formowania mnichów
rozpoczynających swe monastyczne życie. Możemy sobie
wyobrazić, jak apoftegmaty powstawały: pouczenia, dydaktyczne
historyjki, powiedzonka, sentencje, czasami dowcipy przypisane
najczęściej znanym mnichom krążyły w środowisku monastycznym
między jedną wspólnotą a drugą; rozszerzano je, zmieniano ich
treść i bohatera, łączono i dzielono. Długo nikt ich nie
zapisywał, stanowiły zdumiewającą formę literatury ustnej,
cechującą się płynnością właściwą temu rodzajowi twórczości.
Dopiero znacznie później (w V w.) nadano apoftegmatom postać
pisaną i zaczęto zbierać je w kolekcje. Od dawna uczeni
spierali się, w jakim środowisku dokonał się ten proces:
grecko-języcznym czy koptyjsko-języcznym. Bardzo trudno jest na to
pytanie odpowiedzieć, nic nie wiemy o najstarszych apoftegmatach i
ich twórcach. Na pewno powtarzali je wszyscy mnisi, niezależnie od
macierzystego języka. Ich popularność była duża i
natychmiastowa.
Historia
mnichów w Egipcie została napisana zanim apoftegmaty można
było czytać. Natomiast same opowieści autor na pewno słyszał
wielokrotnie w czasie podróży, służyły mu one nieraz za źródło
wiadomości.
Tak
wygląda tło literackie utworu powstałego między pierwszym a
drugim dziełem Palladiusza. Pisząc Historia Lausiaca Palladiusz
miał przed sobą tekst anonimowego mnicha z Jerozolimy, czy
tenże czytał wcześniejsze żywoty Palladiusza, trudno nam
wyrokować.
HM
była owocem podróży, jaką siedmiu braci z jerozolimskich
klasztorów odbyło po monastycznym Egipcie w 394 i w pierwszych
miesiącach 395 r. (Data podróży jest
ustalona na podstawie tego, co oznajmił podróżnikom Jan z
Lykopolis, jeden z najsłynniejszych ascetów. Powiedział on
mianowicie swoim gościom, że właśnie tego dnia do Aleksandrii
przywieziono list anonsujący zwycięstwo Teodozjusza nad
uzurpatorem Eugeniuszem (bitwa nad Frigidusem miała miejsce 6
IX 394 r.). Listy z Rzymu trafiały do Aleksandrii po dwóch, trzech
tygodniach (we wrześniu i październiku trwa jeszcze sezon żeglugi).
Po powrocie z wyprawy jeden z jej uczestników uległ
namowom swych współbraci i spisał wspomnienia z wędrówki po
eremach i klasztorach. Nic o nim nie wiemy poza tym, że był
Grekiem. Jego anonimowość jest czymś dziwnym; nie potrafimy
jej wyjaśnić. Oczywiście najprościej byłoby założyć, że w
ten sposób manifestował pokorę, jaka przystoi mnichowi, który nie
powinien chcieć, aby uwaga czytelników skupiała się na nim.
Jednak autorzy innych znanych nam utworów poświęconych
monastycznych wspólnotom i wybitnym mnichom nie wahali się
umieszczać swych imion we własnych dziełach. Tylko
apoftegmaty były anonimowe, ale ich literacka natura była
całkiem odmienna, ciągle jeszcze stanowiły literaturę zasadniczo
ustną.
Nie
wiemy, ile czasu upłynęło między powrotem z podróży a
napisaniem HM, w każdym razie nastąpiło to przed 404 r. kiedy
powstał łaciński przekład pracy. Tytuł dziełka (niewątpliwie
oryginalny) brzmi po grecku: he kat’Aigypton ton monachon
historia, na łacinę przełożono go jako Historia
Monachorum in Aegypto. Biorąc je do ręki, spodziewalibyśmy się
opowieści o dziejach egipskiego monastycyzmu, pierwszych mnichach,
którzy podjęli życie ascetyczne na pustyni, twórcach
klasztorów, zmarłych już wielkich bohaterach, sławnych z
osiągnięć ascezy. Jednak autor HM użył termin historia w
innym, rzadziej używanym w grece, sensie. Słowo to może bowiem
oznaczać także badanie, proces zbierania informacji, a także efekt
takich działań w postaci ich zestawienia, opisu. Palladiusz i
Teodoret, piszący tylko nieco później od autora HM, nazwą swe
opowieści o mnichach historiami (Historia Lausiaca, Historia
religiosa). Łaciński erudyta, Pliniusz Starszy (I w), w
encyklopedii nazwanej przez siebie Historia Naturalis zawarł
wiedzę z różnych dziedzin: od dzieł sztuki, po techniki
metalurgiczne i opis rozmaitych zwierząt.
Ewa
Wipszycka, Robert Wiśniewski
Ze
wstępu do: Historia mnichów w Egipcie (Historia monachorum in
Aegypto), przekład: Ewa Dąbrowska, (Źródła monastyczne t. 42,
starożytność 29), Kraków- Tyniec 2007 (Wydawnictwo Benedyktynów).
Obżarstwo
Namiętność ta przybiera dwie zasadnicze postacie. Może się ona zasadniczo skłaniać ku jakości pokarmów, a wówczas szuka dań smacznych, wyszukanych, delikatnych; pragnie, by pokarmy zostały przygotowane starannie. Może ona skłaniać się głównie ku ich ilości, a wówczas jest ona pragnieniem jedzenia dużo [Rozróżnienia tego dokonał Doroteusz z Gazy, który pierwszą formę nazywa smakoszostwem (laimargia), zaś właściwym obżarstwem (gastrimagia) formę drugą (Nauki ascetyczne, XV, 161). Święty Jan Kasjan dodaje jeszcze jedną formę, którą podaje jako pierwszą (Rozmowy z Ojcami, V, 11; Ustawy życia mnichów, V, 23), a mianowicie pragnienie przyspieszenia pory posiłku. Grzegorz Wielki z kolei wyróżnia pięć trybów objawiania się obżarstwa (Moralia. Komentarz do Księgi Hioba, XXX, 18), z których pierwszy odpowiada pierwszej formie cytowanej przez Jana Kasjana, a cztery pozostałe mogą zostać rozdzielone pomiędzy dwie wielkie kategorie wyróżnione przez Doroteusza]. W pierwszym przypadku dąży się przede wszystkim do rozkoszy ust i smaku; w drugim chodzi o rozkosz brzucha lub narządów trawiennych w ogóle. W obu przypadkach dąży się do swego rodzaju rozkoszy cielesnej, dlatego obżarstwo można zaklasyfikować jako „namiętność ciała".
Jednakże, pomimo iż ciało jest tu bezpośrednio zaangażowane, obżarstwo nie pochodzi wprost od jej potrzeb. Dowodem na to jest fakt, iż często pragnienie przewyższa potrzebę, czasami nawet znacznie, zwłaszcza w przypadku bulimii.
Pozwala to na traktowanie jej również jako namiętności duszy. Ewagriusz nazywa je zresztą namiętną „myślą", święty Maksym także. W rzeczywistości ciało stanowi tu wyłącznie narzędzie służące do spełnienia pragnienia duszy. Ewagriusz pisze więc: „Ci, którzy niesłusznie zbyt dobrze karmią swoje ciało, troskę o nie zamieniając w żądzę, niech zarzucają to sobie samym, a nie ciału".
Obżarstwo jest uważane za namiętność nie dlatego, że jedzenie samo w sobie jest nieczyste i złe albo że sama funkcja odżywiania zawiera w sobie jakiekolwiek zło, albowiem, jak mówi Chrystus: „nie to plami człowieka, co wchodzi do ust" (Mt 15,11) i jak naucza Apostoł: „wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre i nie trzeba niczego odrzucać, co się spożywa z dziękczynieniem" (1 Tm 4,4). Nienawidzić pożywienia z powodu niego samego, jako czegoś złego, byłoby „czynem wstrętnym i czystą diabelską sztuczką", precyzuje święty Diadoch z Fotyki, który dodaje: „Jeść i pić, dzięki czyniąc Bogu ze wszystkiego, co podają albo mieszają, nie sprzeciwia się w żadnej mierze zasadom nauki, albowiem «wszystko jest dobre» (Rdz 1,31)".
Ta namiętność nie leży więc w samym pożywieniu, w jego jakości, ale w pewnym sposobie korzystania z niego, jak wskazuje na to święty Grzegorz Wielki: „Przywara nie jest w pożywieniu, ale w sposobie jedzenia go. Dlatego całkowicie możliwe jest spożywanie dań wykwintnych bez żadnej winy, podczas gdy jedzenie potraw znacznie bardziej grubiańskich może być splamione winą".
Namiętnością nie jest też sam akt jedzenia, ale intencja, która mu przewodzi i cel, który człowiek mu wyznacza. „Podobnie jest i w sprawie jedzenia. Co innego jeść z potrzeby, a co innego jeść dla przyjemności. Cel decyduje o grzechu". Namiętność tkwi więc w pewnym nastawieniu człowieka wobec pożywienia i spożywania, a dokładniej w odwróceniu się od ich naturalnego celu. W rzeczywistości Bóg dał ludziom pokarm w określonym celu, więc kazać im służyć innym celom, oznacza deprawować ich wykorzystanie, czynić z nich zły użytek. „Rzeczy, które jemy - pisze święty Maksym - zostały stworzone w dwojakim celu: by nas żywić i by nam służyć jako lekarstwo". Jeść z innych przyczyn, to źle wykorzystywać to, co Bóg dał dla naszego pożytku". Człowiek przestrzega więc naturalnego celu pokarmu i żywienia się, kiedy je z potrzeby, aby utrzymać albo zachować w swym ciele życie, aby chronić lub odzyskać jego zdrowie, natomiast czyni z pożywienia i własnej funkcji odżywiania praktykę przeciwną naturze, kiedy czyni z niej środek do osiągnięcia przyjemności.
Obżarstwo nie polega więc na pragnieniu pożywienia samego w sobie, ale na pożądaniu przyjemności, którą można czerpać z jego spożywania. Dlatego nadużycie, które stanowi namiętność, nie polega tylko na odżywianiu się ponad to, co jest ściśle konieczne dla potrzeb ciała, ale i na dążeniu do przyjemności w samej tej potrzebie.
Przez namiętność obżarstwa człowiek popełnia zło, albowiem poszukując rozkoszy w jedzeniu, stawia pożądanie jedzenia i przyjemność spożywania go ponad pragnienie Boga, a oddając się tej cielesnej przyjemności odwraca się i pozbawia rozkoszowania dobrami duchowymi, które są od niej wyższe.
Postawa obżarstwa jest w istocie bałwochwalcza. Ludzie, którzy się jej oddają, „mają brzuch za boga" - mówi święty Paweł (Flp 3,19). „To brzuch jest bogiem materialnym dla tych, co są niewolnikami żołądka" - zauważa w ślad za nim święty Grzegorz Palamas. Z jej powodu w rzeczywistości człowiek składa ofiary brzuchowi i ustom zamiast składać ofiary Bogu. Czyni on ze swego zmysłu smaku i funkcji pokarmowych centrum swego jestestwa, zasadniczą część samego siebie i na swój sposób do nich ogranicza samego siebie. Czyni on z jedzenia ważny przedmiot troski, a w niektórych przypadkach prawie wyłączny, a wówczas zaniedbuje to, czym powinien interesować się i zajmować na pierwszym miejscu, a nawet wyłącznie. To jemu oddaje cześć należną tylko Bogu i na nią przenosi wszelkie swe pragnienia, których wyłącznym obiektem powinien być Bóg. Z drugiej zaś strony przez namiętność obżarstwa pożywienie nabiera wartości samo w sobie i służy zaspokojeniu rozkoszy sensualnej, zamiast być uważanym za dar Boży i służyć wychwaleniu Tego, który je stworzył. Na tym również polega sprzeniewierzenie jego naturalnego celu, którym jest także dziękczynienie Bogu. Sam Chrystus objawia ten cel i daje nam przykład normalnej postawy, kiedy dziękuje Ojcu przed rozdaniem pożywienia otaczającym Go osobom (Mt 15,36; Mk 8,6; J 6,11; 6,23). Natomiast święty Paweł stwierdza, że Bóg stworzył jedzenie, aby było spożywane z dziękczynieniem (1 Tm 4,3), w związku z czym radzi: „czy więc jecie, czy pijecie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą" (1 Kor 10,31). Obżarstwo stanowi prawdziwą deprawację tego zasadniczego celu pożywienia, którym jest bycie spożywanym eucharystycznie, jako że w tej namiętności człowiek, zamiast korzystać z tych pokarmów w Bogu i przez nie rozkoszować się Bogiem, pragnie rozkoszować się pokarmem dla niego samego, poza Bogiem. Przez nie stawia barierę między sobą samym a Bogiem, zamiast wykorzystywać je jako wsparcie, by się do Niego wznieść.
Dziękując Bogu za dawane nam przezeń pożywienie, człowiek uświęca sam siebie, a zwłaszcza uświęca będące w nim funkcje odżywiania. Tak więc żywi się on jednocześnie i Bogiem, i chlebem, a jego pożywienie staje się w ten sposób dla niego podwójnym źródłem życia. Jednocześnie uświęca pożywienie, które sobie przyswaja (1 Tm 4,5), a przez nie kosmos, który w ten sposób jednoczy z Bogiem, zgodnie z wolą objawioną przez Niego pierwszemu człowiekowi. Natomiast obżarstwo oddziela od Boga człowieka, a w nim stul rżenia. Pokarmy, zamiast objawiać Boga (święty Izaak mówi o „tym, który widział Pana w swym własnym pożywieniu"), zamiast być przeźroczystym na Jego energie, służyć wychwaleniu Boga i przebóstwieniu człowieka, z winy człowieka stają się dla niego samego i dla świata przeszkodą w spotkaniu Boga Przestając być źródłem życia - ponieważ przestały być one związane ze źródłem Życia przez utratę swego celu duchowego w używaniu zdeprawowanym, którego dokonuje człowiek - stają się one dla niego początkiem śmierci, pod czas gdy wierzy on, że dzięki nim zapewnia sobie życie.
W świetle tych teologicznych i antropologicznych konsekwencji, namiętność obżarstwa jawi się mniej banalną, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Niektórzy Ojcowie widzą w niej nawet samo źródło grzechu pierworodnego. W rzeczywistości, spożywając owoc z drzewa, którego Bóg zabronił mu dotykać, Adam pragnął bez Boga skorzystać z tego pokarmu, który tak naprawdę symbolizuje i reprezentuje cały świat sensualny. Obżarstwo w tym początkowym fundamencie wyraźnie manifestuje, że dokonuje ono zerwania, oddzielenia człowieka od Boga i oznacza dla człowieka utratę komunii z Bogiem, a w nim dla całego kosmosu. Ważność tej namiętności ujawnia się także w fakcie, że jest ona jedną z trzech pokus, jakie szatan przedstawia Chrystusowi na pustyni (Mt 4,3). Opierając się mu Chrystus - Nowy Adam przywraca między ludzkością a Bogiem, a stąd między kosmosem i boskością, łączność, którą zerwał pierwszy Adam. Przeciwstawiając się diabłu słowami, że „nie samym chlebem będzie żył człowiek, ale każdym słowem, które wychodzi z ust Boga", Chrystus przywraca człowiekowi jego prawdziwy środek. Nie mówi On, że człowiek nie żywi się chlebem, ale wskazuje potrzebny stosunek, który powinien on utrzymywać ze Słowem. Demaskuje On dysocjację i idolatrię, które ten grzech wprowadził i leczy z nich ludzką naturę, która padła ich ofiarą. Wyzwala On wreszcie ludzkość od tyranii, którą diabeł, za pośrednictwem tej namiętności, narzucił od chwili popełnienia grzechu pierworodnego.
Obżarstwo, ze względu na wszystkie jego aspekty, które już omówiliśmy, a zwłaszcza dlatego, iż stanowi ono deprawację naturalnego i normalnego wykorzystania pożywienia, określane jest przez Ojców jako choroba. Święty Jan Kasjan mówi na przykład na temat trzech form tej namiętności, przezeń opisanych: „Istnieją trzy ogniska chorób duszy równie strasznych co licznych". Pojmuje się również, że może być ona uważana przez nich za formę szaleństwa. Święty Doroteusz z Gazy bierze to zresztą za dodatkowy argument w kwestii samego pochodzenia nazw: „smakoszostwa" (gr. laimargia) i „obżarstwa" (gr. gastrimargia). „Margainein oznacza u autorów pogańskich «być na zewnątrz siebie», a szalony nazywany jest margos. Kiedy przydarza się komuś ta choroba i to szaleństwo, by pragnąć napełnić sobie brzuch, nazywa się je obżarstwem, to znaczy «szaleństwem brzucha». Jeśli chodzi tylko o przyjemność ust, nazywa się to «smakoszostwem», to znaczy «szaleństwem ust»".
Obżarstwo jest chorobą i szaleństwem nie tylko ze względu na postawy leżące u jej podstaw. Jest też ono nimi z powodu swych licznych konsekwencji patologicznych i to na wielu płaszczyznach.
Oprócz tego, że tyranizuje ono człowieka, ogranicza go do jego pragnienia i rozkoszy jedzenia, czyni go niedyspozycyjnym wobec Boga i oddala go od jego środka, obżarstwo ma w życiu jego duszy wiele skutków niepożądanych, jednocześnie narażając na niebezpieczeństwo zdrowie jego ciała.
Święci asceci zauważają najpierw, że nadmiar pokarmów albo picia (bez względu na ich rodzaj) pozbawia ducha energii i żywotności, czyni go ociężałym, pogrąża w stanie zamroczenia, otępienia i senności, a konsekwencje te odbijają się na całej duszy. „Obciążone mnóstwem potraw ciało czyni ducha słabym (deilos [słowo oznaczające również: nieśmiały, tchórzliwy]) i leniwym (diskinetos) [słowo oznaczające również: trudny do poruszenia, powolny])" - zauważa święty Diadoch z Fotyki. Taki stan utrudnia jego wzlot ku rzeczywistości duchowej, przeszkadza prowadzić, jak należy, walkę ascetyczną, czyni trudną modlitwę, rodzi niedbalstwo i znacznie osłabia człowieka. Święty Izaak Syryjczyk pisze, iż wtedy „stracił on połowę swej siły, tak że można powiedzieć (...), że jeszcze przed wyruszeniem do walki, bez walki został ujarzmiony. Został pokonany przez rozprzężoną wolę ciała. najmniejszego wysiłku ze strony jego wrogów".
Efektem takiego nastawienia jest też pociągnięcie ku dołowi wszystkich jego mocy, przede wszystkim przez skierowanie jego pragnienia ku troskom cielesnym. Wszelkie namiętności, a zwłaszcza ta, zauważa święty Maksym „podporządkowują duch przedmiotom materialnym, ściągają go ku ziemi jak uczyniłby to bardzo ciężki kamień, którym by go obciążono, jego, który jest z natury lżejszy i żywszy niż ogień!". Ze swej strony święty Grze z Nyssy wspomina o „człowieku o myśli ociężałej, który spogląda ku dołowi i konstatuje na jego temat: „żyjąc tylko dla brzucha i dlatego, co z brzuchem jest związane, jest oddalony od życia Bożego".
W tej sytuacji rozum, obciążony i zduszony, traci swą zdolność rozróżniania dobra i zła, a przynajmniej zostaje ona zmieniona i zmniejszona. Potrzeba jedzenia i będąca jego skutkiem senność szczególnie przeszkadzają człowiekowi rozważać proste kwestie wiary, zauważa abba Pojmen. Jego osądy przestają być przenikliwe; staje się on niezdolny do bystrej myśli; jego duch, zauważa święty Jan Kasjan, „jest jakby pijany i staje się chwiejny i niestabilny".
Nadużycie jedzenia i picia powoduje też, zauważają Ojcowie, „zamęt myśli", który kazi duszę. Ogromne mnóstwo namiętnych myśli jawią się w duszy, hańbi i zaciemnia ducha. Święty Izaak mówi, że skutkiem nadużywania pożywienia „jest lekkomyślny rozum, który błąka się po całym świecie, (...) nieczyste wyobrażenia (...) w nieczystości urojeń i ekstrawagancji obrazów pełnych pożądania, które przenika do duszy i czyni w niej co chce w całej nieczystości". „Przepełniony brzuch - mówi on jeszcze - czyni z serca poczwórne drzwi majaczących urojeń". Radzi on również: „Nie obciąż brzucha, aby nie pogrążyć rozumu we wstydzie, nie być dręczonym przez roztargnienie, (...) nie zamroczyć duszy, nie niepokoić myśli". Natomiast święty Grzegorz z Nyssy wyjaśnia, że „rozkosze jedzenia i picia, które napychają po karmami, nieuchronnie powodują w ciele, z braku umiaru, choroby niezależnie od naszej woli, albowiem sytość najczęściej rodzi u ludzi takie namiętności.
Aby więc nasze ciało pozostało suwerennie spokojne i nie było niepokojone przez żadne namiętne ruchy, które pochodzą od nasycenia, należy czuwać, aby nie przyjemność, ale potrzeba określała w każdym przypadku miarę wstrzemięźliwego zachowania".
Obżarstwo otwiera więc nieuchronnie drzwi tłumowi namiętności i je rozwija, dlatego Ojcowie uważali je za matkę wszystkich namiętności i źródło wszelkiego zła. I tak święty Jan Klimak opracował długą listę odrośli tej namiętności, a jej samej każe głosić w prozopopei: „Moim pierworodnym synem jest sługa rozpusty, a drugim - zatwardziałość serca, trzecim - sen: morze myśli, fale brudu. Pochodzi ode mnie otchłań niepoznawalnych i niewysłowionych nieczystości. Moimi córkami są opieszałość, wielomówstwo, rozwiązłość języka, kpiarstwo, błazeństwo, spór, krnąbrność, nieposłuszeństwo, niewrażliwość, zniewolenie, chełpliwość, zuchwalstwo, upodobanie w świecie, a za nimi następują splugawiona modlitwa i niepokój myśli. Często też niespodziewane i nagłe nieszczęśliwe zdarzenia, a z nimi obcuje beznadzieja, bardziej od wszystkich niebezpieczna". Ten sam święty zauważa w innym miejscu, że efektem tej namiętności jest również wysuszenie świętych łez pokajania, którego całą istotność zobaczymy później. Ale główną, najbardziej i najszybciej wprowadzaną przez obżarstwo namiętnością jest pożądliwość, jak można to było zauważyć z cytowanych powyżej tekstów.
Za: Jean Claude Larchet, Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego, t przekład: mniszka Nikołaja (Aleksiejuk), konsultacja teologiczna: ks. dr Henryk Paprocki ks. dr Andrzej Kuźma, Wydawnictwo „Bratczyk" Hajnówka 2013
wtorek, 30 czerwca 2015
Celem życia monastycznego jest osiągnięcie doskonałości
Chociaż Kasjan był raczej
nauczycielem doskonałości niż teologiem w dzisiejszym rozumieniu
tego słowa, był jednak pierwszym, który uporządkował doktrynę
ascetyczną i mistyczną mnichów egipskich i zaadoptował ją dla
potrzeb monastycyzmu zachodniego. W jego czasach powstają już albo
anonimowe zbiory wypowiedzi najsłynniejszych Ojców Pustyni
{Apoftegmaty), albo pobożne opowiadania o ich życiu i cnotach
{Opowiadania dla Lausosa). Pomimo że nie przedstawił, w sensie
ścisłym, syntezy doktrynalnej, pozostawił wszelkie potrzebne
elementy do jej zbudowania. Jego naukę można zatem w skrócie
przedstawić następująco: celem życia monastycznego jest
osiągnięcie doskonałości; w zależności od stanu i przygotowania
duszy istnieją jednak trzy podstawowe stopnie doskonałości:
bojaźń, nadzieja i miłość Boga {Rozmowa XI). Poprzez miłość
Boga i czystość serca (najwyższy stopień doskonałości) dusza
dochodzi do kontemplacji, która daje przedsmak wiecznej
szczęśliwości i buduje w ludzkich sercach królestwo Boże
{Rozmowa I). Głównymi przeszkodami na drodze do doskonałości są:
przeciwstawne pragnienia ciała i ducha {Rozmowa IV), wady główne
{Reguły życia mnichów V-XII, Rozmowa V), pokusy {Rozmowa VII),
szatan {Rozmowa VIII). Podstawowym zaś środkiem do pokonania tych
przeszkód jest: modlitwa (Rozmowa III), pokuta (Rozmowa XX), post
(Rozmowa XXI), umartwienia (Rozmowa XXIV). Bardzo ważną rolę w
przezwyciężaniu trudności odgrywają również cnoty, zwłaszcza
cnota roztropności (Rozmowa II), cierpliwości (Rozmowa VI),
czystości (Rozmowa XII). Miejsce szczególne w pismach Kasjana
zajmuje modlitwa. W Rozmowie LX omawia cztery podstawowe rodzaje
modlitwy [orationum species] (prośby [obsecrationes], modlitwy ustne
[orationes], wspólne błagania [postulationes], dziękczynienia
[gratiarum actiones]), zaznaczając, że modlitwą doskonałą jest
„modlitwa płomienna", którą „sam Duch Święty, bez
naszego udziału, zanosi do Boga" i której nie można „wyrazić
słowami czy nawet objąć myślą" (XI,15,2). Ten właśnie
rodzaj modlitwy, „przekraczający wszystko, co podlega zmysłom"
(XI,25), Kasjan zaleca mnichom, uważając go za najwyższą formę
kontemplacji.
Za:
Jan Kasjan, Rozmowy z Ojcami tom 1, Rozmowy I-X, tytuł
oryginału: Collationes Patrum XXIV, przekład i opracowanie:
Ks. Arkadiusz Nocoń, seria: źródła monastyczne 28, starożytność
20, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2002
O wielomówności i milczeniu
(1)
1. [852 A] W poprzednim rozdziale mówiliśmy krótko o tym, jak
bardzo zgubnie jest sądzić innych, a jeszcze bardziej - być
osądzonym i ukaranym z powodu języka; a skrycie przenika to
także do tych, którzy wydają się być uduchowionymi. A teraz
już zgodnie z porządkiem ustalimy przyczynę tej wady i pokażemy
bramę, przez którą ona wchodzi, a raczej wychodzi.
(2)
2. Wielomówność jest siedziskiem próżności, na którym pokazuje
się [852 B] i pyszni. Wielomówność jest oznaką niewiedzy, bramą
obmowy, przewodnikiem błazeństwa, pomocnikiem kłamstwa, ustaniem
żalu, gospodarzem akedii, zwiastunem snu, rozproszeniem uwagi,
zagładą czuwania, ochłodzeniem zapału, zaciemnieniem
modlitwy.
(3)
3. Świadome milczenie jest matką modlitwy, powrotem z niewoli,
zachowaniem ognia, opiekunem myśli, tropicielem wrogów, więzieniem
płaczu, przyjacielem łez, sprawcą pamięci o śmierci, malarzem
kary, skrupulatem sądu, pomocnikiem smutku, nieprzyjacielem
rozwiązłości języka, towarzyszem hezychii, szermierzem
zamiłowania do nauki, dodawaniem wiedzy, rzemieślnikiem
rozważania nad różnymi zagadnieniami, ukrytym posuwaniem się
naprzód, niewidocznym wspinaniem się w górę.
(4)
4. Kto poznał swoje przewinienia, ten panuje nad językiem; a
gadatliwy [852 C] nie poznał jeszcze siebie jak trzeba.
5.
miłośnik milczenia przybliża się do Boga, i rozmawiając w
ukryciu, jest przez Boga oświecony.
6.
Milczenie Jezusa zawstydziło Piłata; i człowiek poprzez milczenie
niweczy zarozumialstwo.
(5)
7. Zapominając o powiedzeniu: „Będę pilnował dróg moich, abym
nie zgrzeszył językiem" [Ps 39 (38), 2] i o innym mówiącym,
że lepiej jest upaść z wysoka na ziemię niż z powodu języka,
Piotr powiedział słowo i „gorzko zapłakał" [Mt 26, 75; Mk
14, 72; Łk 22, 62].
8.
Co do mnie, nie chcę dużo o tym pisać, choć podstępność tych
namiętności skłania mnie do pisania. W dodatku, usłyszałem
kiedyś od kogoś, kto badał ze mną hezychię ust, jak powiedział,
że wielomówność rodzi się niewątpliwie na jeden z tych
sposobów: albo przez niegodziwe [852 D] zachowywanie się i
nieopanowane przyzwyczajenie (bo język będący członkiem ciała, o
ile się już czegoś nauczy, to domaga się tego z przyzwyczajenia),
albo z kolei u współzawodniczących atletów przede wszystkim z
powodu zarozumialstwa, a bywa że i z powodu obżarstwa. Często więc
wielu poskramia żołądek, poniekąd przemocą, i zarazem osłabia
język i wielomówstwo.
9.
Kto rozmyśla o końcu, ten powściągnął słowa; a kto zdobył
płacz duszy, ten jak od ognia odwraca się od gadatliwości.
10.
Kto kocha hezychię, ten zamyka usta, a kto cieszy się wędrowaniem,
ten gnany jest z celi z powodu namiętności.
11.
Kto poznał zapach ognia z góry, ten jak pszczoła od dymu ucieka od
nagromadzenia ludzi; bo jak dym wypędza pszczołę, tak i on
przeciwstawia się zbiorowisku.
12.
[853 A] Nie zda się na wiele powstrzymywać wodę bez grobli, ale o
wiele trudniej ujarzmić nieumiarkowane usta.
Kto
wszedł na stopień jedenasty, ten od razu wyciął mnóstwo zła.
Za:
Święty Jan Klimak, Drabina Raju, przekład z języka greckiego i
komentarz: Waldemar Polanowski, opracowanie i redakcja naukowa: Ewa
Osek, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2011
czwartek, 18 czerwca 2015
Modlitwa jest odłożeniem wyobrażeń
święty
Hezychiusz z Batos precyzuje: „, które mu one
narzucają, wówczas oświeca go błogosławione światło Boskości;
wszelako, dzięki pustce od wszelkich myśli, ten splendor objawia
się nagle czystemu umysłowi".
*
Modlitwę czystą definiuje się przede wszystkim jako modlitwę
człowieka oczyszczonego z wszelkiej namiętności i wszelkiego
wyobrażenia (obrazu lub myśli) złego. O tym właśnie wspomina
Apostoł, kiedy namawia do modlenia się „na każdym miejscu:
wznosząc czyste ręce, bez gniewu i złej myśli" (1 Tm 2,8).
Oczyszczenia z namiętności dokonuje się dzięki wszelkiej ascezie,
a oczyszczenia myśli dokonuje się szczególnie poprzez „walkę
wewnętrzną", w której, jak to widzieliśmy, czujność i
uwaga odgrywają - wraz z modlitwą - zasadniczą rolę, a mianowicie
„strzeżenia serca". Oczyszczenie serca stanowi w ten sposób
pierwszy i nieodzowny warunek dostąpienia przez człowieka
poznania/widzenia Boga, które stanowi jego ostateczny cel. To
właśnie podkreśla święty Filoteusz Synaita, kiedy pisze:
„Otrzymaliśmy prawo oczyszczenia serca nie z jakiegokolwiek innego
powodu, jak tylko z tego: kiedy chmury złości opuszczą przestrzeń
serca i zostaną rozproszone ciągłością uwagi, będziemy mogli we
wszelkiej czystości, jak na spokojnym niebie, widzieć Jezusa-
Słońce Sprawiedliwości". Święty Hezychiusz z Batos pisze
podobnie, że czujność, która „całkowicie wybawia człowieka od
namiętnych myśli, jak i od złych uczynków, jeśli się ją
kontynuuje długo i gorliwie, (...) daje, na ile to możliwe, pewne
poznanie Niepoznawalnego, i (...) odkrywa boskie i ukryte tajemnice".
Ten pierwszy warunek, którego szczególną istotność podkreślają
Ojcowie, nie jest jednak wystarczający: oczyszczenie serca z
wszelkiej namiętnej myśli nie przeszkadza umysłowi być
rozpraszanym przez „myśli proste", to znaczy myśli
pozbawione namiętności. Jak zauważa to Ewagriusz: „Fakt, że
ktoś osiągnął beznamiętność, nie oznacza, że będzie się on
prawdziwie modlił. Albowiem można pozostać przy myślach prostych
i rozpraszać się ich medytowaniem, a więc być dalekim od Boga".
Człowiek, skoro już zostanie wybawiony od namiętności i
oczyszczony, i zachowany od myśli i złych wyobrażeń, aby
zjednoczyć się z Bogiem w czystej modlitwie - i jest to drugie
znaczenie tego wyrażenia - powinien unikać nawet myśli prostych,
uczynić swój umysł pustym (albo, jak mówią to często Ojcowie:
obnażonym) od wszelkiego przedstawienia, wyobrażenia lub myśli
obojętnej albo nawet dobrej. I tak święty Grzegorz Synaita radzi:
„Z pomocą modlitwy, wzgardź wszelkim wyobrażeniem sensualnym lub
umysłowym, które wyrośnie z twego serca"; podobnie „jeśli
pojawiają ci się dobre pojęcia rzeczy, nie zwracaj na nie uwagi".
I święty Hezychiusz z Batos podobnie: „Czuwaj, aby nie mieć w
swym sercu żadnej myśli - ani nierozumnej, ani rozumnej", by
„strzec [twoje] serce od wszelkiej myśli, bez względu na to, jak
dobra by się wydawała". „Podobnie jak ciało, kiedy umiera,
oddziela się całkowicie od rzeczy świata, podobnie i umysł, który
osiąga stan doskonałej modlitwy [umiera] dla świata, czyli wyzwala
się ze wszystkich myśli doczesnych - pisze święty Maksym.
Ewagriusz radzi podobnie: „Staraj się uczynić twój umysł w
czasie modlitwy głuchym i niemym i będziesz mógł się modlić".
Muszą zostać wykluczone nawet wyobrażenia sensualne lub
inteligibilne właściwe dla kontemplacji naturalnej. Ewagriusz pisze
na ten temat: „Nawet jeśli umysł nie zatrzymuje się w prostych
myślach, nie osiągnął on jeszcze przez to samo miejsca modlitwy;
albowiem może kontemplować przedmioty i zajmować się ich
rozumami, które - choć są wyrażeniami prostymi - tym niemniej,
ponieważ są rozważaniem przedmiotów, pozostawiają ślad w umyśle
i oddalają go od Boga". Krótko mówiąc, „modlitwa jest
odłożeniem wyobrażeń”, zniesieniem wszystkich myśli. Bóg daje
się poznać człowiekowi, tylko jeśli ten modli się w tym stanie,
albowiem „kontemplacja Boga nie prowadzi ku niczemu, co wyciska na
umyśle piętno jakiejś formy" - pisze Ewagriusz, który
przypomina, że Bóg jest ponad wszelką postacią. „Oświecenie
jawi się czystemu umysłowi w takiej mierze, w jakiej uwolnił się
on od wszelkich wyobrażeń i wszelkiej formy" - pisze ze swej
strony święty Grzegorz Palamas, który nie przestaje twierdzić,
zgodnie z duchem całej Tradycji, że Bóg jest radykalnie
transcendentny wobec wszelkiej istoty i niedostępny dla wszystkich
zdolności poznawczych człowieka. Święty Nikodem Hagioryta zaleca
w tymże duchu przykładać uwagę do modlitwy, „pozostając bez
obrazów czy postaci, nie wyobrażając ani nie myśląc o niczym
innym, sensualnym czy intelektualnym, zewnętrznym czy wewnętrznym,
nawet gdyby było to coś dobrego. Albowiem Bóg jest poza wszelkim
sensualnym i inteligibilnym, ponad tym wszystkim. A zatem umysł,
pragnący zjednoczyć się z Bogiem przez modlitwę, musi wyjść
jednocześnie z sensualnego i inteligibilnego, pokonać to wszystko,
aby osiągnąć boskie zjednoczenie". Jasne jest, że z tego
powodu wszelkie przedstawienie realiów duchowych powinno zostać
wykluczone, a żeby modlący się uniknął ryzyka złudzenia
grożącego mu na tym poziomie, święty Grzegorz Synaita radzi:
„Jeśli pragniemy odkryć i poznać prawdę bez ryzyka popełnienia
błędu, dążmy tylko do działania serca absolutnie bez formy czy
postaci, do nieodzwierciedlania w wyobraźni ani formy, ani odcisku
rzekomych rzeczy świętych, niekontemplowania żadnego światła,
albowiem błąd, zwłaszcza na początku, ma zwyczaj oszukiwania
umysłu mniej doświadczonych poprzez te kłamliwe urojenia".
Dlatego zaleca on jeszcze: „Jeśli praktykujesz hezychię jak
należy, w oczekiwaniu na zjednoczenie się z Bogiem, nie pozwól
nigdy, aby przedmiot sensualny albo inteligibilny, zewnętrzny lub
wewnętrzny, nawet gdyby to był obraz Chrystusa albo rzekoma postać
anioła, albo świętych, albo jeszcze światło, zapisało się albo
zarysowało w twoim umyśle". W czasie modlitwy mogą być
postrzegane rozmaite nadzwyczajne formy, które wzbudzane są przez
demony, jak i rozmaite świetliste zjawy zupełnie innej natury niż
światło niestworzonej łaski, w którym objawia się Bóg, a które
modlący się może z nim pomylić. Odrzucenie wszelkiej objawiającej
się formy, powstrzymanie się od wszelkiego wyobrażenia
jakiejkolwiek natury, stanowi najlepszą ochronę przed tego rodzaju
złudzeniem.
Właśnie na realizowaniu tego radykalnego „wyeliminowania myśli",
na całkowitym braku wyobrażenia, polega drugi aspekt roli
czujności. O nim to wspomina apostoł Piotr, kiedy radzi: „czuwajcie
i módlcie się" (1 P 4,7). Czujność przybiera tu z jednej
strony formę „chronienia zmysłów", wykluczając wszelkie
doznanie, zasadę wielu wyobrażeń „materialnych i próżnych",
które są dla umysłu w równej mierze „złodziejami", a
które nawet jeśli są bez namiętności, czynią człowieka obecnym
wobec tego świata i przeszkadzają mu być w pełni dla Boga. Z
drugiej strony przybiera ona formę „strzeżenia umysłu",
wykluczając wszelkie wyobrażenie, wspomnienie, ideę, intuicję
intelektualną, krótko mówiąc wszelkie przedstawienie
jakiejkolwiek natury. To strzeżenie umysłu dokonuje się w taki sam
sposób, jak i analizowane wcześniej chronienie serca, to znaczy
poprzez odrzucanie wyobrażenia od samej chwili jego pojawienia,
niepozostawianie mu żadnej możliwości zatrzymania się i
rozwinięcia, ponieważ jakakolwiek z nim tutaj dyskusja jest
wykluczona. Jeśli zaś chodzi o chronienie zmysłów, można się
nim zajmować tylko w odosobnieniu, ciemności i ciszy - warunkach
wspomnianych przez nas podczas przedstawiania modlitwy Jezusowej.
Za:
Jean Claude Larchet, Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji
ascetycznej Kościoła prawosławnego, Wydawnictwo „Bratczyk"
Hajnówka 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)


