Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elżbieta od Trójcy Św.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elżbieta od Trójcy Św.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 maja 2016

Karmel nie jest jeszcze niebem, ale nie jest już ziemią


M. Teresa de Rostang, przyjaciółka z czasów dzieciństwa, rozmyślając później o czternastoletniej Elżbiecie, powiedziała: „Zawsze miałam wrażenie, że była wybrana. Wykazywała dojrzałość przewyższającą swój wiek o co najmniej dziesięć lat" (S368).

  Powinniśmy stale o tym pamiętać, gdy będziemy pochylać się nad jej krótkim życiem (Elżbieta umarła w wieku dwudziestu sześciu lat) i będziemy odnosić wrażenie, że jego najważniejsze fazy zawsze przebiegały przedwcześnie.
  W tym miejscu możemy pójść jedynie w dwóch kierunkach: zwykła banalna interpretacja odszukana w tanim podręczniku do psychologii, albo zadziwienie wobec tajemnicy.

  Nawet sama matka Elżbiety, mimo że była osobą bardzo religijną, nie zdołała od razu zrozumieć i przyjąć Boskiego działania, które przenikało życie jej córeczki.

  Co więcej, wielu współczesnych odczuje zakłopotanie wobec istoty, która wydaje się „przeznaczona" do Karmelu prawie od urodzenia, przeznaczona na to, aby „pogrzebać się za kratami", jak mówiła sama Elżbieta, z własnego doświadczenia przyzwyczajona, że cel, który wydawał się jej upragniony, u innych budził przerażenie.

  Tak pisała do swojej przyjaciółki, kilka dni przed zamknięciem się na zawsze w klasztorze:

„Liczę na twoje dobre odwiedziny. Mam nadzieję, że nie przestraszysz się krat, jak przestraszyła się pewna przyjaciółka mojej mamy, która przyjechała pożegnać się ze mną. Prosiła mnie, abym ją zaprowadziła, żeby mogła zobaczyć się z matką przeoryszą. Kiedy znalazła się oko w oko z kratami, doznała jakiegoś strasznego wstrząsu. Zrobiło mi się bardzo przykro, widząc ją w takim stanie!" (L 64).

  Przyjaciółka mamy współczuła zatem Elżbiecie, która ze swej strony współczuła przyjaciółce, choć obie patrzyły na tę samą kratę.
  Kilka lat później, już jako karmelitanka, podpowiadała w podobnej sytuacji:
„Powiedz jej, że kraty Karmelu, które tale ją zmroziły i wydały się tak posępne, mnie wydają się pozłacane" (L 110).

  Lecz przestrach zewnętrznych obserwatorów z pewnością powiększyłby się o kolejną trudność psychologiczną, gdyby dane im było poznać wszystkie pragnienia i myśli Elżbiety, te, których zresztą nie mogła wyjawić nikomu, oprócz zaprzyjaźnionego kapłana, ojca jej duszy, o którym już wspominaliśmy:
„Gdyby ksiądz wiedział, jaką nieraz odczuwam tęsknotę za niebem! Tak bardzo chciałabym ulecieć tam w górę, blisko Niego. Byłabym tak bardzo szczęśliwa, gdyby mnie zabrał nawet jeszcze przed wstąpieniem do Karmelu, albowiem Karmel niebieski jest o wiele lepszy, a ja mimo wszystko byłabym karmelitanką w raju" (L55).

  Jako dwudziestojednoletnia dziewczyna Elżbieta wybierała klasztor tylko dlatego, że była zmuszona oczekiwać na „coś wspanialszego ", zadowalając się pewnego rodzaju „drogą pośrednią": „Ach, widzicie, Karmel nie jest jeszcze niebem, ale nie jest już ziemią. Jakże Pan Bóg jest dobry, że mnie umieścił tutaj" (L 91).

  Powtórzmy zatem: podobne zapewnienia albo staną się przyczyną naszego psychologicznego dyskomfortu, jeśli uznamy takie zachowania za zgoła chore, albo obudzą subtelne, święte zdziwienie. Wiele zależeć będzie od tego, na ile uświadomimy sobie, że obcujemy z osobą doskonale zrównoważoną i zaskakująco dojrzałą, otwartą na Boże działanie, które, niczym w objęciach, przyciąga ją i skłania ku sobie, także wtedy, gdy tym mistycznym uniesieniom towarzyszyć będą chwile oczyszczenia, przyczyniające się do osadzenia ich całkowicie w ziemskiej rzeczywistości, we wspólnym, pokornym, bolesnym doświadczeniu człowieczeństwa.



Za: Antonio Maria Sicari OCD, Elżbieta od Trójcy Świętej. Życie teologiczne, przekład Aleksandra Bałucka-Grimaldi, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2007

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Zamilcz serce i odrzuć wszelkie rodzące się myśli



Serce powinno zatem odrzucać wszystkie rodzące się myśli, nie tracąc czasu na ich analizowanie, choćby były zupełnie nieznaczące, a jedynie trwać z ufną prostotą w Bogu. Początkowo myśli te mogą wyda­wać się miłym odprężeniem czy ukojeniem, ale dusza natychmiast dostaje się pod bezlitosne jarzmo Sza­tana. Nie ma ono nic wspólnego z lekkim i słodkim jarzmem Chrystusa prowadzącego nas do wolności. „Człowiek, który wątpi w to, że Bóg może przyjść mu z pomocą w pięknym dziele, lęka się własnego cie­nia" [Isaac le Syrien, Discours 5], a mistrzem we wzbudzaniu lęku jest demon.

 Tego pięknego milczenia dziecka Bożego, jak wszystkiego, co przeżywamy prawdziwie w Bogu, nie można osiągnąć od razu. Realizuje się ono na drodze stopniowego rozwoju, poczynając od milczenia zdo­bywanego w trudzie, niekiedy wymuszonego, aż po pełne słodyczy milczenie spoczynku na sercu Jezusa, milczenie zdania się, prostej otwartości na Słowo, jak to przeżywał święty Jan oparty na piersi Jezusa pod­czas Ostatniej Wieczerzy.

 „Na początku to my sami zmuszamy się do milczenia. Następnie z naszego milczenia rodzi się coś, co pociąga nas ku milczeniu. Oby Bóg pozwolił ci poczuć to coś, co rodzi się z milczenia. Jeśli będziesz je praktykował, nie potrafię wprost powiedzieć, ile światła powstanie w to­bie [...]. Dzięki takiemu sposobowi działania po jakimś czasie w sercu rodzi się pewne uczucie słodyczy i ciało, niejako gwałtem, zostaje wdrożone w trwanie w mil­czeniu" [IZAAK Syryjczyk, De perfectione religiosa C 65].

Jeśli Elżbieta od Trójcy Świętej mówi o milcze­niu, o dodatkowym człowieczeństwie (por. MT), jako o celu do osiągnięcia, który zawierza Bogu, to zna­czy, że jeszcze do niego nie doszła. Kiedy w 1904 roku pisze słynny wiersz Uwielbiam Cię, mój Boże, Trój­co Święta czy wiersz 110: Gdzie Światłość jest moim Mieszkaniem - Boskiego Oblicza wdzięki [W wydaniu polskim tytuł wiersza brzmi: W głębokiej ciszy Twego wiecznego Bytu. [Przyp. tłum].], wyraża w nich pragnienie doskonałego milczenia własnego „ja", którego jeszcze nie osiągnęła, skoro mówi: „Gdy z siebie zupełnie odarta, Odzieję się Tobą – Piękności!".

 To znaczy, że nie doszła jeszcze do zupełnego ogo­łocenia, do doskonałego milczenia. Dwa lata później, w 1906 roku, wypowiada się w wierszu inaczej: „Zginęłam we Wnętrzu Trójcy... 0, Boska Przepaści Głębino! Żegnaj, wybrzeże dalekie, Odpływam już w Nieskończoność, Gdzie moi Trzej mym Dziedzictwem! 0 Matko! - To Niezmierzoność" (ETP116).

 W ciągu dwóch lat została zanurzona w Bogu, w milczeniu błogosławionych, w błogosławionym wyjściu z siebie. Całe jej życie stało się jednak poszu­kiwaniem wielkiego milczenia wewnętrznego, któ­re pozwala Boskiemu Bytowi odcisnąć w niej swoje podobieństwo. Milczenie umożliwia odbicie obrazu, a identyczność jego piękna będzie doskonała jedynie wówczas, gdy dusza już nie znajdzie w sobie żadnego obrazu pozostającego po własnym „ja", które powin­no zostać opróżnione z siebie.

 „Przemiana, wieczności warta, Uczyni mnie Tobą w miłości, Gdy z siebie zupełnie odarta, Odzieję się Tobą - Piękności!" (ETP110).
„Tam Mu oddałam siebie i swoje czyny, Nie zostawiwszy żadnej własności, I tam przyrzekłam być Jego w miłości" (PD, strofa 27).

  Trzeba oddać całe „ja" z jego zgiełkiem, aby Bóg mógł dać nam własne milczenie, które jest tak na­prawdę Nim samym, milczeniem, w którym spoczy­wa Jego Słowo. Podobnie jak wszyscy święci, musimy jednak zdawać sobie sprawę, że wyjście z siebie jest owocem bardzo długiej pracy. Dlatego też Elżbieta po­przez swoje wiersze uświadamia i odsłania nam fakt, iż ona sama osiągnęła to dopiero pod wieczór życia, w tym samym roku, w którym odeszła do nieba.

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

niedziela, 27 kwietnia 2014

Elżbieta od Trójcy św. o czystości


Czystość jest najpiękniejszą cnotą, którą Jezus szczególnie ukochał. Święty Alfons powiedział, że w piekle na stu potępionych dziewięćdziesięciu dziewięciu jest potępionych z powodu utraty tej cnoty. Odwracając to twierdzenie, można powiedzieć, że jeśli ktoś posiada tę najpiękniejszą z cnót, ma dziewięćdziesiąt dziewięć szans na sto, by dostać się do nieba. Jezus bowiem nie może skazać na życie z dala od siebie duszy czystej, która zawsze czuwała nad sobą (Dz 19 III 1899).

Wybrane sentencje Elżbiety od Trójcy Św.


Życie jest kwiatem rozkwitającym rano, a więdnącym wieczorem (Dz 7 III 1899).

Życie można by streścić następująco: wiele cierpień i łez, wiele złudzeń, nadzieja szczęścia wciąż oczekiwanego, a nigdy nie osiągniętego… A jednak przywiązujemy się do tego życia. Co za niedorzeczność!… (Dz 7 III 1899).

O, jak krótkie jest życie! Jak szybko przemija! Dziecko, patrząc na białe włosy starca, na jego przygarbione plecy, mówi do siebie: kiedy ja będę taki jak on? Ten czas wydaje mu się tak bardzo odległy. A tymczasem… (Dz 7 III 1899).

Śmierć przychodzi po nas w chwili, gdy najmniej o niej myślimy… Ileż śmierci nagłych!… Czy jutro, a może nawet dzisiejszej nocy śmierć nas oszczędzi, tak jak oszczędziła wczoraj? (Dz 10 III 1899).

Ubóstwo to nie tylko wyrzeczenie się wszelkiego rodzaju bogactwa, dobrobytu, lecz jest to oderwanie serca (Dz 20 III 1899).

Pokora jest źródłem łask (Dz 24 III 1899).

Przed modlącą się pokornie duszą Jezus otwiera swe Serce i pozwala, by spłynęły na nią wszelkie dary, łaski i błogosławieństwa (Dz 24 III 1899).

Być pokornym to znaczy być bardzo miłowanym przez Jezusa. Pysznych On nie znosi. Możemy to zrozumieć na podstawie antypatii, jaką w nas wzbudzają osoby dumne i zadowolone z siebie. Nawet świat nie może ich znieść. Również Pan Bóg ich nie miłuje (Dz 24 III 1899).

Trudniej jest dźwignąć się ze zniechęcenia niż z grzechu (Dz 28 III 1899). 

 
Patrzę na świat, na rzeczy tego świata, jako na rzeczy, wśród których mam przejść, lecz nie przywiązuję do nich serca (Dz 2 IV 1899).

Są rzeczy, które wystawione na powietrze, tracą zapach. Są też głębokie myśli, których nie można przełożyć na język ziemski, gdyż stracą swoje głębokie i niebieskie znaczenie (Dz 27 I 1900).

Niech zniknie Elżbieta, a pozostanie tylko Jezus!… (Dz 27 I 1900).


Mroki i cierpienia odrywają nas od wszystkiego, aby połączyć z Jedynym naszym Wszystkim; oczyszczają nas, abyśmy mogli dojść do zjednoczenia z Nim (L 47).

Wspaniała to rzecz samotność i uciszenie… Wewnątrz zawsze można je posiadać, albowiem któż mógłby zakłócić spokój serca całkowicie zajętego Bogiem? Hałas dociera tylko do powierzchni, lecz wewnątrz jest tylko On, Jezus!… (L 49).

Czy nie uważasz, że chwilami potrzeba milczenia staje się jeszcze bardziej przynaglająca? A więc nakażmy milczenie wszystkiemu, aby słuchać tylko Jezusa. To coś wspaniałego trwać w mil­czeniu przy Boskim Ukrzyżowanym! (L 50).

Spośród wszystkich godzin najbardziej lubię godziny ścisłego milczenia. Jestem w małej celce, która jest mi droga. Jest moim sanktuarium. Jest przeznaczona wyłącznie dla Jezusa i dla mnie. (L 91).

Życie karmelitanki jest życiem milczenia, stąd też kocham je ponad wszystko (L 97).

Nieskończoności spragniona jest moja dusza!… (L 107).

Wydaje mi się, że święci to osoby, które zawsze zapominają o sobie, a gubią się do tego stopnia w Bogu, którego miłują, że nie zwracają uwagi na siebie, nie patrzą na stworzenia, owszem, mogą mówić za św. Pawłem: «Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus» (L 179).

Uważam, że tajemnica pokoju i szczęścia na tym świecie na tym polega, aby zapomnieć o sobie (L 249).


Opróżnijmy naszą duszę, aby Jezus mógł wejść do niej i przekazać nam to życie wieczne, które jest Jego życiem (L 250).

Szczęśliwa dusza, która doszła do oderwania się od wszystkiego. Ona naprawdę miłuje… (L 264).

Życie zakonne jest wielkim oddzieleniem się od świata (L 278).

Dusza, która dyskutuje ze swoim «ja», przejmuje się swoją wrażliwością, idzie za jakąś niepożyteczną myślą, pierwszą lepszą zachcianką, taka dusza rozprasza swoje siły i nie jest w pełni nastawiona na Boga: jej lira nie drga unisono, a Mistrz, co gra na niej, nie może wydobyć z niej boskiej melodii. Jest w niej jeszcze zbyt wiele czynnika ludzkiego, zbyt wiele dysonansu (OR 3).

Nie mogę pozwolić na to, aby mną kierowały chwilowe wrażenia czy pierwsze odruchy natury, lecz muszę wolą opanowywać siebie… Aby zaś ta wola była wolna, muszę ją «zamknąć w woli Bożej», jak się wyraża pewien pisarz pobożny (OR 28).

Wszystko zależy od intencji. O, jak bardzo możemy uświęcać najmniejsze rzeczy i najzwyklejsze czynności codzienne zmieniać w dzieła Boże! (L 309).

Dusza, która żyje w zjednoczeniu z Bogiem, wykonuje tylko czyny nadprzyrodzone, tak że wszystkie jej prace, najbardziej nawet pospolite, zamiast odrywać od Boga, jeszcze bardziej do Niego ją zbliżają (L 309).

Pycha jest wadą, której nie można zniszczyć jednym mocnym uderzeniem miecza. Niewątpliwie, pewne heroiczne akty pokory, jakie widzimy w ży­ciorysach świętych, jeśli nie zadają jej ciosu śmiertelnego, to przynajmniej znacznie ją osłabiają. Poza tymi jednak wypadkami trzeba ją uśmiercać codziennie. «Codziennie umieram», wołał św. Paweł (WP 2).

«Uczyńmy człowieka na obraz i na podobieństwo nasze» (Rdz 1, 26). Gdybyśmy przede wszystkim pamiętali o pochodzeniu naszej duszy, wtedy rzeczy ziemskie wydałyby się nam mało ważne, owszem, powinniśmy nimi pogardzać (WP 3).

«Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie i niech weźmie krzyż swój» (Mt 16, 24). Ta nauka, która wydaje się tak bardzo surowa, jest niezwykle przyjemna, jeśli na nią popatrzymy od strony celu tego obumierania; jest nim bowiem przekazanie życia Bożego w miejsce naszego życia, życia grzechu i nędzy (WP 3).

Wydaje mi się, że dusza najbardziej wolna to dusza najbardziej zapominająca o sobie (WP 4).

Gdyby mnie zapytano o sekret szczęścia, odpowiedziałabym: nie zwracać wcale uwagi na siebie i zapierać się siebie w każdej chwili (WP 4).

Głęboko współczuję duszom, które nie żyją życiem wyższym, lecz tylko ziemskim i pospolitym. Uważam, że są one niewolnicami. Dlatego chciałabym im powiedzieć: zrzućcie jarzmo ciążące na was! Co robicie z więzami, które przywiązują was do siebie samych i do rzeczy jeszcze niższych niż wy same? (WP 6).

Trzeba być bardzo czystym, by kontemplować Boże Oblicze (L 323).
Oto sekret, aby móc zrealizować plan samego Boga wobec nas: zapominać o sobie, usuwać się, nie zwracać na siebie uwagi, patrzeć na Mistrza, patrzeć tylko na Niego, przyjmować zarówno radość, jak i boleść, jakby bezpośrednio pochodziły z Jego miłości. To wszystko daje duszy wielki pokój i pogodę ducha… (L 333).
    Dz = Dzienniczek (z podaniem daty).
    L = Listy (z podaniem kolejnego numeru listu).
    OR = Ostatnie rekolekcje.

sobota, 26 kwietnia 2014

Samotność serca, które w nicości, w całkowitej pustce oczekuje …


Logismoi i fantazmaty

[Logismoi - Od słowa greckiego logismos, które oznacza 'roztrząsanie', 'rozważanie', 'rozu­mowanie'. [Przyp. tłum]

Do rozmowy nie jest potrzebna druga oso­ba. W samotności można z łatwością pro­wadzić dysputy, które odciągają naszą uwagę od Boga i w konsekwencji udaremniają Jego działanie w nas. Zajmujemy się przyjemnościami, lękami, urazami, wątpliwościami, iluzjami, podejrzeniami. Rój myśli wzbiera pośród samotności, a niekiedy towarzyszą mu wyobrażenia. Człowiek cielesny poprzez słowa wewnętrzne, logismoi, i towarzyszące im wyobraże­nia, fantazmaty, domaga się należnych mu bodźców. Nie posiada on mocy płynącej ze słuchania Słowa i usiłuje poprzez dialogi z sobą samym odzyskać siły w pustce bodźców zmysłowych. Trzeba więc zamilk­nąć, zaprzestać rozmów ze swoim „ja".

„Dusza, która prowadzi dyskusje ze swoim «ja», któ­ra zajmuje się swoimi czułostkami, która ugania się za myślą niepożyteczną, jakimkolwiek pragnieniem, ta du­sza rozprasza swoje siły, ona nie jest całkowicie nasta­wiona na Boga: jej lira nie drga unisono i kiedy Mistrz jej dotyka, nie może z niej wydobyć boskich harmo­nii, jest bowiem jeszcze zbyt ludzka, co powoduje dy­sonans" (OR 3).

W tym tkwi cały problem - nie można osiągnąć prawdziwej samotności bez wewnętrznego milczenia. Prawdziwa samotność jest samotnością serca, które w nicości, w całkowitej pustce, wszystkiego oczekuje od Boga. Można być odosobnionym fizycznie, a żyć poza obecnością Tego, który wyprowadza na pustynię. I odwrotnie, chcieć żyć tą samotnością wewnętrzną, nie usuwając się ze świata, nie porzucając faktycznie jego trosk i zajęć, okazuje się bardzo trudne. Dusza i ciało na tym świecie stanowią całość i aby żyć odosobnieniem, trzeba usunąć się, choćby do bardziej oddalonego pokoju. A zatem konieczne są oba człony wezwania: „uciekaj i milcz!".

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

O korzyściach rozmyślania


  1. Dusza, która rozmyśla, ma zapewnione zbawienie. Szatan robi wszystko, aby odciągnąć dusze od rozmyślania, wie bowiem, jak bardzo skuteczny to środek do postępu w cnocie (Dz 21 III 1899).
  2. Rozmyślanie polega na zastanawianiu się nad sobą w obecności Boga (Dz 21 III 1899).
  3. Wielkim nieszczęściem w naszych czasach jest bezmyślność (Dz 21 III 1899).
  4. Chrześcijanin, który rozmyśla, o wiele lepiej potrafi modlić się niż inni (Dz 21 III 1899).

    Elżbieta od Trójcy św.


Elżbieta trochę przesadza, z pewnością rozmyślanie o rzeczach istotnych jest nad wyraz chwalebne i korzystne, ale do zbawienia, czy też poznania rzeczy takimi jakimi są, trzeba coś więcej – bardzo pomocna jest między innymi umiejętność przeciwna do rozmyślania, zdolność doprowadzenia umysłu do stanu milczenia oraz dalsza kontemplacja tegoż milczenia. W praktyce duchowej jest czas na rozmyślanie i dyskusję oraz czas na milczenie, milczenie ust i myśli. Te dwa rodzaje milczenia z kolei wiodą do milczenia serca. Gdy to milczenie staje się niewzruszone niezależnie od okoliczności, nazywamy to zbawieniem.

Oto wieczne teraz, w którym ma być umieszczona Laudem gloriae


„Oto wieczne teraz, w którym ma być umieszczona Laudem gloriae. Ale żeby była prawdziwa w tej postawie adoracji, żeby mogła śpiewać: «Budzę jutrzenkę» (por. Ps 56, 9), trzeba, aby ona mogła także mówić ze świętym Pawłem: Dla Jego miłości straciłam wszystko (por. Flp 3, 8); to znaczy, z Jego powodu, aby Go zawsze adorować, «odłączyłam się, oddzieliłam się, ogołociłam się» z siebie i ze wszystkiego, tak pod względem naturalnym, jak i w porządku nadprzyrodzonym wobec darów Bożych. Albowiem dusza, która nie byłaby w taki sposób «wyniszczona i uwolniona» od niej samej, będzie z konieczności w pewnych godzinach banalna i naturalna, a to nie jest godne córki Bożej, oblubienicy Chrystusa, świątyni Ducha Świętego. Żeby się zabezpieczyć przeciwko temu życiu naturalnemu, trzeba, żeby dusza była czujna w swojej wierze, z tym pięknym wzrokiem kierowanym na Mistrza. [...] Wtedy «będzie zawsze adorować swego Boga ze względu na Niego samego» i będzie żyła, na Jego obraz, w tym wiecznym teraz, w jakim On żyje..."

Ostatnie Rekolekcje, Elżbieta od Trójcy św.

piątek, 25 kwietnia 2014

Bł. Elżbieta od Trójcy Św. - zakochana pianistka


W wieku zaledwie siedmiu lat, po spowiedzi i przyjęciu Komunii świętej, postanowiła pracować nad sobą i opanować swój trudny charakter, wcześniej była nieznośną, rozkapryszoną dziewczynką, wybuchającą niepohamowana złością. O dniu, w którym przyjęła Pana do siebie, napisała w swoim Dzienniczku: "Moja dusza stała się mieszkaniem Boga, Pan posiadł me serce. O, święty, piękny dniu, kiedy Jezus wszedł do mnie i w głębi duszy pozwolił mi usłyszeć swój Głos…".

Elżbieta urodziła się 18 lipca 1880 roku we Francji, we wsi Avor niedaleko Bourges. Wcześnie została osierocona przez ojca. W wieku czternastu lat złożyła prywatnie ślub czystości i postanowiła wstąpić do Karmelu w Dijon. Była bardzo uzdolniona muzycznie, świetnie grała na fortepianie. W 1893 roku zdobyła nawet pierwsze miejsce na ogólnonarodowym konkursie pianistycznym organizowanym we Francji. Otwierała się przed nią kariera artystyczna. I choć zapraszano ją wtedy na salony, uczestniczyła w wielu balach - dodać trzeba, że była bardzo piękna - to przecież jej serce czuwało przy jedynym Umiłowanym, przy Jezusie niosącym krzyż. Tylko Jego pragnęła pocieszać i Jego naśladować w uniżeniu i pokorze. Chociaż nie była jeszcze w upragnionym miejscu, w Karmelu, to w sercu swoim doświadczała Bożej Obecności.

Gdy miała osiemnaście lat, o swoim zamiarze wstąpienia do zakonu powiedziała mamie, która jednak była temu przeciwna i ograniczyła jej częste wizyty w kościele i w klasztorze karmelitanek. Widząc jednak stałość córki, wyraziła zgodę na jej decyzję wstąpienia do Karmelu dopiero wtedy, gdy Elżbieta miała 21 lat. Na pytanie przełożonej, jaki jest jej ideał świętości, Elżbieta bez wahania odpowiedziała: "Żyć miłością". A niewyczerpanym źródłem tej miłości była Trójca Święta, którą pragnęła uwielbiać.

W czasie nowicjatu doświadczała ciemnych nocy, gnębił ją niepokój i duchowa udręka. Wydawało się jej, że nie wytrwa w powołaniu. Jednocześnie z wielką wiarą i ufnością pisała do swojej cioci: "Znalazłam moje Niebo na ziemi w mojej drogiej samotności w Karmelu, gdzie jestem sama z Bogiem samym. Wszystko robię z Nim, wszystko więc czynię z Bożą radością. Czy zamiatam, czy pracuję, czy się modlę, wszystko jest dobre i radosne, bo wszędzie widzę mego Mistrza!". W 1903 roku złożyła śluby zakonne. I znowu, mimo zamętu i duchowej pustyni, wyznała: "Oczekując na Oblubieńca, pojęłam, że moje Niebo rozpoczęło się na ziemi, Niebo w wierze, w cierpieniu i całopaleniu dla tego, którego kocham". W swojej duszy doświadczała miłości Ojca, pokoju Syna i radości w Duchu Świętym. Czytając pierwszy rozdział listu św. Pawła do Efezjan, odkryła, że Bóg stworzył nas do uwielbienia Swej chwały. W modlitwie do Trójcy Świętej napisała: "Uspokój moją duszę, uczyń z niej Twoje Niebo, Twoja umiłowaną siedzibę i miejsce odpoczynku".

Bóg przyjął jej całopalna ofiarę. Wkrótce ciężko zachorowała na chorobę Addisona. Bardzo wtedy cierpiała. Jej ostatnie słowa, wypowiedziane przed śmiercią w dniu 8 listopada 1906 roku, brzmiały: "Idę do Światła, do Miłości, do Życia".


Marek Wójtowicz SJ