Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karmelita Bosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karmelita Bosy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 maja 2014

Nadprzyrodzony i pełen ciszy pokój


„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam" (J 14, 27) - pokój ten nie jest na­szym dziełem, ale pochodzi od Niego, od Jezusa. On ofiarowuje nam pokój zarazem ludzki i Boski. Nie możemy go osiągnąć własnymi siłami, ale powinni­śmy przygotować się na jego przyjęcie. W nim znaj­dujemy odpoczynek obiecany przez Jezusa. Jednak dopóki nie złożymy wszystkiego w Jego ręce, ugina­my się pod brzemieniem własnego istnienia, własnego „ja". Gdy tylko ten niezmącony pokój zagości w du­szy, Słowo może wreszcie działać w nas cicho i bez przeszkód; wreszcie nieskrępowane niczym, dokonu­je skutecznie i z mocą swojego dzieła wypływające­go z nadmiaru Jego miłości [W oryginale: un trop grand amour ('zbyt wielka miłość') - wyrażenie bł. Elżbiety od Trójcy Świętej, które występuje wielokrotnie w jej pismach. [Przyp. tłum.].]. W ten sposób dajemy Mu możliwość uczynienia z nas prawdziwych dzie­ci Boga, żyjących, podobnie jak Syn, pełnią Ducha.

  Już od pierwszych wieków chrześcijaństwa ci, któ­rzy posłyszeli wezwanie pustyni, zrozumieli, że celem ascezy jest jedynie otwarcie nas na przemieniające i przebóstwiające działanie Słowa. Człowiek powinien nauczyć się całkowitego ofiarowania siebie Bogu, a na­stępnie spokojnego trwania pod Jego miłującą dłonią.

  Nie może to nastąpić bez obumierania sobie, obumar­cia grzesznego „ja", które pragnie działać samowolnie, nie poddając się pod jarzmo Chrystusa. Od tego mo­mentu rozpoczyna się ciężka walka z własnym „ja", które utrudnia wszelkie starania osiągnięcia prostej, spokojnej dyspozycyjności, otwartości na dar Boży.

  „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie we­dług słowa twego" (Łk 1, 38). (…)

Czyni to wraz z wielkim Antonim Pustelnikiem, tym, który dzięki pokorze potrafił stać się teodydaktą - człowiekiem nauczanym przez samego Boga. Czy­ni to również z prorokiem Ozeaszem: „Wyprowadzę cię na pustynię i będę mówił do twego serca" (por. Oz 2, 16). A znacznie później posługuje się także Arseniuszem, któremu zawdzięczamy ów słynny apoftegmat, który tylu ludzi zainspirował do pójścia na pustynię, aby doświadczyć takiego spotkania. Ode­rwanie od siebie podlega jednak prawu stopniowego wzrostu, jak pouczył o tym Chrystus tegoż Arseniusza: „Uciekaj od ludzi, milcz i trwaj w pokoju" [Abba Arseniusz, Apoftegmat 2. [W wydaniu polskim : „Uciekaj, milcz, módl się" (tenże, Apoftegmat 2(40), w: Apoftegmaty Ojców Pustyni, 1.1: Gerontikon, tłum. M. Borkowska, oprac. M. Starowieyski, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2004, s. 142). Przyp. red. pol.]]. Są to trzy następujące po sobie etapy, które prowadzą od pokoju zewnętrznego, poprzez pokój duszy, do poko­ju ducha; etapy, które przygotowują wielki pokój we­wnętrzny, nadprzyrodzony, dzięki któremu Bóg może odnowić w nas odbicie swojego obrazu i swojego bo­skiego podobieństwa: w ten sposób pierwotny obraz i podobieństwo zostają odzyskane. „Uciekaj od ludzi, milcz i trwaj w pokoju" - uciekaj od tego, co świato­we, od ducha tego świata i od otoczenia, w którym nigdy nie osiągniesz pełnej dyspozycyjności wobec Mnie. Kiedy znajdziesz się już na pustyni, zamilk­nij, nie dyskutuj z samym sobą, gdyż w ten sposób pojawi się ponownie duch świata, a twoje odosobnie­nie niczemu nie będzie służyć. I wreszcie, trwaj w po­koju, nie lękaj się tego, co dokonuję w tobie, pozwól Mi ciebie miłować, wejdź w Mój odpoczynek, w Mój pokój, zanurz się w ufności i oddaniu, a tracąc siebie, odnajdziesz swoje życie we Mnie, czyli Mnie samego.

  Aby żyć powołaniem dzieci Bożych, a zwłasz­cza powołaniem zakonnym, powinniśmy starać się wejść, z Bożą pomocą, na drogę pokoju. Pokój ten, początkowo naturalny i dobrowolny, przerodzi się stopniowo w nadprzyrodzony i pełen ciszy dzięki Bożej łasce i naszej uległości. Dlatego też Chrystus postępuje bardzo pedagogicznie, mówiąc do Arseniusza: „Trwaj w pokoju!", co język grecki wyraża słowem hesychadze! Praktyka ta wywodzi się z hezychazmu, nurtu monastycznego ukierunkowanego na samotność, który w istocie łączy się z początkami monastycyzmu wschodniego. Zasada ta, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, znajduje odzwier­ciedlenie w życiu pełnym autentycznego poszuki­wania Boga. Nie istnieje żadne życie monastyczne, życie w samotności czy też życie w autentycznej re­lacji z Bogiem bez ascezy polegającej na dyspozycyj­ności wobec Jego stwórczego działania w nas, bez spokojnego trwania pod Jego mocną dłonią. Takie wyrażenie znajdujemy w czwartym kanonie Sobo­ru Chalcedońskiego (451 r.), który ustalił, że każdy mnich powinien dążyć do hezychazmu. Jak pisze ojciec Irenee Hausherr - hezychazm „jest być może środkiem par excellence, a w każdym razie środkiem doskonałym dla osiągnięcia nieustannej modlitwy i zjednoczenia z Bogiem".

  Jeżeli określenie to nie zagościło dotąd w słow­nictwie karmelitańskim, to nie traci aktualności w takim sensie, że nie można mówić o zjednocze­niu z Bogiem, o naszym powołaniu dzieci Bożych bez dyspozycyjności wobec Jego przemieniającego, pełnego miłości działania, bez pozostawania w po­koju, aby Bóg mógł odbić w nas własne piękno. Za­przeć się siebie całkowicie we wszystkim i pozwolić się miłować (pozostawać pod działaniem miłującej dłoni, która nas przemienia) to karmelitańskie spo­soby wyrażenia postawy, która dąży do osiągnięcia jednego celu - wewnętrznej dyspozycyjności, poko­ju - nieosiągalnych zresztą bez Jego pomocy. Taka postawa pozwala Bogu odtworzyć w nas swój obraz i podobieństwo oraz zjednoczyć się z nami. Dlate­go też hezychazm w pierwotnym sensie tego słowa, w sensie „arseniańskim", musi, choćby nieznacz­nie, znaleźć odzwierciedlenie w każdej autentycznej duchowości chrześcijańskiej, w każdym powołaniu kontemplacyjnym, a zatem i w powołaniu karmelitańskim, czy jeszcze ściślej, w każdym powołaniu do samotności.

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011  

środa, 7 maja 2014

Wielkim złudzeniem byłoby sądzić, iż można osią­gnąć odosobnienie duchowe, nie przechodząc wpierw przez faktyczne odosobnienie zewnętrzne


Wielkim złudzeniem byłoby sądzić, iż można osią­gnąć odosobnienie duchowe, nie przechodząc wpierw przez faktyczne odosobnienie zewnętrzne. Skoro człowiek na tym świecie stanowi niepodzielną całość cia­ła duszy i ducha, pierwszym krokiem powinno być podjęcie fizycznego odłączenia od świata. Będzie ono służyło następnie za fundament dla odosobnienia du­chowego, abyśmy już tu na ziemi żyli antycypacją nieba, jak mówiła Elżbieta od Trójcy Świętej. Opisa­na wcześniej kseniteja nie jest zatem czymś zbytecz­nym dla tych, którzy zostali wezwani na pustynię. Wręcz przeciwnie - okazuje się nieodzowna. Stanowi prawdziwy fundament. Anachoreza wymaga odosob­nienia w sensie przestrzennym, a zatem fizycznego. Człowiek ucieka w jakieś miejsce, gdzie jest oddalo­ny i odłączony od świata. Ewagriusz z Pontu twier­dził, mówiąc pokrótce, iż anachorezę, „odsunięcie się od świata Ojcowie nasi nazywają ćwiczeniem się w umieraniu i ucieczką od ciała" [Ewagriusz z Pontu, O praktyce [ascetycznej] 52], gdyż nęka ono du­szę. Odosobnienie pomaga duszy zapanować nad cia­łem. To bardzo radykalny zwrot! Do tej pory ciało niepoddane praktyce odosobnienia narzucało swo­je determinanty i zniewalało duszę swoimi namięt­nościami, rozniecając pożądanie. Ten sam Ewagriusz wyciągnął wniosek, że kiedy „pożądliwość zostanie rozniecona, wygasają głód [Boga], wysiłek [wdraża­nia się w odosobnienie] i anachoreza" [Ewagriusz z Pontu, O praktyce [ascetycznej] 15. [Por. tamże, s. 210: „Rozpaloną pożądliwość gasi post, trudy i odsunięcie się od świata". Przyp. tłum.]].


Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

wtorek, 6 maja 2014

Trzeba biec w przeciwnym kierunku




Wielkie wyrzeczenie podjęte po to, aby odnaleźć milczenie wewnętrzne, umożliwiające kontakt z Bo­giem, staje się jednym z najważniejszych elementów ascezy. Nie chodzi o torturowanie siebie, lecz o zna­lezienie środków potrzebnych dla przyjęcia Miłości i życia Nią, skoro w Nią wierzymy. W przeciwnym razie doświadczamy wewnętrznego podziału. „Nie­nawidzę ludzi chwiejnych" (Ps 119[118], 113), mówi psalmista, takich, których serce nie jest całkowicie oddane Bogu. Walka z myślami stanowi istotę drogi ascetycznej i mistycznej, jaką ukazuje nam Ewagriusz z Pontu. Pasterz Hermasa [Chodzi o postać z chrześcijańskiego tekstu, który powstał w II w. n.e. Zawiera opisy wizji, które otrzymał Hermas, rzymski niewolnik, od anioła nawrócenia, nazwanego w tytule Pasterzem. Dzieło to było powszechnie znane i wywar­ło wielki wpływ na Kościół pierwszych wieków. Por. Hermas, Pasterz, tłum. A. Świderkówna, w: Pierwsi świadkowie. Wybór najstarszych pism chrześcijań­skich, oprać. M. Starowieyski, Wydawnictwo Znak, Kraków 1988, s. 248-307. [Przyp. tłum.]] uważa nawet, że myśli są hipostazami demonów i rzeczywiście w interesie Prze­ciwnika leży to, aby nas odciągnąć od jedynej myśli o Bogu, od czystej wiary, gdyż wie on doskonale, że człowiek staje się bezbronny, kiedy traci kontakt ze Światłem dającym życie. Wiara, łącząca nas z wiecz­nym Światłem, przemienia nas i rozprasza ciemności.

  Grzech pierworodny jest niosącym śmierć owocem wewnętrznego dialogu z samym sobą, jaki człowiek podjął, kiedy usłyszał podszepty węża. One, sugeru­jąc człowiekowi, że poprzez własny hałas wewnętrz­ny dotrze do prawdy i szczęścia, wzbudzają w nim podejrzliwość wobec życzliwego Stwórcy i popychają do zerwania więzi, jaka istnieje dzięki światłu wiary, aby prowadził swoje wewnętrzne rozważania pośród ciemności. Stąd owo nescivi Elżbiety od Trójcy Świę­tej. Nie chce ona już nic wiedzieć, aby być prostą, bezgraniczną ufnością wobec Miłości. Jeżeli Adam wydał się na pastwę śmierci, okazując wahanie co do Bożej dobroci, Elżbieta w swojej modlitwie do Trój­cy Świętej wyraża pragnienie wydania się jako ofiara Miłości. Jest to postępowanie w odwrotnym kierun­ku niż ten, jaki doprowadził do upadku pierwszych ludzi, polega na odwróceniu tego ruchu. Trzeba biec w przeciwnym kierunku (palindromein [palindromos (gr.) - 'biegnący z powrotem'. [Przyp. tłum.]]), jak mówił św. Grzegorz z Nyssy.

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

poniedziałek, 5 maja 2014

Odosobnienie duchowe prowadzi do amerimnos


Odosobnienie duchowe prowadzi do beztroski (amerimnos) ojców starożytnych. Oznacza to, że osoba, która osiągnęła ten stopień hezychazmu, nie dokonuje rozróżnienia pomiędzy wydarzeniami postrzegany­mi jako szczęśliwe lub nieszczęśliwe, ponieważ żyje na takiej głębi, że nic nie może jej poruszyć. Doznaje uczuć, ale w głębi ducha jej stan się nie zmienia.

  „Można było wokół niej hałasować, robić zgiełk: «Nescivi»!. Można ją było oskarżać: «Nescivi». Ani sprawy honoru, ani rzeczy zewnętrzne nie mogły wytrącić jej z jej świętego milczenia. Tak samo dzieje się z duszą, która weszła do twierdzy świętego skupienia: oko jej duszy, otwarte na jasności wiary, odkrywa swego Boga obecnego, żyjącego w niej. Z kolei ona pozostaje tak bardzo obecna w Nim, w swojej pięknej prostocie" (OR 4 i 5).

  „On [szatan, przeciwnik duszy] bowiem walczył i niepo­koił duszę różnymi pociskami swojej artylerii, aby nie mogła wejść do tej twierdzy i w ukrycie wewnętrznego skupienia ze swym Oblubieńcem. Teraz jednak, gdy du­sza doszła do tego stanu, jest tak wsparta, tak mężna i tak zwycięska z cnotami, które posiada" (PD 40,3).

  „Pan w rzeczywistości pragnie, aby dusza odpo­częła od wszelkiej troski, od wszelkiego pragnienia, od wszelkich pokus i utrapień, pragnie, aby była bez­troska (amerimnos), wolna od wytwarzania cegieł w Egipcie. Chce poprowadzić ją na pustynię, to zna­czy w hezychię, aby oświecać jej drogę słupem obłoku i karmić ją manną, czyli chlebem hezychii i beztro­ski (amerimnos), aby dać jej w dziale dobrą ziemię, to znaczy niebieską Jeruzalem".

  I to jest owa najlepsza cząstka - odpoczynek w Je­zusie (por. Mt 11, 28) - którą cieszyła się Maria, sio­stra Marty (por. Łk 10, 41-42).

  „U niej [u duszy nadprzyrodzonej] wszystko sprowa­dza się do jednego, jest to «jedyne konieczne», o któ­rym Mistrz mówił do Magdaleny [Marii]. Wtedy ona jest naprawdę wielka, naprawdę wolna, ponieważ «za-mknęła swoją wolę w woli Bożej»" (WNP 8).

  „Albowiem - by tak rzec - pokonuje wszystkie prze­szkody, aby dojść do odpoczynku na łonie nieskończo­nej Miłości" (NW 20).

  Dusza już tu na ziemi prowadzi życie błogosła­wionych. Jej życie jest odtąd ukryte z Chrystusem w Bogu - prawdziwie stało się niebem. Jan Klimak mówi, że na tym etapie „beznamiętność nie jest ni­czym innym jak niebem umysłu zaprowadzonym w sercu" [Jan Klimak, Scala Paradisi, 29,1, PG 88]. Człowiek, który osiągnął ten stopień, prawdziwie żyje w niebie swojej duszy i całe jego ży­cie skupia się w jedno, jego jedynym zajęciem jest mi­łowanie miłością Bożą. Nie żyje już swoim życiem, ale życiem Chrystusa, jest Jego dodatkowym człowie­czeństwem, poprzez które może On nadal budować swój Kościół. Doświadcza zatem prawdziwej beztro­ski, nie martwi się o całą resztę, ponieważ dla niego żyć to Chrystus. Taka dusza „staje się mieszkaniem Boga i Bóg kieruje wszystkimi jej słowami, czynami i myślami. Zatem wewnętrznie oświecana odbiera wolę Bożą jako głos wewnętrzny". Nie opuszcza już swojego nieba wewnętrznego. Niebo jest jej mieszka­niem i chociaż przebywa jeszcze na ziemi, to „bezna­miętność jest niebiańskim pałacem króla Niebios"; „Oto nasze mieszkanie - Trójca Święta, nasze «u siebie», dom ojcowski, skąd nie powinniśmy nigdy wy­chodzić" (NW 2). Ten, kto osiągnął beznamiętność, żyje w głębi swojej duszy. Staje się bytem wewnętrz­nym par excellence, umarłym dla myślenia tego świa­ta i jego księcia. Przeciwnie, „kto żywi przywiązanie do jakiejś rzeczy widzialnej, nie jest wolny od smut­ku, jakże bowiem mógłby nie zasmucić się, będąc po­zbawionym tego, co kocha". Człowiek wolny od namiętności żyje w niebie swojej duszy, w wewnętrz­nej, niebiańskiej aktywności, podobnie jak błogosła­wieni. Zatem od chwili, kiedy dusza uświadomi swoją godność, powinna starać się żyć tak, jakby już uczest­niczyła w życiu błogosławionych, jakkolwiek czyni to jeszcze w wierze, zanim osiągnie jasną wizję.

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

niedziela, 4 maja 2014

Stajemy się duszami milczenia i światła ...


Stajemy się duszami milczenia i światła, już nie spoglądamy na siebie, nie jesteśmy w stanie słuchać samych siebie czy patrzeć na cokol­wiek poza światłem. Musimy posiąść oko cherubina, oko wewnętrzne, na podobieństwo tych istot aniel­skich płonących ogniem i pełnych oczu, które patrzą jedynie na światło wieczne i same stają się ogniem. Tu ma początek zdanie sformułowane przez starożyt­nego ojca: „Mnich powinien być okiem", powinien być całkowicie zwrócony ku rzeczywistościom nie­widzialnym i wiecznym. Zamilknąć jak Arseniusz oznacza mieć wiarę w Boga, wiarę żywą, która trwa w promieniach jasności Jego oblicza. Wiarę, która nie usiłuje nawet dowodzić, ale pragnie widzieć i słuchać jedynie Boga.

  Samotność praktykowana po fizycznym oddaleniu się od świata stanowi zaledwie początek. Zostało to jasno powiedziane Arseniuszowi. Dusza powinna być samotna i pilnie starać się nabyć tę cechę, ćwicząc się w wierze pełnej zaufania o wiele bardziej niż w narzu­caniu sobie milczenia siłą woli, którego prędzej czy później nie będzie w stanie zachować. Musimy wie­rzyć, że Bóg nas kocha, i wyrzec się wszystkiego poza miłością. Samotność celi powinna stać się tym peł­nym blasku ćwiczeniem wiary całkowicie „ogałacającej", ale jakże przenikniętej światłem miłości, pełnią miłości Boga. Czyż mnich nie jest sam z Nim Samym? A ten Sam jest Miłością. Eremita więc zaczyna w koń­cu postępować napełniony miłością, a poprzez swoją modlitwę może jedynie przekazywać to przelanie się pełni. Jedyną jego aktywnością jest miłowanie.

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

piątek, 2 maja 2014

Doświadczenie spojrzenia


Inna metoda, prowadząca do pełnej milczenia wol­ności wewnętrznej, związana bardziej z obrazami we­wnętrznymi, fantazmatami, polega na tym, by już nie patrzeć na siebie, ale by kierować spojrzenie jedynie na Boga. Oczy cielesne, koncentrując się z uwagą na jakimś przedmiocie, potrafią zneutralizować działa­nie wszystkich pozostałych zmysłów. Podjęcie wysił­ku skupienia wzrokowej uwagi wiąże się z użyciem wszystkich zdolności percepcyjnych, tak samo jak rozumowych, do przeanalizowania obrazu. Trwając w takiej stałej uważności, osoba spontanicznie wcho­dzi w milczenie i nie przyjmuje bodźców pochodzą­cych od innych organów zmysłowych.

  Kiedy patrzymy na osobę znajdującą się przed nami, nie widzimy siebie. I przeciwnie, patrząc na siebie, już nie dostrzegamy tej osoby. Może porów­nanie to brzmi banalnie, ale dzięki niemu rozumiemy, że spojrzenie pomaga nam odwrócić uwagę od siebie, czyli od swojego „ja". A cóż dzieje się wtedy, gdy kierujemy spojrzenie wewnętrzne ku Chrystuso­wi. O ileż bardziej jesteśmy wówczas odwróceni od siebie, a otwarci na przemieniające spojrzenie Boże, które spoczywa na nas od zawsze.

  „Dusza poprzez prostotę spojrzenia, z jakim patrzy w swój boski przedmiot, czuje się odłączona od wszyst­kiego, co ją otacza, nade wszystko zaś odłączona od siebie samej. Wtedy jaśnieje tym «poznaniem chwa­ły Boga», o którym mówi Apostoł, albowiem pozwala Istocie Bożej odbijać się w niej i udzielać jej wszystkich swoich atrybutów" (OR 8).

  Mamy tu doskonałe objaśnienie Psalmu 34[33], 6: „Spójrzcie na Niego, promieniejcie radością, a obli­cza wasze nie zaznają wstydu". Dusza nie świeci już światłem własnego „ja", ale światłem Bożym, które ją przemienia i rozprasza jej ciemności wraz z ich pod­szeptami, ich logismoi i ich fantazmatami. W Bożej jasności kosztuje ona milczenia i pokoju. Jest jakby oczarowana Miłością, a podszepty złego ignoruje. (...)
 
  Doświadczenie milczenia wewnętrznego jest zatem ściśle związane z doświadczeniem spojrzenia, jakie kierujemy na Chrystusa. Oczarowanie pięknem Syna wprawia nas niejako w oniemienie. Boski przedmiot kontemplacji jest tak fascynujący, że wszelkie rozmo­wy z własnym „ja" milkną. Nie można osiągnąć do­skonałego milczenia, nie doświadczywszy spojrzenia, które odwraca nas od własnego „ja", a nawet prowa­dzi do wyjścia z niego. Takie jest dosłowne znacze­nie wyrazu ekstaza - ex-tasis, czyli wyjście z siebie, stan, w którym „ja" nie może mówić ani skupiać się na sobie. „Spójrzcie na Niego, promieniejcie rado­ścią, a oblicza wasze nie zaznają wstydu" (Ps 34[33], 6). Ten, kto na Niego patrzy, już nie będzie niepoko­jony przez jakiekolwiek pytania - trwa całkowicie zanurzony w pełnym adoracji milczeniu. Doświad­czenie św. Pawła opisane w Drugim Liście do Koryntian obrazuje ten poryw ku doskonałemu milczeniu poprzez promieniujące wchłanianie światła Boże­go: „My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Du­cha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu" (2 Kor 3, 18). Doskonałe milcze­nie całe jest ekstazą miłości, najgłębszą kontempla­cją. Nie przypadkiem mówi się, że mnich powinien mieć oko cherubina, spojrzenie anielskie, to znaczy spojrzenie duchowe, dostrzegające jedynie to, co po­chodzi od Boga, tak jak aniołowie, którzy kontemplu­ją Jego oblicze i na tej kontemplacji budują całe swoje życie duchowe. Podobnie czynią błogosławieni. Tere­sa z Awili w Drodze doskonałości mówi to samo:

  „Mając  tedy podany nam z dobroci Jezusa najsłodszego tak wzniosły stopień modlitwy, mając zapewnioną boską skuteczność Jego za nami przyczyny, którą nam uprasza łaskę życia anielskiego już w tym wygnaniu, możemy (jeśli przyłożymy wszelkiej usilności naszej, aby uczynki nasze zgadzały się ze słowami, które mó­wimy) okazać się choć w niejakiej mierze synami, god­nymi takiego Ojca, i braćmi takiego Brata" [Manuskrypt z Eskurialu, w: Św. Teresa od Jezusa, Dzieła].

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011
\

Trzy śluby


Milczenie stwarza również warunki konieczne dla wypełniania w wolności trzech ślubów: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, ponieważ osoba nie może żyć nimi dogłębnie i prawdziwie, nie przyjmując ła­ski i nie wyrzekając się egoistycznych żądań własnego „ja". Wręcz przeciwnie, powinna wnikać coraz głębiej w wewnętrzne milczenie i przyjmowanie, a cisza ze­wnętrzna, związana z życiem w samotności, wydaje się być środowiskiem, które skutecznie wspomaga tę wewnętrzną postawę słuchania.

  Milczenie wiąże się ze ślubem czystości. Dopó­ki nie wejdziemy w wielkie milczenie w głębi siebie, dopóty Bóg nie może zapłodnić nas swoim Słowem poprzez nasienie Ducha. Nasza dusza i ciało nie są skierowane ku Niemu i nie przyjmują naprawdę. To tak, jakbyśmy byli zwróceni ku innym miłościom, a nasze własne dialogi wewnętrzne zdradzały brak oddania siebie Bogu. Dopóki nie trwamy w pełni milczenia dla Boga, nie jesteśmy całkowicie czyści. Istnieje w nas jakieś rozdwojenie. Osiągnięcie praw­dziwej czystości wiąże się z długą walką, której nie wygrywa się w jednej potyczce. Jest to jedna z naj­istotniejszych walk w życiu duchowym, a zwłaszcza w życiu samotnym.

  „Pytano abba Ammonasa, co to jest droga wąska i cia­sna (Mt 7,14). Odpowiedział: «Droga wąska i ciasna na tym polega, żeby siłą sprzeciwiać się własnym myślom i wyrzekać się dla Boga własnych zachcianek. I to wła­śnie znaczą słowa: 'Oto my opuściliśmy wszystko i po­szliśmy za Tobą'» (Mt 19,27)" [Abba Ammonas, Apoftegmat 11 (123), w: Apoftegmaty Ojców Pustyni, 1.1, Gerontikon, s. 169].

  Pozostaje tylko wspomnieć tu raz jeszcze walkę z logismoi, która stanowi najistotniejszy temat dzieł Ewagriusza i św. Jana Klimaka, nescivi Elżbiety, za­ufanie Małej Teresy prowadzące do Miłości czy nada św. Jana od Krzyża. Każdy z nich wyraża zgodnie z własną osobowością absolutny sprzeciw wobec za­trzymywania się na swoim „ja" oraz pragnienie wy­chodzenia z niego, aby nie krępowało całkowitego ofiarowania się Bogu. Istnieje wiele sposobów na przerwanie dyskusji z własnym „ja", a zatem na oka­zanie Jezusowi naszej miłości i dyspozycyjności.

  Jeżeli natomiast nasze „ja" zamyka się na Słowo, wówczas wpadamy w pychę, w miłość własną, w sa­mowystarczalność, którą należy zwalczać, ponieważ utrudnia działanie Ducha.

  „Gdyby mnie ktoś zapytał o sekret szczęścia, odpowiedziałabym, że jest nim niezwracanie uwagi na siebie, wyrzekanie się siebie w każdej chwili. Oto jest dobry sposób, by uśmiercić pychę" (WNP 4).

  Ojcowie starożytni taką postawę czujności wobec myśli, a w konsekwencji wobec ich inicjatora i naszego „ja", nazywali strażą serca (phylake kardias). „Z całą pilnością strzeż swego serca, bo życie tam ma swoje źródło", mówi Księga Przysłów (4, 23). Z serca wytry­ska strumień wody żywej - Duch Święty - o którym Jezus rozmawiał z Samarytanką (por. J 4, 1-26). Wy­tryska on jednak tylko wtedy, gdy nic nie tamuje jego przepływu. Rzeka wypływająca ze świątyni, którą oglądał w swoim widzeniu Ezechiel (por. Ez 47, 1-5), wytryskiwała ze źródła. Źródło może zostać zablo­kowane przez zwaliska naszych myśli. Nie może wy­pływać swobodnie, dopóki nie zostanie oczyszczone z wszelkich uczuć rodzących się pod wpływem przy­zwolenia na działanie myśli. Święty Atanazy mówił: „Cała walka człowieka rozgrywa się w myślach i ma na celu usunięcie materii złych myśli" [Atanazy, Homilia 6, 3].

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

środa, 30 kwietnia 2014

Wyniszczenie własnego „ja”


W oryginale: L’Immolation du moi ('wyniszczenie własnego ja') oznacza oczyszczenie z egoizmu i z tego wszystkiego, co przeszkadza Bogu w dokonaniu swo­jego dzieła w nas, dzieła uświęcenia i zjednoczenia z Nim. Francuski wyraz immolation zawiera w sobie także takie odcienie znaczeniowe jak „złożenie w ofierze", „poświęcenie". [Przyp. tłum.]]
(…)

  Jak mówiła Elżbieta do Franciszki de Sourdon: „Zdaje mi się, że najbardziej wolną duszą jest ta dusza, która najbardziej zapomina o sobie. Gdyby mnie ktoś zapytał o sekret szczęścia, odpowiedziałabym, że jest nim niezwracanie uwagi na siebie, wyrzekanie się sie­bie w każdej chwili. Oto jest dobry sposób, by uśmier­cić pychę: bierzemy ją głodem! Widzisz, pycha jest miłością nas samych. A więc trzeba, żeby miłość Boża była tak mocna, aby zgasiła wszelką miłość własną" (WNP4).

  Natomiast filautia, miłość własna, prowadzi do nie­kończących się pogaduszek ze swoim „ja", do braku milczenia naszej głębi. Filautia pławi się w powierz­chowności. Gardzi wielkim pokojem wewnętrznym i lekceważy ufność złożoną w Bogu. Aby ją uśmier­cić, trzeba zmusić ją do milczenia, wyjść niespostrzeżenie [Por. NC, strofa 1. [Przyp. tłum.]], nieustannie jej się zapierać. Na tym zasadniczo polega walka duchowa, walka z myślami, z logismoi, jak to już stwierdziliśmy. Filautię trzeba „wziąć głodem" - jak pisała Elżbieta - i wejść w habitus anagogiczny.



Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

Odosobnienie; samotność ...


Odosobnienie, samotność jawią się więc jako nie­odzowne dla zaistnienia głęboko osobistego dialogu miłości z Bogiem. Dzięki nim stwórcze i przemieniające Słowo Ojca może nas ukształtować na swój obraz. „Nie tylko [...] milczenie, ale również samotność jest konieczna, ażeby Bóg mógł wypowiedzieć swo­je Słowo w duszy i aby dusza mogła Je usłyszeć i pod­dać się Jego działaniu przekształcającemu"11. Prawda ta wydawała się tak oczywista niektórym z pierw­szych Ojców Pustyni, że posuwali się aż do stwier­dzenia, iż hezychia, wielki nadprzyrodzony pokój wewnętrzny, jest nierozerwalnie związana z anachorezą, odosobnieniem, oddaleniem się od świata. Wiel­ka samotność wewnętrzna podjęta dla Boga staje się odpowiednikiem anachorezy, jak mówił abba Rufus: „Uciszenie to mieszkać w celi w bojaźni Bożej i znajo­mości Boga". Samotność powinna być zatem troskli­wie pielęgnowana. Podobnie jak ryby, które „[gdy] za długo leżą na brzegu, giną, tak i mnisi, którzy zwle­kają z powrotem do celi albo wdają się w rozprawy ze świeckimi, tracą zdolność skupienia. Toteż jak ry­bie do morza, tak nam trzeba wracać do celi". Osią­gnięcie tej wielkiej dyspozycyjności wewnętrznej, dzięki której Bóg dokonuje w nas wielkiego dzieła mi­łości, jest nierozerwalnie związane z odosobnieniem: „Kontemplatyk, który doświadczył namaszczeń Bo­żych czy kontaktu z samym Bogiem, znajduje upodo­banie w milczeniu i naglącą potrzebę samotności".

  Samotność właściwie przeżywana dla Boga pro­wadzi do doświadczenia Boga i rozpala w nas gorące pragnienie zanurzenia się w pustyni, aby być jesz­cze bardziej Jego. „Bo samotności pragną miłujący" (TDP, Miłością żyć) oraz: „Żyła ukryta w samotności/ I w samotności swoje gniazdo uwiła,/ I w samotności ją prowadził Umiłowany, w którym siebie zagubiła,/ I Jego w samotności miłość zraniła" (PD, strofa 35).

  W tym miłosnym ciążeniu ku samotności odnaj­dujemy źródło wszelkiego życia pustelniczego i klauzurowego. Bóg wzywa niektórych ludzi, aby odłączyli się od świata i byli całkowicie dla Niego. „Jak po­winien żyć mnich? Według mnie sam na sam z Bo­giem" [Apoftegmat anonimowy, za: Serie grecąue du fonds Coislin, 89. [Por. wydanie polskie: „Pytanie: «Jakim powinien żyć mnich w celi?». Odpowiedź: «Powinien oddalić się od ludzkiej wiedzy, tak aby po uwolnieniu myśli od wszystkich spraw zamieszkała w niej wiedza Boża»" (Pytania i odpowiedzi starców o my­ślach, w: Mniejsze zbiory greckie, tłum. M. Starowieyski, w: Apoftegmaty Ojców Pustyni, t. III, oprać. M. Starowieyski, R. Zarzeczny, Tyniec Wydawnictwo Bene­dyktynów, Kraków 2011, s. 197]]. Żyć z Nim w taki sposób to żyć w miłosnej zażyłości tym większej, im głębsze jest odosobnie­nie i wewnętrzna prostota. Czy sam Jezus nie zale­cał, aby chronić się w swojej izdebce wewnętrznej, zamknąć drzwi przed wszelkimi bodźcami świata i modlić się do Ojca, który przebywa tam w ukryciu? (por. Mt 6, 6).


Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

wtorek, 29 kwietnia 2014

Osiem powodów przerwania milczenia wewnętrznego


 Według Ewagriusza z Pontu istnieje osiem głów­nych myśli, osiem rodzajów logismoi, czy też osiem powodów przerwania milczenia wewnętrznego: py­cha, próżna chwała, chciwość, gniew, łakomstwo, nieczystość, smutek, acedia. Wszystkie one czerpią moc z faktu, że im ulegamy, ponieważ schlebiają czło­wiekowi staremu. Wnikają w nas i wąż znowu poja­wia się in situ [in situ (łac.) - 'na miejscu'. [Przyp. tłum.]] dzięki naszemu przyzwoleniu na jego schlebiające sugestie. „Kiedy zdoła wsunąć głowę, nie można już przeszkodzić mu we wciągnięciu reszty ciała" [Grzegorz z Nyssy, Oratione dominica IV, PG 44]. Odtąd przebywa w nas i swoimi podszeptami rozbudza wewnętrzny dialog. Jeśli wskutek przyzwo­lenia na jego sugestie dojdzie do upadku, wąż może poprzez kolejne upadki sprowadzić na duszę taką nie­moc, iż staje się jego niewolnicą i nie potrafi zrzucić jego jarzma; znowu poddaje się namiętnościom, suge­rując się logismoi i przyzwalając na nie.

  Powinniśmy wiedzieć, że zwycięstwo w tej mate­rii nie zawsze jest osiągalne w krótkim czasie. Dusza, która ma silną skłonność do upadków w sferze próż­nej chwały i pychy, jest przekonana, że dzięki mo­dlitwie już odniosła zwycięstwo. Nabiera wysokiego mniemania o sobie, traci czujność i wskutek braku uważności wpada w inne myśli jeszcze bardziej nie­bezpieczne. Jest to jedna z klasycznych taktyk demo­nów polegająca na uśpieniu naszej czujności.

  „Są dwa stany pokoju duszy: jeden wyrasta z natural­nego zasiewu cnót, drugi zaś powstaje, gdy wycofują się demony. Pierwszemu towarzyszy pokora ze skruchą, łzy, bezgraniczne pragnienie Boga i niezmierna gorliwość w pracy. Drugiemu natomiast - próżna chwała wraz z pychą wskutek zniknięcia innych demonów, po­ciągające mnicha do upadku" [Ewagriusz z Pontu, O praktyce [ascetycznej] 57].
   Czujność wobec myśli i ich następstw oraz ucieka­nie się do Boga powinny towarzyszyć nam w każdej chwili, jeśli chcemy zachować pełne adoracji milcze­nie i nie runąć w przepaść. Kiedy Mała Teresa doszła już do wielkiej prostoty, pokornej i uległej, wyznała na łożu cierpienia: „Och, gdybym była niewierna, gdybym popełniła naj­mniejszą niewierność, czuję, że przypłaciłabym to straszliwym niepokojem i nie potrafiłabym przyjąć śmierci. [...] «O jakiej niewierności mówisz?». O pysz­nej myśli dobrowolnie podtrzymywanej. Gdybym sobie na przykład powiedziała: Zdobyłam taką cnotę, jestem pewna, że mogę ją praktykować. Byłoby to wówczas opieranie się na własnych siłach, a wtedy ryzykuje się upadek w przepaść" [Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Żółty zeszyt].

 Jeśli jednak upadniemy, a w tej walce, zanim do­trzemy do serca pokory, upadamy wielokrotnie każ­dego dnia - skoro nawet sprawiedliwy grzeszy siedem razy dziennie (por. Prz 24, 16) - powinniśmy natych­miast powstawać z pomocą Chrystusa, nie polegając wcale na własnych siłach i cnotach w urzeczywistnia­niu tego powrotu. Gdyby nam się powiodło, byłby to jedynie pozorny sukces, poprzez który moglibyśmy wpaść w pychę. Powinniśmy polegać jedynie na wie­rze i pokorze, które przerywają w pół słowa wszelkie logismoi. Wiara i pokora opierają się na zaufaniu i po­wierzeniu siebie miłosierdziu Bożemu. Przywracają milczenie wewnętrzne poprzez przyjęcie Bożego prze­baczenia. Ofiarowują Bogu przestrzeń dla powrotu.

Jeżeli co chwila upadam, w wierze pełnej ufności, będę przez Niego podniesiona, i wiem, że On mi przebaczy, że wymaże wszystko z zazdrosnym zatroskaniem, a po­nadto «ogołoci» mnie, «uwolni» od wszystkich moich nędz, od tego wszystkiego, co jest przeszkodą dla Boże­go działania" (OR 31).
 Milczenie będzie wymagało trwania w stanie cią­głej czujności, z bronią w ręku - jak mówiła święta Teresa - aby stawić czoła owym ośmiu podszeptom. Również Jan Klimak, nie bez poczucia humoru, stwierdzał: „Kot obserwuje myszy; wewnętrzna ak­tywność hezychasty polega na obserwowaniu ducho­wych myszy logismoi" [Jan Klimak, Scala Paradisi, 27, PG 88].

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Zamilcz serce i odrzuć wszelkie rodzące się myśli



Serce powinno zatem odrzucać wszystkie rodzące się myśli, nie tracąc czasu na ich analizowanie, choćby były zupełnie nieznaczące, a jedynie trwać z ufną prostotą w Bogu. Początkowo myśli te mogą wyda­wać się miłym odprężeniem czy ukojeniem, ale dusza natychmiast dostaje się pod bezlitosne jarzmo Sza­tana. Nie ma ono nic wspólnego z lekkim i słodkim jarzmem Chrystusa prowadzącego nas do wolności. „Człowiek, który wątpi w to, że Bóg może przyjść mu z pomocą w pięknym dziele, lęka się własnego cie­nia" [Isaac le Syrien, Discours 5], a mistrzem we wzbudzaniu lęku jest demon.

 Tego pięknego milczenia dziecka Bożego, jak wszystkiego, co przeżywamy prawdziwie w Bogu, nie można osiągnąć od razu. Realizuje się ono na drodze stopniowego rozwoju, poczynając od milczenia zdo­bywanego w trudzie, niekiedy wymuszonego, aż po pełne słodyczy milczenie spoczynku na sercu Jezusa, milczenie zdania się, prostej otwartości na Słowo, jak to przeżywał święty Jan oparty na piersi Jezusa pod­czas Ostatniej Wieczerzy.

 „Na początku to my sami zmuszamy się do milczenia. Następnie z naszego milczenia rodzi się coś, co pociąga nas ku milczeniu. Oby Bóg pozwolił ci poczuć to coś, co rodzi się z milczenia. Jeśli będziesz je praktykował, nie potrafię wprost powiedzieć, ile światła powstanie w to­bie [...]. Dzięki takiemu sposobowi działania po jakimś czasie w sercu rodzi się pewne uczucie słodyczy i ciało, niejako gwałtem, zostaje wdrożone w trwanie w mil­czeniu" [IZAAK Syryjczyk, De perfectione religiosa C 65].

Jeśli Elżbieta od Trójcy Świętej mówi o milcze­niu, o dodatkowym człowieczeństwie (por. MT), jako o celu do osiągnięcia, który zawierza Bogu, to zna­czy, że jeszcze do niego nie doszła. Kiedy w 1904 roku pisze słynny wiersz Uwielbiam Cię, mój Boże, Trój­co Święta czy wiersz 110: Gdzie Światłość jest moim Mieszkaniem - Boskiego Oblicza wdzięki [W wydaniu polskim tytuł wiersza brzmi: W głębokiej ciszy Twego wiecznego Bytu. [Przyp. tłum].], wyraża w nich pragnienie doskonałego milczenia własnego „ja", którego jeszcze nie osiągnęła, skoro mówi: „Gdy z siebie zupełnie odarta, Odzieję się Tobą – Piękności!".

 To znaczy, że nie doszła jeszcze do zupełnego ogo­łocenia, do doskonałego milczenia. Dwa lata później, w 1906 roku, wypowiada się w wierszu inaczej: „Zginęłam we Wnętrzu Trójcy... 0, Boska Przepaści Głębino! Żegnaj, wybrzeże dalekie, Odpływam już w Nieskończoność, Gdzie moi Trzej mym Dziedzictwem! 0 Matko! - To Niezmierzoność" (ETP116).

 W ciągu dwóch lat została zanurzona w Bogu, w milczeniu błogosławionych, w błogosławionym wyjściu z siebie. Całe jej życie stało się jednak poszu­kiwaniem wielkiego milczenia wewnętrznego, któ­re pozwala Boskiemu Bytowi odcisnąć w niej swoje podobieństwo. Milczenie umożliwia odbicie obrazu, a identyczność jego piękna będzie doskonała jedynie wówczas, gdy dusza już nie znajdzie w sobie żadnego obrazu pozostającego po własnym „ja", które powin­no zostać opróżnione z siebie.

 „Przemiana, wieczności warta, Uczyni mnie Tobą w miłości, Gdy z siebie zupełnie odarta, Odzieję się Tobą - Piękności!" (ETP110).
„Tam Mu oddałam siebie i swoje czyny, Nie zostawiwszy żadnej własności, I tam przyrzekłam być Jego w miłości" (PD, strofa 27).

  Trzeba oddać całe „ja" z jego zgiełkiem, aby Bóg mógł dać nam własne milczenie, które jest tak na­prawdę Nim samym, milczeniem, w którym spoczy­wa Jego Słowo. Podobnie jak wszyscy święci, musimy jednak zdawać sobie sprawę, że wyjście z siebie jest owocem bardzo długiej pracy. Dlatego też Elżbieta po­przez swoje wiersze uświadamia i odsłania nam fakt, iż ona sama osiągnęła to dopiero pod wieczór życia, w tym samym roku, w którym odeszła do nieba.

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

niedziela, 27 kwietnia 2014

Człowiek, który zanurza się w tym pokoju, do­świadcza błogosławionej utraty samego siebie


Człowiek, który zanurza się w tym pokoju, do­świadcza błogosławionej utraty samego siebie i ob­leczony w uczucia Chrystusa zostaje przebóstwiony. Spełnia się wówczas to słowo: „Pokora jest płasz­czem boskości", ponieważ wyzuty z samego siebie, pozbawiony siebie, w całkowitym ogołoceniu, czło­wiek zostaje na nowo okryty duchowym i dziewi­czym płaszczem boskości, to znaczy cieniem Ducha Świętego. Ten, kto osiągnął stan najwyższego ubó­stwa, całkowitej zależności od Stwórcy, stopień najgłębszej pokory, nie może pozostać w takim ogo­łoceniu ducha, lecz zostaje niematerialnie przyoble­czony w boskość. Upodabnia się do Dziewicy Maryi, która uważała się za najmniejszą z Bożych istot i któ­ra w swoim głębokim ubóstwie została na nowo okryta płaszczem Ducha Świętego. Zatem człowiek, który przeżywa całkowite ogołocenie ślepej ufności złożonej w Bogu, widzi siebie jako przyobleczonego na nowo w szatę nieskazitelności i chwały. Kto staje się ubogim ze względu na Niego, zostaje pocieszony przez Jego prawdziwe bogactwo, żyje Duchem i jest Nim odziany, przebywa w Jego jaśniejącym cieniu. Jan od Krzyża określa ten stan jako zacienienie. Czło­wiek zostaje osłonięty cieniem Ducha Świętego.

 W ten sposób urzeczywistnia się pierwsze błogo­sławieństwo: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie" (Mt 5, 3), odtąd posiadają szatę duchową. Mała Teresa dosko­nale to zrozumiała, powtarzając za Naśladowaniem Chrystusa:

„Któż znajdzie prawdziwie ubogiego duchem i wolne­go od wszelkich przywiązań? Daleko on i bezgraniczna jego cena. Chociażby człowiek oddał całą swoją istotę - nic to jest. A choćby czynił wielką pokutę, i to mało. [...] brak mu jednej rzeczy, najpotrzebniejszej. Jakiej? Aby porzuciwszy wszystko, siebie także porzucił, z sie­bie samego się wyzuł całkowicie i nic nie zatrzymał dla siebie z miłości własnej".

 Musi trwać w całkowitym ogołoceniu, jakie pier­wotnie było jego udziałem.

 Nie możemy zatem opisanego wyżej stanu całko­witego ogołocenia osiągnąć bez Bożej pomocy, bez wsparcia łaski. Musimy trwać spokojnie pod Jego dło­nią, która w bolesny sposób usuwa nawet najbardziej przywierające łachmany naszego „ja". Pokój jest sta­nem, w którym pozwalamy Duchowi Świętemu ogałacać nas, a następnie przyoblekać, co dokonuje się poprzez przejście od pokoju naturalnego, nierzadko bardzo bolesnego, do pokoju nadprzyrodzonego, po­koju żywego płomienia miłości, który również rani, ale już nie sprawia bólu. Całkowite ogałacanie duszy przez Ducha Świętego, dzieło nocy ciemnej ducha, wymaga ogromnej odwagi, aby spokojnie trwać pod dłonią, która oczyszcza. Jednak to bolesne oczyszcze­nie, jak wiemy, zwiastuje jutrzenkę nadprzyrodzone­go pokoju. Dusza okryta niematerialnymi szatami grzesznego „ja", pozwala się ogołocić, trwając w bolesnej, lecz pełnej pokoju ufności.

Dusza może osiągnąć całkowite ogołocenie je­dynie wówczas, gdy bezgranicznie ufa w Boże przyobleczenie, w zacienienie, już nie obawiając się bólu oczyszczenia. Noc ducha jest odpowiednikiem tego ogołocenia, które jednak idzie w parze z przyoble­czeniem duchowym. W piątym i szóstym rozdzia­le drugiej księgi Nocy ciemnej Jan od Krzyża bardzo szczegółowo opisuje to bolesne panowanie stare­go „ja" oraz cztery utrapienia, dotkliwie odczuwane przez duszę, które przyczyniają się do jej radykalne­go oczyszczenia. W procesie tym dusza musi spokoj­nie trwać wśród bólu zadawanego jej przez delikatną dłoń, która oczyszcza, ale i prowadzi - po dokona­niu przyobleczenia w strój weselny - do doskonałego, nadprzyrodzonego pokoju.

Dzięki takiej postawie, osiągniętej poprzez uciecz­kę ze świata i milczenie, dusza nie postrzega już rzeczywistości w perspektywie ziemskiej, która jawi się jej jako pełna utrapień. Oko cherubina pozwala jej patrzeć wyłącznie z perspektywy Bożej i podobnie jak istoty niebiańskie dusza przekazuje ogień miłości, po­nieważ tak jak one jest nim rozpalona. To rozpalenie duchowe jest także zacienieniem. Dusza, zafascyno­wana Miłością, wyszła niespostrzeżona ze swojego „ja".

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

Pamiętaj o tym, że wielu jest powołanych, lecz mało wybranych


Podsumowując, milczenie - drugi etap praktyki zaleconej Arseniuszowi - umożliwia radykalne oddzielenie się od świata i od demonów w głębi „ja" i od jego filautii, aby człowiek mógł wejść w głębię ado­racji, przedsmaku uczty godów wieczystych. Nescivi Elżbiety doskonale oddaje tę walkę wewnętrzną, po­dobnie jak oddaje ją zamykanie uszu na wszelkie obce głosy, praktykowane przez nierządnicę z apoftegmatu Jana Karła. Jest to czujność, nepsis pisarzy z kręgu hezychazmu, która pomaga zwalczyć wszystko, co po­zbawia nas ufności: „Czujność to duchowe ćwiczenie, które [...], z Bożą pomocą, pozwala człowiekowi całkowicie uwolnić się z namiętnych myśli i słów oraz ze złych uczynków" [Hezychiusz z Synaju, O czujności i modlitwie, w: Filokalia, s. 167].

Jej zadaniem jest prowadzenie defensywy; utrzymywa­nie ducha w stanie najwyższej gotowości, a zwłaszcza w stanie czuwania, aby nie zostać zaskoczonym; utrzymywanie ducha w gotowości, aby uderzyć wroga przy pierwszej próbie podejścia. Dlatego nazywa się również uważnością, strażą serca lub strażą ducha" [I. Hausherr, Hesychasme etpriere].

Czujność, nepsis hezychastów, znajduje się w sercu Karmelu. Nawet jeśli samo słowo występuje rzadko, to cała doktryna sanjuanistyczna nakazuje czujność. W sentencji 74 Słów światła i miłości, ofiarowanych Franciszce od Matki Bożej, przeoryszy Karmelu w Beas, Jan od Krzyża mówi do swojej córki ducho­wej: „Pamiętaj o tym, że wielu jest powołanych, lecz mało wybranych (por. Mt 22, 14) i jeśli nie dbasz o siebie, bliżej jesteś zguby niż zbawienia, ponieważ wąska jest droga prowadząca do życia wiecznego (por. Mt 7,14)" (S 74). Całe nada opiera się na tej zasa­dzie i oznacza wymóg najwyższej czujności stawiany nam przez naszego Świętego. W Twierdzy wewnętrz­nej Teresa z Awili stwierdza, że demony czuwają, aby przeszkodzić nam w przejściu do następnego miesz­kania. Brak naszej czujności na modlitwie umożli­wia im wyrządzenie nam poważnych szkód. Teresa komentuje: „muszę jednak dodać, że mało kto rozu­mie ważność tej przestrogi" (D 23, 4) [Por. Maria Eugeniusz od Dzieciątka Jezus, Chcę widzieć Boga]. Na szczęście, „Bóg ma większe o nas staranie niż my sami o sie­bie, i wie, do czego każdy jest zdolny. Na co jeszcze się przyda chcieć rządzić samym sobą temu, kto już całą wolę swoją oddał Bogu?" (Ż 22, 12). Zatem czuj­ność polega na tym, aby pozwolić Bogu działać, a nie chcieć czynić tego samemu. Postawę tę wypracowała w najwyższym stopniu Mała Teresa, która mówi, że „Jezus [...] żąda [...] jedynie zdania się na Niego i wdzięczności" (TDL 196). Jednak, żeby On mógł skutecznie działać, my nie możemy pominąć żadnej, nawet najmniejszej, okazji do ofiary, jaką On nam podsuwa, co wymaga z naszej strony ogromnej ule­głości wobec Jego woli.

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

sobota, 26 kwietnia 2014

Samotność serca, które w nicości, w całkowitej pustce oczekuje …


Logismoi i fantazmaty

[Logismoi - Od słowa greckiego logismos, które oznacza 'roztrząsanie', 'rozważanie', 'rozu­mowanie'. [Przyp. tłum]

Do rozmowy nie jest potrzebna druga oso­ba. W samotności można z łatwością pro­wadzić dysputy, które odciągają naszą uwagę od Boga i w konsekwencji udaremniają Jego działanie w nas. Zajmujemy się przyjemnościami, lękami, urazami, wątpliwościami, iluzjami, podejrzeniami. Rój myśli wzbiera pośród samotności, a niekiedy towarzyszą mu wyobrażenia. Człowiek cielesny poprzez słowa wewnętrzne, logismoi, i towarzyszące im wyobraże­nia, fantazmaty, domaga się należnych mu bodźców. Nie posiada on mocy płynącej ze słuchania Słowa i usiłuje poprzez dialogi z sobą samym odzyskać siły w pustce bodźców zmysłowych. Trzeba więc zamilk­nąć, zaprzestać rozmów ze swoim „ja".

„Dusza, która prowadzi dyskusje ze swoim «ja», któ­ra zajmuje się swoimi czułostkami, która ugania się za myślą niepożyteczną, jakimkolwiek pragnieniem, ta du­sza rozprasza swoje siły, ona nie jest całkowicie nasta­wiona na Boga: jej lira nie drga unisono i kiedy Mistrz jej dotyka, nie może z niej wydobyć boskich harmo­nii, jest bowiem jeszcze zbyt ludzka, co powoduje dy­sonans" (OR 3).

W tym tkwi cały problem - nie można osiągnąć prawdziwej samotności bez wewnętrznego milczenia. Prawdziwa samotność jest samotnością serca, które w nicości, w całkowitej pustce, wszystkiego oczekuje od Boga. Można być odosobnionym fizycznie, a żyć poza obecnością Tego, który wyprowadza na pustynię. I odwrotnie, chcieć żyć tą samotnością wewnętrzną, nie usuwając się ze świata, nie porzucając faktycznie jego trosk i zajęć, okazuje się bardzo trudne. Dusza i ciało na tym świecie stanowią całość i aby żyć odosobnieniem, trzeba usunąć się, choćby do bardziej oddalonego pokoju. A zatem konieczne są oba człony wezwania: „uciekaj i milcz!".

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

piątek, 25 kwietnia 2014

Coraz doskonalsze stopnie apatei


Osiągnięcie błogosławionego milczenia stanowi zasadniczą kwestię w ascezie monastycznej, ponieważ jest warunkiem odciśnięcia Bożego kształtu miłości w duszy. Dzięki praktyce milczenia dochodzimy do wyeliminowania namiętności, których głos okazywał się tak atrakcyjny. „Zapytaj swojej myśli, a ona cię pouczy: «Należysz do naszych czy do nieprzyjaciół?»" [Nil z Ancyry, De monastica exercitatione, 39, PG 79] - mówił święty Nil. Święci Karmelu odkrywają nam, że w ten sposób można osiągnąć nawet stan wygaśnięcia pierwszych poruszeń duszy, która nie poddaje się już wpływom owych różnorakich głosów o despotycznej mocy. Również monastycyzm wschodni definiuje stan uwolnienia się od poruszeń myśli jako stan beztroski (amerimnos). „Wielkim celem hezychastów jest osiągnięcie a priori doskonałej obojętności (amerimnos) w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych, jakkolwiek wydają się słuszne" [JAN KLIMAK,].

Trzeba dojść do całkowitej beztroski (amerimnos) w odniesieniu do spraw ziemskich, jak mówił zwięźle święty Makary. Wówczas dusza osiąga spokój, hezychię. Znajduje się na czwartym stopniu apatei, którym według Maksyma Wyznawcy jest czyste i przejrzyste zwierciadło Boga, a według Jana od Krzyża - równość piękna. Tenże Maksym Wyznawca odsłania nam, że aby to osiągnąć, musimy przejść przez cztery następujące po sobie i coraz doskonalsze stopnie apatei, odpowiadające czterem stopniom zanurzenia się w beznamiętności.

„Pierwszy [stopień] apatei to całkowite powstrzymywanie się od złych czynów - wymaga się jej od początkujących. Drugi [stopień] apatei jest całkowitym odrzuceniem w duchu jakiegokolwiek przyzwolenia na złe myśli - urzeczywistnia się ona w tych, którzy usiłują nabyć cnotę roztropności. Trzeci stanowi niewzruszoność duszy, której żadne pragnienie nie wydaje już na pastwę namiętności. Można ją spotykać u tych, którzy poprzez formy kontemplują umysłem przyczyny rzeczy widzialnych. Czwarty [stopień] apatei to całkowite oczyszczenie nawet z prostych wyobrażeń mających źródło w namiętnościach. Spełnia się ona w tych, którzy poprzez wiedzę i kontemplację posiedli swoją główną władzą duchową czyste i przejrzyste zwierciadło Boga" [Maksym Wyznawca, Ad Thalassius, 55, PG 90].

Pierwsze trzy stopnie prowadzące do całkowitego uwolnienia się od namiętności wiodą poprzez oczyszczenie pamięci, która coraz intensywniej stara się zachować jedynie wspomnienie Boga. Elżbieta od Trójcy Świętej w Ostatnich rekolekcjach ukazała, w jaki sposób to się dokonuje. Trzeba zaniechać wszelkich dyskusji z własnym „ja", uwierzyć Miłości spoczywającej na nas i myśleć, że miłość ta pochłania nas nieustannie, że każda chwila może i powinna być naszą godziną, godziną, w której pozwolimy odcisnąć w sobie Jego miłość. Kiedy niespokojne „ja" manifestuje swoją niezależność, człowiek nie przebywa już w polu ufności, wychodzi z kręgu Miłości. Zaczyna na nowo poddawać się namiętnościom. Ulega regresowi, traci stan apatei. (...)

Wchodząc w ten hezychastyczny sposób myślenia, zdobywamy pierwsze stopnie apatei nie poprzez oglądanie się na przebytą drogę, co oznaczałoby powrót do punktu wyjścia, zaniechanie milczenia, samokontrolę własnego „ja", ale poprzez skupienie na spojrzeniu wewnętrznym. „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego" (Łk 9, 62). Taki ruch wstecz ujawniłby nasz brak zaufania do Boga, a my, rozprawiając z naszymi wątpliwościami, weszlibyśmy w dialog ze sobą i przerwalibyśmy milczenie. Nie można osiągnąć apatei bez nieustannego zwracania się ku światłu, podobnie jak rolnik, który musi wyznaczyć sobie punkt na końcu pola i nie może spuszczać z niego oczu, aby zrobić równą bruzdę w ziemi. Milczenie osiąga się jedynie dzięki uważnemu spoglądaniu. Rolnik, nawet jeśli śpiewa, to z milczącą uwagą skupia się na swoim zadaniu, całkowicie pochłonięty pracą. Musi bez reszty zaangażować się w to, co ma przed sobą. Tak samo dusza milcząca jest pochłonięta spojrzeniem skierowanym ku Chrystusowi. Idzie prosto przed siebie, biegnie, starając się dotrzeć do celu, jak mówi św. Paweł w Liście do Filipian (por. Flp 3, 13-14).

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011

Xeniteia - (II)


Dotykamy tutaj istotnego dla ascezy monastycznej pojęcia xeniteia, oznaczającego decyzję, dzięki której mnich wyrywa się ze swego naturalnego środowiska, z rodzinnego kręgu i ojczyzny, by żyć na obczyźnie. Nie chodzi jedynie o ewangeliczny nakaz oderwania się od bliskich, ojca, matki, żony, dzieci, braci i sióstr (Łk 14,26). Elementem istotnym jest tu bowiem opusz­czenie ojczyzny, sam fakt stania się obcym. Powołanie monastyczne można ująć w tych samych terminach, co wezwanie, które zostało skierowane do Abrahama. Kiedy Jan Karzeł (Kolobos) miał 18 lat, czytamy w je­go Żywocie spisanym po koptyjsku przez Zachariasza ze Skhou, podczas swego rodzaju ekstazy usłyszał głos Boga mówiący: „Wyjdź ze swej ziemi i rodziny, idź na górę Natron, która znajduje się w Sketis...". Wyjście Abrahama Filon najczęściej rozumie w sensie duchowym i dopatruje się w nim przejścia ze świata widzialnego do niewidzialnego. Jednak wartość typo­logiczna, jaką nadaje temu opowiadaniu, wywarła prawdopodobnie wpływ na sposób zastosowania tego tekstu w literaturze monastycznej. Filon rozpracował bowiem dokładnie doktrynę xeniteia, wraz ze wszyst­kimi elementami, które później się w niej rozwiną. Te­rapeuci nie tylko winni opuścić swą rodzinę, ale rów­nież ojczyznę, w której się urodzili i wychowali, po­nieważ przyzwyczajenie wiąże człowieka i przykuwa do siebie. Również: [...] ten, kto nie znajduje już zadowolenia w rozkoszach i żądzach, ale szczerze postanowił wznieść się ponad na­miętności, niech ucieka nie oglądając się za siebie, niech porzuci swych braci, najdroższych przyjaciół i ojczyznę, gdyż siła przyzwyczajenia jest czymś tak pociągającym, że należy się lękać, by nie zostać usidlonym przez tyle rozta­czających się wokół uroków, których miraże potrafią zakłó­cić spokój, prowadząc do złego zachowania i rozbudzając jeszcze świeże wspomnienia, które należałoby raczej puścić w niepamięć. Wielu ludzi zmądrzało opuszczając ojczyznę, ponieważ rozłąka zmusza do postępowania naprzód w próż­ni, bez czegokolwiek, co podnieca.

W sposób godny uwagi ustęp ten określa motywacje xeniteia, naturalnego dopełnienia anachoresis i monosis. Te same dobrodziejstwa duchowe otrzymuje dusza pielgrzymująca do Jeruzalem i do świątyni. Jest to rodzaj czasowej xenitei. Pielgrzymka wymaga opuszczenia, przynajmniej na pewien czas, ojczyzny, rodziny oraz przyjaciół i udania się do obcego kraju. Tym zaś, którzy się na to decydują, przynosi oderwanie od trosk życia codziennego, a jednocześnie swobodę i gotowość (schole). Mistyka pielgrzymek, szeroko rozpowszechniona w historii różnych religii, jest ściśle powiązana z duchowością, przede wszystkim z duchowością monastyczną, z xeniteia.

Za: Antoine Guillaumont, U źródeł monastycyzmu chrześcijańskiego, t. 1, (seria: źródła monastyczne, t. 37, opracowania, t. 7, Tytuł oryginału: Aux orgines du monachisme chretien. Pour une phenomenologie du monachisme, przekład: S. Scholastyka Wirpszanka OSBap, Kraków - Tyniec 2006, TYNIEC- Wydawnictwo Benedyktynów

**
Kseniteja

Odosobnienie, pierwszy krok ku odnalezieniu przestrzeni wiary, prowadzi do zapomnienia o swoim narodzie, o domu swego ojca, aby król zapragnął naszej piękności (por. Ps 45[44], 11-12). W ten sposób zostaje zapoczątkowane to, co niektórzy ojcowie starożytni nazywali kseniteją - życiem wygnańców na tej ziemi, życiem, które nie ma żadnego oparcia na tym świecie i ucieka od niego fizycznie i duchowo. Wówczas jedynym oparciem staje się skała - Chrystus. „Bez podstaw, a oparty" (JKP XI: Glosa o rzeczach Boskich) - jak mówi Jan od Krzyża - bez oparcia w samym sobie i w świecie, ale mający swój jedyny punkt zakotwiczenia w Chrystusie przez wiarę. Święty Nil powiedział: „Pierwszą ze słynnych walk jest kseniteją [...] [która polega na] samotnym wyemigrowaniu i ogołoceniu się jak atleta ze swojej ojczyzny, rodziny i ze swoich dóbr" [Nil z Ancyry, Tractatus ad Eulogium]. Kseniteją - rzeczownik pochodzący od greckiego słowa ksenos - 'obcy', jest aktem ucieczki do obcej ziemi. Czy jednak do takiego wygnania nie zaprasza nas św. Jan od Krzyża już na początku swojego poematu Noc ciemna: „Wyszłam niespostrzeżona, / Gdy chata moja była uciszona". To właśnie jest kseniteją, a ten, kto stracił swoje punkty oparcia, swoje egzystencjalne światła, doświadcza nocy w odniesieniu do świata. Nie widząc niczego dokoła, może oprzeć się jedynie na Chrystusie i odnaleźć światło wewnętrzne, czyste, radosne i proste, światło Boga, które ofiaruje mu wiara, będąca szaleństwem odkrycia światła wiecznego w ciemnościach.

Bez ucieczki, bez zanurzenia się w wierze, w pustyni i w nocy, nie będzie można powiedzieć pewnego dnia: „Kim jest ta, co się wyłania z pustyni, wsparta na oblubieńcu swoim?" (Pnp 8, 5). Tak, „wyprowadzę [cię] na pustynię, i przemówię do [twojego] serca" (Oz 2, 16). I aby tak się stało, Bóg zaprasza do wyjścia z siebie niepostrzeżenie i oparcia się z miłością na Nim. Ten pierwszy krok zaufania, determinacji i ascezy uwalnia „od trzech walk, a mianowicie ze słowami, wzrokiem, słuchem; pozostaje mu jednak walka serca" [Wyłożenie niektórych myśli świętego ojca Antoniego Wielkiego na usilne prośby mnichów przygotowane po jego śmierci przez pewnego starca, tłum. Z. Brzostowska, w: Święty Antoni, Żywot. Pisma ascetyczne, wprowadzenie i wstęp E Wipszycka, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2005, s. 304] - mówił święty Antoni - ale ona jest najważniejsza. Istotnie, dopóki serce nie ogołoci się z namiętności aż do głębi, prowadzi straszliwą walkę. Antoni wiedział coś o tym, ponieważ żył w samotności, począwszy od pierwszych lat spędzonych w grobowcach aż po czas przeżyty samotnie w Górnym Egipcie.

Ucieczka jest jedynie pierwszym krokiem, a wraz z jej podjęciem zmysły wkraczają w noc, zostają pozbawione bodźców. Tu rozpoczyna się drugi, najistotniejszy etap, etap duchowego ogołocenia z własnego „ja", nieodzowny dla umocnienia i pogłębienia miłości. Aby nie ulec nostalgii zmysłów, należy ćwiczyć się w oddaniu i ufności, według podstawowych określeń Małej Teresy. Od tego momentu trzeba zamilknąć: „Arseniuszu, milcz", pozwól cię miłować, to jest twoje powołanie, wyzuj się z siebie samego i pozwól się ogołocić z twojego „ja"! Ten drugi etap odpowiada istocie drogi karmelitańskiej.

Za: Karmelita Bosy, Hezychia. Droga nadprzyrodzonego pokoju i płodności eklezjalnej, tytuł oryginału: L 'hesychia. Chemin de la tranquillité surnaturelle et de la fécondité ecclesiale, przekład: s. Emmanuela Monika Plis OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2011