Czystość umożliwia duszy oddychanie świeżym powietrzem w najbardziej zanieczyszczonym środowisku, poprzez wstrzemięźliwość staje się silną. Jakakolwiek by nie była kondycja cielesna, dusza jest królewską poprzez swe władztwo nad zmysłami; jest piękna z uwagi na swe światło i spokój.
Joseph Joubert
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą celibat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą celibat. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 13 listopada 2016
poniedziałek, 24 listopada 2014
Żądza jest chorobą duszy
3. Skoro pożądliwość jest rozkoszowaniem się wyobrażonym obrazem drugiej osoby, to osoba ta nie istnieje jako osoba albo jako bliźni, ale jako urojony przedmiot, wytworzony przez projekcję pragnień osoby owładniętej namiętnością. Takie widzenie drugiego nie może nie mieć żadnych konsekwencji dla sposobu, w jaki osoba ogarnięta namiętnością będzie postrzegać rzeczywistość, istoty konkretne, które odpowiadają jego namiętności. Nieuchronnie dojdzie do superpozycji wyobrażonego na realne, przez co widzenie tego ostatniego zostanie zmodyfikowane przez to pierwsze.
Ale widzenie drugiego w rzeczywistości nie zostaje wypaczone przy pomocy wyobrażonego, które by je poprzedziło. Kiedy namiętność realizowana jest w bezpośrednim stosunku do osoby konkretnej i obecnej, powoduje ona redukcję tej ostatniej. W pożądliwości drugi nie jest rozumiany jako osoba, nie jest pojmowany w jego wymiarze duchowym, w jego fundamentalnej rzeczywistości jako stworzenia na obraz Boży. Zostaje on zredukowany do tego, co w jego wyglądzie zewnętrznym mogłoby odpowiadać pragnieniu rozkoszy osoby owładniętej namiętnością. Staje się on dla niego zwykłym narzędziem przyjemności, przedmiotem. W niektórych przypadkach negowany jest nawet jego wewnętrzny charakter, podobnie jak i cały wymiar jego jestestwa przewyższający poziom seksualny, a zwłaszcza sumienie, wyższa uczuciowość i wola. Z drugiej strony, owładnięty namiętnością ignoruje wolność drugiego, jako że troszczy się tylko o zaspokojenie własnego pożądania, które najczęściej jawi mu się jako absolutna konieczność, lekceważąca pragnienie drugiej osoby. W wyniku tego ten drugi nie jest uznawany ani szanowany w swej odmienności, ani w unikalnym charakterze jego osobistej rzeczywistości, które to mogą się objawić tylko w wyrażeniu jego wolności i przejawie wyższej sfery jego jestestwa, albowiem zredukowane przez pożądliwość do rozmiaru rodzajowego i zwierzęcego cielesnej seksualności, ludzkie istoty stają się, praktycznie rzecz biorąc, wymienne jak przedmioty.
Widać zatem, że pod wpływem pożądliwości człowiek widzi bliźniego takim, jakim ten nie jest i nie widzi go takim, jakim on jest. Innymi słowy, pozyskuje on widzenie urojone tych, których jego namiętność każe mu spotykać. Stąd wszystkie jego stosunki z nimi stają się zupełnie zdeprawowane.
Patologiczny i chorobotwórczy charakter pożądliwości ukazał się nam wystarczająco wyraźnie na różnych poziomach, abyśmy dobrze zrozumieli, że Ojcowie określają ją chorobą i widzą w niej formę szaleństwa.
„Żądza jest chorobą duszy” - pisze święty Bazyli, przypominając zwłaszcza tę, która działa w tej namiętności. „Jest chore (aegrum) i zranione (saucium) przez namiętność serce, które spogląda z pożądliwością (concupiscentia)" - mówi święty Jan Kasjan, który w innym miejscu nazywa tę samą namiętność „zgubną chorobą (languor)" albo po prostu „chorobą (morbus)" i mówi o duchu doprowadzonym do choroby (mens aegra) jej atakami. Aby określić tę namiętność, święty Grzegorz z Nyssy mówi o „chorobie przyjemności”. Święty Jan Chryzostom, który, jak święty Jan Kasjan, nazywa ją „chorobą zgubną", mówi z drugiej strony: „jest pożądliwość o wiele gorszą niż zapalenie oka; jest to choroba nie oczu ciała, ale oczu duszy".
Jeszcze częściej pożądliwość uważana jest za formę szaleństwa. Święty Bazyli widzi w objawach tej choroby „dzieła duszy frenetycznej i zbłąkanej", zaś święty Jan Klimak pisze: „Ten, który został nią dotknięty (...), wydaje się, że stracił rozum i jest jakby na zewnątrz siebie, stale pijany pożądaniem stworzeń". Ten sam mówi jeszcze: „Demon rozpusty ograbia przewodzący umysł i nakłania oraz powoduje, że przy ludziach czynimy to, co robią jedynie oszołomieni". Święty Jan Chryzostom dokłada starań, aby wykazać, jak ta namiętność wprowadza w błąd rozum człowieka, zaciemnia, podnieca, dewastuje i dręczy jego duszę: „Tak jak chmury i mgła spowijają oczy ciała, tak też, kiedy nieczysta namiętność zawładnie duszą, zabiera jej zdolność przewidywania, nie pozwala jej nic zobaczyć poza obecnym przedmiotem; (...) ale tyranizowana przez te pokusy dusza łatwo zostaje podporządkowana grzechowi; (...) ma już tylko jeden przedmiot przed oczami, w duchu, w myśli. (...) I jak ślepi, stojąc pod gołym niebem i w południe, nie przyjmują już światła słonecznego, ponieważ ich oczy są zamknięte, tak też nieszczęśni, wydani na pastwę tej choroby, zamykają swe uszy na liczne zbawienne nauki, które rozbrzmiewają wokół nich". Ten sam święty w innym miejscu określa lubieżność, która jest celem pożądliwości, jako „matkę szaleństwa".
Pouczenia patrystyczne dotyczące pożądliwości uwydatniają, jak można to już było zauważyć z przedstawionych powyżej fragmentów, trzy zasadnicze patologiczne skutki tej namiętności:
1. Wzburzenie i podniecenie duszy, które towarzyszą jej praktykowaniu od narodzenia się pożądania aż do jego zaspokojenia.
2. Zaniepokojenie, które towarzyszy namiętności od samego początku, w poszukiwaniu jej obiektu i w wypracowaniu środków, które pozwolą go osiągnąć (wraz ze wszystkim, co to implikuje, a zwłaszcza niepewność, niespokojne oczekiwanie tegoż albo strach rozminięcia się z nim). Niepokój również, który towarzyszy zaspokojeniu pożądania. Przyjemność znika niemal tak szybko, jak się pojawiła i pozostawia w duszy gorycz tym większą, że człowiek uczynił z niej absolut i oczekiwał jej całkowitego i zupełnego zaspokojenia.
Ogarnięty namiętnością, czuje się wobec tego sfrustrowany, czemu towarzyszy obawa, a czasami nawet trwoga. Pod wpływem namiętności wierzy on, że ponawiając rozkosz będzie w stanie zaradzić temu stanowi cierpienia. I tak pożądanie, zaledwie zaspokojone, odradza się ponownie ze swą cząstką niepokojów. Ten niepokój jest tym większy, że praktykowanie namiętności utrzymuje i wzmacnia siłę pożądania, które ją wyraża, jednocześnie zwiększając wagę przywiązywaną do rozkoszy, co czyni jeszcze bardziej bolesnymi, z jednej strony trudności nieuchronnie napotykane przy ponawianiu zaspokajania pożądania tyle razy, ile wymaga tego namiętność, a z drugiej strony rozczarowanie, które wynika z rozdźwięku pomiędzy tym, czego owładnięty namiętnością oczekuje od rozkoszy i tym, co ona mu rzeczywiście daje.
3. Zamroczenie ducha, rozumu, sumienia i utrata rozsądku.
W wyniku tej namiętności, poza tymi trzema zasadniczymi skutkami,
duch staje się otępiały, a dusza ociężała. Wobec owładniętej
nią osoby stosuje ona prawdziwą tyranię, bardziej niż wszelkie
inne namiętności, z powodu swej nadzwyczajnej mocy. „Wśród
wielu występków ogarniających ludzkie serce, żaden grzech nie ma
tak wielkiej siły, by mógł się równać z szaleństwem
lubieżności" - pisze święty Grzegorz z Nyssy. Z tego powodu
jest ona „wrogiem trudnym do pokonania i odparcia", ale
również z powodu zadziwiającej szybkości działania demona, który
ją inspiruje.
Podobnie jak wszystkie pozostałe namiętności, jest ona niszczycielką cnót. Współzależnie rodzi ona w duszy wszelkie rodzaje postaw zdeprawowanych, a zwłaszcza brak bojaźni Bożej, wstręt do modlitwy, samolubstwo, niewrażliwość, przywiązanie do tego świata, rozpacz.
Podobnie jak wszystkie pozostałe namiętności, jest ona niszczycielką cnót. Współzależnie rodzi ona w duszy wszelkie rodzaje postaw zdeprawowanych, a zwłaszcza brak bojaźni Bożej, wstręt do modlitwy, samolubstwo, niewrażliwość, przywiązanie do tego świata, rozpacz.
Na koniec zauważmy, że namiętność pożądliwości w swym
narodzeniu, trwaniu i rozwoju faworyzowana jest głównie przez trzy
rodzaje namiętnego zachowania: pychę i żądzę próżnej sławy;
osądzanie bliźniego; obfitość jedzenia i snu.
Za:
Jean Claude Larchet, Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji
ascetycznej Kościoła prawosławnego, tytuł oryginału:
Therapeutique des maladies spirituelles, przekład: mniszka Nikołaja
(Aleksiejuk), konsultacja teologiczna: ks. dr Henryk Paprocki ks. dr
Andrzej Kuźma, Wydawnictwo „Bratczyk" Hajnówka 2013
sobota, 15 listopada 2014
Dobrze używamy kochania, kiedy kochamy mądrość i prawdę
Ekonomia
pragnienia
Pragnienia duchowe, zbiegające się w pragnieniu Boga, i pragnienia
zmysłowe, „cielesne", nie stanowią, jak można by sądzić
na pierwszy rzut oka dwóch pragnień różnych pod względem swego
źródła: człowiek posiada w swym jestestwie jedyną siłę
pragnienia. U człowieka, którego
określiliśmy jako normalnego (Adam przed popełnieniem grzechu,
święty - człowiek odrodzony w Chrystusie), ta siła pożądliwa,
zgodnie ze swą naturą, jest całkowicie zwrócona ku Bogu -
naturalnemu i normalnemu „obiektowi" pragnienia człowieka.
Pragnienia sensualne, pojawiające się u człowieka upadłego i
grzesznika, w głębi swej natury nie są niczym innym jak tylko tym
samym pragnieniem, odwrócone od swego naturalnego boskiego celu,
zwróciło się przeciw naturze i zaangażowało w rzeczywistość
sensualną, dzieląc się na wiele form.
Wszystkie pragnienia człowieka upadłego okazują się w ten sposób
ustanowionymi w efekcie patologicznego upadku i ponownego
zaangażowania pragnienia naturalnego i mającego swe źródło w
Bogu, w rezultacie odwrócenia się przeciw naturze, w wyniku swej
deprawacji. Są one ich zamiennikami, podobnie jak uzyskiwana dzięki
nim przyjemność zmysłowa jest tylko pozorem i nieudolną podróbką
duchowej rozkoszy i prawdziwego dobra [„Ani
miłość, ani radość nie mogą wzbudzić dobra tego świata,
będące tylko mierną podróbką, to co wydaje się dobrym, jest
tylko imitacją dobra" - pisze Mikołaj Kabasilas (Życie
w Chrystusie)]. Koncepcję tę
popiera w swych pouczeniach wielu Ojców Kościoła. Powiązanie z
ciałem, pisze święty Maksym, „dzieli miłość, którą jesteśmy
winni wyłącznie Bogu".
Orygenes, wskazując dwa rozbieżne kierunki, które może obrać
siła miłosna będąca w człowieku, opisuje to dokładniej:
„Jednym z ruchów duszy jest miłość. Dobrze używamy kochania,
kiedy kochamy mądrość i prawdę; ale kiedy nasza miłość zniża
się do rzeczy mniej dobrych, wówczas kochamy ciało i krew".
Abba Izajasz wyraża to dokładniej: „Istnieje w duchu pragnienie
zgodne z naturą, źródło miłości i powód, dla którego
Daniel został nazwany „mężem umiłowanym" (Dn 9,23).
Wróg przekształcił to pragnienie w pragnienie haniebne, które
prowadzi nas do pożądania wszystkiego, co jest nieczyste".
Święty Grzegorz z Nyssy równie wyraźnie mówi o tych, którzy
„zwróciwszy wszelką swą siłę pożądania i odwiódłszy poryw
swej myśli od rzeczywistości boskiej ku przedmiotom podłym i
materialnym, otworzyli na oścież pole swego wnętrza dla
namiętności, do tego stopnia, że wstrzymali wszelki ruch ku
rzeczywistości niebiańskiej i zupełnie ustało pragnienie
[Boga, rzeczywistości duchowych], którego odwrócony ruch skierował
się ku namiętnościom". Święty Grzegorz z Nyssy w podobny
sposób mówi również w innym miejscu o człowieku, który
„kradnąc miłość należną wyłącznie Bogu, marnuje ją na
ludzkie namiętności". I pisze jeszcze: „Stając ponad
-jako podłymi i przemijającymi - wszystkimi przedmiotami,
które przyciągają pożądanie człowieka, które uważane są za
piękne, a wobec tego za godne gorliwości i względów, nie
powinniśmy marnować na żaden z nich naszej siły pożądliwej".
Zasadniczą cechą siły pożądliwej, która świadczy o tym, że
pragnienie człowieka jest fundamentalnie jedyne, jest fakt, że
nie potrafiłaby się ona podzielić na Boga i rzeczywistość
sensualną. „To samo serce - mówi święty Jan Chryzostom -
nie może zaspokoić kilku namiętności. Jedna namiętność wygania
inną, a będąc podzieloną, staje się słabsza: namiętność
dominująca przyciąga wszystko ku sobie". A święty Izaak
Syryjczyk zauważa: „Nikt nie może posiadać jednocześnie miłości
do Boga i pożądania świata". „Nasza siła pożądania -mówi
dokładniej święty Grzegorz z Nyssy - nie ma takiej natury, by móc
jednocześnie służyć namiętnościom cielesnym i małżeństwu
duchowemu". „W rzeczywistości oko - wyjaśnia on - nie ma
zdolności oglądania jednocześnie dwóch rzeczy, chyba że po kolei
i oddzielnie zajmie się każdym z widzianych przedmiotów; język
także nie będzie mógł służyć różnym językom, wymawiając w
jednej chwili słowa hebrajskie i greckie; ucho nie będzie
symultanicznie słuchało opowieści o wydarzeniach i pouczenia
dydaktycznego". Należy tu przypomnieć naukę samego świętego
Pawła: „Ciało bowiem żywi pragnienia przeciwne duchowi, duch
natomiast pragnie czego innego niż ciało - tak bardzo są sobie
przeciwstawne - i dlatego czynicie to, czego nie chcecie (Ga 5,17)".
W tym kontekście można też zastosować słowa Chrystusa: „Nikt
nie może służyć dwom panom, bo albo jednego będzie nienawidził,
a drugiego kochał, albo z jednym będzie trzymał, a drugim
wzgardzi" (Mt 6,24; Łk 16,13).
Tak oto, angażując swe pożądanie w jedną domenę, człowiek tym
samym odwraca je automatycznie od innej. „Troska o jedno pociąga
za sobą koniecznie oddzielenie od drugiego" - konstatuje święty
Grzegorz z Nyssy. Stąd, im bardziej człowiek pragnie i miłuje
przedmioty sensualne, tym mniej pragnie i kocha Boga. „Dlatego
właśnie [nasza] miłość do Chrystusa jest słabsza, gdyż cała
nasza energia zostaje zużyta na miłość cielesną"- głosi
święty Jan Chryzostom. Kto nie pragnie Boga, ten nieuchronnie
pożąda istot sensualnych i kocha świat: „Kto nie potrafi podążać
drogą duchową (...), skupia wszystkie wysiłki na ciele" -
zauważa święty Maksym. A święty Grzegorz Palamas konstatuje, iż
człowiek, który nie kocha Boga z całej swojej duszy i z całego
serca, „fruwa po tym świecie i zużywa nań całą albo prawie
całą miłość, do której jest zdolna jego dusza".
I
na odwrót, kto prawdziwie pragnie i kocha Boga, nie potrafiłby
pożądać żadnego przedmiotu sensualnego ani odczuwać namiętnych
pożądliwości, gdyż całą siłę swego pożądania angażuje on w
Niego i rzeczywistość duchową. „Postępujcie zgodnie z Duchem i
nie schlebiajcie pragnieniom ciała" - naucza apostoł Paweł
(Ga 5,16), a święty Diadoch z Fotyki pyta: „Jakie pożądanie
dóbr tego świata pozostanie w tym, który żywi się boską
miłością?". U tych, którzy wznieśli swojego ducha ku Bogu i
podniecili swe dusze żądzą Boga, [ciało] wolne jest już od
pragnień przeciwnych duchowi" - mówi podobnie święty
Grzegorz Palamas. Święty Symeon Nowy Teolog ze swej strony pisze:
„Dusza połączona miłością z Bogiem nie mogłaby zostać
zniewolona przez przyjemności i żądze ciała ani nawet ku
jakiemukolwiek innemu pragnieniu czegokolwiek widzialnego lub nawet
niewidzialnego, czy byłby to przedmiot, czy też namiętność,
albowiem słodka miłość do Boga wiąże poryw jego serca albo,
lepiej powiedzieć, wszelką skłonność jego woli. Ta z kolei,
skoro już związana ze swoim Stwórcą, jak może ona gorączkowo
płonąć z powodu ciała albo choć trochę spełniać swoje
pragnienia? W żaden sposób".
Fakt, że pożądanie, odwrócone od jednej z dwóch domen (duchowej
lub sensualnej/cielesnej), w którą było ono zaangażowane, okazuje
się nieuchronnie zaangażowane w dziedzinę przeciwną, można
wytłumaczyć ruchliwością ludzkiej duszy, faktem, iż człowiek
nie może przestać pożądać i że wobec tego, jeśli wycofuje swe
pożądanie od przedmiotu, ku któremu je dotąd kierował,
natychmiast potrzebuje, by mu dano inny. Święty Nicetas
Stethatos wyjaśnia: „Ponieważ dusza jest z natury ruchliwa,
podlega ona zmianie. Jeśli zaniedbuje gorliwość wobec rzeczy
boskich, wtedy popada ona w ziemską krzątaninę". Tym samym
argumentem posługuje się święty Atanazy, kiedy opisuje grzech
pierworodny: „[Dusza] będąc z natury ruchliwą, nawet odstąpiwszy
od dobrego nie przestała być w ruchu. Już nie porusza się
zatem wedle cnoty ani żeby Boga zobaczyć, ale nad nieistniejącym
się zastanawiając, swoją moc przekształca, wykorzystując ją
do przyjemności, którą obmyśliła, skoro powstała z wolną wolą.
Może bowiem tak do dobra się skłonić, jak i od dobra się
odwrócić; odwrócona zaś od dobra całkiem przeciwne [rzeczy]
postrzega, zaprzestać bowiem całkowicie poruszania się nie może,
z natury będąc ruchliwą, jak już powiedziałem".
Kiedy w następnym rozdziale przeanalizujemy różne namiętności,
zobaczymy, że istnieje pewna ekonomia pożądania nie tylko w tym
planie wertykalnym, który dopiero co omówiliśmy i która
powoduje, że angażuje się ono w rzeczywistość duchową lub
rzeczywistość sensualną, że musi ono odwrócić się od jednej,
kiedy drugą obiera za przedmiot, ale również w planie
horyzontalnym, wśród rozmaitych przedmiotów namiętności:
angażując się w jeden lub kilka spośród nich, wycofa się od
takiejże liczby innych.
Za:
Jean Claude Larchet, Terapia chorób duchowych. Wstęp do
tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego, tytuł oryginału:
Therapeutique des maladies spirituelles, przekład: mniszka
Nikołaja (Aleksiejuk), konsultacja teologiczna: ks. dr Henryk
Paprocki ks. dr Andrzej Kuźma, Wydawnictwo „Bratczyk"
Hajnówka 2013
piątek, 14 listopada 2014
Pragnienie, dzięki słodyczy rozkoszy zmysłów, odciąga umysł od boskiego postrzegania
Patologia człowieka upadłego
2.Patologia
pragnienia i przyjemności
a)
Zmiana kierunku pragnienia i skażenie przyjemności
Człowiek został stworzony, aby zjednoczyć się z Bogiem. Siła
pożądliwa została zawarta w jego naturze po to, aby mógł on
pragnąć Boga, dążyć i wznosić się ku Niemu i z Nim się
zjednoczyć [Warto zauważyć, w ramach naszego
objaśnienia, iż większość greckich Ojców nie rezerwuje terminu:
ini6vpia dla
pragnień zmysłowych i nie waha się go użyć do określenia
odczuwanego przez człowieka pragnienia Boga (poza Maksymem Wyznawcą,
zobacz m.in.: Teodoret z Cyru, Leczenie
chorób hellenizmu, V,
77). Na tej samej zasadzie nie
wahają się oni stosować słowa: epcoc
do opisania miłości człowieka
do Boga (por. Dionizy Areopagita, Imiona
Boskie, IV, 12).
Posługują się oni również słowem: hedone
zarówno do opisania radości
duchowej, jak i przyjemności sensualnej. Szczególnie widoczne
jest to u Maksyma Wyznawcy (patrz m.in.: Piętnaście
rozdziałów, 14; Pytania
do Talasjusza, 1; 55; 58). Patrz
też: Izaak Syryjczyk, Mowy
ascetyczne, 23; Nicetas Stethatos,
Centurie, I,
68; Ewagriusz, O praktyce
ascetycznej, 24]. Dla niego
jest to normalne użycie tej siły, zgodne z jej naturą i
stanowiące o jej zdrowiu. „Oko zostało stworzone dla światła,
ucho dla dźwięków, wszelka rzecz dla swojego celu, a pragnienie
duszy dla wznoszenia się ku Chrystusowi" - twierdzi Mikołaj
Kabasilas. Podobnie głosi święty Symeon Nowy Teolog:
„Chrystus, nasz Bóg, jest celem wszelkiego pragnienia".
Zjednoczenie z Bogiem jest dla człowieka, zgodnie z celem samej jego
natury, czymś najbardziej upragnionym: „Kraniec wszystkich
pragnień - pisze Bazyli Wielki - [polega na tym], aby stać się
Bogiem".
Z każdym pożądaniem związana jest przyjemność: z naturalnego
ukierunkowania pożądania ku Bogu człowiek zyskuje ogromną
radość duchową [Por.
Atanazy Aleksandryjski, Przeciw poganom, 2; Maksym Wyznawca, Pytania
do Talasjusza, 55. Psalmista mówi: „Niech
Jahwe będzie twą rozkoszą" (Ps 36,4). Grzegorz z Nyssy
przypomina, że Eden oznacza „radość"
(O stworzeniu człowieka, XIX, PG 44, 196D).].
„Kształtując ludzką naturę - naucza święty Maksym - Bóg
obdarzył jego ducha siłą rozkoszy, która czyniła go zdolnym do
nieopisanego cieszenia się Nim [Pytania
do Talasjusza, 61. Mówiąc o
dobroci Słowa Bożego, wcielającego się i odnawiającego ludzką
naturę, święty Makary Egipski pisze: „to tak jakby nakazywała
ona duszy żyć w jej osiągnąć życie nieśmiertelne, korzystać z
nieskazitelnej przyjemności i niewysłowionej chwały”]. Ta
„przyjemność boska i błogosławiona" stanowi dla człowieka
najwyższą radość, albowiem z uczestnictwa w życiu nieskończenie
wielkiego Boga człowiek czerpie niekończącą się radość, którą
Chrystus nazywa „radością doskonałą" (J 15,11), a której
nie mógłby osiągnąć w żaden inny sposób, ponieważ oprócz
Boga każdy przedmiot jest ograniczony, więc mógłby dostarczyć
tylko radości częściowej i ograniczonej. Również święty Maksym
zauważa: „Jest tylko jedno szczęście - wspólne życie duszy ze
Słowem"; jedyną przyjemnością jest dostęp do rzeczy
boskich".
Adam w swym pierwotnym stanie, który, przypomnijmy, jest dla całej
ludzki stanem normalnym, nie pragnął niczego innego, jak tylko
Boga - „kierował ku Niemu całą swą moc kochania" i
od Niego tylko otrzymywał wszelką rozkosz, wszelką radość,
wszelkie szczęście. Bóg był dla człowieka jedynym źródłem
przyjemności: „znajdował on rozkosz w jednym tylko Panu" -
mówi święty Grzegorz z Nyssy; nie korzystał w raju z dóbr
pomieszanych, precyzuje on w innym miejscu, ale z „prawdziwego
Dobra jedynego daru jednorodnej radości". Innymi słowy,
człowiek w pierwotnym stanie nie znał żadnej sensualnej rozkoszy.
„Bóg Słowo, który stworzył naturę ludzi, nie ustanowił wraz z
nią przyjemności zmysłowej" - zauważa święty Maksym.
Diabeł, zazdroszcząc duchowej rozkoszy, do której człowiek został
przeznaczony, zasugerował mu wtedy odwrócenie od Boga jego
pragnienia, a zwrócenie się w kierunku, przed którym Bóg, w danym
przez siebie przykazaniu, go ostrzegł. „Kłamstwem - wyjaśnia
święty Maksym - diabeł przekonał człowieka do przesunięcia
pragnienia jego duszy od tego, co było dozwolone, ku temu, co
zostało zabronione i do naruszenia Bożego przykazania". Wąż
skusił człowieka, aby korzystał z innych przyjemności, jeszcze mu
nieznanych, ale bardziej bezpośrednio i łatwo dostępnych niż
rozkosze duchowe, ku którym jego natura go skłaniała, ale do
których miał on tylko częściowy dostęp, jako że ich doskonałe
posiadanie miało zostać osiągnięte dopiero po zakończeniu
wzrostu duchowego. Rozkosze proponowane człowiekowi przez złego
związane były z pragnieniem realiów sensualnych, o których
człowiek w stanie pierwotnym nie wiedział.
Adamowi przeznaczone było korzystać z realiów sensualnych (por.
Rdz 2,16), ale korzystać z nich duchowo, to znaczy w Bogu, za
pośrednictwem ich „rozumów" duchowych, ich logosów. Święty
Maksym naucza, że Bóg, tworząc Adama jako „istotę
ostatnią, wyprowadza z laboratorium, gdzie wszystko się
koncentruje", wprowadza go „opatrznościowo pomiędzy istoty
jako naturalną więź pomiędzy skrajnościami"
stworzenia, dając mu w posiadanie „naturalnie, w jego
sytuacji środkowej, wszelką moc zjednoczenia poprzez stosunek
jego części ze wszystkimi skrajnościami". Bóg dał mu wtedy
za zadanie „uczynić jawną wielką tajemnicę Bożego planu,
harmonijnie doprowadzając do pomyślnego zakończenia wzajemne
zjednoczenie skrajności wśród istot, od najbliższych do
najodleglejszych i od najmniejszych do najbardziej wspaniałych,
przez napięcie, którego zakończenie osiągnęłoby punkt
kulminacyjny w Bogu". Miał on dokładnie za zadanie, dzięki
znajomości i kontemplowaniu logosów stworzeń i dzięki
miłości, zjednoczyć stworzenie sensualne i zjednoczyć
sensualne z inteligibilnym.
Adam, niewłaściwie używając swojej wolności, odwrócił się od
zadania, które powinno było ostatecznie zjednoczyć go z
Bogiem, a w nim całe stworzenie; w ten sposób zdeprawował on
własną naturę. Jak mówi święty Maksym: „wprowadził się w
ruch przeciwny jego naturze, z własnej inicjatywy i głupio, źle
wykorzystując naturalną zdolność, która została mu powierzona
dla ukształtowania go w celu zjednoczenia oddzielonych, aby raczej
doprowadzić do oddzielenia zjednoczonych". Właściwie Adam
zaczął traktować i pragnąć stworzeń i korzystania z nich jako
takich i dla siebie samego, egoistycznie, to znaczy poza Bogiem,
inaczej mówiąc, pragnąć, jak powiedział to święty Maksym:
„zawładnąć rzeczami Bożymi bez Boga i przed Bogiem, a nie
według Boga". Tak oto zastąpił on pragnienie i rozkosz
duchową, zgodną z jego naturą, pragnieniem i rozkoszą cielesną,
przeciwną naturze. „Rozkosz wprowadzona oszustwem stała się
początkiem upadku" – pisze święty Grzegorz z Nyssy.
Natomiast święty Cyryl ze Scytopolis mówi: „Od piękna
inteligibilnego Adam wolał to, co wydało się upajające jego
cielesnym oczom'. Wyjaśniając ten proces, święty Maksym
konstatuje: „Pragnienie, dzięki słodyczy rozkoszy zmysłów,
odciąga umysł od boskiego postrzegania iteligibilnych, które jest
mu współnaturalne" [Wykład
Modlitwy Pańskiej, PG 90,888C.
Zobacz też: Symeon Nowy Teolog, Katechezy,
XV, 18-19.
Należy zauważyć wraz z Janem Damasceńskim, że przyjemność
sensualna albo cielesna nie jest tylko cielesną: „Rozkosze, jedne
dotyczą duszy, inne ciała. Z tych pierwszych są takie, które
dotyczą samej duszy (...). Rozkosze ciała nazywane są takimi, ale
w rzeczywistości są nimi tylko przez połączenie duszy-ciała, jak
w przypadku pokarmu, seksualności itp. I nie znajdzie się rozkoszy,
która byłaby jedynie cielesna" (Wykład
wiary prawdziwej, II,
13). Maksym Wyznawca tak oto
tłumaczy sensualna i jej stosunek do pragnienia sensualnego:
„Rozkosz [sensualna] nie jest niczym innym, jak tylko rodzajem
doznania wytworzonego w świadomości przez obiekt zmysłowy, innymi
słowy sposób działania zmysłowego odpowiadającego pragnieniu
irracjonalnemu, a świadomość wprawiona w ruch po linii pragnienia
wytwarza rozkosz, kiedy postrzega zmysłowe" (Ambigua
do I. PG9I, 1112C).].
Przestawszy pragnąć i kochać Boga, człowiek zakochał się
wówczas miłością cielesną w samym sobie (co Ojcowie, a zwłaszcza
święty Maksym, nazywają zakochaniem w samym sobie [filautia),
jak również w rzeczywistości sensualnej, czerpiąc odtąd z
siebie i z niej, zasadniczo za pośrednictwem zmysłów, a więc i
swego ciała, wszelką przyjemność i wszelką rozkosz. „Ludzie
jednak - pisze święty Atanazy - zlekceważywszy lepsze [rzeczy] i
uchyliwszy się od ich postrzegania, raczej czegoś bliższego siebie
szukali, a bliższe im było ciało i jego wrażenia zmysłowe.
Dlatego od umysłowych [doznań] odwrócili swój umysł i siebie
zaczęli postrzegać; siebie zaś postrzegając i ciała oraz innych
umysłów w zamian się chwyciwszy, jakby tym, co własne, łudząc
się, w pożądanie samych siebie popadli, co własne bardziej ceniąc
niż oglądanie boskości".
Ta dewiacja wrodzonego pragnienia Boga, ta konwersja pożądliwej
siły człowieka, która oddaliła go od Boga, ku któremu był on
naturalnie zwrócony, by zwrócić go przeciwko naturze albo „przeciw
rozumowi" ku rzeczywistości sensualnej, pojmowanej jako takiej,
stanowi deprawację, wynaturzenie albo chorobę tej zdolności, która
wpływa, jak to zobaczymy, na całą naturę człowieka. W
rzeczywistości, przypomina święty Maksym, „zło to
nieskierowanie działania wrodzonych zdolności ku ich celowi. I
absolutnie nic innego. Albo jeszcze: zło jest nierozumnym ruchem
naturalnych zdolności ku innej rzeczy niż cel, w oparciu o mylny
osąd. Nazywam celem naturalne pragnienie". W związku z tym
rozkosz zmysłowa jawi się jako „energia duszy przeciwna naturze",
która, jak mówi święty Maksym, „nie może mieć innego źródła,
aby się ukształtować, jak tylko naturę". Dlatego Ojcowie
często mówią o „chorobie przyjemności" i uważają
umiłowanie rozkoszy za jedną z pierwszych i najważniejszych chorób
duchowych upadłego człowieka.
Można
by zapytać, jaka jest pierwsza przyczyna upadku człowieka: czy to
dlatego, że człowiek skierował swe pragnienie ku rzeczywistości
sensualnej i zignorował Boga, czy że zignorowawszy Boga, zwrócił
się ku niej. Ojcowie zwykle faworyzują pierwsze rozwiązanie,
podkreślając niedojrzałość i dziecięcy stan człowieka w
raju, który uległ podszeptom złego i przyswoił sobie „dobra"
łatwiej i bezpośrednio mu dostępne. Widzieliśmy właśnie, w jaki
sposób wyraził to święty Atanazy. Święty Maksym wyznaje podobny
pogląd: „Złu, które pokryło zazdrość maską przychylności i
podstępnie przekonało człowieka, by skierował swe pragnienie
ku innej rzeczy niż Przyczyna istnień, udało się wytworzyć
nieznajomość Przyczyny".
Ale równie dobrze można zaakcentować inny punkt widzenia. Między
tymi dwoma przypadkami zachodzi pewna interakcja, dialektyka, którą
święty Maksym przywołuje w innym fragmencie opisującym proces
upadku, gdzie widać, że pragnienie zmysłowego i korzystania zeń z
jednej strony, zaś z drugiej nieznajomość Boga, ale również
to samo pragnienie i zakochanie w samym sobie powiększają się
współzależnie, wzajemnie się warunkują: „Im bardziej człowiek
skłaniał się ku rzeczom sensualnym wyłącznie poprzez zmysły,
tym bardziej przytłaczała go niewiedza Boga. Im bardziej był
zniewolony niewiedzą Boga, tym bardziej oddawał się
korzystaniu z rzeczy materialnych znanych empirycznie. Im bardziej
przesiąkał tym korzystaniem, tym bardziej pobudzał zakochanie w
samym sobie, które było tego konsekwencją. Im bardziej kultywował
zakochanie w samym sobie, tym bardziej wynajdywał liczne środki do
osiągnięcia przyjemności - owocu i celu miłości do siebie".
Liczne formy pragnienia, z powodu których upadły człowiek dąży
na rozmaite sposoby do osiągnięcia zmysłowej przyjemności,
której odtąd poświęca swą egzystencję, ale również środki,
które stosuje psychologicznie i fizycznie, aby oddalić ból zarówno
fizyczny, jak i psychiczny, który - jak zobaczymy to później - z
tym się wiąże, stanowią namiętności, które jawią się jako
wynalazki człowieka w odpowiedzi na jego nowe potrzeby. „Dążąc
do osiągnięcia przyjemności i uniknięcia cierpienia, popychany
przez miłość do siebie samego, człowiek wymyśla mnogie i
niezliczone formy niszczycielskich namiętności" – pisze
święty Maksym, a dalej mówi: „Wady jawią się w licznych i
rozmaitych formach, w zależności od każdej więzi z ludzką naturą
(...). Zmuszają one człowieka, podległego pragnieniu przyjemności
i strachowi cierpienia, do służenia im i wynajdywania licznych form
namiętności, zależnie od możliwości dostarczanych przez
okoliczności i środki".
Za:
Jean Claude Larchet, Terapia chorób duchowych. Wstęp do
tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego, tytuł oryginału:
Therapeutique des maladies spirituelles, przekład: mniszka
Nikołaja (Aleksiejuk), konsultacja teologiczna: ks. dr Henryk
Paprocki ks. dr Andrzej Kuźma, Wydawnictwo „Bratczyk"
Hajnówka 2013
środa, 12 listopada 2014
O seksie i smutku
U
podstawy rzeczy jest seks. Może także w
życiu kryształów. Ale wszelka seksualność jest smutna. Tak
widzieć kwestię ciała, jak rodzaj
wyroku. Tylko czułość jest ludzka. Namiętność jest nieludzka i
beznadziejna.
Ale
wyrok, który każdą żyjącą istotę
skazuje na namiętność, jest okrutny. Pomiędzy żądzą a
spełnieniem buduje się żywy świat, posługując się
antyhumanitarną wolą, tak jak faraonowie, posługując się nagimi
tłumami, budowali piramidy.
Czego
oczekujesz, biedny, nagi niewolniku, kiedy nabijany gwoździami
bicz rozkoszy smaga cię po grzbiecie? Szczęścia?
Zaspokojenia?
Budujesz
gmach świata, używając jako spoiwa krwi
i spermy, wykonujesz katorżniczą robotę. Jedynie delikatność i
czułość pozwala na kilka chwil zapomnieć o smutnym przymusie
bezlitosnego niewolnictwa seksualizmu.
Sandor
Marai, Księga Ziół
przekład
— Feliks Netz
środa, 4 czerwca 2014
Cuchnąca woń seksu
Pewnego razu przybył ktoś do Sketis,
aby zostać mnichem. Przyniósł on ze sobą również syna, który
dopiero co został odstawiony od piersi matki. Kiedy ten już stał
się młodzieńcem, demony zaczęły walczyć z nim i niepokoić go.
Rzekł więc do ojca: „Idę do świata, ponieważ nie mogę
wytrzymać pożądliwości cielesnych”. Ojciec zaś pocieszał go.
Młodzieniec rzekł jednak: „Już nie jestem w stanie wytrzymać,
ojcze, pozwól mi odejść do świata. Ojciec odparł: „Usłuchaj
mnie, jeszcze ten jeden raz, i przynieś czterdzieści chlebów i
gałęzi palmowych na czterdzieści dni i idź w głąb pustyni i
zostań tam przez czterdzieści dni, a wypełni się wola Boża”.
On będąc posłuszny ojcu, wstał i udał się na pustynię.
Pozostał tam w trudzie plotąc liny z suchych palm i jedząc suchy
chleb. A kiedy spędził tam czterdzieści dni, zobaczył, że zbliża
się do niego jakiś diabelski stwór. Zatrzymała się przed nim jak
gdyby czarnoskóra kobieta o brzydkim wyglądzie i tak cuchnąca, że
nie mógł znieść jej smrodu. Odpędzał ją więc od siebie, lecz
ona rzekła do niego: „To ja ukazuję się w sercach ludzi jako
słodka. Lecz dla twego posłuszeństwa i dla trudu, jaki znosisz,
nie dozwolił mi Bóg, bym cię zwodziła, lecz ukazałam ci mój
wstrętny zapach. On zaś wstał i podziękowawszy Bogu poszedł do
swego ojca i rzekł doń: „Już nie chcę wracać do świata,
ojcze. Zobaczyłem bowiem stwór diabelski i poczułem jego woń”.
Ojciec jego również poznał był to samo i rzekł do niego: Jeśli
zostałbyś przez czterdzieści dni i polecenie moje spełnił do
końca, zobaczyłbyś większe dziwy.
Apoftegmaty Ojców Pustyni II
Ta historia obrazuje naturę
zaangażowania zwykłego człowieka w zmysłowe przyjemności. W
Dhammie i Dyscyplinie szlachetnych zmysłowe przyjemności określa
się mianem „ciernie”, a ciernie jak wiadomo ranią. To oznacza,
że zwykły człowiek ma wypaczoną percepcję rzeczywistości. Oto
jak omawia to Budda:
Załóżmy, że jest człowiek, trędowaty z ranami i
wrzodami na swym ciele, trawiony przez robaki i drapiący świerzbiące
miejsca paznokciami, przypiekający swe ciało nad paleniskiem i
wtedy jego przyjaciele i towarzysze, jego krewni i rodzina,
przyprowadzą lekarza by mu pomógł, który przygotuje lekarstwo
dzięki któremu uwolni się od trądu i wydobrzeje i będzie
szczęśliwy, niezależny, sam dla siebie panem, zdolnym do udania
się tam gdzie mu się spodoba i wtedy dwóch silnych mężczyzn
uchwyci go za ramiona i zaciągnie go do paleniska, jak ci się
wydaje, Magandija, czy człowiek ten będzie wykręcał swe ciało na
różne sposoby?" "Tak mistrzu Gotama. Dlaczego tak jest?
Ponieważ taki ogień jest w rzeczywistości bolesny w dotyku i
powoduje wielkie oparzenia i gorączkę". "Jak ci się
wydaje, Magandiya, czy ogień jest bolesny w dotyku i powoduje
wielkie oparzenia i gorączkę tylko teraz czy też ogień ten był
bolesny w dotyku i powodował wielkie oparzenia i gorączkę również
uprzednio?" "Mistrzu Gotama ogień ten jest bolesny w
dotyku i powoduje wielkie oparzenia i gorączkę teraz jak i
uprzednio. Tylko, że u człowieka trędowatego przypiekającego się
przy palenisku organy zmysłowe nie działały sprawnie i miał on
błędną percepcję przyjemności tego co było w rzeczywistości
bolesne w dotyku". "Tak też Magandija, zmysłowe
przyjemności w przeszłości były bolesne w dotyku i powodowały
wielkie oparzenia i gorączkę i zmysłowe przyjemności w
przyszłości będą bolesne w dotyku i spowodują wielkie oparzenia
i gorączkę i zmysłowe przyjemności są teraz bolesne w dotyku i
powodują wielkie oparzenia i gorączkę. Magandiya, te istoty, które
nie są wolne od pożądania zmysłowości, które są trawione przez
pragnienie zmysłowych przyjemności i są palone gorączką
zmysłowych przyjemności, ich zmysły nie działają sprawnie i mają
one błędną percepcję przyjemności tego co jest w rzeczywistości
bolesne w dotyku.
M 75
M 75
Co niestety trzeba podkreślić, wydostanie się z
tego obszaru złudnego postrzegania jest trudne, gdyż przypomina
walkę z silnym nałogiem, a jak wiadomo uwolnienie się od
uzależniania jest jedną z trudniejszych rzeczy w życiu człowieka:
Załóżmy, że jest trędowaty z ranami i wrzodami na
swym ciele, trawiony przez robaki i drapiący świerzbiące miejsca
paznokciami, przypiekający swe ciało nad paleniskiem. Ale czym
dłużej tak robi tym bardziej zepsute, gorzej pachnące i z większą
ilością robaków stają się jego rany, jednak znajduje on pewną
dozę satysfakcji i zadowolenia w dotykaniu swych ran, tak też
Magandiya, istoty które nie są wolne od pożądania zmysłowości,
które są trawione przez pragnienia zmysłowych przyjemności i są
palone gorączką zmysłowych przyjemności, ciągle oddają się
zmysłowym przyjemnościom, ale czym bardziej takie istoty oddają
się zmysłowym przyjemnościom, tym bardziej wzrasta ich pragnienie
zmysłowości i tym bardziej paląca staje się ich gorączka
zmysłowych przyjemności, jednak znajdują one pewną dozę
satysfakcji i zadowolenia zależną od zmysłowych przyjemności.
M 75
M 75
czwartek, 8 maja 2014
Wpływ postu na pożądanie seksualne
Ponieważ
pożądania seksualne zakorzenione są zarówno w ciele, jak i w
duszy, wojna z nimi oznacza walkę w obu dziedzinach: fizycznej i
duchowej. Bez wątpienia, jednak dla Kasjana duchowość oznacza
dziedzinę podstawową i ostateczną, bo tylko ona może sięgnąć w
głąb serca. Pod koniec Rozmowy 21, przygotowującej do
analizy problemu nocnych zmaz w Rozmowie 22, zaznacza, że
widoczna „wstrzemięźliwość ciała" nie obejmuje pełni
doskonałości, która dotyczy jedynie ukrytej i niewidocznej
czystości serca. Tę pierwszą mogą osiągnąć, dzięki
wyrzeczeniom lub tylko je udając, nawet niewierzący (jak na
przykład filozofowie z Rozm. 13.5), ale prawdziwa czystość
nie należy do sfery wyrzeczeń - jest nią wolność, jaka
przychodzi jedynie dzięki łasce {Rozm. 21.36.1). Cytując
św. Pawła, który nalega, aby przekroczyć to, co cielesne, Kasjan
przywołuje swoją hermeneutykę ludzkiego doświadczenia odnośnie
do dosłownej definicji, kto jest Żydem lub czym jest ukryte
obrzezanie duchowe (Rz 2,28n jak w Rozm. 21.36.2).
Ograniczenie się jedynie do fizycznych aspektów ascezy oznacza
zagubienie istoty wczesnego monastycyzmu, a było to doprowadzenie
potencjału ludzkich możliwości do ich granic, aby pokazać te
granice Bogu, bo tylko On może je przekroczyć.
Dziedziny
wyrzeczeń cielesnych są znane - to post, praca i czuwanie, czyli
odmawianie sobie snu. Kasjan intonuje litanię tych praktyk we
wszystkich swych pismach, bo są one podstawą ascezy monastycznej.
W swym wykładzie o płciowości traktuje je zarówno ogólnie, jak i
szczegółowo. W Rozmowie 12 i 13 sugeruje ograniczenia
dotyczące posiłków: dwa paxamatia (suchary) na dzień, z
minimalną ilością wody, i trzy do czterech godziny snu. Omawiałem
już medyczne założenia Kasjana, dotyczące związku jedzenia i
picia z podnieceniem seksualnym i zmazami nocnymi i jego kojarzenie
rozwiązłości z obżarstwem. Pochwala skromną dietę mnichów
egipskich, na którą składały się suszone i nie gotowane
produkty {Reguły 4.21-22). Nacisk na spożywanie
surowych potraw i ograniczenie wody pochodzi ze starożytnego
podziału pożywienia i jego działania na kategorie „suche" i
„wilgotne". Uważano, że suche produkty ochładzają ciało i
zmniejszają produkcję nasienia. Palladiusz napisał na temat
Ewagriusza, że odmawiał sobie świeżych jarzyn i owoców, a
Ewagriusz miał skłonność do podkreślania w swych pismach groźby
płynącej z picia dużej ilości wody. Opanowanie pragnienia
wody, twierdził, jest lekarstwem na pożądanie.
Kasjan
przedstawia swą zasadę prosto: „czystość osoby wewnętrznej
uwidacznia się poprzez doskonałość tej cnoty [wyrzeczenia
pokarmowego]" (Reguły 5.11.1). Takie idealne wyrzeczenie
samo w sobie jest sprawą do rozeznania. Nie znaczy, że ma być
regulowane przez sztywny czas postu ani przepisami dotyczącymi
rodzaju potraw. Normę stanowi „sumienie", ono decyduje, co
jest prawdziwie konieczne dla słusznych potrzeb ciała, i
eliminuje to, co jest przesadą. Kasjan ostrożnie ostrzega przed
fizycznym i psychicznym rozchwianiem, które może wyniknąć z
ostrych postów odbywanych na zmianę z obfitym jedzeniem, dlatego
zaleca regularną, umiarkowaną dietę. Traktat Kasjana o
rozwadze (Rozm. 2) jest w większości poświęcony
niebezpieczeństwu przesadnego trzymania się litery ascezy.
Niektórzy
współcześni uczeni postrzegają zalecenie dietetyczne Kasjana (i
innych mnichów pustyni) jako środek do obniżenia potencji poprzez
niemalże śmierć głodową. Niewiele w pismach Kasjana wskazuje,
żeby dietę, która co prawda ważna jest jako dowód czystości,
uważano za jej gwaranta. Wydaje się, że pożądanie płciowe
pozostaje żywym aspektem doświadczeń monastycznych, co
uzasadnia, dlaczego Kasjan przywiązuje dużą wagę do tego
problemu. Tak czy owak, powinno się zapytać, na ile dosłownie
należy traktować posiłki na pustyni opisywane przez Kasjana. Pisał
dla mnichów z południowej Galii, gdzie zarówno jedzenie, jak
i klimat były inne niż w Egipcie, nie było to więc z pewnością
dla nich wzorcowe menu. Kasjan przyznaje, że nocne polucje nie
mijały nawet u umartwiających się mnichów, że prawdziwa bitwa
rozgrywa się w sercu, że cnotę czystości osiąga się bardziej
dzięki łasce niż dzięki praktyce ascezy.
Słynny
program Kasjana w Rozmowie 12, jak w ciągu sześciu miesięcy
sprawdzić, czy ktoś ma możliwość do osiągnięcia czystości
(Rozm. 12.15.1), zacytowała Alinę Rousselle na poparcie
teorii, że surowe niedożywienie było kluczem do osiągnięcia
pokoju w dziedzinie płciowości. Kasjan zaleca skromną dietę i
radzi, aby mało spać, ale nie ma to być szybka droga do czystości.
Jego test miał służyć określeniu możliwości osiągnięcia
czystości, a nie okresu, po jakim się ją osiąga. Przed poddaniem
się rygorom diety i zanim wspomina o sześciomiesięcznej próbie,
zaleca oddalenie od wszystkich zbytecznych kontaktów z ludźmi
i zerwanie z gniewem i troskami światowymi. Te ascetyczne warunki
wstępne są poza zasięgiem nowicjuszy. Kierując się
przepisami dotyczącymi pożywienia i snu, po sześciu
miesiącach mnich może zorientować się, „czy taki stopień
doskonałości jest dla niego możliwy", co stanowi zaledwie
gwarancję zwycięskiego końca. Dostrzegając trudności w
ustalaniu takich przepisów, Kasjan najeża je komentarzami o
różnorodności ludzkich temperamentów, a co ważniejsze, jak
zwykle podkreśla, że gwarantem postępu jest raczej łaska, a
nie ludzkie wysiłki. Te fundamentalne wyjaśnienia, a co więcej,
sama cnota czystości, wymykają się początkującym (Rozm.
12.16.1). Kasjan dostarcza narzędzie umożliwiające
rozpoczęcie procesu, a nie plan przekroczenia linii mety.
Za:
Columba Stewart OSB, Kasjan Mnich, Kraków - Tyniec 2004,
[źródła monastyczne t. 34, (opracowania, t. 6), przekład Teresa
Lubowiecka
środa, 7 maja 2014
Homilia o dziewictwie
WSTĘP
Anonimowa
homilia grecka (Pseudo-Bazylego) O dziewictwie została
przez wydawców nazwana „kuriozalną". Po pierwsze, dlatego że
jest pierwszym zachowanym kazaniem o dziewictwie. Po drugie, ze
względu na zawarte w niej surowe koncepcje ascetyczne oraz wskazania
adresowane głównie do ojców rodziny. Wreszcie, jest ona
ciekawa z uwagi na dane historyczne, jakich dostarcza o
pierwotnym ascetyzmie chrześcijańskim.
AUTOR
I DATA POWSTANIA HOMILII
Trudno
jest określić dokładną datę powstania i pochodzenie tej
homilii. W znanych ośmiu rękopisach przypisuje się ją św.
Bazylemu Wielkiemu, ale zarówno pod względem stylu jak i treści
zasadniczo różni się od dzieł biskupa Cezarei Kapadockiej. Nie ma
też przekonujących dowodów o jej pochodzeniu ze środowiska
syryjskiego. Najprawdopodobniej powstała w Azji Mniejszej, jej autor
zaś jest nieznany. Należy ją zaliczyć do pism anonimowych.
Homilia nie była cytowana przez autorów starożytnych. Nie ma
też innych zewnętrznych danych do określenia daty jej
powstania. Jej treść natomiast wskazuje, że powstała w pierwszej
połowie IV wieku, być może przed Soborem Nicejskim (325 r.). Za
taką datacją przemawia przedstawiony w niej obraz życia
ascetycznego. Anonimowy autor - podobnie jak Pseudo-Klemens i Metody
z Olimpu - nie zna jeszcze właściwego monastycyzmu, nie mówi
nic o ucieczce na pustynię ani o anachoretyzmie, nie wspomina o
publicznych ślubach oznaczających formalne rozpoczęcie życia
dziewiczego i mających skutki kanoniczne. Opisuje ascezę w
formie przed-monastycznej, praktykowaną w ramach rodziny i
lokalnych wspólnot chrześcijańskich (tzw. „ascetyzm rodzinny",
który odgrywał ważną rolę do połowy IV wieku). Także w
późniejszym okresie wiele dziewic pozostawało poza klasztorami,
żyjąc pojedynczo w swoich rodzinach. Dominowały jednak wtedy różne
formy życia typowo zakonnego, o których kaznodzieja z
pewnością by wspomniał lub przynajmniej zakładałby ich
istnienie.
Dla
datowania homilii znaczący jest też całkowity brak odniesień do
problemów teologicznych, charakterystycznych dla IV wieku, od
czasu sporów ariańskich i Soboru Nicejskiego. Homileta z
upodobaniem mówi o Chrystusie jako „Oblubieńcu" dziewic
(rozdz. 12, 17, 18, 56, 78-79, 108), pomija natomiast wszelkie
określenia trynitarne. Można to wyjaśnić moralnym charakterem
homilii. Osobliwe jest jednak, że nie nazywa Chrystusa „Synem
Bożym", stosuje natomiast archaiczny tytuł: „Sługa
(pais) Pana Boga" (rozdz. 2). W świetle nicejskiego
wyznania wiary był to tytuł dwuznaczny i niejasny, gdyż
niedostatecznie podkreślał Bóstwo Jezusa Chrystusa i Jego
współ-istotność z Ojcem. Zniknął z języka teologii w czasie
sporów ariańskich. Nie można sobie wyobrazić, aby
posługiwał się nim ortodoksyjny autor IV wieku, nawet jeśli
skupiony był wyłącznie na problematyce pastoralnej. Homilia
ta powstała więc albo przed Soborem Nicejskim albo też -jak
przypuszczają wydawcy - kaznodzieja „nie był nicejczykiem, ale
należał do wspólnoty ariańskiej lub przynajmniej
arianizującej". Wydaje się jednak, że druga hipoteza
idzie zbyt daleko, gdyż, poza jednym użyciem archaicznego
określenia „Sługa Pana Boga" nie ma innych podstaw, by
anonimowemu autorowi przypisywać arianizm.
Kim
był anonimowy autor homilii? Przemawiał z powagą i
autorytetem. Doskonale znał Pismo Święte, które cytował z
pamięci, nawet jeśli nie zawsze dokładnie. W homilii, ułożonej
według retorycznych zasad drugiej sofistyki, używał
niejednokrotnie wyszukanych metafor. Głosił entuzjastyczną
pochwałę dziewictwa i wzywał do ascetycznych zasad moralnych,
chociaż nie można mu przypisać rygorystycznego enkratyzmu. Należy
przypuszczać, że był biskupem jednego z miast greckiego
Wschodu, propagującym życie w czystości. W swej homilii pozostawił
obraz ascetyzmu rodzinnego w greckiej gminie chrześcijańskiej,
prawdopodobnie małoazjatyckiej, z początku IV wieku. Homilia
długo była znana jedynie z rękopisów. Jej krótki fragment,
zaledwie kilka pierwszych zdań, opublikował J. B. Pitra wśród
pism przydzielonych Bazylemu Wielkiemu. Pierwsze zaś - i jedyne
dotąd jej wydanie i opracowanie - sporządzili w 1953 roku
Dawid Amand z Maredsous i Matthieu-Charles Moons z Nijmegen. Opiera
się na nim niniejszy przekład.
ASCETYZM
RODZINNY
Jak
wspomniano, anonimowa homilia ukazuje ascetyzm rodzinny,
polegający na tym, że młodzi bezżenni ludzie, poświęceni
Bogu, pozostawali przy rodzicach, biorąc udział w życiu
chrześcijańskiej wspólnoty. Zarówno dziewczyny jak i młodzieńcy,
którzy zdecydowali się na ten sposób życia, stanowili zatem
integralną część rodziny. To samo dotyczy niewolników obu płci
(rozdz. 2). Mogło się nawet zdarzyć, że synowie i córki, oraz
niewolnicy razem decydowali się poświęcić „życie Bogu",
podlegając nadal ojcu rodziny, który też zabezpieczał ich
materialnie.
Żyjąc
z rodzicami, dziewice i asceci nie zostają oddzieleni od wspólnoty
chrześcijańskiej ani od normalnego przebywania w świecie. Nie
są zamknięci w klasztorach cenobitycznych czy w przyklasztornych
eremach, ale mieszkają w swym domu, pod czujnym okiem ojca, który
spełnia wobec nich funkcje „kapłana Boga Najwyższego".
Pozostając pod dachem rodzinnym, oddają się oni pracy i innym
zajęciom. Praktykują też post, czytają i rozważają Pismo
Święte, medytują psałterz. Ojciec nie dozwala dziewicy na wyjścia
ani spotkania. Może ona uczęszczać jedynie do Kościoła, ale
tylko w ciągu dnia. Jej życie jest więc ujęte w ścisłe ramy,
które tworzą swego rodzaju regułę, typową dla późniejszych
klasztorów. Można je traktować jako pierwszy zarys
monastycyzmu.
Homilia
ukazuje pewne konsekwencje decyzji poświęcenia swego życia
Bogu. Jest ona poprzedzona ścisłą obserwacją dokonaną przez
rodziców, aby upewnić się o możliwościach córki (rozdz. 2)
lub syna (rozdz. 5). Dokładna forma samych „ślubów"
pozostaje niejasna. Wydaje się być prywatną, osobistą deklaracją
poczynioną w ramach rodziny pod auspicjami rodziców. Ma ona
charakter osobisty, jeżeli bowiem córka „nie chce trwać w
takim stanie, nikt nie może jej do tego przymuszać, nikt nie może
jej winić" (rozdz. 3).
Chociaż
treść homilii nie pozostawia wątpliwości, że zaślubiny były
wiążące, dziewczyna, jak się wydaje, mogła zmienić zdanie bez
oficjalnych konsekwencji. Wyrzuty dotyczyły jedynie tego, że
małżeństwo przyniosło jej bóle porodowe oraz cierpienia
związane z utratą męża i dzieci (rozdz. 3). Homilia opisuje
wyłącznie wyrzuty sumienia spowodowane utratą życiowych
możliwości. Można stąd wnioskować, że decyzja dziewczyny miała
charakter osobisty. Z punktu widzenia prawa, nie była ona
wiążąca i oficjalna, jak przysięga małżeńska. Mogła stanowić
jedynie „moralne" zobowiązanie na całe życie.
W
homilii nie ma mowy o interwencji Kościoła i jego szafarzy w
konsekracji dziewicy czy ascety. Nie występuje też żadna aluzja do
liturgicznego rytu kościelnego, któremu przewodniczyłby
biskup albo kapłan. Nie mówi się nawet o uroczystym ślubowaniu,
złożonym w czasie ceremonii w kościele i przyjętym wobec
świadków. To zadanie spełnia ojciec dziewczyny, który staje
się „kapłanem Boga Najwyższego" (rozdz. 2). Podobnie dla
syna rodzic ma być jednocześnie ojcem i kapłanem Boga
Najwyższego" (rozdz. 5). „Konsekracja ascety wydaje się
należeć do wyłącznej jurysdykcji ojca rodziny i dokonywać się w
intymności ogniska rodzinnego".
Homilia
obrazuje więc ascezę przed-monastyczną, w formie czysto
rodzinnej, jaka rozwijała się na greckim Wschodzie w III lub
IV wieku.
ROLA
RODZICÓW
Homilia
zwraca się głównie do rodziców, których dzieci poświęciły się
życiu ascetycznemu. Wskazuje na zadania, jakie ich czekają. Kieruje
się szczególnie do ojców rodziny, na których spoczywa obowiązek
opieki i czuwania nad swymi dziećmi poświęconymi Bogu. Najczęściej
mówi o relacji ojca do córki, nieco rzadziej do syna. Mniej
wyraźnie też została zaznaczona rola matki.
Kaznodzieja
stara się przekonać rodziców, że ich dzieci powinny zachować
„czystość dla Boga". Kieruje się do nich ze zrozumiałych
względów, to właśnie oni bowiem mieli wówczas głos w określaniu
przyszłości swych synów i córek. Dzieci, zwłaszcza
dziewczęta i kobiety, zawierały związek małżeński przeważnie
zgodnie z wolą rodziców, głównie ojca. W tym kontekście
zrozumiała jest też rola rodziców w wyborze drogi życiowej
dziewicy. Powinni oni przekonać swoje dzieci do życia w
dziewictwie: ojciec winien wywierać wpływ na syna, matka zaś
na córkę. Jest to podstawowe zobowiązanie, które kaznodzieja
nakłada na rodziców.
Homileta
świadom jest, iż nie zawsze rodzice w ten sposób postępują.
Często się zdarza, że ojciec, ulegając „mądrości tego
świata", nie dozwala synowi oddać się życiu
powściągliwemu i prowadzi walkę ze swoim dzieckiem, które pragnie
poświęcić swe ciało Bogu. Podobnie matka sprzeciwia się
pragnieniu córki, aby wiodła życie doskonałe. Gdyby
usiłowała zawrócić ją z drogi dziewictwa, ta winna przypomnieć
sobie Teklę, która do końca pozostała wierna swemu postanowieniu,
mimo że poszczególne osoby (matka Teokleja, młodzieńcy Tamarys i
Aleksander oraz sędzia) usiłowały odwieść ją od jej zamiaru.
Kaznodzieja
przestrzega rodziców, aby nie odważali się stawiać przeszkód
swoim dzieciom w realizacji ich ascetycznych celów.
Zdecydowanie upomina ich, by w żaden sposób „nie odważali się
stawiać przeszkód tym, którzy gorąco pragną żyć w
czystości, bez względu na to, czy są ich synem czy też córką,
niewolnikiem czy niewolnicą" (rozdz. 2). Korzyści wynikające
z zachowania czystości przez dziecko są jasne, i żaden rodzic
„przywiązany do spraw ziemskich", nie powinien mu tego
odradzać.
Najlepiej
byłoby, gdyby rodzice cieszyli się, jeśli ich dziecko wyrazi chęć
pielęgnowania dziewictwa. Nie powinni jednak zbyt lekkomyślnie
zgadzać się na podjęcie takiego postanowienia. Ojciec musi zbadać
zdolność córki do prowadzenia życia jako dziewicy Boga: powinien
ustalić, czy też nadaje się ona do spełnienia tego zadania.
Dobrze, gdyby poznał jej myśli, odruchy, pragnienia, miłość
do spraw ludzkich i boskich, jej wytrwałość w postach oraz
zaangażowanie w działalność związaną z chrześcijańskim
miłosierdziem. Może pozwolić córce żyć w dziewictwie tylko
wtedy, gdy będzie pewien, że posiada ona wszystkie te wartości
(rozdz. 2). Podobnie, jeżeli stwierdzi u swego syna odpowiednie
warunki do takiego rodzaju życia, powinien niby nowy Abraham,
poświęcić go jako żywą ofiarę Boga.
Wobec
swych dzieci ojciec ma spełniać funkcję „kapłana Boga
Najwyższego", będąc odpowiedzialny za to, aby „żadne zło
nie zbliżyło się do czystej świątyni" (rozdz. 2), by nic
nie zepsuło powierzonego mu depozytu. Pełniąc obowiązki „kapłana
świątyni", musi on trzymać swą córkę w całkowitym
odosobnieniu. Żaden mężczyzna nie może się do niej zbliżyć,
nawet pod pretekstem pobożności. Niebezpieczeństwa bowiem -
ostrzega kaznodzieja - czyhają na każdym kroku, wróg jest
wszędzie. Córka nie może w nocy chodzić do kościoła, by
„zapalając lampę na nocne czuwanie, nie zgasić lampy czystości"
(rozdz. 2). Ojciec winien ciągle strzec jej łoża, kontrolować jej
śmiech, nastroje i słowa, wszystkie jej pragnienia i odruchy.
Powinien to czynić ze stanowczością: „Nawet jeśli (twoja
córka) cierpi - lepiej, żeby cierpiała dla Chrystusa. Jeśli
bowiem ktoś nie karci swego dziecka, nie nauczy go rzeczy
najlepszych: do karcenia nie prowadzi go złość, ale miłość
ojca, jaką obdarza ukochane dziecko" (rozdz. 2). „Z pewnością
jest to dziwna koncepcja miłości ojcowskiej". Surowe poglądy
ascetyczne częściowo wynikają z kaznodziejskiego charakteru pisma.
Są też bardziej zrozumiałe w kontekście epoki, pozostają
nie mniej radykalne niż zasady, jakie Hieronim wyłożył w Liście
128 do Gaudencjusza, gdzie pisał o wychowaniu dziewczyny
przeznaczonej do życia w dziewictwie.
DZIEWICE
I ASCECI
Główny
temat, który homileta rozwija przed swoimi słuchaczami, zapożyczony
został z nauczania Św. Pawła z rozdziału siódmego Pierwszego
Listu do Koryntian: „Dobrą rzeczą jest uczciwe małżeństwo,
jest bowiem ustanowione przez Boga, ale lepszym jest nieskalane
dziewictwo: jest lepsze od dobrego, ale jedno nie jest obce drugiemu"
(rozdz. 1). Rozważanie tego tematu kieruje zarówno do rodziców,
jak też tych, którzy poświęcają się temu rodzajowi życia:
dziewczyn jak i młodzieńców Kaznodzieja zdecydowanie wskazuje na
wartość bezżeństwa polegającą na tym, że dziewica jest
prawdziwą oblubienicą Chrystusa. Poświęcenie się Bogu oznacza
zaślubiny z Chrystusem. Życie w czystości stanowi okres
przygotowań w oczekiwaniu na noc poślubną z niebiańskim
Oblubieńcem. Jest surowe i, być może, nieszczęśliwe na ziemi,
lecz prowadzi do błogiej wieczności.
Homileta
stara się ukazać motywację takiego wyboru: „Jeżeli żyjesz w
dziewictwie dla Chrystusa, to nie dlatego, że ty tego chcesz, lecz
że On sobie tego życzy, dla Niego bowiem to czynisz"
(rozdz. 7). W wyborze tym nie są ważne warunki zewnętrzne, uroda,
pochodzenie czy zamożność (rozdz. 8). Liczy się jedynie dobra
wola i szczere intencje: „Czego szukasz wśród tych, którzy
znajdują upodobanie na tym świecie, postępując zgodnie z duchem
świata?... potrzeba dziewic, które byłyby nimi nie tylko
fizycznie. Potrzeba dziewic o szczerych obyczajach" (rozdz. 7).
Dziewica
ma w swym życiu wspaniałe wzory do naśladowania: Maryję,
znane z Ewangelii pięć mądrych dziewic, świętą Teklę.
Gdyby matka usiłowała odwieść swą córkę z drogi dziewictwa,
winna przypomnieć sobie Teklę - wzór wytrwałości i naśladowania
Chrystusa w cierpieniach. „Dla młodych (tois neois)
pożyteczne jest zostać ukrzyżowanym dla Jezusa Chrystusa"
(rozdz. 8) - dodaje kaznodzieja. Ci, którzy wybrali życie w
bezżeństwie winni też wyryć w swych sercach słowa Bożych pism,
sławiące powściągliwych, czystych i tych, którzy stali się
niezdolni do małżeństwa ze względu na Królestwo Boże.
Zachęty
moralne skierowane do dziewic i ascetów, zawarte w tej homilii,
są zbieżne z treścią większości wczesnochrześcijańskich
traktatów, pism i listów o dziewictwie. Zachęcając do
bezżeństwa, kaznodzieja postępuje też jak wielu innych autorów:
nie tylko ukazuje piękno tego stanu, ale wylicza również wszelkie
niedogodności związku małżeńskiego. Zapewne przesadą jest
oskarżanie go o wrogość wobec tego stanu, jak uczynili to wydawcy:
„Przyjmuje on zasadę św. Pawła: Małżeństwo uczciwe jest
dobrem, ale wydaje się ona odgrywać rolę jedynie parawanu,
poza którym autor może bezkarnie wyrażać swoje koncepcje
hyperascetyczne i tendencje enkratyczne". Wydaje się, że pod
kaznodziejskim tonem pisma kryje się jedynie szczera i
entuzjastyczna pochwała dziewictwa.
Za:
Pierwsze Pisma Greckie O Dziewictwie, (Źródła monastyczne t. 16,
starożytność t. 14), Kraków - Tyniec 1997, Przekład: Stanisław
Kalinkowski, Ks. Wojciech Kania, Ks. Józef Naumowicz. Wstęp i
opracowanie Ks. Józef Naumowicz
Mniszka na pustyni
Przybyliśmy do ojca Jana,
pustelnik zwanego Ryżym, który opowiedział nam, co następuje:
Słyszałem od ojca Jana z
Moabu, że żyła w świętym mieście pewna wielce nabożna
mniszka, która czyniła postępy w doskonałości Bożej.
Ponieważ szatan nienawidził dziewicy, natchnął pewnego
młodzieńca diabelską miłością ku niej. Gdy jednak ta
nadzwyczajna dziewica odkryła podstęp szatański i zgubę grożącą
młodzieńcowi, wzięła do plecionki kilka ziarenek bobu i udała
się na pustynię, aby młodzieniec, dzięki jej oddaleniu się,
został wyzwolony od niepokoju i uzyskał zbawienie, a ona sama
ustrzegła się od grzechu.
Po długim czasie, aby nie
pozostawało nieznanym jej cnotliwe postępowanie, za zrządzeniem
Bożym ujrzał ja pewien pustelnik żyjący na pustyni koło świętego
Jordanu i rzekł do niej: „Matko, co ty tu robisz, na tej
pustyni?" A ona, chcąc ukryć przed pustelnikiem, kim jest,
mówi doń: „Przepraszam cię, zgubiłam drogę: uczyń mi więc
tę łaskę, ojcze, i na miłość Boską, pokaż mi drogę!"
On zaś, jako że za sprawą Boską wiedział, kim ona jest, rzecze
do niej: „Wierz mi, matko, ty ani drogi nie zgubiłaś, ani jej
nie szukasz, ale wiedząc, że kłamstwo jest dziełem szatana,
powiedz mi prawdziwy powód, dla którego tu przyszłaś?"
Wtedy rzekła doń dziewica:
„Przebacz mi, ojcze, pewien młodzieniec mógł upaść z
mego powodu i dlatego udałam się na pustynię, sądząc, że lepiej
umrzeć, niż stać się przyczyną zgorszenia dla kogoś, jak mówi
Apostoł." Mówi do niej znowu starzec: „Jak długo tu
przebywasz?" A ona na to: „Za łaską Bożą,
siedemnaście lat". Znowu do niej pustelnik: „A co
jesz?" A ona pokazała mu koszyk i bób, który się w
nim znajdował i tak mówi do pustelnika: „Tę oto plecionkę,
którą tu widzisz, miałam ze sobą, gdy wychodziłam z miasta,
a w niej były owe maleńkie ziarenka bobu. Bóg sprawił to, wedle
swego zrządzenia względem mnie, niegodnej, że cały czas jadłam
je, a ich nie ubywało. I żebyś jeszcze i to wiedział, ojcze, że
tak mnie strzegła Jego dobroć, że przez siedemnaście lat nikt
mnie nie widział, jeno ty dzisiaj, ja natomiast widywałam
wszystkich". Gdy pustelnik dowiedział się o tym,
oddał chwałę Bogu.
Za:
Paweł, biskup Monebasii, „Opowiadania dla duszy pożyteczne o
cnotliwych i bogobojnych mężach i niewiastach”, Kraków 1993
(Wydawnictwo „M”, seria „mała biblioteka Ojców Kościoła 1),
przekład i opracowanie: Ks. Marek Starowieyski
sobota, 3 maja 2014
Bezżenność przez wzgląd na Królestwo Boże
Jedynie św. Mateusz podaje na
pewno autentyczne słowa Jezusa o trojakiego typu bezżennych
(Mt 19,10-12). Byli rzeczywiście ludzie, którzy zrezygnowali z
małżeństwa przez wzgląd na królestwo niebieskie: Jan
Chrzciciel, Jezus, niektórzy Jego uczniowie. Ta decyzja - to
odpowiedź na dar Boga: Kto może pojąć, niech pojmuje. Św.
Paweł mówi o „charyzmacie" (1 Kor 7,7). Możliwe, że słowo
„bezżenny" było obelgą ze strony przeciwników Jezusa,
którzy w ten sposób zarzucali Mu, że nie żeniąc się łamie
Prawo. Słowa Jezusa uzasadniają po części Jego postępowanie:
dziewictwo jest znakiem obecności Królestwa; w przyszłym świecie
nie będą się już żenić ani za mąż wychodzić, gdyż nie
będzie tam śmierci (Mt 22,30 par.); celibat antycypuje stan
człowieka zmartwychwstałego.
Marek i Łukasz opuścili tę
naukę z racji jej ostrego sformułowania, ale Łukasz wprowadza
ponownie jej treść w innych sentencjach, charakteryzujących
prawdziwego ucznia (Łk 14,26 i 18,29n).
Za:
O. Vincent Desprez OSB, Początki monastycyzmu, tom 1, Dzieje
monastycyzmu chrześcijańskiego do Soboru Efeskiego (431), przekład:
Janina Dembska, tytuł oryginału: Le monachisme primitif. Des
origines junqu 'au concile d' Ephese, [seria: źródła monastyczne,
t. 21, opracowania: t. 3], przedmowa O. Pierre Miquel OSB, redakcja
naukowa: Ks. Marek Starowieyski, Tyniec - Wydawnictwo Benedyktynów,
Kraków 1999
„O dziewictwie"
Najdłuższe
i najbardziej wyczerpujące jest dzieło „O dziewictwie".
Prezentowany tu ideał dziewictwa i dosyć radykalne potraktowanie
tematu wiąże je z innymi ascetycznymi pracami Jana, stworzonymi
krótko po jego powrocie z gór, sugerując jako datę jego powstania
przełom lat 381/2. Najwyraźniej było ono zaadresowane do
kobiety, która zobowiązała się do pozostawania w stanie
dziewiczym. Celem było obalenie wątpliwości krytyków
dziewictwa poprzez podkreślenie jego specjalnego dostojeństwa
(axioma), a także ukazanie kobietom, które poświęciły się
dziewictwu, zarówno wymagań, jak i wspaniałych nagród tego stanu.
Współczesny czytelnik powinien pamiętać, że w czwartym wieku,
wieku szczytowego rozwoju ruchów ascetycznych, niezliczone rzesze
gorliwych chrześcijan czuły powołanie do życia w absolutnej
wstrzemięźliwości seksualnej, czasami przebywając we wspólnocie,
ale tak samo często w odosobnieniu, poza społecznością. Czerpali
oni inspirację i przykład ze słów Jezusa (Mt 19, 12) o tych,
którzy wyrzekli się aktywności seksualnej w imię pozyskania
królestwa niebieskiego, a także ze stwierdzenia świętego Pawła
(IKor 7,7), iż chciałby, aby wszyscy mogli pozostać bezżenni, jak
on. Przez dekady dziewictwo stanowiło popularny temat dla
kaznodziejów i pamflecistów, naturalne więc, że Jan, sam związany
celibatem, próbował zachęcać innych do podążania tą samą
surową ścieżką.
Jan
zaczyna pracę atakiem na ekstremistów, którzy odrzucają
małżeństwo - chce uprzedzić i odrzucić ewentualne podejrzenia o
bycie jednym z nich. Jak dowodzi Jan, krytycy okazują manichejską
wzgardę wobec naturalnego porządku stworzonego przez Boga.
Degradując małżeństwo umniejszają tym samym osiągnięcia tych,
którzy wybrali celibat jako bardziej szlachetną drogę. Jan
przechodzi następnie do pochwały dziewictwa samego w sobie,
definiując je jako coś więcej niż wstrzymywanie się od kontaktów
seksualnych; dziewictwo obejmuje również czystość duszy i
poświęcenie się Chrystusowi. Jan świadom jest trudności, jakie
niesie jego wybór: „Trzeba przejść po żarzących się
węglach nie będąc poparzonym, po nagim mieczu nie będąc
zranionym, ponieważ żądza jest tak obezwładniająca jak ogień i
stal". Można ją jednak przezwyciężyć, a czekające
nagrody są bezcenne: tu na ziemi spokój duszy i ciągłe obcowanie
z Bogiem, a później błogosławiony żywot wybranych. Jednym
słowem, dziewictwo przemienia ludzi w anioły, pomiędzy którymi
nie istnieje małżeństwo (Mt 22, 30). Natomiast najbardziej
pochlebne słowa, jakie Jan może wypowiedzieć na temat małżeństwa,
brzmią: „dla tych, którzy zdecydowali się używać go we
właściwy sposób, jest ono ostoją czystości, czymś, co chroni
naturę ludzką od upadku w zezwierzęcenie". Tym, którzy
poprzez dyscyplinę duchową potrafią utrzymać w ryzach swoją
seksualność, Jan radzi szczerze, by wyrzekli się małżeństwa.
Prezentuje czytelnikowi przerażający (lecz dla retora
czwartego wieku nieomal konwencjonalny) katalog niedogodności
płynących z małżeństwa, poczynając od drobnych scen zazdrości
aż po bóle porodowe - a wszystkie odciągają mężczyznę i jego
żonę od rzeczy świętych. Są one znaczcie gorsze niż
jakiekolwiek problemy, z którymi musi zmierzyć się dziewica
-ciężkie próby przynoszą jej tak naprawdę radość, ponieważ
znoszone są dla Chrystusa. W rzeczywistości małżeństwo nie było
częścią pierwotnego boskiego planu. W raju nie istniała
bowiem seksualność. Pojawiła się ona dopiero po upadku, kiedy Bóg
ustanowił małżeństwo dla podtrzymania ludzkiego rodu i jako
hamulec dla nieczystości.
Jakieś
dwie trzecie traktatu „O dziewictwie" to rozbudowany komentarz
do znanego fragmentu Pierwszego Listu do Koryntian (7), w którym
święty Paweł omawia sprawy płci. Znaczące jednak, że wszędzie,
gdzie to możliwe, Jan stara się zbagatelizować wszystkie słowa
Apostoła, z których przebija pobłażliwość czy przychylność
wobec małżeństwa. Niechętnie akceptuje na przykład sugestię
Pawła (IKor 7,16), że żona jest zdolna zbawić swojego męża. Jan
twierdzi, że sama forma tej sugestii - a mianowicie pytanie -
świadczy o tym, iż taka możliwość jest mało prawdopodobna;
w każdym razie nie wydaje się możliwe wzajemne zbawianie się
osób utrzymujących stosunki seksualne. Przekornie interpretuje
również słowa świętego Pawła do małżonków (IKor 7,5) by nie
powstrzymywali się od stosunków poza przejściowymi okresami
abstynencji, jako ukrytą zachętę do wstrzemięźliwości. Nie
należy spodziewać się pozytywnej oceny seksualności ze
strony chrześcijańskiego pisarza tej epoki, lecz punkt widzenia
przyjęty tu przez Jana (zmodyfikowany nieco w późniejszych
deklaracjach), jest niemal zupełnie negatywny. Warto zaznaczyć,
że w żadnym fragmencie swego dzieła, tak mocno podpartego
autorytetem świętego Pawła, Jan nie odwołuje się do słynnego
fragmentu z Listu do Efezjan (5, 21-31), gdzie jedność pomiędzy
mężem i żoną porównana została do tej, która istnieje pomiędzy
Chrystusem i jego Kościołem. Równie negatywną cechą traktatu
jest lekceważący stosunek do kobiet. To właśnie kobieta, w
osobie Ewy - dowodzi Jan - oddała człowieka we władanie śmierci.
To również kobiety spowodowały upadek starotestamentowych
bohaterów takich jak Samson i Salomon. Jan przyznaje, że
kobieta została stworzona na pomocnicę mężczyzny (Rdz 2, 18) i
wciąż spełnia tę rolę zajmując się dziećmi i zaspokajając
jego seksualne potrzeby. Jeśli jednak mowa o sprawach poważnych,
jest ona jedynie zawadą.
Za:
J. N. D. Kelly, Złote Usta. Jan Chryzostom- asceta, kaznodzieja,
biskup, Bydgoszcz 2001, (Wydawnictwo Homini), Przekład: Katarzyna
Krakowczyk. Przekład przejrzała i poprawiła: Marianna Cielecka.
Redakcja naukowa: Krzysztof Bielawski. Konsultacja: Ks. prof. dr hab.
Marek Starowieyski.
piątek, 2 maja 2014
Samotnik
Zamiar
życia zakonnego przejawia się wówczas przede wszystkim w
rezygnacji z małżeństwa: ludzi tych nazywano dziewicami,
„wstrzemięźliwymi" (tymi, którzy praktykują enkrateia,
wstrzemięźliwość), czasem „bezżennymi" (gr.
eunuchoi) w sensie przenośnym, ukazanym w Ewangelii (Mt 19,12).
Jedno słowo zdaje się zyskiwać już powodzenie: „samotnik"
(hebr. jahid), modlący się kilku psalmami lub członek odrębnej
wspólnoty (jahad) z Qumran, ukształtował się zapewne w
chrześcijaństwie syryjskim. Zachowującego celibat ascetę
nazywano tam ihidaja („pustelnikiem", dosł.
„samotnikiem") i agapete (Jedynym synem", „umiłowanym",
zgodnie z tłumaczeniem biblijnym słowa jahid). Słowo to,
przeniesione do zhellenizowanego Egiptu, oddane zostało jako
monachos w koptyjskim przekładzie Ewangelii według św. Tomasza
(koniec II w.); pojawia się ponownie około roku 330 u Euzebiusza z
Cezarei i w Vita Antonii św. Atanazego na oznaczenie „mnicha",
ale już nie tylko jako człowieka zachowującego celibat przez
wzgląd na Królestwo niebieskie, lecz jako pustelnika oderwanego
od życia w społeczeństwie. [Grecki
przymiotnik monachos oznacza w grece klasycznej to, co unikalne,
jedyne w swoim rodzaju. W formie rzeczownikowej słowo będzie
oznaczać w języku chrześcijańskim: 1) bezżennego ascetę
(poczynając od II w.); 2) mnicha, tzn. ascetę szukającego
samotności i odejścia od świata (od końca III w.). O
tym drugim znaczeniu zob. E.A. JUDGE, The earliest Use of the Word
„Monachos" for Monk and the Origins of Monasticism, Jahrbuch
fur Antike und Christentum 20 (1977) 72-89. Św.
Augustyn wyjaśnia słowo monachos jako wynikające z
jednomyślności wielu.]
Motywy skłaniające do takiego
stylu życia - to przede wszystkim naśladowanie Chrystusa,
wyrzeczenie ewangeliczne i zjednoczenie z Bogiem. Niekiedy
dochodzi także deprecjacja świata. Panowanie nad sobą, enkrateia,
przechodzi wówczas w „enkratyzm": wyrzeczenie jest
bezwzględnie wymagane, rada staje się zasadą. Zabrania się
małżeństwa, spożywania wszelkich zwierząt i wina (por. 1 Tm
4,3). W II wieku podstawy metafizycznej tym tendencjom dostarczył
gnostycyzm, według którego materia jest dziełem niższego
bóstwa, a więc jest zła, a prokreacja rodzi istoty, które
będą wydane na pastwę zepsucia. Ten rygorystyczny nurt
pozostawił trwałe ślady w Wielkim Kościele i w monastycyzmie.
Z
biegiem czasu został sprecyzowany status ascetów i dziewic. Z
początku pozostawali oni w swoich rodzinach, lecz już św.
Hieronim ukazał niedogodności takiej praktyki. Aby zaradzić
odosobnieniu kobiet zwłaszcza, w wielu miejscach pojawia się
następujące rozwiązanie: virgines
subintroductae, mieszkające
wspólnie z duchownym lub ascetą w swego rodzaju związku duchowym,
co przedstawiało pewne korzyści praktyczne. Ten rodzaj życia był
może po prostu na początku, zwłaszcza w Syrii, rozwiniętym
stadium małżeństwa, w którym mąż i żona od jakiegoś momentu
rezygnują ze stosunków małżeńskich. Często jednak
dostrzegano niebezpieczeństwa takiego rozwiązania, gdy
postanowienie trwania w dziewictwie lub wstrzemięźliwości
osiągnęło etap autonomii.
Pierwsze traktaty przeznaczone
dla ascetów pojawiają się w III wieku. Dochowanie czystości
pociągało za sobą umartwienia cielesne, ubóstwo, post, samotność,
jałmużnę; poświęcenie Bogu pozwalało swobodnie oddawać się
modlitwie, czuwaniu, lekturze Pism. W obydwu Listach do dziewic,
przypisywanych św. Klemensowi Rzymskiemu, ukazany jest rodzaj
życia, który stanie się stylem monastycyzmu
cenobitycznego i życia
zakonnego w Średniowieczu oraz w czasach nowożytnych: asceci
tej samej płci grupowali się razem, aby się
wspomagać i doskonalić w
poszukiwaniu Boga. Przy końcu III wieku monastycyzm
„wisi" już w powietrzu. Aby jednak zakiełkowało
wspólnotowe życie religijne, potrzebne było odejście na
pustynię.
Za:
O. Vincent Desprez OSB, Początki monastycyzmu, tom 1, Dzieje
monastycyzmu chrześcijańskiego do Soboru Efeskiego (431), przekład:
Janina Dembska, tytuł oryginału: Le monachisme primitif. Des
origines junqu 'au concile d' Ephese, [seria: źródła monastyczne,
t. 21, opracowania: t. 3], przedmowa O. Pierre Miquel OSB, redakcja
naukowa: Ks. Marek Starowieyski, Tyniec - Wydawnictwo Benedyktynów,
Kraków 1999
"Listy do dziewic"
Pismo
głosi gorącą pochwałę dziewictwa. Autor z wielką czcią
zwraca się do „błogosławionych i Bogu świętych dziewic",
do tych, którzy postanowili „zachować dziewictwo dla
Królestwa Niebieskiego" (1-2). Pseudo-Klemens jest
entuzjastycznym obrońcą dziewictwa chrześcijańskiego,
pragnie jednak jego autentycznej realizacji. Przede wszystkim,
dziewictwo związane jest z praktyką innych cnót. Kto sądzi, że
wystarczy samo bezżeństwo, bez dążenia do doskonałości,
porównany jest do głupich dziewic z Ewangelii, które nie wzięły
oliwy do lamp i dlatego zostały wyłączone z uczty królestwa
niebieskiego. Prawdziwe, autentyczne dziewictwo związane jest
też z wymaganiami. Samo w sobie, bez należytej postawy
wewnętrznej, bez ascezy i odpowiednich uczynków miłości, jak np.
troski o chorych lub wspomagania ubogich, nie wystarczy do
osiągnięcia życia wiecznego (2-3). Bez uwieńczenia innymi
cnotami i bez dobrych czynów, bezżeństwo byłoby pozbawione
sensu. Wedle autora, podstawą ascezy chrześcijańskiej jest
naśladowanie Chrystusa. Asceta „powinien się przepasać
świętą mocą Boga" (3) i próbować „zwyciężać
świat w Duchu Bożym" (5), a także poddawać się
działaniu Ducha Świętego, który prowadzi człowieka do
zbudowania w swym wnętrzu mieszkania dla Boga (rozdz. 9).
Pseudo-Klemens
interesuje się czystością posługi apostolskiej, sprawowanej
przez wędrownych ascetów, żyjących w dziewictwie. Podkreśla
bezinteresowność, która winna cechować apostolat. Radzi, aby ten,
kto otrzymał obowiązek nauczania i prorokowania, udał się
najpierw do „wiernych braci i proroków", ponieważ oni
mogą rozpoznać czy to co mówi, jest prawdziwe i rzeczywiście
pochodzi od Boga. Jeśli otrzyma potwierdzenie od braci, może
sprawować swoją posługę w zgromadzeniu Kościoła, dla dobra
wszystkich wiernych (11). Zaleca „duszpasterskie" odwiedziny
chorych i ubogich, przestrzega jednak, by nie były one źródłem
rozproszenia albo nierównego traktowania ubogich i bogatych, lub też
by posługa ta nie była sprawowana z pragnienia prestiżu czy
chęci korzyści materialnych. Jeśli zaś ktoś może sprawować
egzorcyzmy, aby uwalniać innych od złych duchów, niech czyni to z
miłości, nie szukając własnej chwały (12). Apostoł winien
spełniać swoją posługę z czystym sumieniem, tak by był
pozbawiony troski o swoje dobro, a jedynie umacniał wewnętrznie
braci. Jego działanie ma być przejawem dobroci Boga.
Anonimowy
autor Listów stara się też ustalić właściwą relację
między dziewicami i ascetami. Ostro występuje przeciwko
synezaktomowi czyli wspólnemu zamieszkiwaniu ascetów męskich
z dziewicami, z którymi tworzyli rodzaj małżeństwa
duchowego. Zjawisko to, powstałe w III wieku szukało racji
duchowych jak też praktycznych. Dziewica, pozostająca sama, często
potrzebowała mężczyzny, aby podtrzymywał ją i opiekował
się nią, podczas gdy mężczyźnie, który był duchownym albo
wędrownym misjonarzem, potrzebny był ktoś, kto by go
wspomagał w zajęciach domowych, aby bardziej mógł oddać się
swej posłudze. Autor potępia wspólne przebywanie, jak też
zamieszkiwanie, które było powodem podejrzeń i zgorszenia dla
innych, odrzuca też wszelką przesadną zażyłość między
kobietami i mężczyznami pozostającymi w dziewictwie (rozdz.
1,10; 11,1-6). Jako ostrzeżenie przeciwko synezaktyzmowi, podaje
przykłady ze Starego Testamentu. Wskazują one, że pobożni
Izraelici upadli poprzez kobietę. (11,7-13). Pseudo-Klemens zaleca
zachować wszelką ostrożność i unikać okazji do grzechu,
które wynikają ze zbytniej poufałości między kobietami i
mężczyznami. Wspólne przebywanie jest źródłem pokus - głosi
podstawowa teza autora - podczas gdy rygorystyczne rozdzielenie płci,
zwłaszcza nocą, pomaga zachować dziewictwo.
Listy
do dziewic wskazują, że statut ascetów i dziewic w Kościele
III wieku stawał się coraz bardziej wyraźny. Obok bezżennych,
którzy żyli w czystości pozostając w rodzinach, istnieli
asceci wędrowni (mężczyźni), rozszerzało się też zjawisko
duchowych związków ascetów i dziewic. Radykalne domaganie się
rozdziału mężczyzn i kobiet wskazuje, że rozwój życia
ascetycznego będzie ewoluował w kierunku odosobnienia mnichów
na pustyni albo w klasztorze cenobitycznym. Zapowiada też
rozwiązanie, które pojawi się w IV wieku: powstaną osobne
wspólnoty cenobityczne męskie i żeńskie. Asceci tej samej
płci stworzą osobne grupy, aby wspierać się w drodze do Boga.
Taki sposób życia ascetycznego będzie cechował starożytny
monastycyzm cenobityczny oraz zakony średniowieczne i współczesne.
Autor
Listów do dziewic — jak zauważa D. Marafioti -nakreślił
duchowy program, godny najlepszych mistrzów, kładąc nacisk na
umartwienie, wyrzeczenie się świata, naśladowanie Chrystusa i
posłuszeństwo Duchowi Świętemu, który dopełnia dzieła
uświęcenia człowieka. Godne uwagi jest też miejsce, jakie
przydziela modlitwie, lekturze Pisma i życiu sakramentalnemu.
Jeżeli zatem chodzi o głębię teologiczną i poziom duchowy,
teksty te można porównać z najlepszymi traktatami o dziewictwie
wielkich Ojców Kościoła IV i V wieku.
Za:
Pierwsze Pisma Greckie O Dziewictwie, (Źródła monastyczne t. 16,
starożytność t. 14), Kraków - Tyniec 1997, Przekład: Stanisław
Kalinkowski, Ks. Wojciech Kania, Ks. Józef Naumowicz. Wstęp i
opracowanie Ks. Józef Naumowicz
Nocne zmazy
Kasjan
bada współzależność ciała i moralności poprzez zjawisko typowe
dla mężczyzn - „nocne zmazy". Doświadczenie to było
częścią fizycznych doznań mnichów, szczególnie młodych, i
przez jego znaczenie niepokoiło mnichów bardziej niż innych
mężczyzn (i być może pojawiało się u nich częściej), może ze
względu na brak innego rozładowania w dziedzinie płciowości.
Kasjan pisał jako mężczyzna z myślą o innych mężczyznach
i nic dziwnego, że podjął temat, który był czymś zwyczajnym w
literaturze monastycznej. I w tej dziedzinie nie stanowił
wyjątku wśród autorów monastycznych. Takie doświadczenie
niewątpliwie niepokoiło młodych mnichów, niepewnych swego
powołania, i starszych, którzy rozpaczali z powodu braku postępu
ku doskonałej czystości.
Temat
nie jest ani wyłącznie, ani pierwotnie monastyczny. Pisarze
klasyczni zastanawiali się nad moralnymi implikacjami snów
erotycznych, a pisarze wczesnochrześcijańscy z zasady omawiali
problem, czy nocne polucje nie są przeszkodą w przyjmowaniu
Eucharystii. Święty Atanazy, pisząc jako biskup list do
przełożonego klasztoru, zalecał mu, aby uspokoił skrupulantów w
swej trzodzie. Pisarze monastyczni, podobnie jak Kasjan, byli
zainteresowani oceną moralnej odpowiedzialności za sny i
polucje, gdy tymczasem pisarze nie-monastyczni bardziej myśleli
o unikaniu skrupulanctwa w związku z ważnością komunii.
Kasjan
wykracza poza zwykłą dyskusję na temat, czy sny erotyczne lub
polucje nocne są, czy nie są moralnie naganne. Korzysta z nich
jako drogi do nieświadomej i podświadomej sfery umysłu, aby
zmierzyć przenikanie łaski czystości. Mniej interesuje go
zjawisko nocnego podniecenia jako takie, bardziej myślenie
psycho-dynamiczne, które się za nim kryje. Dostarcza to
Kasjanowi jeszcze jeden przykład przeszkody na drodze do
doskonałej intencji, którą bada gdzie indziej - przy okazji
powstawania myśli oraz obrazów podczas modlitwy i niewłaściwej
interpretacji Biblii.
Zgodnie
z nauką Kasjana, sny erotyczne, którym często towarzyszą nocne
zmazy, są odbiciem doświadczeń i obrazów z przeszłych i
obecnych spotkań i dlatego mają znaczenie moralne. W
kojarzeniu snów z doświadczeniami na jawie Kasjan podąża za
klasycznymi i chrześcijańskimi poprzednikami. Ewagriusz daje
typową i wnikliwą analizę snów i ich związku z szerszym
psychologicznym i ascetycznym podłożem. Kasjan zauważa, że
chociaż mnisi pozbawieni doświadczeń w dziedzinie płciowości
mają „prostsze" sny od tych, którzy wcześniej mieli
stosunki, i tak te sny stanowią utrapienie (Rozm. 12.7.4).
Nawet niektóre teksty biblijne mogą rozpalić młodą fantazję,
przeto najlepiej unikać ich. Takie przekonanie mieli też inni
pisarze monastyczni. Dla bardziej zaawansowanych mnichów sny mogą
wskazywać, że namiętności które na jawie wygasły, przenikają
do nieświadomości. Dowodem na rzeczywisty postęp w cnocie
czystości jest więc brak „zakazanych obrazów" nawet we
śnie.
Z
kolei związek między snami, nocnymi polucjami (u mężczyzn i, o
dziwo, u kobiet) to popularny temat starożytnej literatury
medycznej. Kasjan przyznaje, że nie ma zgody co do związku między
„oszustwem snów" (fallacia somniorum) i zmazami.
Stwierdzając, że prawdziwe polucje są zazwyczaj sprowokowane przez
sny, zauważa jednocześnie, że same sny mogą być pobudzane przez
„nadmiar humorów" szukających ujścia w zmazie. Poglądy
Kasjana są odbiciem rozbieżności między, z jednej strony, szkołą
Hipokratesa i jemu podobnych, według której „humory"
powodują sny, a z drugiej strony, tendencją pewnych autorów
do podkreślania roli fantazji sennych. Nieporozumienie wywołuje
użycie przez Kasjana słowa inlusio, które oznacza „iluzję",
kiedy odnosi się do fantazji, a „manię" lub
„upokorzenie", kiedy dotyczy samej zmazy. Kasjan uważa,
że różnica między „naturalną" a moralnie zawinioną
polucją może stać się kością niezgody, bo niektórzy ludzie
zasłaniają się naturą, gdy tak naprawdę jest to ich własne
zaniedbanie i należy ich oskarżać za częste polucje (ozm.
12.8.2). Nawet to, co naturalne z punktu widzenia grzesznej
natury ludzkiej, może być przeciwne czystości (Reguły
5.14.3).
Augustyn
pisze w Wyznaniach o niezatartej naturze wspomnień w
sferze płciowości i ich możliwości wywoływania podczas snu
polucji nocnych. Kasjan przekazuje, że nawet te „zakorzenione
nawyki" pamięci mogą być wyrwane z serca przez łaskę
Bożą. Tak więc u prawdziwie czystych polucje będą pojawiać
się z powodów czysto fizjologicznych, bez nocnych marzeń,
które są sygnałem nieuporządkowanych pożądań. U nich nawet
doświadczenie wzwodu członka, nieuniknione podczas snu, nie może
być przypisane rozwiązłości. Człowiek musi uznać trud fizycznej
dyscypliny za niewystarczający, tylko Bóg poprzez łaskę może
postawić wartę nocną w sercu (Rozm. 12.9-10).
Później
zarówno w Rozmowie 22, jak i w stanowiącej z nią parę
Rozmowie 23 („O bezgrzeszności") Kasjan próbuje
podtrzymać swój ideał czystości, kiedy wycofuje się z
potencjalnie mogących wprowadzić w błąd obrazów Rozmów 12
i 13. Powód tej zmiany jest zapewne pastoralny - chodzi o pomoc dla
młodych mnichów w ich zmaganiach z gorliwością i rozpaczą.
Fizyczne, moralne i ascetyczne perspektywy mają punkt zbieżny w
Rozmowie 22, kiedy Kasjan analizuje pułapkę i wstydu, i
poczucia winy, w którą wpada po polucji nawet dobrze uformowany
mnich. Rozmowę zbudowano na cri de coeur Dosł.
krzyku serca (przyp. red.)
Germanusa z końca Rozmowy 21, że asceza czasami
wydaje się zwiększać, a nie zmniejszać częstość polucji.
Kasjan przywołuje tradycyjne wytłumaczenie polucji i „iluzji"
- diabeł używa tych fizycznych i psychicznych doświadczeń,
aby osłabić gorliwych. Kasjan przypisuje „Starcom" punkt
widzenia głoszący, że większość polucji nie wynika z nadmiaru
pokarmu czy braku moralnej czystości, ale z podszeptów szatańskich.
Sugeruje więc, że demony używają „prostych" polucji (to
znaczy takich, którym nie towarzyszą sny erotyczne), aby
wmówić mnichowi, że w istocie kryło się za tym przyzwolenie woli
i że dlatego nie jest godny, żeby przyjąć Eucharystię (Rozm.
22.6.4). Twierdzenie z Rozmowy 1 o szatańskim pochodzeniu
pewnego rodzaju myśli teraz zostało połączone z dziedziną
płciowości (Rozm. 1.19.3).
Kasjan
przedstawia przykład w Rozmowie 22. Pobożny mnich,
który miał polucje każdej nocy poprzedzającej niedzielną
Eucharystię, staje się symbolem monastycznej przejrzystości.
Utrapiony mnich przedstawia tę sytuację pod rozwagę swym
przełożonym. Na ich pytania odpowiada do końca i okazuje się
moralnie niewinny. Kiedy postawiono diagnozę, że chodzi o
demoniczną interwencję, powrócił do regularnego przyjmowania
komunii, a „ataki" ustały (Rozm. 22.6.1-4).
Opowiadanie
jest interesujące ze względu na napięcie psychologiczne
między wstydem i nagrodą, ale dla Kasjana problem ma dwa poziomy.
Podporządkowanie się mnicha rozwadze przełożonych jest
szczególnie godne uwagi w tak intymnej i wstydliwej sytuacji. Co
więcej, jest on całkowicie otwarty, bo według Kasjana jest
uosobieniem ideału, o którym pisze w Rozmowie 12: Okazał
się taki sam w nocy, jak w ciągu dnia, ten sam na posłaniu i
podczas modlitwy, taki sam w samotności i kiedy otacza go tłum
ludzi, nie widzi w sobie niczego, co chciałby ze wstydem ukryć
przed innymi, ani nie pragnie niczego, co wyśledziłoby
wszechobecne Oko (Boże), a co byłoby zakryte przed spojrzeniem
ludzkim (Rozm. 12.8.5).
Noc,
poprzednio tak przerażająca, stała się jak dzień. Bóg tak
dogłębnie przemienił ciało i ducha, że nawet nerki,
identyfikowane przez starożytnych pisarzy jako źródło
potencji seksualnej „posiadł" Bóg (Ps 139[138]11-13). Taki
stan „przekraczający normalny stan" istot ludzkich może
być tylko dziełem łaski (Rozm. 12.8.6). Taka jedność
i uporządkowanie życia jest inną formą ideału przywołanego w
Rozmowie 9, gdzie Kasjan zaznacza, że ponieważ modlitwa
jest następstwem tego, co ją poprzedza, musimy starać się o
jednolite życie cnoty (Rozm. 9.3.4).
Za:
Columba Stewart OSB, Kasjan Mnich, Kraków - Tyniec 2004,
[źródła monastyczne t. 34, (opracowania, t. 6), przekład Teresa
Lubowiecka
Subskrybuj:
Posty (Atom)