Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erik von Kuehnelt-Leddihn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erik von Kuehnelt-Leddihn. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 maja 2016

Całe życie jest niekończącym się wyborem

§ 12. Demokraci zbyt często mówią o „dyskryminacji”, gdy ktoś zamierza dokonać wartościującej analizy poszczególnych ludzi lub zbiorowości. A przecież gdy szukamy naszej „drugiej połowy”, oceniamy przyjaciół, lekarza, nauczyciela, krawca, artystę, fryzjera, partnera do uprawiania sportu, adwokata, kolegę i choćby przedstawiciela narodu w parlamencie, stawiamy jakąś osobę ponad inną. Całe życie jest niekończącym się wyborem, dokonywanym dzięki naszej potentia ad utrumlibet, czyli wolnej woli: kto wybierze A, automatycznie „dyskryminuje” B. Odmówienie komuś zatrudnienia z powodu jego rasy, wieku, płci, wyglądu lub poziomu wykształcenia może się wydawać „niesprawiedliwe i dyskryminujące”, ale w pewnych okolicznościach mamy z tym do czynienia naprawdę bardzo często. Kobiety nie mają czego szukać w kopalnianych sztolniach, ignoranci w uniwersyteckich katedrach, a kto odmawia czarnoskórej sopranistce objęcia roli Zygfryda w operze Wagnera, na pewno nie jest „seksistą” ani tym bardziej rasistą.

Powiedzenie: „One man is a good as any other man, if not a bit better” lub „Nobody is indispensable» jest trickiem, zdradzającym nihilistyczną ideologię demokratów, w którą ludzie naprawdę szczerze wierzą, choć gdy przyjdą po rozum do głowy, po dojrzałym namyśle, nigdy jej nie praktykują. Nawet najbardziej zagorzały demokrata, jeśli poważnie zachoruje, wezwie najlepszego lekarza. Lekarze, ale także monterzy, pianiści, tenisiści i choćby artyści nie są „równie dobrzy” ani „tak samo kiepscy”.

§ 13. Liberalna demokracja jest natomiast egalitarna politycznie. Nie ma dla niej różnicy między wiedzą a ignorancją ani w przypadku wyborców ani wybranych. Czyni zatem z polityki specjalny obszar, specyficzną dziedzinę, w której obowiązują prawa inne, niż te, obowiązujące w codziennym życiu. W tym wypadku ideologia wypiera rozum, przezorność i doświadczenie. Innymi słowy: zdrowy ludzki rozsądek.

§ 14. Demokracja jest również (nieświadomie) antypluralistyczna, ponieważ wie (a przynajmniej przeczuwa), że ma optymalne szanse na sukces, skoro wyborcami są ludzie, którzy mogą zostać ujednoliceni i sprowadzeni do wspólnego mianownika nie podług wieku, ale dzięki propagandzie, „selekcji”, wykorzystywaniu możliwości, jakie daje władza, przede wszystkim zaś dzięki szkołom, środkom masowego przekazu, naciskowi społecznemu i procedurom urzędowym. Owe metody sprawdzają się tu i ówdzie, a wówczas partie stają się zaledwie „odcieniami” jednego i tego samego światopoglądu, dzięki czemu mogą prowadzić konstruktywną debatę i są gotowe iść na kompromis.

Nie zapominajmy jednak, że demokracja jest totalitarna już w samym „zarodku”, ponieważ jej niedoścignionym ideałem jest „w pełni upolityczniony naród”, gdzie każdy obywatel angażuje się politycznie. (Już w starożytnych Atenach obywatela, idiótes, który nie uczestniczył w życiu politycznym i nie okazywał zainteresowania tą dziedziną funkcjonowania państwa, traktowano z najwyższą pogardą.)

§ 15. Liberalna demokracja opiera się zatem nie na dwóch, ale na trzech filarach: a) wolności wziętej z liberalizmu; b) rządach większości; c) równości. Wolność i równość jako czynniki wykluczające się nawzajem mogą stać się przyczynami prawdziwego rozdarcia, a do tego dochodzi również kolejny problem: liberalna demokracja ze swoimi wybieranymi w wolnych wyborach parlamentami jest wprawdzie ukierunkowana ideologicznie, ale jedynie w pewnych „ramach”, w których to za sprawą swojej liberalności, musi tolerować praktycznie wszystkie światopoglądy (względnie ideologie) i nie może odrzucić a priori ich roszczeń tyczących władzy. A jeśli jednak mimo wszystko zdecyduje się na ten krok, nie może już dłużej uchodzić za „wolnościową”.

Demokracja. Opium dla ludu
Erik von Kuehnelt-Leddihn,
tłumaczenie: Małgorzata Gawlik

środa, 27 kwietnia 2016

Kompetencje w polityce



§ 77. Ponieważ polityka to taktyczna sztuka rządzenia państwem, pojawia się kwestia obiektywnych kompetencji polityka (nie zaś jego popularności czy też „bliskiego kontaktu z ludem”). Jeśli ktoś chce prowadzić samochód, otworzyć szpital, zakład fryzjerski lub przedszkole, urzędnicy sprawdzają jego kwalifikacje. A ponieważ demokracja zakłada równość wszystkich obywateli, nikt nie zawraca sobie głowy tym, czy poseł, a tym bardziej minister, nadają się na swoje stanowisko. W parlamencie rządzą dwie zasady: arytmetyczna i wegetatywna. Istotna jest jedynie kwestia wieku wyborcy i wybranego, przy czym z jakiś niejasnych powodów wybrany musi być starszy.

§ 78. Przy ustalaniu granic wiekowych, podobnie jak okręgów wyborczych, panuje zasada pełnej dowolności (patrz § 51). Siedemnastolatek może być „dojrzalszy” politycznie od siedemdziesięciolatka. (William Pitt zaczął studiować w Cambridge jako czternastolatek, mając dziewiętnaście lat został posłem, cztery lata później ministrem finansów, a w wieku dwudziestu czterech lat zaczął pełnić funkcję brytyjskiego premiera i sprawował ów urząd przez kolejne siedemnastu lat, ale działo się to w czasach, poprzedzających kolosalne zidiocenie młodzieży, co samo w sobie jest nierozwiązaną zagadką biologiczną, ponieważ proces ów łączy się nierozerwalnie z coraz wcześniejszym wchodzeniem w okres dojrzewania).

Odebranie praw wyborczych jest posunięciem „niedemokratycznym”, ale stosowanym w prawie karnym. Skazanych często pozbawia się na jakiś czas praw publicznych, chociaż oddany demokrata, uwzględniając świętą zasadę równości, nie powinien w procesie wyborczym brać pod uwagę ani intelektualnych ani moralnych kwalifikacji elektoratu.
§ 79. W powszechnych i tajnych wyborach sekretną receptą idealnej demokracji jest polityczna równość dwudziestoletniej kobiety, która po kryjomu oddaje się prostytucji, i sześćdziesięcioletniego tajnego radcy.

§ 80. W przypadku wyborów, wiedza, doświadczenie i wynikająca z nich mądrość nie mają kompletnie żadnego znaczenia. Poza tym nie można ich zmierzyć żadną obiektywną miarą, co jest charakterystyczne dla wszystkich materialistycznych prądów filozoficznych naszych czasów.

§ 81. Wraz ze wzrastającym stopniem „wykształcenia” mas, maleje liczba całkowicie „niewykształconych” (analfabetów i absolwentów szkół podstawowych, którzy na nich zakończyli edukację), wzrasta zaś grono ćwierć – i półinteligentów. Ci zaś z reguły są przekonani, że doskonale rozumieją kwestie polityczne, gospodarcze, społeczne i kulturalne współczesności, co zresztą nieustannie wmawia im demokracja. Od czasu do czasu dopadają ich wątpliwości, ale mimo wszystko pragną pozostać „dojrzałymi” obywatelami. (Oprócz tego również „dojrzałymi chrześcijanami”, ci jednak zdarzają się jeszcze rzadziej niż „dojrzali obywatele”. Zapytajmy „zaangażowanych” chrześcijan, o co tak naprawdę chodzi w dogmacie o „niepokalanym poczęciu”, albo jakie trzy ważne problemy teologiczne zawarte są w prostej modlitwie „Ojcze nasz”. Jasną odpowiedź mogą uzyskać jedynie – jak zwykle zresztą – od „urzędowego Kościoła”, który tak zawzięcie szkalują. Bez stanowiska Kościoła mamy jedynie do czynienia z prywatnymi opiniami, Biblia zaś staje się wówczas czynnikiem podziału.)

§ 82. Nieustannie pogłębia się przepaść między scita i scienda, rzeczywistą wiedzą jednostki a zakresem wiedzy, która jest niezbędna, aby choć w pewnym stopniu zrozumieć poważne problemy kraju i współczesności. W naszych czasach nawet osoba bardzo wykształcona nie jest w stanie rozeznać się we wszystkich dziedzinach wiedzy i nauki. Przepaść ta nieustannie się zwiększa, a ów niesamowity proces rozwoju nabrał takiego tempa, że nie mamy chwili na zaczerpnięcie oddechu. Wszyscy stajemy się coraz większymi ignorantami i nic już nie powstrzyma tej nieuchronnej degradacji.

Podczas „zgromadzeń obywateli” szwajcarskich kantonów prosty mieszkaniec danego regionu przeważnie zna miejscowe problemy i jest w stanie sensownie zabrać głos, ale mieszkaniec wielkiego miasta lub światowego mocarstwa praktycznie nie ma pojęcia o międzynarodowej, finansowej i ekonomicznej polityce swojego kraju. Wiedzę czerpie z ulubionej gazety lub wypowiedzi cenionego komentatora radiowego bądź telewizyjnego.

§ 83. Niewiedza skłania reprezentantów narodu do niewolniczego trzymania się oficjalnej linii partii. Przecież partia nie tylko „wystawiła” ich kandydaturę i zapewnia im utrzymanie, ale dzięki wyszkolonym ideologicznie ekspertom i instytutom demoskopijnym dysponuje instrumentami, pozwalającymi ustalać strategię i taktykę. Kierując się opinią większości, ustala się „linię” partii, przy czym nader często, gwoli zdobycia jak największej liczby głosów, trzeba iść na niefortunne kompromisy; wówczas przedstawiciele partii „chrześcijańskich” opowiadają się za mordowaniem dzieci nienarodzonych; socjaliści „prywatyzują” przedsiębiorstwa państwowe, a partie „narodowe” sprzedają swoich rodaków po okazyjnej cenie.

§ 84. Fetyszyzm „większości” ma swoje źródło także w przekonaniu, że im więcej oczu, uszu, mózgów i serc, które widzą, słyszą, obserwują, myślą i czują, tym trafniejsze i mądrzejsze będą podejmowane decyzje. Zgodnie z tym założeniem, polityka Stanów Zjednoczonych powinna być znacząco mądrzejsza i bardziej wyrafinowana niż na przykład polityka Szwajcarii czy Norwegii.


Erik von Kuehnelt-Leddihn
Demokracja. Opium dla ludu
tłumaczenie: Małgorzata Gawlik

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Usposobienie człowieka jest złe już od młodości

§ 49. Istnieje też inna, często wykorzystywana formuła: vox populi – vox dei. Ale w rzeczywistości jest to wypaczenie słów Hezjoda, który chciał przez to powiedzieć, że powtarzanej przez wszystkich pogłoski nie sposób skutecznie zanegować. Staje się nieśmiertelna niczym bóstwo, nawet jeśli nie ma nic wspólnego z prawdą.

§ 50. Madariaga stwierdził, że podstawą naszej kultury jest śmierć dwóch mężczyzn: filozofa (Sokratesa) i Syna Bożego. Obaj zostali skazani na śmierć vox populi, demokratycznie. Wyroki podobały się wielu, co było absolutnie po myśli postulatu utylitarysty Jeremy’ego Benthama, iż rządzenie ma oznaczać „największą szczęśliwość możliwie największej liczby” ludzi. (The greatest happiness of the greatest number). Ponieważ jednak, jak naucza Księga Rodzaju 8, 21, „usposobienie człowieka jest złe już od młodości”, owo poczucie szczęścia może wynikać z sadystycznej radości czerpanej z cierpienia innych, co (wykorzystując uczucie zawiści) w demokracji można w zręczny sposób przekuć w praktykę polityczną, a wówczas życie niepopularnej mniejszości staje się męczarnią ku szatańskiej radości większości.


Erik von Kuehnelt-Leddihn,
Demokracja. Opium dla ludu.
tłumaczenie: Małgorzata Gawlik

czwartek, 14 kwietnia 2016

Transformacja narodu w tłumy


Lord Canning, którego bystre oko dostrzegało znaki czasu, stwierdził że „filozofia Rewolucji Francuskiej zredukowała naród do jednostek, ażeby następnie zebrać je w tłumy”.

Erik von Kuehnelt-Leddihn
Wolność czy równość ...

piątek, 31 października 2014

Erik von Kuehnelt-Leddihn


Odpowiedzialność przed Bogiem zastąpiono strachem przed statystykami sondaży opinii publicznej.”

Mass media (czyli półinteligenci indoktrynujący ćwierćinteligentów)”

Dlaczego określenie „spokój cmentarza” wywołuje u większości współczesnych ludzi nieprzyjemne skojarzenia? Czy rzeczywiście spokój i cisza cmentarzy są czymś tak odpychającym? Czy ta cisza nie może być przynoszącą ukojenie okazją do skupienia i namysłu? Ale to właśnie przeraża stuprocentowo demokratycznego i wyemancypowanego obywatela.”

Masom i ich politykom jest wszystko jedno, jak będzie się wiodło ich dzieciom i dzieciom ich dzieci, jakie długi będą musiały spłacić: dla polityków liczą się tylko najbliższe wybory, dla mas konsumpcja i przyjemności czerpane dziś lub w najbliższej przyszłości. Znikome szanse miałaby partia wypisująca na sztandarach ascezę, redukcję świadczeń socjalnych, zbrojenia, przygotowania do wojny (aby zagwarantować pokój) i surowe prawa moralne.”

Odwołanie się do autorytetu Kościoła, wspartego na dwóch tysiącleciach doświadczeń, nie musi być zresztą dyktowane wyłącznie względami religijnymi. Może być po prostu wyrazem rozsądku i instynktu samozachowawczego. Doktryna katolicka proponuje bowiem taką filozoficzną wizję człowieka, w której traktowany jest on jako świadomy podmiot, mający wolną wolę i ponoszący konsekwencje swoich czynów. To połączenie autonomii z wolnością i odpowiedzialnością staje się podstawą do koncepcji sprawiedliwości wyrażającej się w tradycyjnej maksymie suum cuique – każdemu to, co mu się należy. Taka wizja człowieka oraz sprawiedliwości znalazła wyraz w klasycznym konserwatywnym liberalizmie Burke’a, Tocqueville’a czy Lorda Actona. Jednak późniejsza ewolucja liberalnych idei, połączenie ich z radykalnym demokratyzmem, a następnie z socjalizmem sprawiła, że współczesny liberalizm staje się bardzo często wrogiem zarówno chrześcijaństwa, jak i wolności.”

Zawsze istniały dyplomatyczne, gospodarcze, kulturalne i inne więzi między różnymi krajami. Dzisiaj mamy dodatkowo wiele instytucji międzynarodowych. Niektóre z nich są pożyteczne, niektóre nie, inne wręcz szkodliwe. Czerwony Krzyż i Światowa Unia Pocztowa są przykładami pożytecznych organizacji. Istnieją jednak również i takie np. jak ONZ, które dążą do utworzenia rządu światowego. Rząd taki byłby zagrożeniem dla narodowych i lokalnych kultur, tradycji, wartości i doprowadziłby do pozbawienia mniejszych i większych narodów ich własnego oblicza i kulturowych odrębności. Skutkiem niwelatorskiej działalności rządu światowego byłaby cywilizacyjna martwota. To samo odnosi się do rządu ogólnoeuropejskiego.”

Julius Evola, doskonały, choć jednocześnie perwersyjny myśliciel pogańskiej prawicy, traktował faszyzm jako ruch lewicowy, który nie miał niczego wspólnego z autentyczną prawicą.”

Demokracja jako dynamiczna ideologia i namiastka religii zawiera w sobie immanentnie tendencję, aby rozszerzać się poza sferę czysto polityczną, ogarniając inne dziedziny życia.”

Trzy całkowicie lewicowe rewolucje – francuska, bolszewicka i nazistowska – ukształtowały historię ostatnich 200 lat i sprawiły, że były one ‚Stuleciami G': gilotyn, więzień, szubienic, komór gazowych i łagrów (ang. guillotines, gaols, gallows, gas chambers, gulags)”.

Za „wykoncypowane” przy biurku idee i prywatne opinie chcące uchodzić za oryginalne nikt świadomie nie pójdzie w ogień, chyba że w ramach rozpętanej masowej histerii.
Świat jest padołem łez, z którego tylko pogańscy utopiści, zastępujący teolatrię antropolatrią, chcieliby uczynić raj na ziemi. Dominujące dziś myślenie polityczne opiera się na mocnym przekonaniu, że „w gruncie rzeczy” człowiek jest dobry i mądry. Takie błędne opinie w ostatecznym rozrachunku zagrażają naszej przyszłości!

Szczególnie postępowa jest wojna powietrzna, w trakcie której bomby spadają bez różnicy – nikogo nie uprzywilejowując – na wszystkich, na kobiety, starców i dzieci. Jakież to egalitarne! Jakże nowoczesne!

Wszystkie wielkie państwa, szczególnie światowe mocarstwa, mają czarne karty w swojej historii – państwa pogańskie mają ich więcej niż chrześcijańskie. Ale kraje chrześcijańskie, jeśli utracą swoją wiarę, stają się tak samo złe jak pogańskie. Na wpół chrześcijańska Wielka Brytania prowadziła z czystej żądzy zysku wojny opiumowe przeciwko Chinom, aby zmusić je do otwarcia swoich portów dla handlu tym narkotykiem. Masakry w Irlandii (Drogheda 1649!) były bezprzykładne, a w okresie tak zwanej wojny burskiej Brytyjczycy wynaleźli concentration camp, który zrobił oszałamiającą karierę w dwudziestym wieku. W brytyjskich obozach koncentracyjnych zginęły tysiące burskich kobiet, starców i dzieci. Drezno? Hiroszima i Nagasaki? Czy Amerykanie kiedykolwiek wyjaśnili, dlaczego odrzucili japońskie inicjatywy pokojowe w kwietniu 1945 roku (przekazane za pośrednictwem Watykanu) i w lipcu 1945 roku (przekazane za pośrednictwem Moskwy)?