Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ajahn Anan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ajahn Anan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lutego 2013

Nibbana jest najwyższym szczęściem





Luang Pu Chah podkreślał, że musimy wstać i chodzić po medytacyjnej ścieżce, siedzieć w medytacji, wspominać i badać kesā, lomā, nakhā, dantā, taco. To jest to co uczyni nas szczęśliwymi i zadowolonymi. Jeżeli nie wstaniemy i nie zaczniemy badać, jakie będzie nasze życie? Pełne niepokoju. Dlaczego tak jest? Kiedy powstają upodobania, wszelka różnorodność substancji zalewa ciało, jak hormony które zalewają mózg. To ma wpływ na nasze zachowanie. To naturalna droga dla świata i naszych fizycznych ciał. Musimy walczyć z tymi naturalnymi tendencjami. Wznieść się ponad nie. Obserwować je na drodze badań. Wtedy serce będzie spokojne.

Proszę żeby wszyscy okazali inicjatywę i energię w praktyce asubha. Jeżeli ktoś ma tendencje ku pańńa, niech bada, kwestionuje, docieka i odkrywa przyczynę i skutek. To może uczynić umysł cichym i spokojnym. Użyjcie swojej sati. Użyjcie swojej pańńa. Wejrzyjcie wgłąb ciała i zobaczcie je jako zaledwie elementy. Zobaczcie je jako anicca, dukkha, anatta. Spojrzycie na wszystkie nastroje, emocje i uczucia. Czy są przyjemne czy bolesne, wszystkie są anicca, dukkha, anattā.

Jakiekolwiek stany senności się pojawią, zbaczacie w tym Dhammę. Kiedy są obecne, muszą przeminąć. Nie należą do nikogo i nie ma w nich "ja". To Dhamma. Cokolwiek się pojawia, badajcie to i egzaminujcie. Trenujcie z pilnością i poświęcajcie wiele godzin dziennie na praktykę.

Sila odpowiednio zachowana będzie przyczyną pojawienia się samadhi. Dobre owoce z naszego rozwoju samadhi będą powodowały powstanie pańńa. A rozwinięcie pańńa da nam wiedzę wyzwolenia. To rozwijanie praktyki krok za krokiem.

Zatem praktyka dāna, sīla i bhāvanā jest drogą prowadzącą nas do zakończenia dukkha. Pańńa powstanie z medytacji i doprowadza do spokoju serca. Jeżeli nasza dana nie jest dobrze ustanowiona, nasza sila nie jest doskonała i nasze samadhi nie jest stałe, pańńa nie pojawi się. Jeżeli myślimy: "Hej, wykonałem tak wiele praktyki samadhi, dlaczego nie mam żadnych rezultatów?" Powinniśmy dokładniej się sobie przyjrzeć. Jak z naszą sila? Czy jesteśmy wstrzemięźliwi w naszych cielesnych i werbalnych działaniach? Kiedy mamy tą bazę dobrze ustanowioną, wtedy musimy trenować umysł.

Kruba Ajahnowie nauczali trzymania się praktyki. Zwróćcie na to uwagę! Nie nauczali żadnych ekstrawagancji. Nauczali tylko: "trwaj z "buddho". Ale kiedy używamy "buddho", nie trwamy przy tym. Jesteśmy z tym tylko przez chwilę i wtedy umysł przejmuje kontrolę. I tak myślimy, "Och, 'buddho' nie odpowiada mojemu charakterowi. A to dlatego, że nie mamy odpowiedniej determinacji. Co naturalne, taka postawa tworzy wiele wątpliwości. "Ta praktyka mi nie odpowiada. Może to w ogóle nie jest ścieżka, nie doświadczyłem dotąd żadnego spokoju. Myślę, że spróbuję czegoś innego".

Możemy zmienić praktykę, ale musimy użyć czegoś co uczyni umysł spokojnym. Jak stałe wspominanie śmierci - kontemplujcie wiele w ten sposób. Kiedy przychodzimy na świat, przynosimy ze sobą starość, chorobę i śmierć. Ciało musi umrzeć, tego nie da się uniknąć. Stale kontemplujcie percepcję śmierci. Pomyślcie o tych wielkich drapaczach chmur, pełnych zajętych ludzi ... czy jakiś z nich zawraca sobie głowę tym, że czeka go śmierć? Nikt o tym nie myśli! Narodziny ciała muszą się skończyć jego śmiercią. Nic nie jest pewne. Śmierć ciała nie jest czymś co przytrafia się tylko innym ludziom. Kiedy nasz bliski krewny czy przyjaciel umiera, wtedy powinniśmy to widzieć z mądrym smutkiem. To pańńa. Nie jest to to samo co bycie nieczułym. To nie tak, że po porzuceniu upādāna, nic nie pozostaje i umysł staje się wysuszonym i chłodnym wobec wszelkiego doświadczenia.

To nie nibbana. Nibbana z definicji musi być najwyższym, wspaniałym stanem. A jak to jest, że nibbana to najwyższe szczęście? Nie ma w nim domieszki cierpienia, to trwałe szczęście. Chciałbyś być stale szczęśliwy? To coś prawdziwie trwałego i niezmiennego. Szczęście co nigdy nie ulega zmianie.

Ale to szczęście nie ma posiadacza. Możemy powiedzieć, że doświadczamy to szczęście, jednak nie wiążemy się z nim, nie identyfikujemy się z nim jako naszą własnością. To nie szczęście światowego poziomu, to szczęście wychodzące poza świat - lokuttara - szczęście niezależne od materialnych rzeczy czy zmysłowych pragnień. To szczęście co nie ulega zmianie. Jest ono amata, nieśmiertelne.

I to jest smak Dhammy, najwyższy, górujący nad innymi smakami.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny 22


W obrębie praktyki medytacji, musimy wejrzeć w serce i zobaczyć jak odczuwamy i reagujemy. Czy jest w tym upodobanie? Czy jest w tym awersja? Jeżeli nie uzyskujemy tego czego chcemy, jak się czujemy? To miejsce gdzie badanie jest konieczne. Kiedy kontemplowaliśmy te mentalne poruszenia, Ajahn Chah mówił, że to jest ścieżka. Ale jeżeli mamy zamiar porzucić wszystkie te mentalne stany i być zdolnym do wniknięcia w te upodobania i awersje, wpierw serce musi być spokojne. Nie mogę nadmiernie podkreślić tej sprawy - serce musi być spokojne.

Jakikolwiek obiekt medytacji sobie wybraliśmy, czy to będzie “buddho,” “dhammo,” “sangho,” kesā, lomā, nakhā, dantā, taco — musimy się trzymać tego cały czas. Jeżeli tego nie zrobimy, bezużyteczne myślenie nas pokona. Umysł będzie po prostu mnożył myśli, tak jak mu się będzie podobało. Avijja jest warunkiem na powstanie sankhar i jeżeli nie praktykujemy żadnej medytacji, wszystko jest trudne. Te sankhary będą rozpoznane jako "ja" czy należące do "ja". Staną się "moje". jeżeli praktykujemy używając parikamma "buddho", wtedy musimy wspominać "buddho" cały czas. Musimy się trzymać naszego "buddho" zawsze. Pewni z wielkich Therów nauczali by powtarzać "buddho" bez żadnych przerw pomiędzy słowami. Jeżeli siedzieli to “buddhobuddhobuddhobuddho", było obecne w ich umysłach, każdego dnia przez długie okresy czasu.

Musimy wykonywać tą praktykę by uzyskać spokój i stabilność w sercu. Kiedy serce doświadcza spokoju i ciszy, to wieka przyjemność. Pochodzi ona od Dhammy. Ciało jest lekkie i serce jest spokojne, otwarte i swobodne, wolne i puste od wszystkiego. Wrażenia które zwykły atakować serce, na ten czy inny temat, dotyczące tej czy innej osoby, są tylko sprawami "ja", osoby, mnie, nas, ciebie.

Ale jeżeli serce jest spokojne, jeżeli już jest puste, badajcie dokładnie w tym miejscu. Zobaczymy, że nie da się znaleźć "ja", osoby, mnie, nas, czy ciebie. Idź wprost do tego. To serce które jest pustką. Może puścić wszystko. Jeżeli zamierzamy puścić aż do tego poziomu, jak tego dokonać? Musimy praktykować medytację.

Czasami praktykujący może nie zobaczyć żadnego postępu przez cały rok, sprawy pozostają w miejscu. Ale musimy być cierpliwi. Nawet jeżeli praktyka wydaje się pogarszać, nie idź w stronę myślenia, że twój obiekt medytacji nie jest ważny. Choć to prawda, że czasami kiedy nasza praktyka jest dobra wydajemy się nie potrzebować obiektu medytacji. Jak tylko siadamy i przygotowujemy się do skrzyżowania nóg, już jesteśmy w stanie spokoju. Umysł od razu zagłębił się w niewzruszoność.

Obserwujemy oddech tylko przez moment i nagle umysł wpada w spokój. Możemy sobie nawet pomyśleć, że od teraz będzie już tak zawsze, że zawsze będzie cichy. Jeżeli mamy odpowiednią ilość parami, może tak być. Ale jeżeli nasze parami ciągle nie jest pełnae, doświadczany spokój zacznie opadać i odchodzić. Do takiego punktu, że może się nam zacząć wydawać, iż nigdy nie robiliśmy żadnej praktyki. Po prostu zniknie. Umysł stanie się pomieszany i wzburzony jak przedtem. Nie widzimy groźby, groźby wszelkich widoków, smaków, dźwięków, zapachów i cielesnych wrażeń. Cała przyjemność stowarzyszona z nimi powróci. Musimy rozpocząć na nowo, zająć się obiektem medytacji. Stale pracować by utrzymać umysł na obiekcie medytacji. Do tej pory, aż znowu się uspokoi. Aż pojawi się piti i sukha. Aż umysł stanie się spokojny i cichy. Musimy polegać na obiekcie medytacji jak na naszym schronieniu. Czyni on serce cichym i spokojnym. A kiedy dojdzie do tego spokoju, co wtedy mamy robić? Badać. Stale badać, widząc anicca, dukkha, anatta wszędzie.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny 21



Pańńa powstaje z medytacji.

Czasami możemy pomyśleć, "Praktykuję już od pewnego czasu, samadhi nie jest ważne. Tak naprawdę go nie potrzebuję. Będę tylko rozwijał pańńa. Potrzebuję pańńa do ostatecznego osiągnięcia najwyższego celu". Ale jeżeli próbujemy rozwijać tylko pańńa, na końcu zostaniemy bez niej.

Budda nauczał, że samadhi jest bezpośrednią przyczyną powstania pańńa. Jeżeli samadhi nie jest stabilne i stałe, pańńa o głębokiej naturze nie powstanie z pełną klarownością.

Choć pańńa może powstać ze słuchania Dhammy, czy intelektualnych dociekań, nie jest to pańńa bazująca na medytacji. Bhāvanāmayapaññā to pańńa pochodząca z praktyki, z naszej medytacji czyniącej umysł cichym. Prawdziwa pańńa może powstać w sercu które jest ciche i spokojne. Kiedy wspomagamy nasz umysł, pomagamy mu, czyniąc go spokojnym, Dhamma powstaje naturalnie, byśmy ją dostrzegali i badali. To powoduje powstanie prawdziwej pańńa.

Jeżeli mamy tendencje do bycia zagniewanym, lub nielubienia pewnych ludzi, lub obawy przed tym, że rzeczy pójdą w złą stronę, tak się stanie. Jeżeli wejrzymy w nasze tendencje i przebadamy je, będziemy zdolni do ich puszczenia. W okresach takich dociekań, musimy opierać się o samadhi jako naszą podstawę. Jeżeli nie ma samadhi, pańńa z niej wynikająca oczywiście też będzie nieobecna. To coś czego można być pewnym.

Odpowiednia troska o naszą sila, może powodować powstanie samadhi. Dobrze rozwinięte samadhi będzie przyczyną powstania pańńa. A rozwinięta pańńa zainicjuje vimutti. To wolność od upādāna, chwytania się rozlicznych mentalnych stanów, które są przyczyną dukkha.

Luang Pu Chah nauczał nas, by widzieć rzeczy w świetle pańńa. To oznacza badanie obecnego, porzucanie błędnych obecnych poglądów, porzucenie upādāna obecnie. To spowoduje powstanie obecnie właściwego poglądu. Serce będzie bez dukkha, tylko wolność i pustka. Porzucenie chciwości, nienawiści i złudzenia. Pozostaje tylko czyste, promieniste serce.

Praktykujący posiadający pewne doświadczenia, mogą uchwycić się tych aspektów ich praktyki i wziąć je za magga czy phala. Ale to co tu ważne, to kontynuować dociekanie w sercu pod kątem anicca, dukkha, anatta. Cokolwiek czujemy, na jakikolwiek temat, nigdy nie jest to pewne i trwałe. Pozostawcie to z boku.

Kiedy słyszymy cokolwiek, musimy mieć sati i pańńa. Rozważ to głęboko ale nie wierz temu. Kontynuuj praktykę aż do czasu gdy rezultaty będą widoczne. To droga mądrych, takich jak czcigodny Sariputta, główny uczeń Buddy, obdarzony wielką sati i pańńa.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny 20



Szlachetni wznoszą się ponad złudzenia

Budda odkrył ścieżkę wiodącą do końca odrodzin, poza samsarę, która w esencji jest kilesami, działaniem i jego rezultatami. Cykl kiles, cykl działania i dojrzenia działania: poza ten cykl prowadzi praktyka sīla, samādhi i paññā.

Sila, jak prawdopodobnie już to rozumiemy, jest wstrzemięźliwością naszych cielesnych i werbalnych działań, tak, że są one nienaganne. Samadhi czyni nasz umysł stabilnym. Ta stabilność umysłu pochodzi ze skupienia naszej sati. Obserwowanie wdechów i wydechów jest jedną z metod zwaną ānāpānasati. To podstawa, koronna praktyka, której oddawał się sam Budda.

Kiedy mamy sati, obserwując wdechy i wydechy, bądź gdy skupiamy swą uwagę tylko na jednym specyficznym punkcie ciała, w sercu zaczną zachodzić zmiany i za sprawą sati, ulegnie skupieniu. Na tym etapie wspieramy się vitakka i vicara, myśleniem i rozważaniem, przynajmniej do czasu zanim nie pojawią się pīti i sukha, przynosząc ze sobą stan wewnętrznej pełni.

Umysł, który jest cichy, nieruchomy, to ekaggatā citta. To umysł w stanie zjednoczenia. Spokój i cisza powstają i umysł osiąga poziom samadhi. Taki umysł będzie spokojny i stabilny. Kiedy powstaje pīti vitakka i vicāra wydają się być zbyt toporne. Kiedy powstaje sukha, piti również zaczyna być odczuwana w ten sposób. Ostatecznie, kiedy sukha wydaje się być zbyt toporna umysł skupia się i jednoczy w ciszy i te czynniki pīti, sukha, ekaggatā - zlewają się razem w stan samadhi, który jest stabilny. Umysł doświadcza kolejnych poziomów głębi i oczyszczenia. Piti manifestuje się jasno, za nią podąża sukha, aż w końcu umysł spoczywa i trwa w stanie równowagi. To praktykowanie samadhi z jego rozlicznymi poziomami od topornych do oczyszczonych.

Kiedy umysł jest tak zjednoczony w samadhi przez dłuższy czas, możemy popaść w złudzenie i pomyśleć, że to nibbana, że zobaczyliśmy Dhammę. "Dhamma jest jak to, nibbana jest jak to". Chociaż ten stan powstaje z samadhi, ze stabilnego i stałego spokoju, to ciągle nie nibbana. Jeżeli to jest "nibbana", jest to "nibbana" która dochodzi do istnienia z uwagi na temporalne wyparcie . Kilesy chciwości, gniewu i złudzenia, są wciąż obecne.

Jeżeli wejdziemy w ten stan, możemy wpaść w złudzenie i ciągle nie będzie tam pańńa, lecz błędne zrozumienie. Możemy myśleć, że zobaczyliśmy Dhammę, że znamy Dhammę. Ale ten pogląd jest uwarunkowany przez obecność naszego samadhi. Takie rzeczy dzieją się bardzo często u medytujących, kiedy ich samadhi jest stabilne i silne. Ale oczywiście to samadhi jest wciąż nietrwałe. Gdyby umysł nie przywiązywał się do samadhi, chwytałby się form, dźwięków, zapachów, smaków i cielesnych wrażeń i mentalnych obiektów, zamiast tego. Musimy mieć sati, skupiającą umysł do stanu niewzruszoności. Musimy się nauczyć sztuki samadhi, aż doświadczymy go jasno.

Czasami możemy pomyśleć, że takie rozwijanie samadhi nie jest ważne. To jakby ktoś myślał: "Doświadczyłem stanu piti i teraz przechodzę do sukha". Jednakże może to piti jest związane z niższymi etapami samadhi, a my myślimy, że to piti jest na poziomie upacāra samādhi, bądź appanā samādhi, czyli drugiej jhany. Łatwo możemy popełnić ten błąd. Możemy nawet myśleć, że jesteśmy blisko trzeciej jhany. To zdarza się bardzo często, gdy nie wiemy co jest rzeczywiste i nie mieliśmy nigdy doświadczeń z tego zakresu. Łatwo jest dać się pochwycić w takie złudzenia, na temat poziomu samadhi, ponieważ jest w tym pragnienie i oczekiwanie, tanha. To sprawia, że przeceniamy siebie i czujemy się pewni, że osiągnęliśmy jhanę, czy ścieżkę i owoce praktyki. I tak, musimy użyć sati by powrócić do samo-obserwacji. Kruba Ajahnowie nauczali sposobu pokonania tego złudzenia osiągnięcia czegoś w naszej praktyce. Jeżeli myślimy, że osiągnęliśmy jhanę, mówią nam, że to niepewne, jeżeli wraz z naszą praktyką zaczynamy myśleć, "Och, jestem, już sotapanną!", wtedy podkreślają, że to niepewne. Trzeba to rozważyć ponownie w świetle nietrwałości.

To droga do uzyskania pańńa. Badamy by dostrzec sabhava dhammę - że tenże stan, który powstaje jest tylko anicca, dukkha, anattā . Te charakterystyki stosuje się razem. Nie chwytaj się niczego, to tylko upadana.

Praktykujemy porzucenie "posiadania" rzeczy czy "bycia" czymkolwiek. Nie praktykujemy "uzyskania" czegoś czy "bycia" sotāpanną, sakadāgāminem, anāgāminem or arahatem. To tylko konwencje by odpowiednio odnieść się do umysłu praktykującego, który osiągnął pewien poziom, ale taka jednostka nie dodaje do tego percepcji jaźni, bazującej na przywiązaniu. Ariya nie przywiązują się do poglądu, że są "tym" czy "tamtym". Rozumieją te terminy jako po prostu konwencje.

Tak naprawdę, te terminy tylko wskazują postęp ku vimutti (wyzwoleniu), gdzie jesteśmy ponad tymi konwencjami, zdolni do ucieczki i opuszczenia rzeczy, które nas wiążą. Porzucenie sakkayaditthi (poglądu na osobowość), vicikicchā (wątpliwości), sīlabbata parāmāsa (przywiązania do obrządków i rytuałów), to rozpoczęcie, początkowy etap.

Samādhi typu appanā samādhi jest silne, mocne i zjednoczone. Jeżeli jeszcze nie doświadczyliśmy takiego zjednoczenia serca, jest to bardzo trudne do intelektualnego zrozumienia. Musimy brać na wiarę opisy innych.

W mojej własnej praktyce, kiedy doświadczyłem pewnej pīti, miałem takie oczekiwania, że po tej pīti, przyjdzie sukha. Ale próbując wkroczyć w sukkha, moc umysłu okazała się nie wystarczająca by przekroczyć pīti, i uczynić progres. Bez zdania sobie sprawy, sati przestała być efektywna i stopniowo słabła, także na końcu nawet pīti była nie do osiągnięcia.

Dlaczego tak się dzieje. Ponieważ porzuciliśmy słowo medytacyjne czy też obserwowanie oddechu. Musimy powrócić pilnie do powtarzania słowa medytacyjnego. Wziąć się za nie z powrotem i zacząć od nowa "buddho", od nowa "dhammo", od nowa "sangho", ponowić badanie.

Musimy ponownie ustanowić naszą sati. Znacząc praktykę od nowa. Wykonywać ją stale i ciągle aż nasze serce odzyska spokój i ciszę i uwolni się znów od nastrojów i emocji.

Podczas mojej praktyki doświadczyłem i przeszedłem przez wiele piti, wiele sukha. Och, olbrzymią ilość takich doświadczeń, nawet do punktu, że pewne z nich kontynuowały się przez miesiąc. Ale nawet jeżeli tak się dzieje, ciągle trzeba powracać do fundamentów praktyki, stale i systematycznie.

Ciągle musimy wchodzić na poziom skupienia umysłu. Z vitakka i vicāra może być tak, że myślimy, że już odeszły i nie musimy się o nie już dłużej martwić. Myślimy że wyszliśmy poza nie, ale czasem powracamy do myślenia i rozważania, powracamy do oddechu. To są toporniejsze jaki bardziej subtelne poziomy umysłu, z którymi stykamy się podczas praktyki.

Z każdym krokiem i na każdym etapie, nie możemy odrzucić, ale stale powracać do naszych podstaw, przewodniej ścieżki naszej praktyki. Posiadając sati i wykonując medytację, musimy się skupić na wybranym przez nas obiekcie, takim jaki nam najbardziej odpowiada.

I kiedy tak praktykujemy i badamy - separując od siebie elementy i agregaty, separując się od obecnych posiadłości - musimy się temu oddać aż zobaczymy z jasnością. Kiedy jest jasność, znamy i rozumiemy siebie.

W tym miejscu, "ten kto wie" nie ogłasza się sotāpanną, sakadāgāminem, anàgàminem, czy atahatem. Jest tylko poznawanie. Jeżeli praktyka jest rzeczywiście na tym poziomie, wiemy co porzuciliśmy, jak również co jeszcze zostało do zrobienia.

Wiemy i widzimy jasno, ale nie potrzebujemy rozmawiania o tym. Czym więcej mówimy tym bardziej staje się to po prostu przechwalaniem. Nasze zadanie to porzucić wszystko a nie jeszcze bardziej plamić serce. Oczyszczamy serce. Ponieważ w rzeczywistości, kiedy przebiliśmy się przez te grube poziomy ignorancji i wykonali rzeczywistą praktykę, nie ma tu nikogo. Jakakolwiek rupa czy nama, będziemy ją widzieli jako anicca, dukkha, anatta.

Zatem gdzie jest sotāpanna? Gdzie można go znaleźć? Czy jest w rupa czy w nama? W rzeczywistości, jest to tylko konwencja mowy, która nazywa poziomy osiągnięć. To umysł znający rupa i nama, wiedzący że kompleks ten jest nietrwały. Są one tylko anicca, dukkha, anattā. Poznawanie które powstaje z tego jest poznawaniem wynikłym z sīla, samādhi i paññā, i dalej, wszystko to trzeba puścić. Serce jest w stanie spoczynku, trwając w obecnym teraz.

Zatem kontynuujemy praktykę porzucanie kiles, stopniowo porzucamy chciwość i gniew, trochę po trochu umniejszając ich ciężar. Wgląd i poznawanie jasno wkracza w nasze serce. Nie będziemy odczuwali potrzeby nazywania tego jako poziom sakadāgāmi. Kiedy porzucamy chciwość i gniew, wtedy poznajemy, że osiągnęliśmy poziom sakadāgāmi. Gdy wszelka chciwość, nienawiść, i złudzenie zostały porzucone, wtedy wiemy, że osiągnęliśmy poziom arahata. To postęp kogoś kto przeszedł Ośmioraką Szlachetną Ścieżkę, idąc drogą sīla, samādhi and paññā.

Czasami w naszej praktyce może pojawić się u nas błędny pogląd, że jesteśmy na tym czy na tamtym poziomie. To błędna percepcja, po prostu głupota. Nie jest to zgodne z prawdą. Naprawdę musimy być ostrożni. Możemy doświadczyć tak głębokiego spokoju, że wydaje się być on otwarty na prawdę, ale może to być tak zwana vipassanūpakilesa. To przeszkoda w praktyce i stworzy problemy dla rozwoju vipassany.

Kiedy siedzimy w medytacji, może się zdarzyć, że pojawia się piti, wiele szczęścia i doświadczamy olbrzymiego spokoju i ciszy. Promieniowanie i jasność wydają się być wszystkim co pozostało. Może pomyślimy, że to magga-phala (ścieżka i owoc). Musimy być ostrożni i posiadać sati i pańńa, dla obserwowania tego doświadczenia. Luang Pu Chah zawsze wskazywał na takie stany, by widzieć je w świetle anicca. Są ona tylko anicca. Mówił by nie dać się przez nie ogłupić.

Możemy myśleć, że nasze samadhi jest tak wielkie, że osiąga poziom jhany, albo, że jesteśmy sotapanną czy może nawet sakadāgāminem. jeżeli do tego dojdzie, jest oczywiste, iż jest w tym poczucie "ja". Luang Pu Chah powiedziałby, że to niepewne, nietrwałe. I jeżeli myślimy, że jesteśmy arahatem, to niepewne w najwyższym stopniu. Musimy mieć sati i pańńa, by nie popaść w takie złudzenia. To powstrzyma również innych przed uleganiu co do nas złudzeniom, myśleniem, że jesteśmy tacy a tacy.

Pewni ludzie przychodzili do Ajahan Chah i pytali: "Czy jesteś arahatem?" Ale on tylko odpowiadał, że nie jest niczym. Jeżeli serce nie posiada niczego, jak możemy "być" arahatem? Jeżeli wciąż czymś jesteśmy, jest w tym wciąż cierpienie. Jeżeli myślimy, że jesteśmy tym czy tamtym, lub, że jesteśmy już sotapanną, pewni ludzie mogą się z tym nie zgodzić lub nie wierzyć nam, i to sprawi powstawanie u nas kiles, z podążającą za nimi dukkha.

Jeżeli myślimy, że już jesteśmy arahatem, wtedy mamy jeszcze większy problem, ponieważ jeżeli ludzie nie będą nam wierzyli, to sprawi nam naprawdę wiele cierpienia. Cierpiący arahat ... jak możliwy jest cierpiący arahat. Jak do tego doszło? Jak może tu być obecny gniew czy chciwość? To coś co jest paccata veditabbo vińńuhiti - czymś do doświadczenia indywidualnie przez każdego mądrego.

U Kruba Ajahnów których serca osiągnęły ostateczny cel, słowa i emocje które wyrażają są po prostu zewnętrznymi sposobami zachowania. Nie powstaje nowa kamma. Mogą mówić ostro, łagodnie, nieśmiało, czy jakkolwiek, ale to zaledwie cielesne i werbalne ekspresje. Wolni od kiles, wyjaśniają, to nie kamma, to kiriya działanie bez upādāna. Ta nieobecność upādāna jest czymś ciężkim do przeniknięcia. Umysł jest jedną rzeczą, obiekty umysłu są drugą rzeczą. Nie są tym samym.

Luang Pu Chah dawał przykład z wariatem i arahatem. Czasami moglibyśmy na nich patrzeć i nie widzieć różnicy. Luang Pu Chah powiedział, że ten szaleniec i arahat mogliby na zewnątrz wyglądać tak samo, a jednak jeden podróżuje dolnymi drogami a inny najwyższymi ścieżkami.

Zatem w naszej praktyce zawsze musimy mieć sati i pańńa. Z czymkolwiek się zetkniemy, powinniśmy znać to jako nietrwałe. To uczyni nasze serca mądrymi, niepogrążonymi w otchłani ignorancji. Praktykując jak to, zrozumiemy jasno i będziemy zdolni by puścić. Kiedy zobaczymy ludzi kierującymi się w swych działaniach złudzeniami, zrozumiemy sytuację, że to anicca, dukkha i anatta.

Na początku nasze przekonanie pochodzi z wiary. Mamy pewne wierzenia i szacunek. Choć czasem nie mamy pańńa, jesteśmy zupełnie bez mądrości. Luang Pu Chah dał przykład, że kiedy był młodszy, spotkał mnicha o którym z początku myślał jako o arahacie. Ten mnich potrafił zachowywać się jak arahat. Potrafił puścić wszystko, co się pojawiło, jak arahat. Po pewnym czasie Luang Pu Chah zauważył, że styl praktyki u tego mnicha i jego zachowanie się zmieniły, wtedy zobaczył prawdę: "Och, pomyliłem się!" To dało mu mądrość. retrospektywnie, takie pomyłki są normalna sprawą w naszej praktyce. Ważne by o tym pamiętać.

Czy praktykant żyje blisko czy daleko od Kruba Ajahna, ponad wszystko musimy trzymać się blisko Buddy. "Blisko", oznacza, że musimy trzymać się rzeczywistości anicca. Percepcja anicca musi być cały czas obecna w naszych sercach, to wspomaga i wspiera nas, gdy jakikolwiek rodzaj myśli czy uczuć się zamanifestuje, dobrych czy złych. Czasami nie lubimy pewnej osoby ale inną osobę lubimy bardzo. Cóż, to anicca. Pewne jedzenie nam smakuje, to znów anicca. Gdybyśmy jedli je cały czas, wkrótce by się nam znudziło. taka jest natura rzeczy - nie są one pewne. Wszystkie myśli i uczucia, które doświadczamy, wszystkie są anicca. Jeżeli badamy rzeczy w taki sposób, to oznacza, że mamy pańńa.

Jeżeli nie potrafimy poradzić sobie z tymi myślami i uczuciami, zaczniemy się chwytać pięciu agregatów. To upadana i przyczynia się ona do powstania cierpienia w naszych sercach.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny 19



Nie-ja

Namarupa jest nie-ja. Budda zawsze nauczał, że wszystkie agregaty są nietrwałe, pojawiają się, trwają i przemijają. Namarupa, to tylko zestaw warunków, który powstaje, trwa i przemija. Jednak, ponieważ nasza sati nie potrafi tego rozpoznać, chwytamy się ciała, wierząc, że nim jesteśmy. Chwytamy się uczuć, wszystkich uczuć które powstają. Chwytamy się percepcji, wszystkich naszych wspomnień, postrzeżeń, które wydają się być naszymi. Chwytamy się i bierzemy za "ja" sankhary, rozliczne procesy myślowe. Chwytamy się i bierzemy za "ja" naszą świadomość.

Wszystkie przyjemne uczucia, których uprzednio doświadczyliśmy, gdzie one są teraz? Te przyjemne uczucia powstawszy, trwały jakiś czas i następnie zniknęły. Tak samo z wszelkimi bolesnymi uczuciami, których uprzednio doświadczaliśmy. Wszystkie te uczucia przeminęły. Wszystkie sukkha vedana i dukkha vedana które doświadczamy teraz, powstają teraz i przemijają teraz.

Ale w tym miejscu, możliwe jest, że powstanie sańńa i zapamiętamy i zidentyfikujemy się z nią. Ta osoba powiedziała to, i to nas cieszy, ta osoba tylko narzekała, ta osoba mówi i działa właśnie tak. Wszystko to sańńa. Kiedykolwiek ktoś mówi, sańńa zanotuje to i zapamięta. Ale ta percepcja mowy nie jest żadnym "ja". Po prawdzie, jest ona anicca, dukkha i anatta. Ale jeżeli nie używamy naszej sati odpowiednio, będziemy się chwytać i brać całą tą percepcję jako naszą. Wtedy zacznie się mentalne różnicowanie. Taka jest natura sankhar, różnicować, na dobre czy na złe. W oparciu o proces zawłaszczenia i identyfikacji z namarupa, powstaje świadomość. Jeżeli przeanalizujemy doświadczenie pod kątem agregatów, dostrzeżemy tam tylko skupiska rupa i nama. Na przykład vińńana, interpretujemy doświadczenie w terminach: "ja widzę", "ja słyszę". Umysł chwyta się pojęć, że to "my" słyszymy, że to "my" jesteśmy tymi co słyszą. Kiedy pojawia się świadomość słuchowa i identyfikujemy się z nią, weźmiemy za siebie, spowoduje to powstanie upodobań i awersji. I to dalej wzmocni złudzenie. To avijja, ślepota, ciemność.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny 18



Gdy praktyka upada

Ci którzy podjęli monastyczne życie, Kruba Ajahnowie w tradycji Luang Pu Muna, zawsze podkreślali rozwijanie samadhi. Kiedy nie jesteśmy zaangażowani w żadne prace, jest to okazja by w górach i lasach rozwijać serce i pogłębiać poziom samadhi.

Ale jeżeli mamy wiele obowiązków i odpowiedzialności wtedy rzeczywiście musimy strzec serca z mądrością. Czasem musimy polegać na kontemplacji, by doprowadziła ona serce do spokoju, ale czasami tylko skupienie się na naszym obiekcie medytacji, jak na przykład oddech, doprowadza umysł do stanu spokoju i ciszy. Jakkolwiek by nie było, te dwie metody mogą być użyte odpowiednio, czy nawet zamiennie w różnych czasach.

Kiedy serce doświadczywszy stanu spokoju, wychodzi zeń, musimy zatrudnić je do dociekań nad tą fizyczną formą cielesną. Trwamy tak, aż pojawi się klarowność w naszym zrozumieniu. To nazywa się vipassaną. Używamy spokoju by skupić naszą uwagę na ciele. To droga do powstania pańńa.

Jeden rodzaj pańńa pochodzi ze słuchania, drugi z refleksji i rozmyślania. Ale pańńa powstała ze spokoju, to pańńa bhāvanā. Czasami doświadczamy olbrzymiej radości, ten stan może trwać miesiąc albo i dłużej. Możemy pomyśleć, że już dłużej nie potrzebujemy badać elementów ziemi, powietrza, wody i ognia. Zaczynamy odczuwać, że nie ma takiej potrzeby, że obserwowanie umysłu jest wystarczające. Ponieważ gdy zaczynamy badać ciało, umysł stawia opór i chce wejść w spokój. Jednak Luang Pu Chach zawsze nauczał, by przezwyciężać takie tendencje i badać ciało.

Nie da się przez długi czas badać tylko umysłu i w takim wypadku czeka nas spadek energii. Spokój i cisza które doświadczaliśmy, znikną, znajdziemy się na poziomie kogoś kto nigdy nie praktykował żadnej medytacji. Całe to mentalne różnicowanie przejmie kontrolę i znów zaleją nas fale upodobań i awersji. To zwykła sprawa.

Możemy pomyśleć, że nasza medytacja się rozpadła. Ale jeżeli nie zrezygnujemy i ponowimy wysiłek w każdej pozycji ciała, stojąc, chodząc, siedząc i leżąc - by skupić naszą uwagę na obiekcie, tak jak to czyniliśmy przedtem, odkładać nasze rozliczne obciążenia i obowiązki, to powinno ponownie wyciszyć umysł.

I ten spokój umysłu będzie głębszy niż uprzednio, i nasza pańńa również się pogłębi. To naturalny sposób postępu. To naturalny progres rozwijania samadhi. Początkowo nie jest ono tak stałe. Nie jest pełne, zatem musimy się wycofać i wzmożyć wysiłek praktyki, aż umysł stanie się stabilny i czysty. W taki sposób nasza formalna praktyka zmieni się i przejdzie na nowy etap dojrzałości.

Zatem miejmy wszyscy cierpliwą wytrzymałość w naszej praktyce. Zawsze kierujmy się ku rozwojowi pięciu duchowych mocy - a są to saddhā (wiara), viriya (energia), sati, samādhi i paññā - aż do czasu gdy staną się źródłami mocy dla umysłu. Płynące stąd zasługi są najwyższego rodzaju i wiodą nas do zrozumienia Dhammy. Wysiłek dla rozwoju samadhi jest rzeczą o najwyższej wadze. Musimy systematycznie pracować nad naszymi umysłami, by doświadczyć głębokiego spokoju i tym samym wyprzeć wszelkie nastroje i emocje. Jeżeli potrafimy wznieść się ponad barierę uczuć, czasami możemy doświadczyć umiejętności widzenia uczuć jako fenomenów totalnie odseparowanych od umysłu. Kiedykolwiek uczucie powstaje zależnie od ciała, skupiamy się na nim i badamy je, tak, że umysł odchodzi i odcina się od niego.

To zmaganie z vedaną jest rzeczywiście ćwiczeniem rozwoju zgodnie z linią Satipatany Sutty. Zatem każdy z nas który tu przyszedł z silnym postanowieniem praktyki, musi wzmocnić wysiłek i mieć cierpliwą wytrzymałość. Jeżeli stale będziemy kontynuować tą praktykę, przyczyni się ona do postępu naszego umysłu, dając nam zachętę do dalszej praktyki.

Ajahn Anan

sobota, 26 stycznia 2013

Ścieżka sotapanny - 17



Doświadczenie głębokiego samadhi

Jeżeli zamierzamy osiągnąć stan eksperta w dociekaniu, musimy to robić często. Rzeczywiście włożyć wysiłek w medytację, wiele wysiłku i wiele czasu.

Na początku prawdopodobnie doświadczymy zmęczenia, wyczerpania i trudności, ponieważ stanęliśmy na drodze naszych nastrojów, uczuć i myśli, manifestacji upodobań i awersji. Ale musimy trzymać się tego dociekania, być konsekwentnymi, tak że umysł nie będzie gonił za tymi emocjonalnymi nastrojami.

Kiedy zaczniemy radzić sobie z podążaniem za i ochranianiem umysłu, jesteśmy obecni w teraz i nasze samadhi zaczyna postępować bardziej swobodnie. Te początkowe etapy samadhi, jeżeli praktykujemy chodzoną i siedzącą medytację, będą się pogłębiać. Trzymając się naszego obiektu medytacyjnego możemy przejść do upacāra samādhi.

Czy siedzimy, czy chodzimy, w zależności od naszych preferencji, wejście w upacāra samādhi będzie szybkie i łatwe, ponieważ mamy już pewne doświadczenie. Ale na tym poziomie samadhi, jeżeli umysł zetknie się z różnymi uczuciami i nastrojami, wciąż będzie się w nie angażował. Zatem musimy ochraniać się naszą sati.

Jeżeli stale badamy ciało, uczucia i umysł i obiekty mentalne, nasza sati stanie się stabilniejsza i nasze samadhi silniejsze. Bycie zdolnym do przejścia do głębszych stanów samadhi, będzie zależało od naszych zasług. Niektórzy mnisi nie mają tego doświadczenia przez wiele lat, pewni doświadczają je po pięciu sześciu latach, a pewni tylko po roku.

Appanā samādhi... oto gdzie samadhi staje się najspokojniejsze i chłodne. Vitakka, vicāra, pīti sukha i ekaggatā wszystkie te czynniki stają się jednym. W tym punkcie, nawet jeżeli chcemy myśleć, nie potrafimy. Umysł jest niewzruszony i nie ma żadnego ruchu myśli, żadnego rozróżniania. jest tylko poznawanie. Po tym jak umysł pozostawał cichym i nieruchomym na okres zależny od jego własnej siły, wychodzi on z tego stanu. Wtedy musimy przejść do dociekania. Bierzemy fizyczną formę naszego ciała i badamy je z totalną klarownością w świetle anicca, dukkha, anatta.

Z tego miejsca nasze badanie będzie się przemieszczało samo z siebie, jakby automatycznie. Ma swe własne momentum. Badamy ciało jako ledwie komponent elementów. Możemy kontemplować włosy. Przypuśćmy, że nasze włosy wypadły, wtedy realizujemy, że nie były właściwie nasze, ani że nie są naszym "ja". To da podstawy pod zrozumienie, że nie ma trwałego bytu czy "ja". Powstaje mądrość. Umysł i ciało ulegają separacji, są widziane jako odmienne od siebie. Umysł i uczucia także się odseparują. Będziemy widzieć jasno ... z prawdziwym zrozumieniem.

Ale jeżeli nie posiadamy umiejętności wejścia w tak głębokie samadhi i nasze badanie nie jest na tyle jasne by zobaczyć tą separację, wtedy musimy polegać na dostępnym nam poziomie samadhi i trwać w jego utrzymywaniu. Ten cały proces doprowadzi do dojrzenia praktyki i zrozumienia Dhammy. Wykonując nasze codzienne czynności w normalnym stanie i wkraczając w samadhi podczas siedzącej medytacji, z czasem będziemy potrafili utrzymać ten poziom samadhi we wszystkich postawach ciała. Kiedy umysł wchodzi głębiej w badanie ciała, uczuć umysłu i mentalnych obiektów, będzie inklinował ku appanā samādhi.

Teraz umysł będzie zdolny widzieć ostro i jasno. Przed tym zanim wejdziemy w takie stany samadhi, na niższych poziomach samadhi umysł może utrzymywać się przez cały miesiąc. Ciało i umysł będą lekkie i swobodne. Zewnętrzne bodźce będą obecne, ale nie będą w stanie zaniepokoić serca, ponieważ samadhi dzięki swej mocy, odseparowało je od serca. Wysiłek i pilność w praktyce nabrały własnego momentum. Serce będzie zawsze czujne i baczne, zaopatrzone w siedem czynników przebudzenia. Będą tam pīti, sati. Jeżeli wysilimy się by utrzymać stale sati, uważnie obserwując wszelkie nastroje i emocje, których doświadczamy, widząc ciało takim jakim naprawdę jest, nasze samadhi zyska stabilność i będzie szło sprawnie i równo. Nie musimy nic robić, nic kontrolować, medytacja dzieje się sama. Umysł pozostaje w stanie upacāra samādhi. To rezultat wytrwałości i systematyczności naszej praktyki, dociekania aż do zrozumienia i jasnego zobaczenia Dhammy, do czasu aż znikną wszelkie wątpliwości. To samādhi jest stabilnie ustanowione w nas. Nie musimy go kontrolować ani być zbytnio ostrożni. To dobry poziom, ale jeszcze nie w pełni rozwinięty. Musimy kontynuować podążanie tą ścieżką, badając tak jak badaliśmy, kontynuować tą samą praktykę. Krok za krokiem, uzyskamy siłę umysłu i wejdziemy na nowy poziom.

Pewni mnisi są obeznani z metodą uspokajania umysłu za pomocą "buddho", "dhammo", "sangho", czy obserwacji oddechu, aż do czasu aż ich umysł osiągnie niewzruszoność. Musimy kontynuować praktykę z wybranym przez nas obiektem, aż będziemy zdolni wyjść poza nasze nastroje i emocje, pokonując wszystkie przeszkody. Kiedy doświadczamy różnych stanów mentalnych, pożądania, awersji, senności, niepokoju, irytacji i wątpliwości, musimy trenować i zaadoptować nasze samadhi do tego by wyjść poza te stany mentalne. To nazywa się skupieniem umysłu. To medytacja. To samadhi. Da nam ono podstawę wspierającą naszą praktykę - praktykę pańńa.

Ośmioraka Szlachetna Ścieżka: to ścieżka praktyki, której spełnienie wiedzie do przebudzenia. Ścieżka składa się z ośmiu aspektów, dalej podzielonych na trzy treningi, sīla, samādhi i paññā. Czynniki Właściwej Mowy, Właściwego Działania i Właściwego Utrzymania reprezentują trening w cnocie i moralnej dyscyplinie; Właściwy Wysiłek, Właściwa Uważność, i Właściwe Samadhi reprezentują trening umysłu; i ostatecznie Właściwy Pogląd i Właściwa Intencja to trening pańńa.

Gdy nasze samadhi jest stabilne, dociekanie przychodzi łatwo. Jeżeli ukierunkujemy naszą kontemplację na ciało, uczucia, umysł czy mentalne obiekty, to w tym stanie bardzo szybko będziemy potrafili dojrzeć Dhammę, w całej jej jasności.

Jednakże, jeżeli podążamy ścieżką pańńa rozwijając samadhi, musimy kontynuować dociekania i puszczanie kiles, jedna za drugą, kawałek po kawałku, trochę po trochu. Ponieważ nasze samadhi nie jest jeszcze ustabilizowane, musimy polegać na pańńa, ażeby rozwinąć te stany samadhi. To samadhi może nie być tak głębokie jak przy używaniu samadhi do rozwoju pańńa, ale ciągle jest nam potrzebne by wspierać naszą kontemplację.

Ktokolwiek podąża ścieżką mądrości i kontemplacji, musi badać z pańńa, aż do czasu stopniowego wzmocnienia samadhi. Wtedy z pełną klarownością pojawi się zrozumienie Dhammy.

Ktokolwiek rozwija samadhi, musi osiągnąć poziom appana. Jeżeli samadhi nie osiągnęło dojrzałości, nie będzie możliwe jasne zobaczenie Dhammy. Tu paññā i samādhi powinny operować zrównoważone, w harmonii jedno z drugim. Możemy użyć jednej z tych dwóch metod praktyki, paññā rozwijająca samādhi lub samādhi rozwijające paññā. Jakakolwiek z tych metod się u nas sprawdza, tej powinniśmy się oddać.

Jeżeli mamy dużo pracy i obowiązków, praktykowanie samadhi i uczynienie serca skupionym, przez używanie "buddho" czy obserwowanie oddechu, może być trudne. Wiedząc o tej trudności, powinniśmy pewnie ustanowić sati na zadaniu chronienia serca i sprowadzeniu nań spokoju. Jeżeli zamierzamy praktykować samadhi w ten sposób, musimy trzymać się stale "buddho". Stojąc, siedząc, chodząc, leżąc, czy cokolwiek byśmy nie robili, musimy zawsze trzymać "buddho" w sercu.

Jeżeli jemy, musimy myśleć "buddho", tak, że serce będzie z tym zjednoczone. Jeżeli serce jest zawsze z "buddho", aż stanie się to jedynym obiektem, możemy zapobiec wszelkim bodźcom z zewnątrz by wdzierały się do serca i wprowadzały zamieszanie.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 16



Różne miejsca, odmienne metody, te same nauki.

Chociaż mogliśmy być mnichami w poprzednich życiach, ciągle nie doświadczyliśmy wglądu w Dhammę. To zależy od poziomu naszych zasług. Ale jakakolwiek by nie była nasza sytuacja, teraz mamy okazję praktykować Dhammę zgodnie z radami naszych nauczycieli, Kruba Ajahnów. Musimy przylgnąć do tych zasad. Nie odchodźcie od nich, nie rezygnujcie z nich. Jeżeli to zrobicie, zejdziecie z właściwej ścieżki. Rezygnując z nich, rezygnujemy z dokładnie tej rzeczy, która wspiera nasz postęp. W wielu klasztorach uczy się tej poprawnej ścieżki, drogi kontemplacji. Pewne centra medytacji dla mniszek, również tego uczą: trzymać się sati, obserwować ciało, obserwować uczucia, umysł, i mentalne obiekty, zgodnie z czterema podstawami uważności. Jeżeli obserwujemy właśnie teraz, badamy doświadczenie, możemy zrozumieć i zobaczyć Dhammę. Praktykuj zgodnie z regułami Vinayi. Te zasady dają nam środki do poprawnego działania, nakierowane są na rozwój. To sposób by uczynić naszą sila piękną. To droga do dalszego postępu.

Nauczyciele pewnych linii będą uczyć super-naturalnych mocy. Są one rzeczywiste, ale mogą być niebezpieczne. Ci Starsi używają tych mocy by przyciągnąć ludzi do Nauki Buddy, sprawić by się zainteresowali, ponieważ lubimy takie moce, specjalny rodzaj mentalnych sztuczek. Rzeczywiście przyciągają nas i zwracamy na nie uwagę.

Wpierw zwracają uwagę ludzi na psychiczne moce. Potem wyjaśniają, że jeżeli będziemy praktykować, zgodnie z ich naukami, także możemy je rozwinąć. To haczyk! "Chcę praktykować w ten sposób!" I tak, wyjaśniają, że jeżeli chcemy osiągnąć te moce, wpierw musimy praktykować moralność, inaczej ich nie zobaczymy. Moce nie przychodzą. I tak nauczyciel mówi, że to dlatego, iż nie praktykujemy vipassany. Musimy praktykować vipassanę. Dalej mówimy: "Hej, ciągle nie mam żadnych mocy". Wtedy nauczyciel mówi, że to dlatego, że nie rozwinęliśmy samadhi. Jeżeli osiągniemy jakiś poziom samadhi, i wciąż ich nie mamy, to dlatego, że nasza sila nie jest jeszcze w pełni oczyszczona, i tak zaczyna się od początku. Wszystko wraca do podstawowych pryncypiów sīla, samādhi i paññā. Tak to jest. Sposób przyciągnięcia ludzi za pomocą psychicznych mocy jest tylko odmiennym sposobem nauczania tych samych zasad, przez używanie metod sprawiających, że ludzie zaczynają okazywać zainteresowanie i wiarę.

Pewni mnisi, choć dysponują takimi mocami, nie mówią o tym, ponieważ odczuwają inklinację do nauczania za pomocą dociekania, z użyciem pańńa. Przykładem może być Luang Pu Chah, nauczający i radzący w oparciu o swe własne doświadczenie, znający drogi postępu jak i drogi upadku.

Był mnich, który wpatrywał się w słońce używając jego tarczy jako kasiny i uzyskał przez to nadnaturalne moce, takie jak umiejętność czytania czyichś umysłów. Ale później wpadł w złudzenia. Zatracił drogę. Złożył szaty i zwariował. Luang Pu Chah nie zezwalał mnichom na bawienie się z kasiną. Chociaż wciąż było paru mnichów używających słońca jako kasiny, mimo obiekcji Luang Pu Chah, generalnie nie akceptował on takich praktyk. Ponieważ znał odpowiednią drogę praktyki, starał się sprowadzić ich znów na odpowiednią ścieżkę. Wiedział, że większość mnichów używających kasiny wpada w pułapkę. Odchodzi od właściwej ścieżki. Podczas treningu umysłu, czasami napotykamy na olbrzymie trudności, wydaje się, że nie potrafimy sobie dać z nimi rady. To przeważnie zależy od zasobu naszych zasług, jeżeli jest on niewielki, to faktycznie możemy mieć trudności. Jakkolwiek się sprawy mają, musimy być cierpliwi i trzymać się ścieżki wyznaczonej nam przez Starszych, takich jak Luang Pu Mun i Luang Pu Chah. Ci wielcy mistrzowie i wielu innych przeszli tą drogą, wiodącą na końcu do poziomu arahata. Ścieżka ta bazuje na uspokojeniu serca, i użyciu go dalej do badania ciała; albo odwrotnie użyciu badania ciała, do uspokojenia serca.

Pewni mnisi idą wprost do obserwacji umysłu. Trzymają się tego i zupełnie nie zwracają uwagi na ciało. Obserwują tylko myśli i uczucia. Jeżeli rzeczywiście obserwujemy umysł z sati, myślenie musi się zatrzymać. Musimy być zdolni je zatrzymać. Jeżeli jesteśmy rzeczywiście skupieni na umyśle, myślenie musi się zatrzymać. Obserwując z nieumniejszającą się uwagą, skupieni na umyśle, widzimy pojawianie się i zanik myśli. W końcu ten proces się zatrzymuje.

To sati, która obserwuje umysł. Widzimy, że umysł to tylko umysł. Myślenie znika. Musimy podążać za tym doświadczeniem, podążać z wiedzą. Jeżeli próbujemy tego i myślenie się nie zatrzymuje, to znaczy że nasza sati jest słaba. Jeżeli będziemy próbować używać tej słabej sati do badań w ten sposób, prędzej czy później wyczerpiemy naszą energię. Odejdzie od nas cała nasza siła i zatracimy się w myśleniu. Jest tak wielu mnichów, którzy zetknęli się z tym problemem i doświadczyli go. Nie wkroczyli na ścieżkę zgodnie z zasadami w ich esencji.

Poprawna droga rozwoju umysłu w medytacji to nie danie się pochwycić w upodobania i awersje. A do tego celu Luanag Pu Chah rekomendował kontemplację ciała. To ważne, ponieważ jest to sposób na uspokojenie umysłu. Kiedy mówimy o skupieni się na oddechu, to oznacza bycie uważnym ciała w ciele. Umysł raz odnalazłszy spokój, staje się promienisty i świetlisty, i w naszej kontemplacji będziemy mogli oddzielić ciało od umysłu. "Poznawanie" i "Poznający" będą dominować naszą przytomność w tym miejscu. "Poznający" rozpozna każdą przeszkodę która powstaje w umyśle. Będzie także znał poziom świetlistości i promieniowania umysłu. To coś co możemy obserwować.

Gdy raz ten stan promieniującej przytomności pojawił się jasno w "umyśle, który wie", wtedy poznamy, że jesteśmy na właściwej ścieżce praktyki. Nasze własne doświadczenie potwierdzi to co mówili nam nauczyciele.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 15



Sposób praktyki: idź przeciwko pragnieniom serca

Kiedy przebywałem z Luang Pu Chah, ucząc się od niego, wszystkie jego sposoby instruowania i treningu miały na celu usunięcie skalań, kierowanie się na przekór naszym zachciankom. To rzeczywiście ważny aspekt praktyki, nie podążanie za swymi pragnieniami. W przeszłości w Wat Nong Pah Pong, podczas sezonu deszczowego, czasami mnisi chcieli udać się do zaprzyjaźnionych klasztorów, ale czasami nikt nie chciał odejść. Zatem Luang Pu Chah sam musiał odsyłać na ten czas mnichów. Czasami im to pasowało, czasami nie. Pewni mnisi po byciu odesłanymi, wracali potem i mówili: "Och, dlaczego wysłał mnie w takie miejsce? To było straszne! Dlaczego skazał mnie na takie coś?"

Powinniśmy polegać na używaniu khanti, cierpliwej wytrwałości, jako fundacji naszej praktyki. Posiadając cierpliwą wytrwałość, rozważamy i dociekamy aż do czasu gdy potrafimy sobie poradzić z powstałymi negatywnymi uczuciami. To ważna cecha w treningu i praktyce, wraz z posiadaniem szacunku dla siebie wzajemnie. W sposobie nauczania i instrukcji, Luang Pu Chah często podkreślał wstrzemięźliwość i ochronę organów zmysłowych, czujność wolną od snu, umiarkowanie w jedzeniu, i zadowalanie się czterema rekwizytami. To fundacja praktyki. trzymajcie się jej.

Czy nasz progres będzie szybki czy wolny, to zależeć będzie od naszej duchowej dojrzałości i zgromadzonej zasługi. To nic pewnego! Jacyś medytujący mogą przyjść później, ale zrobić szybszy postęp. Jak to się dzieje? Czy ktoś odniesie sukces prędzej, czy później, to będzie zależało od poziomu parami. Ci którzy osiągają sukces prędzej, włożyli wiele wysiłku i uzyskali spore zasługi w poprzednich egzystencjach. Może ktoś miał wystarczające zasługi by zostać mnichem w czasach Buddy, ale tylko na tyle by uzyskać ordynację na starość co było za późno by mogli zobaczyć Dhammę. To naprawdę zależy od zgromadzonych zasług*. Pewni mnisi praktykują odkąd zostali nowicjuszami i nie osiągnęli żadnych rezultatów. Nawet będąc starcami, ciągle są bez rezultatów. 

Ajahn Anan

*Bez wątpienia, zasługi są ważne, ale wydaje się, że głównym powodem tego, że ktoś nie uzyskuje odpowiednich rezultatów, są jednak błędne poglądy, które z kolei odpowiadają za błędne praktykowanie Dhammy.

Ścieżka sotapanny - 14



Gdy umysł znajduje siłę

Przez moje pierwsze trzy sezony deszczowe, poziom spokoju umysłu systematycznie się podnosił. Z każdym końcem roku, byłem w stanie spojrzeć w tył i zauważyć, że poziom spokoju powiększył się. Mój umysł był swobodny, całkowicie wychłodzony, jakby miał klimatyzację. Tak chłodny i tak cudowny. To stopniowo się powiększało, rok za rokiem, i podczas mojego czwartego sezonu deszczowego umysł rzeczywiście był skupiony. Czułem chłód w ciele i umyśle, że czasami trząsłem się z zimna. Pewni ludzie, odwrotnie, odczuwają gorąco wraz ze spokojem. Myślę, że to zależy od naszych cielesnych uwarunkowań. Doświadczenie ciszy i spokoju, będzie się manifestowało zgodnie z tym, który element jest dominującym. Ale ten rodzaj spokoju ciągle może ulec osłabieniu, stać się podmiotem nietrwałości. Kiedy to się stanie, nie pozostaje nic innego jak ponowić wysiłek medytacyjny. Po ponownym uzyskaniu spokoju serca, praktyka zaczyna wyglądać coraz lepiej. Umysł ma więcej siły i medytacja staje się przyjemniejsza. Jednakże kiedy w pole wchodzą zmysłowe bodźce, jeżeli nie potrafimy kontemplować ich jasno, wtedy cierpienie staje się nie do zniesienia. Chociaż pragniemy pokonać te nastroje, nie potrafimy. Wątpliwości i niepewność wirują w naszym sercu. Chcemy powrócić na właściwą ścieżkę, odzyskać klarowność.

Luang Pu Chah podkreślał by się tym nie zamartwiać. Pozostawić wątpliwości same, są tylko przeszkodami. Kiedy nie ma spokoju, wszystko wygląda na bardzo nieuporządkowane. Pojawiają się wątpliwości, czujemy się, że zeszliśmy ze ścieżki i nie wiemy jak na nią wrócić. Zastanawiamy się, "Gdzie iść?" Ale każdy kierunek wydaje się ślepą uliczką. Wszędzie panuje ciemność i nie potrafimy się z niej wydostać. Jesteśmy sparaliżowani a w umyśle kłębią się myśli, nasze wątpliwości przygnębiają nas i nie chcą nas opuścić. I znów upodobania i awersja. Ale jeżeli po prostu będziemy kontynuować praktykę, progres musi nastąpić. Praktyka skieruje nas naprzód.

Później, kiedy dojdziemy do punktu, gdzie uzyskamy moc samadhi i efektywną moc badania, praktyka stanie się łatwą. Cokolwiek będziemy badali, spokój będzie obecny. Na tym etapie nie będziemy musieli mówić umysłowi co ma robić, będzie poznawał właściwą ścieżkę niejako automatycznie. Zatem, jak dojść na ten poziom, jak praktykować, co robić? Na początku musimy trzymać się fundamentów. Jeżeli jemy za dużo, to kilesa, jedna z podstawowych. Dalej, obserwowanie umysłu. Myślenie, mnożenie myśli w umyśle i niepokój, nie możemy tego zatrzymać, ot tak, natychmiast. Musimy stale ponawiać wysiłek i próbować uspokoić myśli. Będąc mnichami, badanie Dhammy jest naszym podstawowym obowiązkiem. Kesā (włosy głowy), lomā (włosy ciała), nakhā (paznokcie), dantā (zęby), taco (skóra): to pięć obiektów, które musimy badać i kontemplować. Luang Pu Chah zwykle nauczał sposobu porzucenia przywiązania do tego ciała, podczas ceremonii ordynacji nowych mnichów. Nie mówił o kontemplacji ciała zbyt wiele podczas swych zwykłych mów, ale wspominając swą własną praktykę, opowiadał jak wizualizował innych mnichów i nowicjuszy jako trupy i duchy, gdy szli razem na żebraczy obchód, czy też wizualizował swe ciało jako trupa.

Praca dociekania jest taka jak to. Jeżeli umysł jest cichy i spokojny, rozumiemy rzeczy z większą klarownością. Ale gdy spokój jest nieobecny, będziemy zalewani przez wątpliwości i niepewność. Musimy wtedy ponawiać nasze wysiłki, by krok po kroku rozwijać siłę umysłu.
Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 13



Zmiana linii

W jakim miejscu jest nasze samadhi? Jeżeli pojawia się coraz większy spokój, prowadzi to do stanu, gdzie umysł jest rzeczywiście cichy i niewzruszony. Na tym etapie nie musimy pouczać umysłu, co robić. Ten cichy umysł będzie się wglądał prosto w to co powstaje i na jakimkolwiek mentalnym obiekcie się skupi, natychmiast będzie go widział jasno. Będziemy mieli wielką pewność przy takim poznawaniu.

Na tym etapie skupiamy cichy umysł na obiekcie na przykład włosach na głowie. Na tym poziomie patrzymy bezpośrednio na włosy na głowie i, "Bach!" będziemy widzieli jasno że nie są one nasze. Wiedza powstaje z wielką jasnością, widzimy, że umysł i ciało to dwie oddzielne rzeczy.

W tym miejscu serce szykuje się do przekroczenia świata, staje się gotrabhū-citta. Jeżeli przez nasze dociekania umysł dochodzi do tego stanu, dalsze jego trenowanie przychodzi łatwiej. To zależy od jego mocy, mocy umysłu.

Jeżeli będziemy kontynuować postęp, zobaczymy umysł z jeszcze większą klarownością, wtedy przemieści się on samoistnie na poziom niewzruszoności, bez żadnego wysiłku z naszej strony. Nie musimy przymuszać umysłu do dociekań. Będzie pracował sam z siebie, obserwując mentalne wizerunki, ich powstanie i zanik. Wizerunki ashuba pojawią się same. Jeżeli umysł jest cichy, to się stanie.

Nie musimy przymuszać umysłu do dociekania jakiegokolwiek aspektu Dhammy. Ten spokojny umysł będzie się naturalnie ukierunkowywał ku odpowiedniemu tematowi. Będzie to robił sam z siebie.

Na tym etapie pozostajemy po prostu czujni i baczni. Ale musimy rozpoznać, gdy mimo naszych wysiłków, stan spokoju nie powstaje. Możemy się nawet zbliżyć do mentalnego rozróżniania, choćby tematem miała być Dhamma. Jeżeli dociekaliśmy a mimo to nasze serca nie osiągnęły stanu skupienia i spokoju, to w większości wypadków z uwagi na zbyt ekscesywne myślenie o Dhammie. Musimy sobie z tego zdawać sprawę.

Jeżeli to myśli o Dhammie, możemy dać całonocną mowę Dhammy. Możemy głosić naszą "Dhammę" od wieczora, aż po świt. Niektórzy mnisi robią w ten sposób. Mogą mówić czy myśleć o Dhammie przez cztery, pięć, sześć godzin. Ale kiedy pojawiają się u nich problemy, zupełnie nie potrafią ich rozwiązać. Nie mogą skorygować swego myślenia, ponieważ ich pańńa nie jest głęboka. Tkwi ona tylko w pamięci, jest sposobem myślenia. Gdy pojawiają się negatywne emocje, nie radzą sobie z nimi i pojawia się cierpienie.

Zatem musimy zrobić krok w tył i zacząć kontrolować sytuację, sprowadzając umysł na obiekt medytacji jaki używamy, by go uspokoić. Czasami myślimy, że powinniśmy ograniczyć się do badania, ale czasami musimy oprzeć się na spokoju, który osiągamy przez praktykę samadhi. Ānāpānasati jest kamieniem węgielnym praktyki medytacyjnej. Możemy liczyć oddechy, razem z "buddho", albo prosto obserwować nasze oddychanie. Musimy używać tych metod, i zręcznych środków które przyniosą nam spokój i ciszę

Taki sposób praktyki był rekomendowany przez Kruba Ajahnów, i tak instruowali oni swych uczniów. Uczyli, że kiedy organy zmysłowe i umysł kontaktują się ze swymi odpowiednimi obiektami, powinniśmy zauważać to co powstaje. Powstałe myśli czy nastroje są czasami korzystne, czasami niekorzystne. Umysł chwyta się tych rzeczy jako będących "moimi" i "mną" ale Kruba Ajahnowie mówili nam: "Nie, to nie należy do ciebie, odrzuć taki rodzaj myślenia!" To myślenie, które jest związane z upadana, to kilesy. Chwytamy się naszych myśli i poczucia "ja" i to powoduje powstanie skalań.

Ale myślenie samo w sobie nie jest skalaniem - kiedy się go chwytamy, dopiero wtedy staje się skalaniem. To jak skóra owocu: jeżeli jej nie potrzebujemy czy nie możemy użyć, wyrzucamy ją. Jak ości ryby, jaki z nich pożytek? Jemy tylko mięso, resztę wyrzucamy. Kruba Ajahnowie nauczali, że te skalane myśli i emocje są czymś do wyrzucenia, czymś bez znaczenia. Ich nauki są całkowicie nakierowane na puszczenie takich myśli i emocji.
Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 12



Gdy pojawia się spokój, badaj ciało

Czasami myślimy, "Och, dlaczego każdy wokół mnie wydaje się taki pewny i wolny od wątpliwości, a je jestem nimi przepełniony? To dlatego, że chcemy zobaczyć Dhammę za pomocą słuchania i studiowania, co jest formą mądrości, co powoduje, że oczekujemy pewnych efektów. Te stałe zmagania powodują powstanie niepokoju. Tak wiele chcemy osiągnąć.

Luang Pu Chah powiedziałby, że taką postawę trzeba odłożyć na bok. Pozostawić to samemu w tym punkcie. To jak ze szklanką wypełnioną wodą: jeżeli szklanka już jest pełna wody, woda zdatna do picia się w niej nie mieści, będzie się z niej wylewała. W ten sam sposób, jeżeli myślimy, że wszystko już wiemy, to Dhamma nie może wkroczyć w nasze serca.

Zatem pierwszą rzeczą jest zredukowania personalnych opinii. To rzeczywiście ważne w sposobie praktyki nauczanej przez Luang Pu Chah.

Styl Luang Pu Chah polegał na kierowaniu się przykładami i robieniu tak jak nauczał. Czasami mogliśmy być niedbali i myśleć o nim w sposób krytyczny, dopuszczając nasze poczucie ego do umysłu. Ale wraz z kontynuacją praktyki, przyznawaliśmy: "Kim jestem, by go krytykować? Nie mogę się z nim równać".
Może mieliśmy dobre samadhi. Tamtymi czasy moje samadhi było dobre, powstawała radość. Mój umysł był chłodny i swobodny, bez żadnych mentalnych zakłóceń. Wkraczanie w stany spokoju było rzeczywiście łatwe. Myślałem, nie ma potrzeby badać ciała, przejdę bezpośrednio na umysł. Bezpośrednio do Dhammy. I tak, poszedłem do Ajahn Chah. A on szybko wskazał mi: "Czy teraz jesteś spokojny?" A byłem wtedy nerwowy i trząsłem się, z uwagi na obecność nauczyciela. Spokój serca, który miałem, zniknął całkowicie i nie mogłem nawet się skupić. Byłem totalnie pogrążony w złudzeniu. I wtedy to złudzenie odpowiedziało, tak jestem spokojny. Ale wszystko to co robiłem to używałem uprzednio doświadczanego stanu jako podstawy do odpowiedzi. Ale Luang Pu Chah wiedział o tym, że jest to mowa pod wpływem złudzenia. Powiedział, żebym wracał do siebie i kontynuował ciągłą kontemplację ciała. To rzeczywiście utkwiło mi w pamięci. Kontynuować kontemplację ciała, dokładnie tutaj w tym fizycznym skupisku sankhar.

Ciągle jednak myślałem, "Hmm, dlaczego Luang Pu Chah upiera się bym kontemplował ciało, kiedy mój umysł jest tak spokojny? Wszystko czego mi trzeba, to zagłębić się w umyśle". Chciałem szybkiej drogi do nibbany. Ale później, te głębsze poziomy samadhi, których doświadczałem, zanikły.

I tak to idzie, w dół, w dół, w dół, aż do czasu, gdy nie dysponujemy żadnym samadhi. Musimy ponownie ustanowić samadhi w sercu.

A to rzeczywiście trudne. To prawdziwe zmaganie, krok za krokiem, centymetr po centymetrze. Kontemplując śmierć, spacerując po medytacyjnej ścieżce, siedząc w medytacji, trzymając jak najdłużej w umyśle obiekt medytacyjny. Powoli, lecz pewnie, sprawy się polepszają, krok za krokiem. Jest większa siła sati-pańńa niż uprzednio. Badanie ciała jako asubha, jako brudne, widząc ciało coraz bardziej jako nieatrakcyjne, serce doświadcza coraz większych poziomów pīti. Wraz z widzeniem nieatrakcyjności ciała, serce wchodzi w coraz większe szczęście. Czym bardziej widzimy ciało jako nieatrakcyjne, tym większy staje się nasz spokój.

Jeżeli w przeszłości widzieliśmy to ciało jako atrakcyjne, jego zewnętrzny przejaw jako piękny, wtedy serce nie było promieniste, było pogrążone w mroku i pokonane przez kilesy. Ale jeżeli widzimy nasze ciało jako coś co nie jest piękne, pięknym staje się nasze serce. Staje się jasnym i świetlistym, ponieważ widzi prawdę. Serce doświadcza prawdziwego spokoju, staje się ciche i niewzruszone. Badaj włosy na głowie, włosy na ciele, paznokcie, zęby, skórę. Kiedy niszczeją, możemy dostrzec je jako elementy. Po prostu elementy, ziemia, woda, ogień i powietrze. Odseparuj je od siebie i rozpoznaj jako anatta, wtedy serce stanie się spokojne.

Powtarzaj tą praktykę. Badaj je dokładnie i spróbuj zobaczyć je takimi jakimi są. Zrozum i poznaj jaka jest ich natura. Użyj wglądu. Gdzie jest ziemia? Gdzie jest woda? Gdzie jest ogień? Gdzie jest powietrze? Przyjrzyj się temu uważnie. Patrz od zewnątrz i wewnątrz, dookoła. Rozszczep, podziel i przeanalizuj je pod kontem bycia tylko elementami. Tu jest ziemia, tu jest woda, tu jest ogień, tu jest powietrze.

Dzisiaj skup się tylko na elemencie wody. Co jest elementem wody w twym ciele? Badaj tylko ten aspekt. Przeglądaj ciało i rozmyślaj w ten sposób. Woda to tylko woda, czyż nie? Czy wodę na zewnątrz traktujesz jako siebie? Zatem dlaczego woda wewnątrz tego ciała maiłaby być tobą? Jak to jest? Czy to rzeczywiście osoba? Kontempluj to głęboko i jasno. Ślina, flegma, ropa, krew, tłuszcz, mocz. Badaj je jedno za drugim, z bliska, uważnie ponawiaj wysiłek dociekań, aż zobaczysz całą masę cielesną jako anatta. Nasze serce stanie się swobodne, jakby zdjęto z niego ciężar, ponieważ zobaczyliśmy prawdę. Kontynuujemy badanie, obserwowanie ciała wciąż od nowa, aż poczujemy, że intensywność badania zmalała. Wtedy możemy wybrać jakiś inny element. Zmieniamy obiekt i zaczynamy od nowa.

Jedzenie, które spożywamy, to również elementy. W jaki sposób wpierają nas? Spójrz na to - ziemia wspiera ziemię, woda wodę, ogień wzmacnia ogień wiatr, wspiera wiatr. Badaj dokładnie tutaj tą masę elementów. Wciąż od nowa, aż do najdrobniejszych szczegółów. Rób to w celu uzyskania jasnej wizji i zrozumienia. A zrozumienie, że wszystkie cztery elementy powinny być widziane tak: "To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja" przychodzi wraz z ich badaniem.
Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 11




Błędne uważanie się za sotapannę

Musimy się strzec. Czasami kiedy umysł jest świetlisty jasny, myślimy, że nasza wizja jest totalnie czysta. Możemy pomyśleć: " Hej, teraz jestem sotapanną! Obserwowałem umysł i jestem wolny od zmysłowego pożądania i myśli powstają tylko w minimalnym stopniu".

Są pewne centra medytacji, gdzie uczniowie idą do nauczyciela z pytaniami o ich medytację i nauczyciel wyraża aprobatę, mówiąc: "Umysł w tym stanie osiągnął poziom sakadāgāmina". Jest wiele takich miejsc.

Był pewien świecki, który praktykował w leśnej tradycji. Kiedy medytował, nie był w stanie osiągnąć żadnego spokoju. Zatem udał się do innego nauczyciela, który pouczył go, poinstruował i pokierował w praktyce. Z początku ten człowiek nie potrafił usiedzieć nawet godziny w medytacji, ale u tego drugiego nauczyciela mógł siedzieć sześć czy siedem godzin, może całą noc.

Po tym, ten świecki stał się zadowolony z rezultatów i skonsultował się z tym nauczycielem, który zdeklarował, że świecki zobaczył Dhammę. Od tej pory, myślał on o sobie jako o ariya-puggala. Nie mógł się powstrzymać chwalenia się tym. Gdziekolwiek się udał, głośno się wychwalał, że poznał i zobaczył Dhammę, że trwale usadowiła się ona w jego sercu. Ale to wszystko było zaledwie na poziomie sańńa.

Później za pomocą jednego z uczniów Ajahn Muna, ten świecki był w stanie skorygować swe poglądy i powrócić do uprzedniej pozycji. Z błędnym poglądem, że jest się ariya, trudno zrobić jakikolwiek postęp, trudno też się z tego wycofać. Lecz choć to trudne, pewni nauczyciele potrafią tego dokonać.

To dokładnie jest powód, dlaczego Luang Pu Chah nigdy nie odpowiadał na takie pytania i nie mówił: "Ten mnich jest na tym poziomie, ten mnich jest na tym poziomie". Nigdy nie mówił o poziomach jakie ktoś osiągnął. Nauczał o takich rzeczach z mądrością. Powiedziałby, że ten kto wie i widzi, wie i widzi dla siebie.

Czasami Luang Pu Chah uczył używając przykładów. Pewni mnisi mówili: "Ten mnich jest arahatem, jest taki a taki, jest wolny od seksualnego pożądania i niczego już nie chce". Poszli do Ajahn Chah spytać go o to. A on odpowiedział: "Jeżeli żaba siedzi w jednej dziurze przez wiele miesięcy, czy to czyni z niej arahata? Czy jest teraz arahatem?" Oto w jaki sposób odpowiadał, pozwalając nam kontemplować i rozumieć sprawę jaśniej.

Jest błędem uciekać się do konkluzji gdy podczas praktyki pojawiają się jakieś specjalne doświadczenia i nazywać je i interpretować jako osiągnięcie tego czy innego poziomu. W pewnych klasztorach jest wielu “sotāpannów” and "sakadāgāminów,” ale z czasem wszyscy oni wydają się znikać. Widzimy takie rzeczy w pewnych miejscach.

Ale w naszej linii Wat Nong Pah Pong, ci którzy odpowiednio praktykowali, nie będą opowiadać o poziomach osiągnięć, ponieważ ci co coś osiągnęli, wiedzą to dla siebie. Rozumieją rozliczne sposoby i metody praktyki. Luang Pu Chah podkreślał taką postawę.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 10



Sakkayaditthi

Luang Pu Chah powiedziałby, że sakkayaditthi jest jak opróżniona kula i nasze serca są w niej zawarte. Ta kula nie jest jednorodna, wewnątrz niej znajduje się wiele poziomów. Kiedy badamy Dhammę, pojawia się jasność i czystość. Ale jak tylko moc naszej uważności i wglądu osłabia się, opanowują nas przeszkody i ogarnia nas ciemność. Upādāna powraca z całą siłą. Choć, jeżeli dociekamy ponownie, jasność powraca. Kiedy wglądamy się w jasność serca, nie jest to jeszcze pełna i wszechogarniająca jasność. Jest ona ciągle częściowa, prawdopodobnie to tylko mały promień światła we wnętrzu serca, chwilowo się pojawiający. Ale musimy się go trzymać, podążać tą ścieżką, która oczyszcza nasze serca.

Kiedy badamy, praktykujemy i myślimy w ten sposób, takie dociekanie zacznie przynosić pewne rezultaty, i krok za krokiem umysł stopniowo będzie się stawał coraz jaśniejszy. Kawałek po kawałku. Nie jest całkowicie jasny, ponieważ moc naszego samadhi nie jest pełna, zatem krok za krokiem trwamy w wysiłku praktyki. Z czasem umysł doświadczy radiacji i jasności, z jakimi do tej pory nigdy się nie zetknął. Ciemność i przeszkody powstałe z kontaktu z zewnętrznymi rzeczami zmniejszą się. Wszelkie zewnętrzne bodźce odpadną i pozostaniemy z wewnętrznym doświadczeniem umysłu. Skupiwszy się w stanie spokoju i dociekając prawdę, umysł jest zdolny do zniszczenia kiles.

To ścieżka czyniąca umysł spokojnym. Nie należy zapominać o badaniu ciała. Ajahn Chah podkreślał wagę tej praktyki. Kiedy umysł osiągnął stan spokoju, badajcie ciało z tego poziomu spokoju na jakim jesteście. Róbcie w ten sposób. Badajcie wszystkie sankhary tego fizycznego ciała pod kątem anicca, dukkha, anatta, stale trzymajcie się tej praktyki. Badajcie właśnie w taki sposób. Luang Pu Chah zainicjował tą fundację praktyki i podkreślał jej wagę. Wszyscy mamy wielką wiarę i respekt dla Luang Pu Chah, pewność, że był ona arahatem. A jakiej ścieżki nauczał? Właśnie tej. Pouczał nas byśmy nią szli.

Rezultaty jakie osiągniemy będą zależeć od kumulacji naszych zasług; czy nasz postęp będzie szybki czy wolny, to zależy od naszej paramī. To coś, czego w rzeczywistości nie możemy kontrolować. To jak zasadzenie drzewa: podlewamy je, użyźniamy glebę i chronimy przed insektami. To nasza odpowiedzialność. Owoce, które się pojawią, to odpowiedzialność drzewa. Kiedy odpowiedni czas nadejdzie, drzewo wyda kwiaty czy owoce. Luang Pu Chah mówił w ten sposób bardzo często.

Musimy strzec się przed pędem i chęciom osiągnięcia szybkich rezultatów, pragnienia zobaczenia Dhammy już teraz, osiągnięcia tego szybko. To normalne u większości medytujących, ale musimy zrobić wszystko by uniknąć takiej niecierpliwości.

Na początku, ja także pragnąłem szybkich rezultatów. Chciałem wiedzieć w jaki sposób praktykować, bym mógł osiągnąć szybkie rezultaty. Luang Pu Cah nigdy nie mówił o szybszej drodze niż ta. Mówił by iść tą ścieżką, i obserwować serce z uważnością. Obserwuj swe uczucia, właśnie w tym miejscu, porzuć myśli upodobania i awersji. Jak to zrobić? Nie stawaj się radosnym, nie smuć się. Rób tylko tyle.

Jeżeli mamy upodobania i awersje, co mamy z tym zrobić? Oto gdzie leży w rzeczywistości praktyka. Jeżeli powstają upodobania i awersje, i im ulegamy, wtedy musimy wrócić do książek, które wyjaśniają ten sposób praktyki. Musimy słuchać mów Dhammy czy rozmawiać o Dhammie z naszymi kolegami w świętym życiu, aby znaleźć jakieś nowe sposoby i środki na radzenie sobie z tymi problemami.

Ale to rzeczy są tylko naszymi zewnętrznymi schronieniami, ponieważ wciąż jeszcze nie widzimy jasno jak kontemplować, by uleczyć się z mentalnej ciemności i skalanych emocji. Skalania są rzeczywiście uparte. To jak posiadanie szklanki wypełnionej wodą, ale o zanieczyszczonych krawędziach. Na początku woda jest czysta i widzimy dno szklanki, ale później staje się pokryta brudem. W ten sam sposób, jeżeli nie rozwijamy pańńa, bród i ciemność nieczystych emocji opanuje umysł, otaczając nas.

Kiedy byłem z moim Kruba Ajahnem, słuchaliśmy mowy Dhammy tylko raz na dwa tygodnie. Przez chwilę po takiej mowie, serce było świetliste, ale po dziesięciu dniach wszystkie skalania i ciemność powracały. To jakbyśmy nawet nie widzieli ścieżki, tak wszystko wydaje się pogrążone w mroku.

Zatem co robimy gdy nie widzimy ścieżki? Możemy czuć, że czasami widzimy ją jasno, ale później stopniowo ta wizja zanika, ponieważ wciąż jesteśmy słabi. Zależymy od słuchania Dhammy, co zachęca nas i stymuluje naszą praktykę, aż do czasu kiedy sami zrozumiemy esencję Dhammy i będziemy niezależni od innych. Musimy przylgnąć do praktyki którą wybraliśmy i całkowicie się jej poświęcić. Sporo dociekać, pracować dokładnie w tym miejscu - dokładnie w miejscu gdzie powstają upodobania i awersja.

Pewni ludzie mówią, że odnajdują praktykę samadhi bardzo trudną. Musimy wejrzeć w metodę praktyki, którą używamy. Może powinniśmy kontemplować ciało czy używać refleksji nad zwłokami. Musimy obserwować umysł. Obserwować powstawanie i zanik rozlicznych emocji. Patrzeć na nasze uczucia z sati. Musimy mieć sati pilnującą umysł. To punkt, na którym koniecznie musimy się skupić aby oczyścić naszą wizję.
Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 9


Pamięć czy bezpośredni wgląd?

Czasami pańńa może powstać przez zaledwie słuchanie Dhammy. To zrozumienie może być głęboką penetracją, aż do punktu przejrzenia przez wszystkie konwencje i doświadczania wglądu w wyzwolenie. Jeżeli mamy dość zasługi i siły umysłu, takie zrozumienie może u nas powstać. Ale później ciągle musimy praktykować, kontynuując ponowne sprowadzanie umysłu do ciszy. Z tego nie możemy zrezygnować.

Musimy użyć mocy sati, by utrzymać umysł skupionym na różnych aspektach namarupa. Jednakże, jeśli będziemy zbyt spięci, może spowodować to pojawienie się stresu i agitacji. Będzie to odczuwane jakby nasza sati została rozproszona i umysł nie mógł się skupić osiągając spokoju. Zatem musimy się zrelaksować nieco i powrócić do obecnego momentu.

Czasami przeceniamy siebie i myślimy, że rozwinęliśmy pańńa wystarczająco i że już widzimy z jasnością. Ale to tylko widzenie namarupa z wglądem, który został nam objaśniony, zatem w rzeczywistości to tylko nasza percepcja. Jest to tylko nasza pamięć. "Nama jest jak to, rupa jest jak to". Choć myślimy, że to prawdziwa vipassana, mylimy się. Podobnie jak dziecko, musimy się wpierw tego nauczyć. Później, kiedy będziemy dysponować niewzruszonością i spokojem samadhi, będzie to wystarczające do pojawienia się pańńa, za pomocą medytacji. Po raz pierwszy zobaczymy jasno serce.

Może doświadczymy zarówno rupa jak i nama ze zrozumieniem, że "to rzeczywiście nie jest moje". Ale to tylko początkowy krok; siła samadhi jest ciągle nieduża. Wgląd powstaje jak przebłysk i po chwili znika. Po takim doświadczeniu jest tak jakbyśmy to totalnie zapomnieli. Ponieważ siła samadhi nie jest jeszcze odpowiednia do jasnego zobaczenia, wgląd i jasność nie powstają i pańńa powstała z naszej vipassaany ciągle będzie niestabilna i zamglona. Tą chwilową jasność możemy sklasyfikować jako pańńa, ale bazuje ona na naszej pamięci i refleksji nad Dhammą. Bierzemy te nauki, badamy je i kontemplujemy i doświadczamy pewnego poziomu zrozumienia. W ten sposób pańńa rozwija umysł, który zaczyna się skupiać w samadhi.

Gdy tak rozwijamy moc naszego samadhi, wraz z jej wzrostem, pojawia się znów zrozumienie. To już prawdziwa pańńa, pańńa pochodząca z medytacji.*

W tej metodzie pańńa rozwija samadhi, na początku ciągle jesteśmy na poziomie myślenia, aktywności vitakka i vicāra. Wpierw polegamy na tej funkcji myślenia i z tego miejsca, pojawiają się różne poziomy samadhi.

Jeżeli nasze parami nie jest głębokie, jasność zrozumienia, które osiągnęliśmy z naszej praktyki ulegnie zaćmieniu, i jeżeli nie usłyszymy Dhammy, zaniknie całkowicie. Ale jeżeli usłyszymy Dhammę, wtedy znów pojawi się ta jasność. To pańńa wspomagana przez słuchanie Dhammy.

Jeżeli rozważymy i przemyślimy te nauki na poziomie percepcji, nasza jasność się zwiększy i nasze umysły znajdą więcej spokoju bezruchu. Jaka to niewzruszoność? Jest ona tylko czasowa, jest w tym jasność, ale to doświadczenie jest nietrwałe. Nie można go utrzymać i z czasem znika. Jeżeli ponownie badamy Dhammę, to doświadczenie ponownie się pojawi. Jednak takie doświadczenie, wspierane samym myśleniem, nie równa się dalszym poziomom pańńa. Wraz z takim dociekaniem, nasze samadhi będzie się wzmacniać. Przez nasze wgłębianie się intelektualne w Dhammę, pojawia się spokój którego natura nie jest trwała. Nie pozostaje na długo i często przegrywa z różnymi nastrojami i stanami emocjonalnymi, które opanowują umysł.
*Ajahn Anan daje mowę Dhammy na żywo, w takiej sytuacji mnisi leśnej tradycji rzadko troszczą się o odpowiedni dobór słów, co daje wrażenie, ze to co mówią jest niezgodne z Dhammą. Bardzo ważne jest zatem być obdarzony pewną wyrozumiałością i mimo to wierzyć, że mnich który spędził większość swego życia w lesie, może nas czegoś nauczyć. W tym konkretnym wypadku, jeżeli pańńa jest zrozumieniem ariya, to jest prawdziwą tak czy tak, niezależnie w jaki sposób została osiągnięta. Jeżeli jednak mówimy o puthujjanie, to jakkolwiek mało odbiegałyby jego poglądy od Dhammy, jego zrozumienie nie jest pańńą, nie jest to bezpośrednia wiedza o Czterech Szlachetnych Prawdach.