Tadeusz Kotarbiński - Wesołe smutki

 

Wybór

Wesołe smutki — nazwę tę pochwalę,
Gdyż dwie przyczyny ma ku swej obronie:
Smutek, że radość nigdy nie trwa stale,
Radość, że smutek zawsze ma swój koniec.

Czym jest miłość, czym przyjaźń? Hej, nauczyciele,
Dajcie ich określenie zwięzłe a soczyste!
Miłość — dwie dusze w jednym, zjednoczonym ciele,
A przyjaźń— jedna dusza w dwóch ciałach ... Zaiste!

Czy wolno spytać o coś? — Pytaj! — Chciałbym wiedzieć, 
Co gorsze: głupstwo zrobić, czy głupstwo powiedzieć?
— Złudny przemycasz kontrast w zapytaniu gładkiem:
Wszak drugie jest szczególnym pierwszego przypadkiem.

Rad jestem, żem nie biskup ani nie generał,
Żem w wolnym dociekaniu mózgownicę sterał,
Lecz pragnę, by publiczność słów moich słuchała
Tak jak słucha biskupa albo generała.

Był dobry piec i pełne paliwa kobiałki,
Ale zamróz w chałupie, bo zbrakło zapałki.
Stąd myśl upowszechniona wśród praktycznych osób:
Ceń drobnostkę, gdy bez niej obyć się nie sposób.

Bywa spokój myśliwego na czatach,
Spokój lędźwi dobrze wpartej w strzemię;
Bywa spokój zapomnienia po latach,
Spokój liścia opadłego na ziemię.

Ciesz się latem, że lato, że ciepło, że upał,
Że nie będziesz, jak zimą, dla rozgrzewki tupał;
Ciesz się zimą, że chłodek, że mroźno, że zima,
Że nie ociekasz potem, bo upału nié ma.

Cudzych ojczyzn i własnej różnicę wyłuszcza
Sąd, którego zasadność nie każdy dostrzega:
Kardynalna odmienność ich na tym polega,
Że cudze nie wpuszczają, własna — nie wypuszcza.

Cum tacent, clamant — oto przemawiania sposób.
Jeśli wystarcza milczeć, milcz, słów zbędnych szkoda.
Pewną przywarę jednak ma taka metoda,
Gdyż niestety — milczenia nie słychać wśród głosów.

Czart prawi: Gdy nam życie oszczędza uśmiechów,
Jakoż sobie nie cenić każdego uśmiechu?
Nieraz przeto z możliwych do spełnienia grzechów
Głównym byłoby grzechem — nie popełnić grzechu.

Człecze! Przez żywot cały, od koleb do siwizn,
Szanuj względność w ocenach, alias — relatywizm...
Oślej natury nie lżę, choć w jej wzgardzie wzrosłem,
Dobrze, gdy osłem osioł, źle, gdy poseł osłem.

Diabeł-szpieg charczał szeptem do starszego diabła:
Widziałem. Człowiekowi prawda w ręce wpadła.
— Nic to! — odskrzeczał chytrzec, pomyślawszy trzeźwo:
W więzach organizacji prawdę diabli wezmą!

Do jasnych dążąc głębin — nie mógł trafić w sedno
Śledź pewien, obdarzony naturą wybredną.
Dokądkolwiek wędrował, zawsze nadaremno:
Tu jasno, ale płytko — tam głębia, lecz ciemno.

Doprawdy, to już było zaufania szczytem:
Pakt nieagresji łączył górę z dynamitem.
Niedługo jednak trwały pokoju rozkosze,
Wkrótce wybuchł dynamit: z góry został proszek.

Ilość przechodzi w jakość, lecz bywa odwrotnie.
Wie o tym, kto się jeno statystyki dotknie:
Gdy zamiast «źle» czy «dobrze» spec nam mówi «ile», 
Jakość przechodzi w ilość, jeśli się nie mylę.

Instancje panowały trzy: pięść, mózg i serce.
Serce się wycofało, będąc w poniewierce,
Gdy zaś pięść z mózgiem same pozostały w parze,
Oto skutek: mózg rządzi tak, jak mu pięść każe.

Ja ci to popamiętam! A pamiętaj sobie!
Ja twoje pamiętanie z pamięci wyskrobię.
Wszystko puścić w niepamięć — złe to hasło, alić
Znam jeszcze gorsze: wszystko w pamięci utrwalić.

Jak to źle na tym świecie, że za każdy wyczyn
Sprawca płaci skutkami — skutki ceną przyczyn.
Ileż byłoby więcej radości, mniej smutków,
Gdyby były przyczyny, lecz nie było skutków.

Jestem były ziemianin. Chcę zmazać tę winę,
Pracować i byt dziatwy uchronić przed czystką.
Zadajcie mi trud ciężki, a wykonam wszystko. — 
Rzekli: Spraw, iżbyś nie był byłym ziemianinem.

Jesteś pan krótkogłowcem, masz więc szpetny nałóg 
Wrodzonej niezdolności do ściślejszych nauk.
— To słysząc, czemuż jeszcze z samobójstwem zwlekam?
Czy cierpki sąd obalę? Nie, raczej przeczekam...

Jeśli w domu wesoło, ciesz się. Gdy ponuro,
Stwarzaj źródła radości sam, wewnętrzną mocą.
Niech pogoda nad smutkiem zawsze będzie górą,
Jak światło: w dzień od słońca, od latarni nocą.

Jeż grożącego wroga czujnym noskiem woń ssie,
Kolce szczerząc, gdy mu węch podpowiada: Broń się! 
I kontent! Więc to powtórz każdemu, kto-ć szepnie,
Iż chcąc żywot zachować, trzeba żyć zaczepnie.

Klniesz nudę w Pacanowie, z goryczą i łzawo...
Czyż tej prawdy twój światły umysł nie ogarnia,
Że sarkać na pomrokę z pewnością ma prawo
Ktokolwiek i cokolwiek, tylko nie latarnia.

Konduktor bacznie sprawdza bilet pasażera,
Na konduktora bacznie kontroler spoziera,
Słowem — każdy nad sobą ma stróża satrapę,
Nie sposób więc przez życie przejechać na gapę.

Kontrola, grzywną karząc popełnione błędy,
Tłumi w zarodku wszelkie do czynów zapędy,
W tym bowiem ostrożności filozofia cała,
Że błędu nie popełni, kto wcale nie działa.

Koślawym do wszechbytu nastawiony kątem,
Że głodny, przed biesiadą trapił się malkontent.
Poczem zmiótł z mis obfitych barszcz, bigos i wety
I zaczął utyskiwać, że stracił apetyt.

Kto sprawniejszy? Konstruktor, dyktator Natury,
Czy dyktator, bezwolnych samowładca gromad?
Pierwszy z nich uczłowieczył maszynę, a wtóry
Zdołał w zamian z człowieka zrobić automat.

Ktoś kiedyś kata słowem zahaczył rogatem
Rzucając w twarz katowi: «Kacie, jesteś katem!»
Kat nie przestał katować, ale pomścił zmazę,
Gdyż wytoczył (i wygrał!) ...proces o obrazę.

Ledwoś książkę otworzył — dzwonek. Do południa
Sześć wizyt, od południa zasię drugie tyle.
Wzdychasz przeto, zostawszy w końcu sam, na chwilę:
Przyjaźń życie ułatwia, lecz pracę utrudnia.

Mędrcze, powiedz rzetelnie, od prawdy nie zbaczaj:
Jest-li życie komedią, czy tragedią raczej?
— Tragedią — rzekł (aliści dodał dla poprawki,
Że zawiera niezgorsze komediowe wstawki).

Mówcy, pisarze biją pokłon za pokłonem
Panom i władcom... Ludzie, czyliż nie widzicie,
Że to jawne narządów ciała nadużycie:
Nie merda się językiem, nie mówi ogonem!

Mówił sobie: Sam drogą rozeznania pójdę,
Choć w ogół, skoro trzeba, będę wszczepiał bujdę. —
Ergo, tak hokus-pokus wśród ogółu szerzył,
Że wbrew najszczerszym chęciom — sam w nonsens uwierzył.

Nadzieja — matką głupich... Czyliż mędrce lepsi?
Czy gardzą nadziejami, gdy się los rozepsi?
Nie zawsze można wierzyć, więc nikomu nie wadź
Serce, wiary wyzbyte, nadzieją nadziewać.

INi areszcie zrozumiałem dialektyczną sprzeczność, 
Dokonawszy dziwnego zaiste odkrycia:
Że sędziwemu mało zostaje do życia,
Że główną jest starości troską ... krótko wieczność.
[Napisał zdrowy staruszek VB]

Nauki, humaniora— jakoż w jednej głowie?
Król więc kazał przydzielić stronom po połowie.
Gdy jednak rozłupano głowę na połówki,
Głowa przepadła, w zamian powstały półgłówki.

Nieosiągalnych, człeczku, poniechaj zamierzeń.
Sięgaj po to, co możesz mieć. Nie sięgaj szerzej.
«Być rozumnym!» — Zaiste, zbyt wysokie loty,
Wystarczy, jeśli zdołasz wyzbyć się głupoty.

Nieszczęsnyś, ślepcze — szepnął zachwycony światem 
Malarz (a tuż sterczały rozwalone płoty).
Ów odrzekł: Twoje oczy, w doznania bogate,
Widzą piękno— ja w zamian nie widzę brzydoty.

Nie wolno jeść! — więc pili strawę rozwodnioną, —
Pić nie wolno! — kąpielą odświeżali łono.
Tak się przez każde sito umieli przepychać,
Aż w końcu wyszedł rozkaz: Nie wolno oddychać!
Oddychali — więc wszystkich wytracono społem.
Czy słusznie? Arcysłusznie! Giń, skoroś warchołem.

Ostrożnie z kofeiną, gdyż sen spędza z powiek,
Źle też, gdy alkoholem odurza się człowiek,
Lecz nade wszystko strzeżmy się wody sodowej,
Ona bowiem najmocniej uderza do głowy.

Pogodny będzie ustrój, lubo dziś ponury!
— Hm... Stworzyłeś piekiełko, obiecujesz Eden...
Zastanów się i powiedz, czyli znasz choć jeden
Portret, co by przeróbką był karykatury?

Popełnił nieuczciwość i świadomie trwa w niej.
To już nie on, choć niby wygląda jak dawniej.
Ale przypatrz się oczom, a dostrzeżesz zmianę:
Oczy trupa też obco łypią z twarzy znanej.

Posłuchaj, jak naucza mistrz wielki, Epikur:
Kto przegrał spór, ten zyskał, kto wygrał, ten stracił;
Namozolił się rzecznik prawdy, a w wyniku
On cię z biedy wysupłał, twą wiedzę wzbogacił.

Pośród wielu żywota poczciwego przekor
Następującej przyznam rolę kardynalną:
Prawość z delikatnością pogodzić — to rekord!
Stale bowiem prawości przyświadcza brutalność.

Powiem ci raz rzecz smutną, więcej nie powtórzę
Było małe państewko, w nim — wszystko nieduże,
Obszar, ilość pogłowia, miara wytwórczości,
Lecz szubienice były normalnej wielkości.

Pragnęłoby się wiedzieć, że się gasnąć będzie
Nie tak jak knot ogarka, pełgający w swędzie,
Lecz jak żarówki, które w oka mgnieniu gasną,
A przedtem do ostatniej chwili świecą jasno.

Pragniesz-li, weredyku, grzech karcić do woli
Pewnym będąc, że zwierzchność na wszystko-ć pozwoli, 
Chcesz-li zgarniać do kabzy honoraria słone:
Milcz o zbrodniach dzisiejszych, piętnuj zło minione.

Przychodzi pora na staruszka,
Że dość fatygi ma powszedniej,
Że chętnie kwapi się do łóżka,
Że mu już coraz wszystkojedniej.

Pytało niegdyś mędrca prostoduszne dziecię:
Czemu starasz się zmądrzeć, skoroś mądry przecie? —
Ów odrzekł: Gdy w swej głowie lepszą wiedzę skupiam, 
Wierzaj, dziecino, ja się po prostu odgłupiam.

Radzono nad uczczeniem prześwietnej osoby:
Ująć miastu szpetoty, czy przydać ozdoby?
Jaki był wynik narad, o tym dobrze wiecie:
Ukwiecono śmietniki, zostawiono śmiecie.

Redaktorze, powiedzże nam, czy w służbie prawdy
Głosisz czasami prawdę, czy nieprawdę zawdy?
— Hm, hm... Nieraz mój organ prawdzie szczyptę praw da, 
Gdy korzystna, lecz nigdy dlatego, że prawda.

Równie szybko przemija godzina cierpienia
Jak godzina radości, choć dłuższą się zdaje.
Cierp tedy jak najwięcej, a doznasz złudzenia,
Żeś żył wieki... (Czy serio tak radzi, czy baje?)

Rutynę opanował tak, że dostał dyplom,
Imponuje pewnością, patrz, zmierza ku cyplom,
Choć oceny wypacza, choć wierzy w androny...
Któż to zacz? Arcyszkodnik: głupiec wykształcony.

Są tacy i owacy, różnych wiar strażacy,
Co dla jednych nic warte, to dla drugich cacy.
Ale w straży ogniowej zgodnie ci i tamci Służą.
I tak powinno bywać, powiadam ci.

Srebrem pono jest praca, odpoczynek — złotem.
Wyszło ośmiu śnieg sprzątać (i odpocząć potem).
Siedmiu odpoczywało nie skrobnąwszy gracą,
Ósmy roztaczał dozór nad ciężką ich pracą.

Śmiej się w kompanii, cierp samotnie.
Gdy klęska nożem człeka dotknie,
On własny ból ze sobą niesie,
Jak postrzelony zając w lesie.

Tak prawi krąglobrzusiec piknik Pansa Sanczo:
Tocz się gładko po stoczku, człeczku-pomarańczo.
A Don Kiszot pozywa: Duszo! Tędy iść chciej
Ad astra, kędy karkołomniej, wyboiściej!

Tak prawił w zamyśleniu pewien Hindus stary:
— Mówisz «wieczność» ... Czyś pojął wieczności rozmiary?
Gdy zetrzesz Himalaje ostrzem z miękkiej kości,
Natenczas minie ... pierwsza sekunda wieczności.

Tak to niesprawiedliwość najpoczciwszych gubi —
Ginąc, bzyknęła mucha z rzewną skargą w głosie:
— Trzepnął mnie z całej siły, bez pardonu ubił,
A przecież... ja mu tylko siadałam na nosie.

Tu leży Jan Kowalski... — Jakże nierozumnie
Zwie się mianem człowieka to, co legło w trumnie...
Zważmy: wszak pod kopułą trumiennego wieka
Jest odpad — minionego nie ma tam człowieka.

Tych dwojga komitywę wyrażę najprościej
Unikając starannie słów zbędnych poszumu:
Rozum w pełni rozkwita pod strażą wolności,
Wolność rozkwita w pełni pod strażą rozumu.

Uchwalono skasować różnice poziomów:
Ustalić dusz podniosłość i gabaryt domów.
Co niższym tedy domkom przydano po piętrze,
Z dusz zostawiono mniejsze, pomniejszono większe.

Wiosna — przyszłej jesieni wczesną jest jaskółką,
Jesień zwiastuje przyszłą wiosnę. I tak w kółko.
Będąż się tak przeplatać w kołowrocie bytu
Jesienie rozczarowań z wiosnami zachwytu...

Władca urządził wielki zjazd z wielką paradą:
Ile luda na placu, jak huczą oklaski!
Ad hoc powiem aforyzm (szkoda, jeśli płaski):
Wielkości nie szukajcie tam, gdzie wielkie stado.

w rzemiośle — musisz wiedzieć dokładnie, co robić,
Aby się do działania snadnie usposobić;
W etyce — gdyś z sumieniem zdołał targu dobić,
Wiesz co robić, jeżeli wiesz, czego nie robić.

Zaiste, meierozumna w tym się zdradza buta,
Jeśli kominiarz gardzi pracą pucybuta.
Różnym różna przypada miara czci, aliści
Nie za to, co kto czyści, lecz za to, jak czyści.

Zaasadę niesprzeczności stosować z ostrożna!
Pamiętajcie to sobie, synkowie, córeczki!
Sprzeczność w rzeczywistości łatwo spotkać można:
Przykładem — pusta głowa, w której pełno sieczki.

Z okruszyneczki mydła ubić górę piany:
Oto kunszt, filozofom doskonale znany.
Kruszy się gmach urojeń jak mydlana bańka.
I powstaje na nowo, niczem Wańka-Wstańka.

Z piersi nieprawd zatruty pokarm jeśliś kiep, ssij.
Kłamstwo, że na wojence zwyciężają lepsi!
Szkapinę zostawiono, nieraz jeszcze zarży, 
A dzielnego rumaka wzięto. Zginął w szarży.

Z trudem wchodzą mi w głowę pojęcia niektóre:
Co to jest błędne koło? Zrób mi o tym wykład.
Nic łatwiejszego! Błąd ten zdarza się na przykład,
Gdy cenzura nie puszcza skargi na cenzurę.

Żak naukę nieścisłą uprawiał nieściśle,
Choć od ścisłości wszystko w naukach zawisło.
Zgromion — zamiast nieścisłą kultywować ściśle,
Jął się nauk ściślejszych, zdradziwszy nieścisłą.

Że pobito — przytwierdził, że w odwet — zataił,
Nie mówiąc, kto się bronił, a kto się hultaił.
Taki dał obraz cudzych wzajemnych przewinek
Półprawdek, Niedoprawdy pierworodny synek.

Żeś nie zrozumiał rzeczy zrozumiałej, za złe
Mam tobie, rozeznanie widząc w tym rozlazłe;
Gdyś rzecz niezrozumiałą zrozumiał, o, wtedy
Górze ci! Lekarz chyba wyciągnie cię z biedy.

Życie — to pęd serpentyną, 
Aż pojazd stoczy się w parów: 
Podróżni wszyscy poginą,
Zostaną strzępy zamiarów.

Wierszyk jest jak ostryga, pomnij, konsumencie,
Ty, co strofkę-ostrygę w trzy sekundy łykasz,
Nie pytając, jak długo dojrzewał w odmęcie
Zwarty kąsek, jak długo płodził wiersz wierszykarz.

Długo się autor kwestią kłopotliwą kwasił,
Komu w hołdzie przypisać, co tu napitrasił...
Jeśli z działów przypadną — któż go za to zbeszta?
Krasickiemu — trzy ćwierci, Lemańskiemu — reszta.

Laiku! Jeśli prawda, że zamierzasz śmiele
Wzgardliwym sądem uczcić muzy mojej trele,
Pomnij, że sąd laika wydany o dziele
O dziele mówi mało, o laiku — wiele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.