niedziela, 3 maja 2026

Wywiad ze Stanisławem Jędryką

 Dla mnie są dobre i złe filmy. Wśród krytyków panuje przeświadczenie, że filmy dla dzieci i młodzieży to są filmy jakby drugiego gatunku. To przeświadczenie jest także w środowisku filmowym. Przekonanie, że robienie takich filmów jest czymś gorszym, wstydliwym. I granie w takich filmach też. Tylko widzowie nie mają takiego rozgraniczenia, albo im się podoba, albo nie. Natomiast mnie się udało do tych filmów pozyskać wybitnych aktorów. Nawet do roli drugoplanowej. Roman Wilhelmi – wybitny aktor grał w moich wszystkich serialach i on jak gdyby nie tylko, że nie wstydził się tego, nie miał jakiejś potrzeby ekonomicznej, a jednak to robił z jakimś przekonaniem i to oczywiście wtedy od razu rangę filmu podnosiło do góry.


Stanisław Jędryka: Tak, musze przyznać, że coraz więcej spotykam się z wyrazami uznania od tej nieco starszej młodzieży. Niedawno byłem na uroczystości urodzinowej w pracowni mojej przyjaciółki – fotograficzki i było tam chyba z 50 osób w wieku ok. 40 lat (kilka tygodni później także w tym miejscu odbyło się spotkanie sekcji mazowiecko-łódzkeij naszego forum z p. Stanisławem - dop. Sz.S.). I tyle ile mnie spotkało z ich strony komplementów, to aż było dla mnie żenujące, w końcu stwierdziłem aby przestali, bo zacząłem czuć się jak jakiś eksponat na wystawie (śmiech). A mówili to z nieudawanym przejęciem.

Kilka tygodni temu byłem też w Muzeum Powstania Warszawskiego na spotkaniach edukacji filmowej dla młodzieży. Ale tym razem zaproszono ich z rodzicami i to rodzice stanowili połowę widowni. Oprócz „Do przerwy 0:1” i „Podróż za jeden uśmiech” pokazano tam też film dokumentalny „Tolek Banan i inni”. Na sali było 50 czy nawet 100 osób i film ten był oglądany w ogromnym skupieniu. Potem urządzono mi owację na stojąco i zarzucono mnie wieloma pytaniami. Z wypowiedzi wynikało, że bez moich seriali dzieciństwo tych ludzi, jak sami twierdzą, byłoby po prostu uboższe.

No i ciągle te moje filmy są w telewizji pokazywane. Zauważam też, że „Stawiam na Tolka Banana” przezywa jakby swoją druga młodość. Znalazłem artykuły, w których autorzy dowodzą, że film ten porusza jakieś bardzo ważne także dziś problemy młodzieży będącej troszkę na bakier z rzeczywistością. Że film ten jest czymś więcej niż tylko przygodową historią. Poza tym temat tego filmu został też podniesiony przy okazji informacji o śmierci Filipka (Sergiusza Lacha – dop. red.). To jest rzeczywiście dramatyczne i dla mnie bardzo przykre, że z tych sześciu młodych wykonawców już trzech nie żyje (także odtwórcy postaci Tolka Banana i Cygana – dop. red.). Ostatnio dowiedziałem się też, że zmarła córka Filipa Łobodzińskiego. Nie żyją już także trzej operatorzy, z którymi współpracowałem podczas moich ostatnich filmów.

(...)
Aleksander Minkowski jest godny tego, aby dużo o nim mówić, a jeszcze więcej myśleć. W sposób dobry, ciepły. Kiedyś można by o nim powiedzieć, że był troszkę pupilem władzy, ale nie miało to większego znaczenia, bo miał autentyczny talent literacki, pisarski. Miał doskonale opanowany warsztat operowania słowem. I zajmował się szeroką tematyką, bo i dla dzieci i młodzieży, później też dla dorosłych. Ja zrobiłem 5 czy 6 lat temu film o nim, ale chyba nie pojawił się nigdy na antenie. I szkoda, bo on opowiadał wspaniale, operował barwnym językiem. Potrafił też pisać szybko, co czasami wytykano mu jako słabość, bo nie można pisać szybko i dobrze. Rzeczywiście często tak bywa, ale bywają wyjątki, gdy ta szybkość bywa atutem. A u niego szybkość wynikała z talentu. Mam odczucie, że o jego twórczości mówiło się zbyt mało.

Nakręciłem dwa seriale na podstawie jego tekstów: „Szaleństwo Majki Skowron” oraz „Zielona miłość”. Majka Skowron była chyba jak to się teraz mówi filmem wręcz kultowym. Nawet niedawno usłyszałem w „Szkle kontaktowym” pytanie jednego z prowadzących zadane drugiemu: „czy nie kochał się pan w Majce Skowron?”. Tak więc te seriale zostały i ciągle żyją. Kiedyś przechodziłem nad tym do porządku dziennego, a teraz zaczyna mi to sprawiać coraz większą satysfakcję. Duża to zasługa telewizji, która ciągle te filmy pokazuje, bo nie ma napływu nowych rzeczy.

(...)

Forum Miłośników Pana Samochodzika: Czy mógłby Pan nam coś więcej opowiedzieć o Adamie Bahdaju? Jaki był, jak się z nim pracowało, czy się dobrze się panowie znali, może prywatnie spotykali? Bahdaja obecnie spowija jakby mgła tajemnicy. Mało jest o nim informacji w Internecie.

Stanisław Jędryka: To ciekawe, bo niedawno czytałem dość duży artykuł o Bahdaju w Newsweeku. Było w nim zresztą także trochę o mnie, w tym takie miłe sformułowania jak „arcymistrz kina dla młodzieży” – jak widać spotykają mnie też miłe rzeczy (śmiech). Wracając do tematu, to jakiejś dużej zażyłości między nami nie było. Najpierw (w 1961 r.) był scenariusz do filmu fabularnego pt. „Do przerwy 0:1” i komisja scenariuszowa go nie zaakceptowała. Ja to bardzo przeżyłem, było mi przykro, tym bardziej że nie rozumiałem dlaczego komisja tak źle ten projekt oceniła. To właśnie tematyka drużyn podwórkowych chyba od początku zbliżyła nas do siebie, bo dla mnie był to konik, mój świat, moje życie (w wieku 18-lat, jako junior grywałem w pierwszej drużynie Stali Sosnowiec, czołowej drużynie drugoligowej).

Ten scenariusz mówił więc o tym, co także ja kiedyś przeżywałem, a Adam Bahdaj się tym pasjonował. Mógłby mieć o tę złą ocenę jakiś żal do mnie, ale nie miał. Była nawet zachowana między nami serdeczność, bo to był wspaniały człowiek. Był to też bardzo przystojny mężczyzna i pożeracz kobiecych serc (śmiech), typowy góral, kawał chłopa, pogodny, uśmiechnięty. Dopiero chyba po 5 latach po ten scenariusz zgłosiła się telewizja, która szukała seriali dla młodej widowni. On był już wtedy dość znanym autorem tego typu powieści i telewizja zwróciła się właśnie do niego, a ja już byłem wtedy po swoim „Samochodziku”, czyli „Wyspie Złoczyńców”. Do dziś nie wiem, czy telewizja uznała, że po tym moim Samochodziku mam już doświadczenie w tego typu filmach, czy też to Adam Bahdaj zaproponował moją osobę. Nigdy się o to w telewizji nie spytałem. Oczywiście byłem bardzo zadowolony, że pojawia się szansa na taki serial. A wcale w owym czasie nie kręcono ich tak dużo.

Jak już zaczęła się realizacja, to Adam Bahdaj życzliwie kibicował temu przedsięwzięciu, tzn. wypytywał o jakieś sprawy, ja mu opowiadałem jak wygląda sprawa z wyszukiwaniem młodzieżowych aktorów, ale to wszystko się działo na wzajemnym zaufaniu. Godził się więc na to, że nieraz zmieniałem mu niektóre sceny (już na etapie scenopisu), przy czym nie były to jakieś wielkie zmiany. Ostatecznie uznał nawet, że wkład mojej pracy w te zmiany jest tak duży, że zasługuję na to aby zostać współautorem dialogów. A muszę dodać, że najczęściej scenarzyści niechętnie się godzą na aż taką „współpracę”.

Na zdjęcia przyjeżdżał rzadko i to też nie na zasadzie sprawdzenia czy mu się jakaś krzywda nie dzieje, w tym co ja tam wymyślam. Był bardzo życzliwym człowiekiem, trudno powiedzieć abyśmy byli zaprzyjaźnieni, bo była między nami dość duża różnica wieku, ale na pewno mieliśmy do siebie zaufanie, była to taka przyjaźń twórcza, szczególnie po tym jak ten nasz pierwszy serial się udał. Posiadał duże możliwości twórcze, które bardzo dobrze widać w jego książkach.

Mam trochę wyrzuty sumienia, że po tych sukcesach czterech moich seriali, była jeszcze propozycja kolejnego, z której jednak zrezygnowałem, bo wydawało mi się, że zaczęła się w scenariusz wkradać jakaś rutyna. Warto dodać, że było to już na wczesnym etapie, nic nie było jeszcze w telewizji zatwierdzone. Każdy z tych czterech seriali miał swój charakter, swój smak, a w tym kolejnym historia wydawała mi się jakby słabsza. Ale warto dodać, że po latach ten scenariusz wykorzystał Julian Dziedzina w serialu „W piątą stronę świata”. Nie wiem czy faktycznie był on słabszy, ale jakoś nie jest on obecnie tak często powtarzany jak te moje „bahdajowskie” seriale.

Adam Bahdaj pisał też książki dla dorosłych, np. kryminały pod pseudonimem. Pamiętam nawet, że do jednego z nich („Ruda modelka”) się przymierzałem, ale nic z tego nie wyszło. Był to pod każdym względem wspaniały człowiek, znakomity, wszechstronny pisarz. Miałem oczywiście szczęście, że trafiłem na Adama Bahdaja. Spodobało mu się też to, że tak jak on jestem pasjonatem piłki nożnej. Niestety za wcześnie umarł (w 1985 r. dop. red.), gdyby nie to, może byśmy jeszcze coś wspólnie zrobili.

Forum Miłośników Pana Samochodzika: Czy czytał Pan ówczesne książki przygodowe np. Edmunda Niziurskiego lub innych autorów młodzieżowych? Może myślał Pan nad ich ekranizacją?

Stanisław Jędryka: Tak, doskonale znałem twórczość Niziurskiego. On przecież chyba nawet wyprzedzał Bahdaja czy Minkowskiego, wcześniej zaczął pisać książki dla młodzieży. Ale osobiście z nim się nie zetknąłem. Pamiętam też, że myślałem nad Alfredem Szklarskim, którego bohaterowie przeżywali przygody za granicą. Wiem, że do niego przymierzał się potem ktoś inny. Ale duże koszty ekranizacji odstraszały jednak i ostatecznie żadna ekranizacja nie powstała.

Forum Miłośników Pana Samochodzika: Jak Pan trafił na Janusza Domagalika i Aleksandra Minkowskiego?

Stanisław Jędryka: Na Domagalika trafiłem w ten sposób, że jak się książka ukazała, to sporo o niej mówiono i to bardzo pozytywnie. To też był człowiek, który oddał mi całe swoje zaufanie. A ja w filmie dodałem kilka scen, których w książce nie ma (śmiech), które zaakceptował. Uznał że są dobre i potrzebne.

Co do Minkowskiego, to najpierw natknąłem się na jego twórczość dla dorosłych. Był bardzo prestiżowy konkurs na współczesną powieść, gdzie jego powieść „Nigdy na świecie” zdobyła drugą nagrodę (przewodniczącym jury w tym konkursie był Jarosław Iwaszkiewicz) i tam po raz pierwszy o nim usłyszałem. Na podstawie tej książki film pt.: „Kardiogram” zrealizował Roman Załuski. Był to dobry film, ale nie zrobił specjalnej kariery. Ja z kolei przeczytałem jego książkę „Czterdziestu na górze” – jest to historia marynarza, który staje przed problemem odpowiedzialności za katastrofę morską. Książka mi się spodobała i zacząłem zabiegać o jej ekranizację w moim zespole u Jana Rybkowskiego. Niestety scenariusz nie przeszedł, ale przy okazji się zaprzyjaźniliśmy. Potem pojawiła się Majka Skowron. Potem jeszcze Olek i Zbigniew Safjan (współautor „Stawki większej niż życie”) napisali scenariusz, którego akcja działa się we Francji, do którego się zapaliłem. Ten film został zatwierdzony i prawie skierowany do produkcji, ale to ja się wycofałem, bo się przeraziłem, gdyż nie znałem francuskiego, a po drugie bałem się realizacji filmu za granicą w obcym języku. Teraz z perspektywy czasu mogę żałować tej decyzji.

Forum Miłośników Pana Samochodzika: Wspominał Pan już wcześniej o Macieju Zimińskim. [Maciej Zimiński - dziennikarz, twórca popularnych programów telewizyjnych dla młodych widzów, m.in. "Piątku z Pankracym", "Niewidzialnej ręki" i "Teleferii".] Był to pomysłodawca i prowadzący wielu programów dla młodych widzów w ówczesnej telewizji. Jak wspomina Pan tę postać?

Stanisław Jędryka: W tamtych czasach prowadził redakcję dziecięcą i w związku z tym często sam wychodził z pewnymi inicjatywami. Polegało to na tym, że po pierwszym serialu był już pewien, że może „zamówić” u mnie kolejny. Był to jeden z najbliższych mi ludzi nie tylko jako człowiek, ale jako swoisty opiekun artystyczny. Kontynuacja cyklu bahdajowskiego była jego pomysłem. Umiał to docenić, umiał postępować z młodzieżową widownią i m.in. dlatego wtedy w telewizji tak się dużo udawało, a dziś tego wszystkiego już nie ma.

Forum Miłośników Pana Samochodzika: Jak dzieci w Pana rodzinie lub wśród znajomych odbierały realizowane przez Pana filmy? Czy obsadził Pan kiedyś kogoś z rodziny lub znajomych? Czy jakieś dzieci z rodziny lub znajomych w ogóle chciały wystąpić?

Stanisław Jędryka: Dzieciom się oczywiście moje filmy podobały. Kiedy przystępowałem do realizacji, zawsze najpierw się rozglądałem po dzieciach znajomych, dopiero potem były ogłoszenia w prasie, castingi w szkołach czy nawet rozglądanie się na ulicy. Były więc różne sposoby szukania młodych aktorów. Jeżeli chodzi o znajomych, to np. filmowa Karioka i Majka Skowron były córkami znanych mi osób z kręgów artystycznych. Największy mój nabór był przy okazji „Końca wakacji”, podczas którego w Chorzowie pojawiło się przez 2 dni 4 tysiące młodych ludzi – wybrany wtedy został Marek Sikora.

Przy okazji chciałbym poinformować, że niedawno odnowiono cyfrowo film (nie serial!) „Podróż za jeden uśmiech”! Prawdopodobnie następny będzie film „Paragon gola”, choć ja wolałbym, aby odnowiono „Koniec wakacji”…

Muszę jeszcze dodać, że obserwuję taką dziwną sytuację. Mianowicie kiedyś gdy kręciłem te seriale czy filmy prawie co roku, to młodzi ludzie oglądali, cieszyli się, ale przechodziło to jakoś bez większego echa – krytycy się nad nimi nie zastanawiali. A jak teraz, od 25 lat nie robię już filmów, to nagle okazuje się, że te filmy są ciągle pokazywane, nie ma roku żeby ze dwa razy nie były na różnych kanałach wszystkie puszczane. Mam dużo wywiadów, pojawiam się w telewizji, jest to dla mnie jakaś dziwna sytuacja, że wtedy kiedy miałem potrzebę docenienia, porozmawiania o tych filmach, to tego nie było, a teraz te wszystkie „mistrzostwa świata”, którymi mnie obdarowują są zaskakujące, ale oczywiście bardzo miłe (śmiech).

PanSamochodzik.net.pl

CAŁY WYWIAD >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.