CZEGO MOŻNA SIĘ NAUCZYĆ OD ŚLUSARZY?
Nie tak dawno pewien student o imieniu Peter opowiedział mi historię, która dobrze ilustruje nasze nieudolne próby przeciwdziałania nieuczciwości.
Pewnego dnia Peterowi zatrzasnęły się drzwi wejściowe do domu, więc zaczął szukać ślusarza. Znalezienie fachowca mającego stosowny certyfikat zajęło mu sporo czasu. Wreszcie ślusarz podjechał pod dom Petera swoją furgonetką i za pomocą wytrycha otworzył zamek w niespełna minutę.
„Byłem zdumiony tym, jak szybko i z jaką łatwością ten facet otworzył drzwi” – powiedział mi Peter. Następnie powtórzył mi krótką lekcję na temat moralności, jakiej udzielił mu ów zręczny ślusarz.
W reakcji na zdumienie Petera ślusarz wyjaśnił mu, że zamki w drzwiach są tylko po to, by ludzie uczciwi pozostali uczciwi. „Jeden procent ludzi zawsze będzie uczciwy i nigdy nie dopuści się kradzieży – powiedział ślusarz – jeden procent zawsze będzie nieuczciwy i będzie próbował sforsować twój zamek i ukraść ci telewizor. Pozostali będą uczciwi w odpowiednich warunkach, jeśli jednak pojawi się wystarczająco silna pokusa, to i oni wejdą na drogę przestępstwa. Zamki nie obronią cię przed złodziejami, którzy mogą się dostać do twojego domu, jeśli naprawdę tego chcą. Stanowią jedynie ochronę przed ludźmi, którzy – choć na ogół są uczciwi – mogliby ulec pokusie i próbować sforsować twoje drzwi, gdyby nie było w nich zamka”.
Po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że ślusarz prawdopodobnie miał rację. Nie jest tak, że 98% ludzi jest niemoralnych albo gotowych oszukiwać przy każdej okazji; wydaje się bardziej prawdopodobne, że większość nas potrzebuje niewielkich przypomnień, żeby pozostać na dobrej drodze.
Jak sprawić, by ludzie oszukiwali mniej?
Teraz, kiedy już zrozumieliśmy, jak działa współczynnik elastyczności i jak można go zwiększyć, chcieliśmy się dowiedzieć, czy można obniżyć wartość tego współczynnika i sprawić, by ludzie oszukiwali mniej niż do tej pory. I tym razem zainspirował nas pewien dowcip.
Pewnego dnia wyraźnie wzburzony mężczyzna przychodzi do rabina i mówi: „Rabbi, nie uwierzysz, co mnie spotkało! W zeszłym tygodniu ktoś ukradł mój rower spod synagogi!”
Rabin jest bardzo zmartwiony, ale po chwili namysłu proponuje rozwiązanie: „W przyszłym tygodniu przyjdź na nabożeństwo i usiądź w pierwszym rzędzie, a kiedy będziemy recytować Dziesięć Przykazań, odwróć się i popatrz na siedzących za tobą ludzi. Kiedy dojdziemy do «Nie kradnij», sprawdź, kto nie potrafi spojrzeć ci w oczy – to będzie człowiek, którego szukasz”. Rabin jest bardzo zadowolony ze swojego pomysłu, podobnie jak mężczyzna, który poprosił go o radę.
Podczas następnego nabożeństwa rabin jest bardzo ciekawy, czy jego rada przyniosła oczekiwane skutki. Czeka na mężczyznę przy bramie synagogi i pyta go: „I co, poskutkowało?”
„Jak magiczne zaklęcie – odpowiada zapytany – gdy tylko doszliśmy do «Nie cudzołóż», przypomniałem sobie, gdzie zostawiłem swój rower”.
Ten żart sugeruje, że świadomość i pamiętanie o zasadach moralnych (takich jak Dekalog) mogą wpływać na to, jak spostrzegamy własne zachowanie.
Zainspirowani nauką płynącą z tego dowcipu, Nina, On i ja przeprowadziliśmy pewien eksperyment na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UCLA). Podzieliliśmy grupę 450 badanych na dwie podgrupy. Połowę badanych poprosiliśmy, żeby spróbowała sobie przypomnieć Dziesięć Przykazań, a następnie wystawiliśmy ich na pokusę oszukiwania w naszym zadaniu z macierzami. Pozostałych badanych poprosiliśmy, aby przypomnieli sobie dziesięć książek przeczytanych w liceum, po czym rozdaliśmy im arkusze z macierzami, dając im okazję do oszustwa. W grupie, która miała sobie przypomnieć dziesięć książek, zaobserwowaliśmy typowe oszustwo na niewielką skalę. Natomiast w grupie, którą poproszono o przypomnienie sobie Dekalogu, badani w ogóle nie oszukiwali – pomimo faktu, że żaden z nich nie zdołał sobie przypomnieć wszystkich dziesięciu przykazań.
Ten wynik był bardzo intrygujący. Wydawało się, że sama próba przypomnienia sobie standardów etycznych wystarcza, by poprawić zachowanie moralne. W kolejnej próbie zweryfikowania tego efektu poprosiliśmy grupę zdeklarowanych ateistów, aby przysięgli na Biblię, a następnie stworzyliśmy im okazję do nieuczciwego zarobku w zadaniu z macierzami. Co zrobili ateiści? Nie zboczyli z wąskiej ścieżki cnoty.
KRADZIEŻ PAPIERU
Kilka lat temu dostałem list od młodej kobiety o imieniu Rhonda, która studiowała na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Opowiedziała mi o problemie, który miała w swoim domu, i o tym, jak drobne przypomnienie etyczne pomogło jej go rozwiązać.
Rhonda mieszkała w pobliżu kampusu z kilkoma nieznającymi się wcześniej współlokatorami. Co weekend sprzątaczka zostawiała w każdej z dwóch łazienek kilka rolek papieru toaletowego. Już w poniedziałek nie było ani jednej rolki. Był to klasyczny przykład tragedii wspólnego pastwiska – ponieważ lokatorzy robili prywatne zapasy papieru toaletowego i zabierali go więcej, niż im się należało, ów publiczny zasób był stracony dla wszystkich.
Pewnego dnia Rhonda przeczytała o eksperymencie z Dziesięcioma Przykazaniami na moim blogu i zostawiła w jednej z łazienek kartkę z prośbą, by mieszkańcy nie wynosili z niej papieru toaletowego, ponieważ stanowi on dobro wspólne. Ku jej wielkiemu zadowoleniu po kilku godzinach do łazienki wróciła jedna zaginiona rolka, a następnego dnia – kolejna. Tymczasem w drugiej łazience – tej, w której nie było żadnej kartki – papieru toaletowego brakowało aż do następnego weekendu, do czasu, gdy pojawiła się ekipa sprzątająca.
Ten mały eksperyment pokazuje, że drobne przypomnienia mogą nam skutecznie pomagać w utrzymaniu standardów etycznych i – w tym wypadku – dobrego zaopatrzenia łazienki.
Opisane eksperymenty sugerują, że nasza gotowość i skłonność do oszukiwania mogą słabnąć, jeśli ktoś nam przypomni o naszych zasadach etycznych. Chociaż jednak wykorzystanie Biblii i Dekalogu jako mechanizmów zwiększania uczciwości mogłoby być pomocne, wprowadzenie w społeczeństwie zasad religijnych jako środka przeciwdziałania oszustwu nie wydaje się zbyt praktyczne (nie wspominając o fakcie, że byłoby to naruszenie zasady rozdzielności kościoła od państwa). Zaczęliśmy się więc zastanawiać nad bardziej ogólnymi, praktycznymi i świeckimi sposobami obniżania współczynnika elastyczności, co skłoniło nas do przetestowania kodeksów honorowych obowiązujących na wielu uniwersytetach.
Żeby się przekonać, czy kodeksy honorowe są skuteczne, poprosiliśmy grupę studentów MIT i Yale o podpisanie takiego kodeksu tuż przed tym, jak stworzyliśmy połowie badanych okazję do oszukiwania w zadaniu z macierzami. Oświadczenie, pod którym studenci mieli się podpisać, brzmiało: „Rozumiem, że ten eksperyment podlega zasadom kodeksu honorowego MIT/Yale”. Badani, których nie poproszono o jego podpisanie, oszukiwali w niewielkim stopniu, podczas gdy studenci MIT i Yale, którzy podpisali się pod tym zdaniem, nie oszukiwali ani odrobinę – pomimo faktu, że żadna z tych uczelni nie ma kodeksu honorowego (przypominało to efekt złożenia przysięgi na Biblię u zdeklarowanych ateistów).
Odkryliśmy, że kodeks honorowy sprawdza się na uniwersytetach, które w rzeczywistości nie mają takiego kodeksu, ale co z tymi, na których obowiązuje rygorystyczny zbiór zasad honorowych? Czy ich studenci oszukiwaliby w mniejszym stopniu w każdych okolicznościach? A może byliby mniej nieuczciwi tylko po podpisaniu kodeksu honorowego? Spędzałem wtedy trochę czasu w Instytucie Badań Zaawansowanych na Uniwersytecie Princeton, który był jedną wielką szalką Petriego, umożliwiającą zweryfikowanie tych przypuszczeń.
Na Uniwersytecie Princeton obowiązuje rygorystyczny kodeks honorowy, który wprowadzono w 1893 roku. Nowi studenci otrzymują egzemplarz kodeksu oraz list Komitetu Honorowego, opisujący tamtejszy system zasad honorowych. Dopiero po jego podpisaniu zostają formalnie przyjęci na studia. Ponadto w pierwszym tygodniu roku akademickiego nowi studenci chodzą na obowiązkowe wykłady dotyczące wagi kodeksu honorowego, a po każdej prelekcji rozmawiają o uniwersyteckim systemie honorowym z zespołem doradczym w swoim akademiku. Jakby tego było mało, jeden ze studenckich zespołów muzycznych, Triangle Club, wykonuje utwór Honor Code Song (Pieśń o kodeksie honorowym) dla wszystkich pierwszoroczniaków.
Do końca ich pobytu w Princeton studentom wielokrotnie przypomina się o kodeksie honorowym. Podpisują oświadczenie o jego przestrzeganiu pod każdą pracą pisemną, którą oddają („Pracę tę napisałem samodzielnie, zgodnie z regulaminem Uniwersytetu”). Podobne oświadczenie podpisują przy okazji każdego egzaminu, testu czy kwizu („Daję słowo honoru, że w trakcie tego egzaminu nie złamałem zasad kodeksu honorowego”), a dwa razy w roku otrzymują przypominające e-maile od Komitetu Honorowego.
Żeby się przekonać, czy przyśpieszony kurs moralności, jaki przechodzą nowo przyjęci studenci Princeton, przynosi trwałe efekty, odczekałem dwa tygodnie od zakończenia szkolenia etycznego dla pierwszoroczniaków, a potem wystawiłem ich na pokusę oszustwa – stwarzając im takie same okazje do nieuczciwości, jak studentom MIT i Yale (uczelni, które nie mają własnego kodeksu honorowego ani nie organizują tygodniowego kursu uczciwości studenckiej). Czy studenci Princeton niedługo po tygodniowym zanurzeniu w uniwersyteckim kodeksie honorowym byli bardziej uczciwi podczas wykonywania zadania z macierzami?
Niestety nie. Kiedy poproszono ich o podpisanie oświadczenia o przestrzeganiu kodeksu, wcale nie oszukiwali (ale podobnie zachowywali się studenci MIT i Yale). Kiedy jednak nie poproszono ich o podpisanie takiego oświadczenia, oszukiwali w takim samym stopniu, jak ich koledzy z MIT i Yale. Wydaje się, że intensywny kurs moralności, propaganda etyczna oraz istnienie kodeksu honorowego nie wywarły trwałego wpływu na kręgosłup moralny studentów Princeton.
Wyniki te są zarazem przygnębiające i obiecujące. Przygnębiający jest fakt, że – jak się wydaje – bardzo trudno jest zmienić nasze zachowanie, tak byśmy stali się bardziej etyczni, i że przyśpieszony kurs moralności okazuje się niewystarczający (podejrzewam, że podobny brak skuteczności charakteryzuje wiele innych szkoleń odbywających się w firmach, na uniwersytetach i w szkołach biznesu). Ogólnie rzecz biorąc, otrzymane wyniki wskazują, że bardzo trudno jest spowodować trwałą zmianę kulturową w sferze moralności.
Obiecujący natomiast wydaje się fakt, że kiedy
przypomina się nam o standardach etycznych, zachowujemy się bardziej honorowo. Co więcej, odkryliśmy, że metoda „podpisz tutaj” sprawdza się zarówno w sytuacji, gdy nieuczciwość pociąga za sobą jasno określone i dotkliwe koszty (w Princeton może to być nawet wydalenie z uniwersytetu), jak i wtedy, gdy jej koszty nie są sprecyzowane (jak w MIT i na Uniwersytecie Yale). Dobra wiadomość jest taka, że – jak się wydaje – ludzie chcą być uczciwi, co sugeruje, iż warto stosować przypomnienia moralne w sytuacjach, które wystawiają nas na pokusę nieuczciwości[2].
*
Jak podwyższyć swój wynik w teście Mensy?
Projektując ten eksperyment, zainspirowałem się jednym z bezpłatnych magazynów, jakie można znaleźć w kieszeni fotela w samolocie. Podczas jednego z lotów przeglądałem takie czasopismo i znalazłem w nim test Mensy (pytania, które mają mierzyć inteligencję). Ponieważ jestem dość ambitny, musiałem się z nim zmierzyć. W instrukcji napisano, że odpowiedzi na pytania znajdują się na ostatniej stronie czasopisma. Po udzieleniu odpowiedzi na pierwsze pytanie zajrzałem na ostatnią stronę, żeby sprawdzić, czy odpowiedziałem poprawnie. Okazało się, że tak. Przy kolejnych pytaniach zauważyłem jednak, że kiedy sprawdzam poprawność rozwiązania, które właśnie zaznaczyłem, kątem oka zerkam na następną odpowiedź. Po tym, jak rzuciłem okiem na rozwiązanie następnego problemu, wydał mi się on dużo łatwiejszy. Pod koniec kwizu okazało się, że rozwiązałem poprawnie większość zadań, co sprawiło, że łatwiej mi było uwierzyć we własny geniusz. Wtedy jednak zacząłem się zastanawiać, czy uzyskałem tak wysoki wynik, ponieważ jestem superinteligentny, czy raczej dlatego, że kątem oka widziałem odpowiedzi na kolejne pytania (oczywiście byłem skłonny przypisać swój sukces własnej inteligencji).
Coś podobnego może się zdarzyć w każdym teście, w którym rozwiązania są dostępne na innej stronie albo podane do góry nogami, jak to często bywa w czasopismach i w próbnych testach SAT. Kiedy ćwiczymy rozwiązywanie testów, często wykorzystujemy odpowiedzi, aby przekonać samych siebie, że jesteśmy niezwykle inteligentni, albo też – jeśli nasza odpowiedź jest błędna – że popełniliśmy głupi błąd, który na pewno nie przydarzyłby nam się podczas prawdziwego egzaminu. Tak czy owak, nabieramy wygórowanego mniemania o własnej inteligencji, co na ogół chętnie akceptujemy.
Wyniki pierwszej fazy naszego eksperymentu pokazały, że badani na ogół zaglądali do odpowiedzi, żeby uzyskać wyższy wynik w teście. Nie wiedzieliśmy jednak, czy było to zwyczajne, staromodne ściąganie, czy raczej oszukiwanie samych siebie. Innymi słowy, nie wiedzieliśmy, czy badani wiedzieli, że oszukują, czy może przekonali samych siebie, że naprawdę znali poprawne odpowiedzi na wszystkie pytania. Żeby to sprawdzić, dodaliśmy do naszego eksperymentu jeszcze jeden element.
Wyobraź sobie, że bierzesz udział w eksperymencie podobnym do poprzedniego. Rozwiązałeś kwiz złożony z ośmiu pytań. Odpowiedziałeś poprawnie na cztery pytania (50%), ale dzięki odpowiedziom podanym na dole strony przypisałeś sobie sześć poprawnych odpowiedzi (75%). Jak sądzisz, który wynik odzwierciedla Twoją ogólną umiejętność rozwiązywania takich testów: 50% czy 75%? Z jednej strony możesz być świadomy, że posłużyłeś się kluczem z odpowiedziami, aby podwyższyć swój wynik, a co za tym idzie – zdajesz sobie sprawę, że Twoje rzeczywiste zdolności są bliższe wynikowi 50%. Z drugiej strony, wiedząc, że zapłacono Ci tak, jakbyś naprawdę rozwiązał sześć zadań, możesz przekonać samego siebie, że Twoja umiejętność rozwiązywania takich testów tak naprawdę jest bliższa poziomowi 75%.
W tym momencie rozpoczyna się druga faza eksperymentu. Po rozwiązaniu kwizu matematycznego eksperymentator prosi Cię, żebyś spróbował przewidzieć, jak wypadniesz w następnym teście, w którym będziesz musiał odpowiedzieć na sto podobnych pytań. Tym razem jest jasne, że na dole strony nie będzie żadnych odpowiedzi (a co za tym idzie – nie będzie można zajrzeć do klucza). Jak sądzisz, jaki wynik uzyskasz w następnym teście? Czy Twoje przewidywania będą się opierać na Twoich rzeczywistych możliwościach z pierwszej fazy (50%), czy też na możliwościach zawyżonych (75%)? Oto logika naszego rozumowania: jeżeli jesteś świadomy, że w poprzednim teście wykorzystałeś klucz z odpowiedziami, żeby sztucznie zawyżyć swój wynik, to będziesz przewidywać, że rozwiążesz poprawnie taką samą część zadań, jaką rozwiązałeś samodzielnie w poprzednim teście (cztery z ośmiu, czyli 50%). Przyjmijmy jednak, że uwierzyłeś, iż naprawdę odpowiedziałeś poprawnie – bez żadnej pomocy – na sześć pytań. W tej sytuacji możesz przewidywać, że w następnym teście rozwiążesz poprawnie dużo większy odsetek zadań (75%). Tak naprawdę potrafisz odpowiedzieć tylko na około 50% pytań, ale za sprawą samooszukiwania możesz nadąć się jak paw i stać się nazbyt pewny swoich możliwości.
Nasze badanie wykazało, że badani doświadczali tego rodzaju nadęcia i nadmiernej wiary we własne siły. Ich przewidywania dotyczące tego, jak dobrze wypadną w drugiej fazie testu, świadczyły o tym, że badani nie tylko wykorzystali klucz z odpowiedziami, aby podwyższyć swój wynik w pierwszej fazie, ale także bardzo szybko przekonali samych siebie, że naprawdę poszło im tak dobrze. Ci, którzy mieli możliwość sprawdzić swoje odpowiedzi w pierwszej fazie eksperymentu (i którzy oszukiwali), nabrali przekonania, że ich zawyżony wynik odzwierciedla ich rzeczywiste umiejętności.
Co by się jednak stało, gdybyśmy płacili osobom badanym za trafne przewidywanie ich wyników w drugiej fazie badania? Gdyby stawką były pieniądze, może nasi badani nie lekceważyliby tak łatwo faktu, że w pierwszej fazie wykorzystali klucz z odpowiedziami, aby podwyższyć swoje wyniki? Żeby się tego dowiedzieć, powtórzyliśmy ten eksperyment z udziałem nowej grupy badanych, tym razem oferując im do dwudziestu dolarów, jeśli trafnie przewidzą swój wynik w drugim teście. Pomimo finansowej zachęty do formułowania trafnych przewidywań, badani nadal przypisywali sobie całą zasługę za dobre wyniki w pierwszej fazie i przeceniali swoje możliwości. Mimo silnej motywacji do dbałości o trafność, skłonność do samooszukiwania zwyciężyła.
Dan Ariely
Szczera prawda o nieuczciwości
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.