poniedziałek, 17 sierpnia 2026

1939 Wojna, jaka wojna?

 Czy w 1939 roku mogło się to wszystko potoczyć inaczej? Po przeczytaniu dziesiątków wspomnień, pamiętników, dzienników, książek, starych gazet – wydaje mi się, że istniała też inna droga.

Gdańsk naprawdę był celem Hitlera, a nie – jak uczono mnie w szkole – tylko pretekstem do rozpętania wojny.
Wojna wybuchła przez niezrozumienie.

Hitler obiecał upokorzonym po traktacie wersalskim Niemcom powstanie z kolan, odzyskanie wszystkich straconych terenów i zjednoczenie Niemców pod jedną: narodowosocjalistyczną swastyką. I swój cel realizował krok po kroku. Przyłączył do Rzeszy Austrię, czeskie Sudety i litewską Kłajpedę. Wszystko to odbywało się bez jednego wystrzału, metodą dociskania przeciwnika do ziemi i faktów dokonanych. W hitlerowskim marszu po „swoje” ostatnim trofeum miał być Gdańsk – miasto o dziwnym powersalskim statusie: rządzone przez miejscowy samorząd, nadzorowane przez Polskę i Niemcy.

Hitler nie rozumiał, skąd opór Polaków, by to niemieckie, jak uważał, miasto wróciło znowu do wielkiej Rzeszy. Józef Beck, polski minister spraw zagranicznych – który prowadził negocjacje z Niemcami – nie rozumiał, że Hitler wcale nie blefuje i się nie cofnie. Na początku kwietnia pojechał do Londynu i przywiózł stamtąd, jak sądził, gwarancje bezpieczeństwa i pokój. Nie rozumiał, że Brytyjczycy porozumieniem z Polską wycofują się tylko z kompromitującej polityki ustępstw wobec Hitlera i że nie kiwną palcem, gdy dojdzie do wojny, bo po prostu nie są do niej gotowi.

My też nie byliśmy na wojnę gotowi. Potrzebowaliśmy czasu, a zyskać go mogliśmy tylko – dogadując się z Hitlerem w sprawie Gdańska lub ze Stalinem przeciwko Hitlerowi. Beck nie rozumiał, że to koniec prowadzonej przez niego przez lata polityki równowagi między dwoma mocarstwami, że coś trzeba wybrać. Że żaden Anglik ani Francuz nie ma zamiaru umierać za Gdańsk.

Najgorsze, że nie rozumiał militarnego położenia Polski. Że w zderzeniu z potężną machiną wojenną Niemiec nie mamy żadnych szans. Mnie było łatwiej to bardzo wyraźnie zobaczyć, bo zajrzałem za kulisy wielkiej polityki, a Beck działał po omacku.

Jeszcze mniej rozumieli zwykli Polacy, przed którymi władza ukrywała informacje o niemieckich żądaniach zwrotu Gdańska. W piątek 28 kwietnia 1939 roku wszystkiego dowiedzieli się z przemówienia Adolfa Hitlera w Reichstagu. Był gniew w narodzie, ale też poczucie, że skończyły się żarty i trzeba będzie w końcu utrzeć nosa tym bezczelnym Niemcom.

Bo jedno, co pozostaje w nas od osiemdziesięciu lat niezmienne, to nierealistyczne poczucie własnej pozycji w Europie i świecie. Przekonanie, że to my rozgrywamy Europę, a nie Europa nas, i że muszą się z nami liczyć.

Gdy śledzi się debatę publiczną poprzedzającą wybuch drugiej wojny światowej, zadziwia podobieństwo do czasów współczesnych. Jak tamci Polacy byli podobni do nas! Jak bardzo się nienawidzili, jak oskarżali o zdradę i sprzeniewierzenie wartościom, jak rozdęli patriotyczny balonik. Wtedy też bój toczył się o utrzymanie zagrożonej polskiej tożsamości narodowej, o sposoby zwiększenia przyrostu naturalnego, liberalną demokrację, która miała być w schyłku, i o to, kto lepiej działał na rzecz Polski – ci, którzy służyli Marszałkowi, czy ci, którzy go zwalczali.

I jeszcze jedno pozostało niezmienne: przekonanie, że za wszystkim stoją Żydzi.

Cezary Łazarewicz
1939. Wojna? Jaka wojna?

[Bardzo eleganckie i trafne podsumowanie sytuacji Polski. Na ustępstwa wobec Hitlera trzeba było pójść i faktycznie jemu (pochodzącemu z Austrii ten Gdańsk nie był potrzebny), ale musiał się liczyć z opinią społeczną, a i tak już był oskarżany o to że idze wobec Polaków na zbyt wielkie ustępstwa. Wystarczy spojrzeć na demografię Gdańska z tamtego okresu, o ile pamiętam ponad 90% ludności to Niemcy. Jeżeli chodzi o tak zwany korytarz eksterytorialny, to żądanie też bynajmniej nie było absurdalnym. Oczywiście samo w sobie może się takim wydawać, jeżeli nie spojrzy się na ówczesną mapę. I tam widać też absurd, terytorium niemieckie całkowicie odcięte od reszty kraju.

I teraz najważniejsze, kim byli ci co w wersalu ustanowili taki porządek? Czasami mówi się że był on beznadziejnie głupi, ze jego twórcy czegoś nie rozumieli.. Otóż jego twórcy wszystkiego dobrze rozumieli, i przygotowali do kolejnej wojny.

I teraz ostatnie zdanie inaczej tak trzeźwego opisu. Przekonanie, że za wszystkim (co złe a na czym można zrobić) stoją żydzi, to ma Varapanyo Bhikkhu albo w tamtych czasach jego babcia, ale nie większość polskiego społeczeństwa, ani wtedy ani tym bardzej teraz. Skąd ten optymizm i przedwojenny duch bojowy? Do kogo należała prasa, która go podsycała? Oczywiście, to nie zmienia faktu, że polski naród okazał się głupi, i trzeba za swoją głupotę winić przede wszystkim siebie. A że żydzi bardzo umiejętnie potrafią taką głupotę wykorzystać, wzmacniać, jak i tworzyć nowe idee z niej wynikające (kto normalny pomyślałaby sto lat temu by proponować legalizację związku dwóch zboczeńców jako małżeństwo?) to nie zwalnia z  odpowiedzialności za nią. Oczywiście większość społeczeństwa nigdy dojrzałości politycznej nie osiągnie, dlatego powinna być trzymana jak najdalej od władzy i jakichkolwiek  na nią wpływu. Dlatego demokracja to najgorszy system. System w którym poglądy większości są bardzo jasno sprecyzowane przez mniejszość. Stado baranów może i niewiele rozumie, ale spłoszone, może niejednego rozdeptać. Dopóki pasterze byli swoi, dwóch zboczeńców razem, było tylko dwoma zboczeńcami razem. Teraz, no cóż. Skąd widzenie rzeczy takimi jakimi są stało się homofobią? Kto większości podsunął ten termin? VB]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.