Nie mogąc doczekać się obiecanego przez Bykowskiego zaproszenia do Nicei, przynaglany stale pogarszającym się stanem zdrowia, podejmuje Norwid na własną rękę zdobycie funduszu. Tak na przełomie 1882/1883 roku powstaje projekt napisania trzech nowel, które wydane własnym nakładem w tysiącu egzemplarzy i sprzedawane po jednym franku przyniosłyby z nadwyżką pieniądze potrzebne na wyjazd. Jako pierwsza powstaje nowela Stygmat, którą kończy już w styczniu 1883 roku. Odwołując się do jej tematyki Cezary Jellenta nazwał Norwida „wykładaczem wielkich snów historii i poezji”, a Stanisław Brzozowski zaobserwował najgłębszy wśród wszystkich naszych poetów zmysł dziejowości, historycznej świadomości. Norwid posiadał istotnie niezmiernie żywe wyczucie tradycji, związany był uczuciowo z przeszłością, co poczytywał za podstawową cechę społeczeństwa. W noweli Stygmat sama akcja zbliżona do schematu sentymentalnych romansów staje się sprawą drugorzędną, przesłoniętą przez problematykę historiozoficzną, która odznacza swoje piętno na dziejach romansowej pary, ich cierpieniach i katastrofie. Do nieuchronnego rozstania się dochodzi przez „stygmat” wyciśnięty na tej parze kochanków przez zmarłych przodków. Otrzymujemy chyba najbardziej syntetyczny tekst ukazujący rolę tradycji, przeszłości i konwencji w życiu ludzi. Podkreśla Norwid podstawową prawdę, iż ludzie nie są wolni od przeszłości, a słowo ma również swą wartość. Stąd rozpaczliwe pytanie, które pada w noweli: „Co ci ludzie z poczciwości słowa zrobili?!”. Pióro ofiarowane przez gęsiarkę ma charakter symboliczny o głębokiej wymowie — ono przywraca sens pisarstwa, które „obmierzili” poecie literaci.
Uważa się ten utwór za najmniej spójny kompozycyjnie, sąd taki jednak tylko częściowo jest słuszny, istotne bowiem jest podstawowe przesłanie przekazane w podjęciu wielkiej problematyki dotyczącej człowieka i historii, tego co ogranicza i determinuje los ludzki (S. Sawicki).
Na początku roku 1883 uzyskuje Norwid dwie zapomogi: z Towarzystwa Dobroczynności Dam Polskich 20 franków (6 stycznia) i z Instytucji „Czci i Chleba” 25 franków, ale są to sumy zdolne zaspokoić egzystencję nędzarza. Konty- nuuje więc dalej swą twórczość nowelistyczną.
W lutym 1883 roku powstaje kolejna nowela, najbardziej chyba znana pt. Ad leones, zbudowana na wrażeniach wyniesionych z Rzymu w latach czterdziestych i z salonu wiosennego w Paryżu w 1881 roku. Utwór swój opiera Norwid na ulubionej paraleli współczesności i czasów przełomu antyku i ery chrześcijaństwa, kiedy to dobro i postęp chrześcijaństwa walczy z „poganizmem”. Zło odnosi chwilowe zwycięstwo nad sztuką (podobnie jak w Fortepianie Szopena).
Podstawowe przesłanie to obowiązek wierności i wytrwania przy idei moralnej uosabiającej dobro. Artysta-bohater utworu, zdradza prawdę i dobro, staje się bezwolną igraszką, ponosi całkowitą klęskę, staje się odpowiedzialny za bezideowość współczesnej sztuki. Z brzydotą moralną środowiska kontrastuje charcica, która znakomicie wyczuwa i uzewnętrznia niepokoje swego pana-artysty. Kolejne stadia zmiany idei przewodniej rzeźby, przedstawione nadzwyczaj zwięźle, nasuwają bolesną refleksję o bezideowości sztuki współczesnej.
Potępienie dotyka nie tylko artystę posiadającego duże umiejętności techniczne, pozbawionego jednak kośćca moralnego, ale również, a może przede wszystkim społeczeństwo, mecenasów, prasę, demoralizujących artystów. Dyktatura pieniądza, zysku, pozbawia artystę godności osobistej. W przemianie rzeźby „chrześcijanie dla lwów!” na „Kapitalizację” zawarł Norwid syntetyczny proces degradacji dzieła sztuki oraz klęski moralnej i artystycznej. Słowne ostrze ataku wymierzone jest w bezideowe środowisko, wobec którego rzeźbiarz zachowuje postawę bierną, ale mimo wszystko góruje on nad otoczeniem, spełniając wolę tego otoczenia zachowuje się jak „doskonały ironista” (K. Wyka) i dzięki tej postawie pełnej dystansu ukazuje swą wyższość, a mimo uległości odnosi jednak zwycięstwo w oczach czytelnika. Winni są wszyscy, gdy dzieło artystyczne staje się tylko towarem, gdy natchnieniem kieruje myśl zysku, (zdrada symbolizowana przez 30 srebrników); podobnie dzieje się z myślą i z każdym uczuciem, gdy „Redakcja jest redukcją”.
Pod względem formalnym jest to jedna z najlepiej napisanych nowel polskich. Spowinowacona z typem tzw. noweli toskańskiej, wykazuje jednak cechy indywidualne i istotne odchylenia (Z. Szmydtowa). Jej język jest również czymś pośrednim między zwykłą narracją a stylem podniosłym znamiennym dla wielkich form literackich. Zwraca uwagę duża ilość słów obcych, skłonność do archaizowania i odchyleń znaczeniowych wzorowanych na łacinie. Nad całością dominuje styl ironisty zmierzającego do ostatecznej pointy. Niezwykły artyzm tej „jednej z najświet- niej napisanych polskich nowel”, tak ostatecznie zostaje sformuowany:
„... Wielka prostota i zarazem celowość doskonale przemyślanej kompozycji, [...] uderzająca oszczędność środków wyrazu, najzupełniej jednak wystarczających do osiągnięcia artystycznego wrażenia (brak jakichkolwiek zbytecznych szczegółów czy epizodów), wreszcie świetne przystosowanie ekspresji językowej do charakteru przekazywanej treści” (K. Górski).
Natychmiast po jej napisaniu przystąpił Norwid do tworzenia kolejnej noweli pt. Tajemnica lorda Singelworth, mającej charakter przypowieści i spowinowaconej z literaturą sensacyjną. Otrzymujemy utwór w stylu Eugeniusza Sue, Alana Poe czy Juliusza Verne. Jego bohaterowie noszą znaczące nazwiska, a tytuł nawiązuje do literatury popularnej, trywializującej tajemnicę. Przewodnia „tajemnica” nasuwa też inne, głębsze powinowactwa — prowadzi ku zagadkom bytu i pytaniom o sens świata znajdującego się na krawędzi. Zafascynowany postępem świat cywilizacji materialnej popada stopniowo w niewolę, która degraduje człowieka i wtrąca ten świat w chaos.
Zawarł Norwid w tym utworze całą swą tęsknotę za Włochami, do których tak chciał jechać przed swym osiedleniem się w przytułku. Czarowna Wenecja odzywa się tu swym niepowtarzalnym baśniowym pięknem, inaczej jednak widziana niż w Menego, z innej perspektywy i kolorystyki. Współczesny Don Kichot zamienia Rosynanta na balon; minęła właśnie okrągła rocznica wzniesienia się w przetrzeń braci Montgolfier (K. Wyka). Dla Stefana Kołaczkowskiego jest ten utwór „żartobliwie-ironiczną alegorią”, ale jest to już inna ironia od wcześniej spotykanej, ironia przesycona humorem. Anegdota opowiedziana przez narratora ma wprawdzie swoje fabularne rozwiązanie, ale nie kończy noweli, prowadzi ku innym sensom alegorycznym i symbolicznym. Lord Singelworth wznoszący się codziennie balonem nad Lido wyraża w ten sposób swój protest przeciwko nieczystości ziemskiej i duchowej, zatraty rzeczy wartoś- ciowych, łaknie tej podwójnej czystości, protestuje przeciwko fałszom i pozorom. Zniewolenie może mieć miejsce wszędzie, nawet w świecie czarownej Wenecji. Celem twórczych działań jest czystość. „Ludzie nie są jeszcze czyści... Są dopiero perfumowani” — twierdzi lord Singelworth.
W ten sposób z uwagi na wspólne tło włoskie oraz wspólnego narratora i komentatora otrzymaliśmy „Trylogię włoską” (J.W. Gomulicki), silnie obciążoną przeżyciami, doświadczeniami i refleksjami poety.
Norwid opowieść biograficzna
Zbigniew Sudolski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.